ODPOWIEDZ
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Adeline uwielbiała Halloween. Może niekoniecznie masę truposzy i innych strachów, które ozdabiały ogródki niemal w każdej dzielnicy Toronto, bo nie przepadała za horrorami, ale sama inicjatywa — możliwość wcielenia się w kogoś lub coś oraz szalona zabawa do rana należała naprawdę do fajnego okresu jesiennego.
W tym roku było to jednak szczególne wydarzenie, bo miasto wciąż spowijał mrok. Mimo czyhających nocą niebezpieczeństw Adeline miała już dość tego lockdownu, wiecznych ciemności i niepewności, kiedy w końcu sytuacja się ustabilizuje. Czuła wewnętrzną potrzebę działać oraz choć przez jeden wieczór poudawać, że wszystko wróciło do normy.
Dlatego, kiedy Beth, jej sąsiadka, zaproponowała zorganizowanie dla mieszkańców imprezy halloweenowej, rudowłosa nawet się nie zastanawiała, momentalnie angażując się w sprawę. Do przygotowań wmanewrowała w to również swojego męża, którego przecież sąsiedzi również chcieli poznać, a właśnie nadarzyła się ku temu idealna okazja.
Jak była młodsza, kochała Zmierzch, zarówno książki, jak i wersję filmową, dlatego przygotowywanie listy piosenek zawartych w ekranizacjach przyniosło jej ogromną przyjemność. “Kołysankę Belli” graną na fortepianie miała na swojej comfort liście, nie mogło więc jej zabraknąć i na imprezowej playliście, w którą wplotła także inne melodie pasujące do klimatu Forks. Swój tablet wraz z kilkoma elementami wystroju zaniosła kilka mieszkań dalej, a potem sama wróciła, w przelocie doglądając Aslana ślęczącego w kuchni nad przekąskami, przygotować się na wieczór.
Kiedy wyszła z sypialni, miała na sobie baseballową czapkę i pasującą do niej kamizelkę bez rękawów, a jej nogi podkreślały białe, przylegające do niej spodnie wraz z naciągniętymi na nie biało-czarnymi skarpetkami do kolan. Z pokręconymi rudymi włosami i srebrzystym brokatem na policzkach i nosie prezentowała się naprawdę drapieżnie. Gdyby pozostawiła swój naturalny blond, nie dałoby się jej odróżnić od Rosalie.
— Jak tam, mężu? Chyba już wystarczająco napociłeś się nad tymi przekąskami — bezceremonialnie wsunęła się między niego a blat, przy którym stał i, opierając się tyłkiem o krawędź, wyprostowała się, żeby nałożyć mu podobny brokat na policzkach i nosie. — Rola Emmetta pasuje do ciebie idealnie — podsumowała, gładząc go opuszkami palców, które po chwili ponownie zanurzyła w pojemniczku z brokatem i przeniosła się na jego szyję. Imponująca postura, niegrzeczne żarty, zarozumialstwo i okropna pewność siebie. Oraz małżeństwo z miłością swojego życia.
— Edward nie może doczekać się, żeby poznać swojego brata — uśmiechnęła się szelmowsko, mając na myśli męża Beth. W końcu jako gospodarze mieli prawo przebrać się za główną parę, ale… jej zdecydowanie bliżej było do Rosalie.
Finalnie oderwała palce od Aslana i nez skrępowania patrzyła na efekt swojej pracy jeszcze przez kilka sekund, zupełnie nie przejmując się tą bliskością. W końcu wysunęła się spomiędzy jego ramion i podeszła do blatu, na który odłożyła pojemnik z brokatem i wzięła ostatni talerz z babeczkami red velvet z białym kremem, polanym krwistym syropem. Przynajmniej wypiekami mogła się poszczycić.
— Nie zapomnij o czapce — ruchem brody wskazała na przygotowaną dla niego czapkę baseballową. — I Edwarda. Musimy zrobić sobie z nim zdjęcie — dodała jeszcze, patrząc na kartonową postać w szarym płaszczyku z pierwszej części. Jak on się z tym zabierze, to już nie był jej problem.

Aslan Mountbatten
27 y/o
For good luck!
190 cm
kuchcik u boku żony
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aslan nie należał do osób, które zwykły obchodzić Halloween, choć nie raz zdarzyło mu się włożyć kostium na potrzeby pracy kelnera. Niemniej sama idea świętowania tego, o zgrozo, pogańskiego zwyczaju budziła w nim zastrzeżenia. Jako praktykujący katolik podchodził więc do pomysłu Adeline z wyraźnym uprzedzeniem. Nim jednak zdążył wyrazić sprzeciw, kobieta zastukała długim paznokciem w kontrakt, który zajmował honorowe miejsce na drzwiach lodówki, przytrzymywany magnesami z Misano. Widniał w nim przecież punkt zobowiązujący go do uczestnictwa we wszystkich imprezach.
