Uniósł podejrzliwie brew, patrząc na nią z piętrzącym się w oczach niezrozumieniem.
Zgrywny osiłek w mniemaniu Aslana średnio pasował do jego persony. Może i bywał czasem
często bezmyślny, ale posturą zdecydowanie nie przypominał o s i ł k a. Osobiście uważał się za dosyć cherlawego, choć wysokiego
typka.
Również nudził się już w domu, a tym bardziej że nadal nie miał pracy. Czasem zdarzało mu się wyjść na cały dzień, przy czym nie kwapił się, aby powiadomić o tym Adeline. W takich sytuacjach przesiadywał jednak u dawnych kolegów z akademika albo wkurzał Marcusa, który od czasu do czasu próbował wpleść w rozmowę pytania dotyczące tego niespodziewanego małżeństwa. Za każdym razem Aslan odpowiadał w przesadnie teatralny sposób, że
Bóg tak chciał, po czym po prostu ucinał temat.
Mimo wszystko nadal uważał Halloween za pogańskie święto i z trudem godził się na te wszystkie... cyrki.
—
W znanych mi uniwersach wampirom nie odrastają kończyny — rzucił lekko, po czym po raz ostatni zerknął na wykrzywioną, ledwie trzymającą się papierową nogę. Zaraz znów spojrzał na Adeline i westchnął zrezygnowany, gdy ostatecznie nie zgodziła się na powrót do domu i zamieszkanie w zamku z papieru. Wydawało mu się to znacznie ciekawsze i zdrowsze dla jego wiary niż poznawanie sąsiadów w iście upiornej aurze pogańskiego święta.
Nah.
—
Przecież to niechcący! — fuknął natychmiast w odpowiedzi, gdy usłyszał swoje imię okraszone ogromnym oburzeniem i dezaprobatą.
A potem wszystko potoczyło się naprawdę szybko. Aslan obrzucił nowych znajomych prędkim, oceniającym spojrzeniem, przyrównując ich do aktorzyn z Bollywood. Gdy Adeline go przedstawiła, uścisnął wyciągnięte dłonie, uprzednio całując Beth w wierzch ręki. Ta filuternie zachichotała, na co posłał jej oczko, ale Mark zaraz zgarnął żonę i gości do domu.
Wszystko odbyło się wśród salw śmiechu i pochwał, którym Aslan ochoczo przytakiwał. Raz zarazem zapewniakł, że
żoneczka lubiła przesadzać w swoich opowieściach o jego doskonałych umiejętnościach i nienagannym wizerunku. Ochom i achom nad jej usposobieniem również nie było końca, gdy opowiadał zabawne anegdotki, chcąc w ten sposób odrobinkę odwzajemnić jej
miłość i wierność.
Aslan posłał Beth wyjątkowo uroczy uśmiech, kiedy odstawił już Edwarda pod oknem. Po chwili odwzajemnił gest Adeline i również objął ją ramieniem, a nawet krótko ucałował w skroń. Wówczas poczuł w nozdrzach zapach szamponu, którego kategorycznie zabroniła mu używać, a którego sam, w obawie o swoje AZS nawet nie odważyłby się tknąć.
—
Jakbym mógł cię otruć. Zasługujesz na jedzenie z najwyższej półki — oświadczył całkiem poważnie, a gdy kobieta spojrzała w jego stronę, odruchowo delikatnie trącił ją palcem w nos.
I być może z jego oczu mogła wyczytać, co naprawdę myślał. Wcale nie uważał, że zasługiwała na zdrowe jedzenie, bo po tych kilku wspólnie spędzonych dniach, najchętniej nakarmiłby Adeline trutką. Niemniej płaciła mu porządną pensję, więc zamierzał ciągnąć to wszystko dalej.
Kiedy jednak Beth na moment się odwróciła, nachylił się ku rudowłosej.
—
Nawaliłaś pewnie tam tego kremu, który mi ostatnio nie smakował? — zapytał konspiracyjnym szeptem, po czym odsunął się i uśmiechnął łobuzersko. W gruncie rzeczy wcale nie chodziło o
krem. Aslan po prostu nie lubił słodyczy. Albo słodyczy Adeline.
