ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

081.

Rozwód przebiegł bezproblemowo, a Zaylee zdecydowała, że bez względu na to, co jeszcze wydarzy się w jej życiu, i tak zaadoptuje Sama. Chłopiec przyjął wiadomość o rozstaniu swoich przyszłych matek lepiej, niż Miller początkowo zakładała. Rozumiał, że czasami dwie osoby po prostu przestają chcieć ze sobą być i nie ma sensu zmuszać ich do czegoś, co już nie działa. Martwił się jednak, że w tej całej sytuacji sam zostanie odesłany do domu dziecka. To właśnie musiała mu wyjaśnić. Zapewniła go, że absolutnie nic takiego się nie wydarzy, a potem powtórzyła to jeszcze kilka razy, bo najwyraźniej potrzebował usłyszeć te słowa więcej niż tylko raz. Zaylee nie zamierzała się wycofywać. Była wystarczająco zdeterminowana, żeby zapewnić mu wszystko, czego potrzebował, nawet jeśli oznaczało to konieczność przeorganizowania całego swojego życia.
Dlatego za odłożone pieniądze kupiła dom w zachodniej części miasta. Sammy miał już tam własny pokój, choć korzystał z niego sporadycznie, ponieważ przez zaistniałą sytuację formalności związane z adopcją nieco się przeciągnęły. Nie wszystko dało się załatwić tak szybko, jakby sobie tego życzyła, a Zaylee wyjątkowo nie lubiła czekać na rzeczy, na które nie miała bezpośredniego wpływu. Została jednak zapewniona, że do końca roku Sammy oficjalnie zostanie jej synem. Trzymała się tej informacji, bo przynajmniej w tej kwestii miała konkretny termin, a nie kolejne niejasne obietnice, które mogły się spełnić albo nie.
Była przerażona. Nie zamierzała nikomu tego przyznawać, ale świadomość, że wkrótce będzie odpowiadać za drugiego człowieka przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, momentami wydawała jej się przytłaczająca. Gdyby nie wsparcie rodziny i przyjaciół, prawdopodobnie nie zdecydowałaby się na tak odważny krok. Sama decyzja, podjęta bez odpowiedniego przygotowania i zaplecza, mogłaby przecież okazać się zwyczajną głupotą, a Zaylee nie była ani głupia, ani nieodpowiedzialna. Właściwie nie znała bardziej odpowiedzialnej osoby od samej siebie. Cechowały ją perfekcjonizm, pedantyzm i ponadprzeciętna wiedza. Zazwyczaj wiedziała, co zrobić i co powiedzieć. Potrafiła przewidzieć konsekwencje własnych decyzji i przygotować się na kilka możliwych scenariuszy. Tym razem jednak nie wszystko dało się rozpisać w punktach ani rozwiązać za pomocą logicznego myślenia. W niektórych kwestiach będzie musiała po prostu improwizować.
Tego popołudnia musiała wyrwać się z pracy trochę wcześniej. Samuel był na szkolnej wycieczce w muzeum, a później mieli spędzić cały weekend razem. Istniało nawet spore prawdopodobieństwo, że wyskoczą do Whitby, gdzie mieszkali rodzice Miller. Taki odpoczynek od zgiełku dużego miasta z pewnością dobrze zrobiłby im obojgu. Sam pobawi się z dziadkami, a ona odwiedzi starych znajomych.
Przed budynkiem zorientowała się jednak, że przyjechała zdecydowanie za wcześnie. No cóż, przynajmniej nie musiała teraz stać w korkach ani nerwowo wypatrywać wolnego miejsca parkingowego. Miała czas, a skoro już tu dotarła, równie dobrze mogła sprawdzić, co działo się w środku. Zajrzała przez szklane drzwi i szybko odnalazła wzrokiem znajomą blond czuprynę. Kiedy dostrzegła Młodego, pomachała mu z uśmiechem, na co dziesięciolatek zareagował tym samym gestem. Przy okazji natrafiła spojrzeniem na młodą kobietę, najpewniej pracownicę muzeum, która znajdowała się niedaleko grupy. Zaylee bezgłośnie poruszyła ustami, dając jej do zrozumienia, że przyjechała po syna. Dla pewności wskazała palcem na Samuela, bo nie miała pojęcia, czy kobieta zdążyła ją zauważyć, a następnie pokazała na siebie i wykonała gest sugerujący, że zamierza poczekać właśnie w tym miejscu. Nie chciała nikomu przeszkadzać, tym bardziej że grupa omawiała akurat jedno z dzieł sztuki.

Sienna Fletcher
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
33 y/o
For good luck!
164 cm
Konserwatorka w Museum of Contemporary Art
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

01.