Westchnął ciężko i,jako posłuszny naczelny paź, nie tylko ubrał wybrany przez Adeline strój, ale również wziął na siebie przygotowanie przekąsek. Akurat w tej kwestii - zważywszy na wciąż budzące jego wątpliwości umiejętności kulinarne żony - wolał zrobić to samodzielnie.
Oderwał się od tacy, na której właśnie ułożył ostatnie tortille z grillowanym łososiem i spojrzał na kobietę. Jego wzrok mimowolnie przesunął się wzdłuż jej sylwetki, a usta wykrzywił grymas rozczarowania. Spodziewał się raczej kusej sukienki, aniżeli stroju bejsbolisty. Z drugiej strony mógł przewidzieć, że wystąpią w zmatchowanych przebraniach.
— Właśnie skończyłem — oznajmił, nie ruszając się z miejsca, kiedy Adeline wsunęła się w wąską przestrzeń między nim a tacą z przekąskami. Kiedy uniosła dłoń z jakimś specyfikiem, odruchowo oparł ręce po obu stronach jej sylwetki i przymknął powieki. — Nie wiem, kim jest Emmett — odparł, dając tym samym wyraz swojej ignorancji dla sagi Stephenie Meyer.
Dopiero gdy poczuł dotyk jej opuszków na skórze, otworzył oczy. Napotkawszy jasne spojrzenie Adeline, zmrużył podejrzliwie powieki i wykrzywił usta. Jedną dłoń przeniósł z blatu na jej biodro, wyczuwając pod palcami ciepło jej ciała. Poza tym nawet się nie poruszył, a jedynie wyraził cały swój sceptycyzm mimiką.
Wizja halloweenowej imprezy nadal mu się nie podobała, ale gdy żona wreszcie skończyła się nad nim pastwić, zdobył się na krzywy uśmiech.
— Hurra! — zawołał z wymuszonym entuzjazmem, gdy wspomniała, że Edward nie mógł doczekać sie, aby poznać brata. Następnie pozwolił Adeline wyswobodzić się spomiędzy swoich ramion i odruchowo sięgnął po tacę z tortillami. W ostatniej chwili pochwycił jeszcze tę przeklętą czapkę, wódkę oraz kartonową podobiznę, której twarz natychmiast wepchnął sobie pod pachę. Właściwie uznał, że właśnie tam było jej miejsce. Resztę papierowego cielska pociągnął po podłodze, ruszając krok w krok za żoną.
Po wyjściu z mieszkania musieli przedostać się parę drzwi dalej. Aslan klął siarczyćsie na tę nieposłuszną figurę, która wpierw sprawiła mu problem z wyjściem, a potem naderwała stopę o bliżej nieokreślone miejsce.
— Edward właśnie został inwalidą — oznajmił z przekąsem, odwracając się przez ramię i zerkając na kartonową podobiznę, której noga trzymała się reszty ciała już chyba wyłącznie dzięki sile woli. — Słuchaj, wiem, że jesteś popieprzona, ale może mogłabyś być popieprzona w domu? Tak szczerze, nie mam najmniejszej ochoty uczestniczyć w tych pogańskich rytuałach. Możemy porobić coś ciekawszego. Zbuduję ci pałac z papieru toaletowego. — Przypomniał sobie o dziesięciu pudełach, jakie stały w i c h sypialni po ostatnich zakupach. — Słuchasz mnie w ogóle? — bąknął, ale Adeline zdążyła już stanąć przed drzwiami sąsiadów i gorliwie naciskała dzwonek.
Wtedy, zaledwie krok od kobiety z jego dłoni wyślizgnęła się butelka wódki i z hukiem roztrzaskała o podłogę. Aslan w ostatniej chwili cofnął stopę, ratując swoje gumowe, podomkowe laczki przed alkoholem.
— No ja pierdolę. Po prostu świetnie. To była jedyna rzecz, dzięki której zamierzałem przetrwać tę farsę — wymamrotał, patrząc z wypisaną na twarzy rozpaczą ku kałuży.
I nagle... drzwi otworzyły się niespodziewanie, więc Aslan błyskawicznie przywdział najpiękniejszy uśmiech na jaki było go stać. Następnie ostrożnie przeskoczył nad szkłem, po czym splótł ramię z ramieniem Adeline.