Ponowne pojawienie się gospodyni sprawiło, że Adeline się odsunęła, więc mimowolnie pochwycił woreczek z podejrzaną, czerwoną zawartością. Zmarszczył nos z wyraźną niechęcią i zerknął na
żonę która ochoczo skosztowała napoju, a następnie spróbowała zachęcić do tego samego..
—
Niech Bóg mi wybaczy — jęknął i wsunął słomkę do ust. Jednak już po pierwszym łyku szeroko otworzył oczy, jakby doznał nagłego objawienia i bynajmniej nie
boskiego. Rzeczywiście było dobre, dlatego tym razem skinął kobiecie głową z uznaniem i ponownie upił zawartość saszetki.
Aslanowi właśnie tego było potrzeba.
Wódki.
Właściwie mógłby tak stać jak kołek i delektować się nektarem, ale Adeline po raz kolejny porwała go w inne miejsce. Z niezadowoleniem i mocno wypisanym na twarzy sceptycyzmem, odstawił więc woreczek, aby ruszyć za nią w stronę pozbawionego nogi Edwarda. Mark chwilę wcześniej postanowił ukróci jego męki i całkowicie odciął mu kończynę, a następnie sprytnie zasłonił urwaną stopę doniczką z monsterą.
Wszystko znów działo się tak szybko, że ledwie zdążył zarejestrować zmianę pozycji Adeline, która niespodziewanie samodzielnie otoczyła siebie jego ramionami i wtuliła się plecami w tors. Poczuł ciepło jej ciała, więc odruchowo przyciąnął ją jeszcze bliżej, kiedy ze splecionymi dłońmi i wzrokiem wbitym w lampy telefonu, oczekiwali aż Beth wykona zdjęcie.
Po chwili drgnął, kiedy kobieta gwałtownie zmieniła pozycję i demonstracyjnie zmrużył powieki wiedząc, że
coś kombinowała. Pomimo tego popłynął z nurtem ich kunsztownej gry aktorskiej. O zamiarach rudowłosej przekonał sie parę sekund później, gdy przysunęła jego twarz do swojej. W kącikach ust Aslana od razu zamajaczył zawadiacki uśmieszek.
Kiedy ich usta się spotkały, odruchowo przymknął oczy. Oczywiście odwzajemnił pocałunek i zaczepnie złapał ustami dolną wargę kobiety, uprzednio przesuwając po niej koniuszkiem języka.
I to nie koniec. Gdy wreszcie na moment oderwali się od siebie, spojrzał na Adeline z niesamowicie łobuzerskim błyskiem w oczach, który również
zwiastował kłopoty. Wtem jedną ręką objął ją w talii, zaś drugą podchwycił jej nogę i gwałtownie podniósł. Następnie w kolejnym, bardzo pokazowym geście przechylił
żonę do tyłu, nachylił się nad nią i ponownie połączył ich usta w pocałunku.
—
Moje serce od dnia, w którym cię ujrzałem, nie zaznało spokoju. Wciąż nie potrafię zdecydować, czy jesteś aniołem zesłanym przez niebiosa, czy diabłem, który osobiście postanowił zepchnąć mnie z dobrej droi, ale czuję ogromną wdzięczność —
I smród pieniędzy. —
Za to, że dane mi było zostać twoim mężem, Adeline — celowo mówił tak głośno, aby stojąca obok Beth i Mark byli w stanie wszystko usłyszeć. Ba, Aslan nawet nie wiedział, że potrafił kłamać z tak ogromnym wyczuciem! Wciąż głęboko patrzył w zielone oczy Adeline, chociaż w jego własnych źrenicach zamajaczyły zuchwałe, aroganckie iskierki. W międzyczasie zabawnie, acz sugestywnie poruszył brwiami i uśmiechnął się zawadiacko, i ostatni raz sięgnął do ust rudowłosej.
Potem pomógł jej wyprostować się i stanąć na obu nogach. Dopiero wtedy Beth nacisnęła aparat i uwieczniła ich na kolejnym zdjęciu.
Adeline Mountbatten