— Szczęśliwego Halloween! — zawołał z udawanym entuzjazmem.

Adeline Mountbatten
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aslanowi wcale nie musiało się podobać, że zaangażowała go w tę imprezę, ale jako mąż nie miał wyjścia. Poza tym, uleganie jej, a właściwie dostosowywanie się do poszczególnych punktów kontraktu, sprawiało jej jakąś dziwną przyjemność, a wybór dla niego zmatchowanego stroju przyniósł jej dodatkową satysfakcję.
— To taki… — zmrużyła oczy, przez chwilę się zastanawiając, jak to ująć ładnie w słowa — …zgrywny osiłek — uśmiechnęła się zuchwale, tym bardziej bagatelizując to, z jaką swobodą weszła do jego przestrzeni osobistej i tym samym narażała się na odwet.
Szukała zaczepki czy sprawdzała go? Trudno było określić, co kryło się za jej figlarnym zachowaniem, ale nie dało się nie zauważyć, że miała dziś wyjątkowo dobry humor. Znacząco poprawiało go również pastwienie się nad nim, kiedy tak starannie nakładała mu brokat na wykrzywioną w grymasie twarz.
Nie wiedziała też, czy jej ekscytacja wiązała się z oficjalnym przedstawieniem Aslana ich sąsiadom, czy z samą imprezą, która była czymś zgoła odmiennym od ostatnich tygodni spędzonych w niepewności i mroku. Według niej wszyscy potrzebowali tego zastrzyku spontaniczności i dobrej zabawy. Nawet uprzedzony do halloween brunet.
Idąc korytarzem pod znajome drzwi, w głowie układała sobie, co powinna zrobić zaraz po dotarciu na miejsce, więc wszystko, co mężczyzna do niej mówił, docierało do niej jakby przez mgłę.
— Odrodzi się — mruknęła, słysząc o inwalidztwie Edwarda, chociaż tu mogła pomylić już Zmierzch z innym uniwersum. — Podziękuję — rzuciła na wzmiankę o papierze toaletowym, by przystanąć na wycieraczce i w podnieceniu nacisnąć dzwonek.
Przez nagły trzask szkła aż podskoczyła w miejscu, momentalnie obrzucając spojrzeniem mokrą plamę pod stopami mężczyzny.
— Aslan! — fuknęła z dezaprobatą, bo jak on się zachowywał?
Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, gdy wtem drzwi się otworzyły, a w progu zobaczyła małżeństwo, na oko tylko kilka lat starsze od nich. W przebraniach Edwarda i Belli, wyglądali jak… tanie podróby tych postaci.
Uśmiechnęła się promiennie, a słysząc niespodziewany entuzjazm męża, nawet odrobinę się do niego przysunęła, kiedy na chwilę ją objął. Po szybkim przedstawieniu Aslana, o którym Beth i Mark tak wiele dobrego słyszeli, weszli do środka i ominęli łazienkę, na której kilka godzin wcześniej własnoręcznie przykleiła kartkę z napisem "Granica Rezerwatu La Push - Wampirom wstęp wzbroniony". W salonie postawiła swoje krwawe babeczki na stole pomiędzy błyszczącymi czerwonymi jabłkami i wzięła od Aslana tackę z tortillami, którą ułożyła zaraz obok naczynia z czerwonym ponczem.
Na roziskrzone spojrzenie Beth i uznanie w głosie wywołane przyniesionymi przez nich smakołykami, Ade machnęła skromnie ręką.
— Och, ja zajmuję się głównie wypiekami. To Aslan dla nas gotuje — uśmiechnęła się szeroko, a zauważywszy, że najwyraźniej pozbył się swojego kartonowego towarzysza, podeszła do niego, by go objąć ramieniem. Druga dłoń delikatnie spoczęła na jego torsie. — Jeszcze mnie nie otruł, więc nie jest najgorzej — zmarszczyła łobuzersko nosek i spojrzała na niego przez moment z niewinnym uśmieszkiem.
Oderwała się od niego w momencie, w którym gospodyni podała im woreczki z czerwoną cieczą, które Ade ochoczo pochwyciła w ręce i pospiesznie upiła łyk z rurki.
— No spróbuj, spodoba ci się, k o t k u — spojrzała wymownie na woreczek, który trzymał w ręce. Gdyby go wypił, zrozumiałby, o czym mówiła — zakrapiany był tym samym trunkiem, który zmarnował przed drzwiami.
Teraz już mogła swobodnie rozejrzeć się po wystroju, jeszcze raz podziwiając efekty wspólnej pracy jej oraz Beth. W tle słychać było włączoną z jej tabletu playlistę ze ścieżki filmowej, która dodawała fajnego klimatu imprezie. Rozglądała się pobieżnie również po twarzach przybywających gości, niekoniecznie wsłuchując się w nawiązaną przez mężczyzn rozmowę. A kiedy natknęła się wzrokiem na stojącego przy ścianie Edwarda, raptownie spojrzała na znajomą.
— Bella, zrób nam zdjęcie. To nasze pierwsze wspólne halloween, trzeba to uwiecznić — z ogromnym entuzjazmem wyciągnęła z kieszeni swojego bezrękawnika telefon, który podała kobiecie, po czym pospiesznie odłożyła ich woreczki na stolik obok i energicznie pociągnęła męża w stronę tekturowego Cullena.
Tam wzięła Aslana za ręce, którymi otoczyła siebie i wtuliła się plecami w jego tors. Splótłszy ich dłonie, uśmiechnęła się szczęśliwa do zdjęcia w ugrzecznionej wersji rodem z balów szkolnych.
— Poczekaj! — zatrzymała Beth, żeby zmienić pozycję, bo to nie był koniec. Tym razem zrzuciła z siebie czapkę na podłogę, obróciła się w stronę mężczyzny i sięgnęła dłonią za jego kark, by następnie przyciągnąć go do swojej twarzy. Drugą dłonią zaś po omacku sięgnęła Edwarda, żeby zasłonić mu oczy. W ciągu ułamków sekund odnalazła wzrokiem jasne oczy Aslana, finalnie przenosząc je na usta, które złączyła w pocałunku, przymykając powieki.
Wszystko na potrzeby pamiątki.

Aslan Mountbatten
27 y/o
For good luck!
190 cm
kuchcik u boku żony
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł podejrzliwie brew, patrząc na nią z piętrzącym się w oczach niezrozumieniem. Zgrywny osiłek w mniemaniu Aslana średnio pasował do jego persony. Może i bywał czasem często bezmyślny, ale posturą zdecydowanie nie przypominał o s i ł k a. Osobiście uważał się za dosyć cherlawego, choć wysokiego typka.
Również nudził się już w domu, a tym bardziej że nadal nie miał pracy. Czasem zdarzało mu się wyjść na cały dzień, przy czym nie kwapił się, aby powiadomić o tym Adeline. W takich sytuacjach przesiadywał jednak u dawnych kolegów z akademika albo wkurzał Marcusa, który od czasu do czasu próbował wpleść w rozmowę pytania dotyczące tego niespodziewanego małżeństwa. Za każdym razem Aslan odpowiadał w przesadnie teatralny sposób, że Bóg tak chciał, po czym po prostu ucinał temat.
Mimo wszystko nadal uważał Halloween za pogańskie święto i z trudem godził się na te wszystkie... cyrki.
— W znanych mi uniwersach wampirom nie odrastają kończyny — rzucił lekko, po czym po raz ostatni zerknął na wykrzywioną, ledwie trzymającą się papierową nogę. Zaraz znów spojrzał na Adeline i westchnął zrezygnowany, gdy ostatecznie nie zgodziła się na powrót do domu i zamieszkanie w zamku z papieru. Wydawało mu się to znacznie ciekawsze i zdrowsze dla jego wiary niż poznawanie sąsiadów w iście upiornej aurze pogańskiego święta. Nah.
— Przecież to niechcący! — fuknął natychmiast w odpowiedzi, gdy usłyszał swoje imię okraszone ogromnym oburzeniem i dezaprobatą.
A potem wszystko potoczyło się naprawdę szybko. Aslan obrzucił nowych znajomych prędkim, oceniającym spojrzeniem, przyrównując ich do aktorzyn z Bollywood. Gdy Adeline go przedstawiła, uścisnął wyciągnięte dłonie, uprzednio całując Beth w wierzch ręki. Ta filuternie zachichotała, na co posłał jej oczko, ale Mark zaraz zgarnął żonę i gości do domu.
Wszystko odbyło się wśród salw śmiechu i pochwał, którym Aslan ochoczo przytakiwał. Raz zarazem zapewniakł, że żoneczka lubiła przesadzać w swoich opowieściach o jego doskonałych umiejętnościach i nienagannym wizerunku. Ochom i achom nad jej usposobieniem również nie było końca, gdy opowiadał zabawne anegdotki, chcąc w ten sposób odrobinkę odwzajemnić jej miłość i wierność.
Aslan posłał Beth wyjątkowo uroczy uśmiech, kiedy odstawił już Edwarda pod oknem. Po chwili odwzajemnił gest Adeline i również objął ją ramieniem, a nawet krótko ucałował w skroń. Wówczas poczuł w nozdrzach zapach szamponu, którego kategorycznie zabroniła mu używać, a którego sam, w obawie o swoje AZS nawet nie odważyłby się tknąć.
— Jakbym mógł cię otruć. Zasługujesz na jedzenie z najwyższej półki — oświadczył całkiem poważnie, a gdy kobieta spojrzała w jego stronę, odruchowo delikatnie trącił ją palcem w nos.
I być może z jego oczu mogła wyczytać, co naprawdę myślał. Wcale nie uważał, że zasługiwała na zdrowe jedzenie, bo po tych kilku wspólnie spędzonych dniach, najchętniej nakarmiłby Adeline trutką. Niemniej płaciła mu porządną pensję, więc zamierzał ciągnąć to wszystko dalej.
Kiedy jednak Beth na moment się odwróciła, nachylił się ku rudowłosej.
— Nawaliłaś pewnie tam tego kremu, który mi ostatnio nie smakował? — zapytał konspiracyjnym szeptem, po czym odsunął się i uśmiechnął łobuzersko. W gruncie rzeczy wcale nie chodziło o krem. Aslan po prostu nie lubił słodyczy. Albo słodyczy Adeline.
Ponowne pojawienie się gospodyni sprawiło, że Adeline się odsunęła, więc mimowolnie pochwycił woreczek z podejrzaną, czerwoną zawartością. Zmarszczył nos z wyraźną niechęcią i zerknął na żonę która ochoczo skosztowała napoju, a następnie spróbowała zachęcić do tego samego..
— Niech Bóg mi wybaczy — jęknął i wsunął słomkę do ust. Jednak już po pierwszym łyku szeroko otworzył oczy, jakby doznał nagłego objawienia i bynajmniej nie boskiego. Rzeczywiście było dobre, dlatego tym razem skinął kobiecie głową z uznaniem i ponownie upił zawartość saszetki.
Aslanowi właśnie tego było potrzeba. Wódki.
Właściwie mógłby tak stać jak kołek i delektować się nektarem, ale Adeline po raz kolejny porwała go w inne miejsce. Z niezadowoleniem i mocno wypisanym na twarzy sceptycyzmem, odstawił więc woreczek, aby ruszyć za nią w stronę pozbawionego nogi Edwarda. Mark chwilę wcześniej postanowił ukróci jego męki i całkowicie odciął mu kończynę, a następnie sprytnie zasłonił urwaną stopę doniczką z monsterą.
Wszystko znów działo się tak szybko, że ledwie zdążył zarejestrować zmianę pozycji Adeline, która niespodziewanie samodzielnie otoczyła siebie jego ramionami i wtuliła się plecami w tors. Poczuł ciepło jej ciała, więc odruchowo przyciąnął ją jeszcze bliżej, kiedy ze splecionymi dłońmi i wzrokiem wbitym w lampy telefonu, oczekiwali aż Beth wykona zdjęcie.
Po chwili drgnął, kiedy kobieta gwałtownie zmieniła pozycję i demonstracyjnie zmrużył powieki wiedząc, że coś kombinowała. Pomimo tego popłynął z nurtem ich kunsztownej gry aktorskiej. O zamiarach rudowłosej przekonał sie parę sekund później, gdy przysunęła jego twarz do swojej. W kącikach ust Aslana od razu zamajaczył zawadiacki uśmieszek.
Kiedy ich usta się spotkały, odruchowo przymknął oczy. Oczywiście odwzajemnił pocałunek i zaczepnie złapał ustami dolną wargę kobiety, uprzednio przesuwając po niej koniuszkiem języka.
I to nie koniec. Gdy wreszcie na moment oderwali się od siebie, spojrzał na Adeline z niesamowicie łobuzerskim błyskiem w oczach, który również zwiastował kłopoty. Wtem jedną ręką objął ją w talii, zaś drugą podchwycił jej nogę i gwałtownie podniósł. Następnie w kolejnym, bardzo pokazowym geście przechylił żonę do tyłu, nachylił się nad nią i ponownie połączył ich usta w pocałunku.
— Moje serce od dnia, w którym cię ujrzałem, nie zaznało spokoju. Wciąż nie potrafię zdecydować, czy jesteś aniołem zesłanym przez niebiosa, czy diabłem, który osobiście postanowił zepchnąć mnie z dobrej droi, ale czuję ogromną wdzięczność — I smród pieniędzy. — Za to, że dane mi było zostać twoim mężem, Adeline — celowo mówił tak głośno, aby stojąca obok Beth i Mark byli w stanie wszystko usłyszeć. Ba, Aslan nawet nie wiedział, że potrafił kłamać z tak ogromnym wyczuciem! Wciąż głęboko patrzył w zielone oczy Adeline, chociaż w jego własnych źrenicach zamajaczyły zuchwałe, aroganckie iskierki. W międzyczasie zabawnie, acz sugestywnie poruszył brwiami i uśmiechnął się zawadiacko, i ostatni raz sięgnął do ust rudowłosej.
Potem pomógł jej wyprostować się i stanąć na obu nogach. Dopiero wtedy Beth nacisnęła aparat i uwieczniła ich na kolejnym zdjęciu.

Adeline Mountbatten
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aslan w jednej chwili zmienił się nie do poznania. W swoją rolę wszedł nawet bez zająknięcia, czemu Adeline w myślach nie potrafiła się nadziwić. Spoglądała na niego co i rusz z zadowoleniem, kiedy raczył ją gestami, zachowując się jak kochany i przykładny mąż. W pewnym momencie stwierdziła w duchu, że próba generalna tego wieczoru jak na razie przebiegała całkiem pomyślnie.
Na zaprzeczenie, jakoby nie mógł jej otruć, uśmiechnęła się jeszcze szerzej w udawanym zachwycie, acz nieco pochylona broda i znaczące spojrzenie zdradzało powątpiewanie. Naprawdę? Nie do końca potrafiła w to uwierzyć. Jego katolicyzm i podejście do grzechów było wybiórcze, więc kto wie, co też skrywało się za tymi jego jasnymi, przenikliwymi tęczówkami.
Ona po prostu czasem bywała złośliwa, o czym właśnie mógł się przekonać.
— Tak, dla ciebie wszystko, kotku — mruknęła tuż po tym, jak nachylił się do jej ucha i wyszeptał pytanie o babeczki. Już wcześniej uprzedziła go, że w c a l e nie musiał tego jeść. Wystarczyła jej już jedna osoba w życiu, która jej nie doceniała.
Zaraz parsknęła cicho śmiechem i pokręciła głową na lament Aslana uprzedzonego co do woreczka z krwią, uważnie obserwując, jak mimika jego twarzy zmienia się wraz z pierwszym pociągnięciem ze słomki. Mrugnęła do niego zawadiacko i sama upiła kolejny porządny łyk. Mimo wszystko też potrzebowała odprężenia.
Tego dnia była tak pochłonięta organizacją imprezy, że nie miała czasu zbyt dużo zjeść. Wiedziała więc, czym picie alkoholu mogło się dla niej skończyć, ale… ona też potrzebowała się trochę rozerwać wśród ludzi. Kiedy więc wyrwała męża po zdjęcia przy kartonowym Edwardzie, w jej głowie już delikatnie zaczynała szumieć wódka.
Może właśnie to skłoniło ją do podjęcia tak śmiałej decyzji, jak pocałunek? Ten pierwszy, a właściwie ich d r u g i znacznie różnił się od tego zainicjowanego przez mężczyznę w kościele. Miał w sobie trochę więcej swobody i zadziorności, tej, którą uwielbiała podczas pieszczot. Po raz kolejny Aslan pozytywnie ją zaskoczył. Kiedy językiem musnął jej wargę, uśmiechnęła się, jeszcze przez moment nie przerywając pocałunku, tym samym pozwalając mu poczuć, że przypadło jej to do gustu.
A gdy już pomyślała, że osiągnęli swój cel, jego łobuzerski wzrok zatrzymał jej spojrzenie odrobinę dłużej. Nie zdążyła przeanalizować czających się w nim kłopotów. Pod wpływem niespodziewanego przyciągnięcia jej do siebie i ciepłego dotyku rąk, którymi otoczył jej talię i złapał za zgięcie w kolanie, aż zachłysnęła się powietrzem. Jedną ze swoich dłoni instynktownie ułożyła na jego piersi, a drugą sięgnęła jego karku. W jednej sekundzie zrozumiała, do czego zmierzał, by w drugiej znalazła się już nad ziemią, zamiatając rudymi włosami podłogę. Kurczowo wbiła mu paznokcie w skórę i mocno pochwyciła się jego bluzy, ale nie spuszczała z niego wzroku, pozwalając na kolejny pocałunek. Dopiero wtedy, czując się stabilnie w jego ramionach, jej zaciśnięte na nim palce trochę zelżały.
Usłyszawszy jego przemówienie, początkowe zaskoczenie ustąpiło miejsca rozbawieniu. Również nie spodziewała się, że jej mąż potrafił być tak dobrym krasomówcą. Niemal sama mu uwierzyła, ledwo powstrzymując się przed wybuchnięciem śmiechem, gdy finalnie poruszył zabawnie brwiami. — Bliżej mi do diablicy — zauważyła z przekorą w oczach i oddała mu kolejny pocałunek.
Nadal była pod wrażeniem przedstawienia, jakiego właśnie dokonali, dlatego dopiero błysk lampy w telefonie całkowicie sprowadził ją na ziemię. Wciąż patrząc na Aslana, pacnęła go żartobliwie w klatkę, po czym pokręciła głową i odwróciła się, żeby podziękować Beth za udaną sesję.
Po chwili z woreczkami z alkoholem w rękach małżeństwo usiadło na kanapie. Ade beztrosko przełożyła nogi na kolanach Aslana, jakby w ten sposób chciała powiedzieć mój ci on, i przeglądała ujęcia, które podstawiła mu pod nos.
— Patrz, wyszły tak dobrze, że na insta wstawię chyba całą serię — stwierdziła z wyraźną uciechą, dyndając stopami w powietrzu.
Zaraz przesunęła wzrokiem po zgromadzonych, a widząc, że z każdą chwilą przybywało coraz więcej imprezowiczów, zaczęła Aslanowi po kolei streszczać, kim byli. Niektóre przebrania były jednak tak dobre, że nie potrafiła odgadnąć, kto się pod nimi skrywał, dlatego w pewnym momencie kiwnęła głową na jakiegoś mężczyznę w sztucznym futrze i masce wilka.
— Ej, myślisz, że to futro jest prawdziwe? — ściągnęła brwi, bezwstydnie przyglądając się niezidentyfikowanemu sąsiadowi. — Albo czy ma pod nim gacie, czy po przemianie pojawi się tak, jak go stworzono? A co, jak postanowi się przemienić w trakcie imprezy? — Jej tok myśli, trochę dyktowany krążącym w jej żyłach alkoholem, prowadził ją do coraz poważniejszych rozkmin. Przekrzywiła głowę na bok, wciąż wpatrując się w wilkołaka z niepoprawnym zaintrygowaniem. — W sumie nie miałabym nic przeciwko. Aczkolwiek to halloween, można się porządnie wystraszyć — Jeszcze przez chwilę wychylała się z miejsca, koniecznie chcąc sprawdzić swoją tezę, po czym powróciła spojrzeniem na swojego męża. — Tak, jak pewnie niektórych lasek po otworzeniu oczu nad ranem, hm? — zamrugała uroczo, mając nadzieję, że może uda jej się coś z niego wyciągnąć.
Sięgnęła po woreczek z alkoholem i opróżniła go do końca. Nawet nie pamiętała, czy to był trzeci czy czwarty z kolei, niemniej dzięki niemu teraz miała przewspaniały humor.
— W ogóle bardziej jesteś team Jacob czy team Edward? — zapytała z zaciekawieniem. — Albo może inaczej - poleciałbyś bardziej na gorącokrwistego wilka czy chłodnego samotnika wampira? — doprecyzowała, na koniec uśmiechając się czysto diabelsko.

Aslan Mountbatten
27 y/o
For good luck!
190 cm
kuchcik u boku żony
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Aslan parsknął, słysząc uwagę Adeline odnośnie tego, że bliżej było jej do d i a b l i c y. Właściwie zdążył to już zauważyć. Zaraz pogłębił pocałunek, pozwalając sobie jeszcze odrobinę mocniej zacisnąć palce na drobnym ciele kobieyu. Dopiero błysk lampy telefonu dał mu do zrozumienia, że mógł się już opamiętać i wyjść z narzuconej roli.
Kiedy zaś Adeline pacnęła go w klatkę piersiową od razu uniósł brwi i spojrzał na nią z udawanym oburzeniem, jednocześnie w demonstracyjny spośób pocierając naznaczone miejsce. Była niemożliwa, ale być może przez to zaczął bawić się trochę lepiej, choć nadal w głowie dźwięczało mu, że brał udział w pogańskiej uroczystości. Już na kanapie, pośpiesznie zapił wszystkie wątpliwe myśli kolejnym, czerwonym woreczkiem.
W momencie, w którym Adeline przerzuciła nogi przez jego kolana, nonszalancko ułożył dłoń na jej udzie. Następnie ciekawsko zerkał na każda podetkniętą pod nos fotografię i nawet potaknął z uznaniem dla złapanych na nich obrazów.
— Wstaw — zachęcił, przy czym z obojętnością wzruszył ramionami. Według standardowego powiedzonka, Aslan nie istniał w świecie social mediów. Pomimo że dbał o ukrywanie swojego wizerunku, to nie podpisane imieniem i nazwiskiem zdjęcia nie jawiły się w jego głowie jako zagrożenie.
Z ochów i achów nad serią zdjęć płynnie przeszli do lekkiej rozmowy o gościach eventu. Aslan wysłuchał wszystkich anegdotek dotyczących poszczególnych osób i sporadycznie dorzucił coś od siebie na temat ich wyglądu lub po prostu prychnął śmiechem w odpowiedzi na kolejną historyjkę. Spoważniał jednak, gdy Adeline skinęła w kierunku zupełnie obcego mu mężczyzny.
— Jest syntetyczne — odpowiedział najpewniej zgodnie z prawdą. Nie przypuszczał, aby ktoś z tak wątpliwie (mało zamożnie) wyglądającego towarzystwa pokusił się o prawdziwe wilcze futro.— Tobie czubku, niezmiennie tylko jedno w głowie. — Pstryknął rudowłosą palcem w sam środek czoła, jakby tym gestem chciał przywołać ją do porządku. Miał wrażenie, że jej myśli ponownie odpłynęły w rejony dalekie od przyzwoitości, do czego zdążył już zresztą przywyknąć. Tym razem jednak Adeline zdołała go zaskoczyć, bo ostatecznie wysnuła wyobrażenia o cudacznych przemianach... potworów i kobiet, na co po prostu się zaśmiał. Trudno było temu zaprzeczyć, ale chyba wyłącznie z przyzwoitości postanowił nie potwierdzać jej przypuszczeń. Miał pewne doświadczenia.
— Nie interesuj się. — Tym razem jedynie delikatnie postukał wskazującym palcem w czoło Adeline. Pozostawał niewzruszony na widok jej uroczego mrugania i wymownego spojrzenia.
Następnie obserwował, jak kobieta sięgnęła po kolejny woreczek i natychmiast opróżnia jego zawartość. Na ten widok aż cmoknął z dezaprobatą. Nie krył sceptycyzmu wobec takiego pijaństwa. Aslan najpewniej obawiał się, że w konsekwencji żona zaserwuje mu w nocy chrapiącą arię, przez którą będzie zmuszony ewakuować się na kanapę. I... mimo wszystko sam w końcu sięgnął po alkohol i w podobnym tempie opróżnił woreczek.
— Nie jestem fanem tej sagi — odpowiedział. — Będę w teamie, który wybierzesz, kochanie. — Zamrugał figlarnie, przy czym lubieżnie się uśmiechnął i pomimo wcześniejszej wewnętrznej krytyki, podał Adelinie jeszcze jeden woreczek alkoholu. — Chyba bardziej wolałbym gorące ciałko w sypialni, aniżeli jakieś zwłoki — stwierdził po dłuższej chwili namysłu. — Oni mają w ogóle w tej bajce jakieś wampirze moce? Coś na wzór bohaterów z Marvela? Jeśli tak, to chciałbym sobie jakąś zaklepać. Na przykład strzelanie banknotami z dłoni. — Uniósł demonstracyjnie dłoń i wycelował nią przed siebie. Wyglądał tak, jakby chciał sprawdzić, czy słowo ciałem się stało, ale ostatecznie wielce zawiedziony, znów ułożył palce na udzie kobiety. — Mógłbym wtedy szybciej wziąć rozwód — sarknął.
Wtem mężczyzna w syntetycznym futrze zaczął wywijać kitą na parkiecie w towarzystwie człekopodobnej karykatury, która chyba była jego partnerką, choć bardziej przypominała kunę niż potwora wpisującego się w motyw przewodni wieczoru. Aslan mimowolnie zmarszczył nos i zdegustowany tym karykaturalnym występem, znienacka zasłonił Adeline oczy. W tym samym momencie nieznajomemu pękły spodnie w kroku, a na wierzch wyskoczyły dwa, sine jajca.
— Fiu, fiu — zagwizdał, bo takiej atrakcji z pewnością nikt się nie spodziewał.

Adeline Mountbatten
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”