Sienna Fletcher miała z jesienią w Toronto relację typu love-hate. Może nie było jeszcze tak źle jak w zimowych miesiącach, ale sam fakt, że temperatura spadała w tempie, które uważała za dramatyczne, wystarczał, żeby zaczynała się irytować. Nie chciała wyciągać kurtek ani ubierać się na cebulkę, nie ciągnęło jej do słodkich, kawowych specjałów serwowanych w lokalnych kawiarniach, a na widok niewielkiego elektrycznego grzejnika stojącego przy jej biurku w MOCA patrzyła z wyrzutem, jakby to właśnie on był odpowiedzialny za nadejście chłodów. Przynajmniej tutaj mogła wyciągnąć stopy w stronę źródła ciepła. Kiedy jednak wychodziła z piwnicy, żeby spędzić kolejną godzinę z grupą zwiedzających, musiała szukać bardziej subtelnych sposobów na ogrzanie się w przestronnym, industrialnym, ale zdecydowanie zbyt chłodnym muzeum. Jej ostatnim zakupem był komplet ogrzewaczy do rąk, które nosiła w kieszeniach kurtki, o ile akurat miała ją na sobie. Jej próg tolerancji na zimno najwyraźniej znacznie różnił się od przeciętnego kanadyjskiego.
Tym razem nie było jednak tak źle. Może dlatego, że podczas szkolnych wycieczek, zwłaszcza tych z udziałem dzieci, które nie zdążyły jeszcze wejść w wiek, kiedy absolutnie nic nie jest w stanie ich ekscytować, Sienna musiała być znacznie bardziej aktywna. Jej oprowadzanie częściowo przypominało warsztaty, podczas których uczniowie mogli spróbować swoich sił w tym, czym zajmowała się na co dzień — konserwacji sztuki. Pamiętała, jak szybko zakochała się w muzeach, a później w samej sztuce i jej odnawianiu, kiedy tylko ktoś pokazał jej, że wszystko to może być bardziej… dostępne. Dlatego co tydzień przygotowywała repliki obrazów, postarzała je i sporządzała niewielkie porcje specjalnych mieszanek, których dzieciaki mogły używać do ścierania warstw pożółkłego werniksu. Wystarczyły patyczki do uszu, odrobina ostrożności i odpowiednia ilość cierpliwości. Z szerokim uśmiechem przyjmowała podekscytowane okrzyki, tysiące pytań i przepraszające spojrzenia nauczycieli, którzy byli nieco bardziej wyczuleni na dziecięce piski. Sienna nie miała im tego za złe. Sama wolała jednak słuchać gwaru podekscytowanych uczniów niż oglądać kolejną grupę dorosłych, którzy przemykali przez wystawę, zerkając na zegarki.
Więc nawet jeśli było jej zimno, jesienne zajęcia należały do tych, na które naprawdę czekała.
Przestąpiła z nogi na nogę, kiedy kolejne dzieciaki zaczęły odkładać patyczki i odsuwać się od swoich replik, z dumą prezentując sobie nawzajem efekty pracy. Nie wszystkie obrazy odzyskały dawny blask w równym stopniu, a na jednym z nich żółtawa warstwa werniksu ustąpiła chyba nieco zbyt entuzjastycznie, ale przecież nie o perfekcję chodziło. Sienna zdążyła jeszcze odpowiedzieć na kilka ostatnich pytań, zanim nauczycielka zebrała grupę bliżej jednego z eksponatów i zaczęła opowiadać o oryginalnym dziele, którego reprodukcje dzieci przed chwilą próbowały odrestaurować. To był dobry moment, żeby na chwilę zejść z pierwszego planu.
Właśnie wtedy kątem oka dostrzegła, że ktoś macha w jej stronę zza przeszklonych drzwi. Zdezorientowana zmarszczyła brwi, ale szybko zorientowała się, że kobieta wcale nie próbuje zwrócić jej uwagi. Gest był skierowany do stojącego niedaleko chłopca, który na widok przybyłej podskoczył z radości i z szerokim uśmiechem odpowiedział tym samym. Sienna zdążyła już dyskretnie wycofać się z własnego błędu, kiedy kobieta ją zauważyła i gestami wyjaśniła sytuację. Fletch zaśmiała się cicho, pokiwała głową i uniosła kciuk, dając jej znać, że wszystko jest w porządku.
Nie pierwszy i z pewnością nie ostatni rodzic, który pojawił się przed czasem. Sienna nie widziała jednak powodu, żeby zostawiać gościa za drzwiami, skoro nauczycielka przejęła już opowiadanie o dziele, a dzieciaki miały przed sobą jeszcze kilka minut słuchania. Rzuciła w jej stronę szybkie spojrzenie, upewniając się, że wszystko jest pod kontrolą, po czym ruszyła przez salę. Kilka kroków później stała już przy przeszklonych drzwiach, które otworzyła ostrożnie, napierając na nie bokiem. Drzwi, jak na złość, zaskrzypiały w zawiasach, choć Sienna starała się zachować jak najciszej. Złośliwość rzeczy martwych. Jeszcze chwila, a zacznie je przepraszać za to, że muszą wykonywać swoją pracę.
— Proszę, wejdź — powiedziała ciszej, odsuwając się, żeby zrobić kobiecie miejsce. Dopiero wtedy przyjrzała jej się uważniej. Ciemne włosy i brązowe oczy wyraźnie odróżniały ją od blondwłosego chłopca, który jeszcze przed chwilą machał do niej z takim entuzjazmem, jakby nie widzieli się od tygodnia, a nie zaledwie od kilku godzin. Sienna zdążyła jednak zauważyć, że uśmiech kobiety był równie szeroki jak jego. Miała w sobie coś łagodnego, kiedy patrzyła na syna. — Jeszcze chwila i będziemy kończyć. Chyba trafiłaś w sam raz.



zaylee miller
jules
Aussie Aussie Aussie, Oi Oi Oi! 🦘🐨
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skrzywiła się lekko, kiedy pracownica muzeum postanowiła jednak uchylić drzwi i zaprosić ją do środka. Zaylee była już gotowa odmówić. Nie chciała przeszkadzać grupie ani robić z siebie dodatkowego punktu programu wycieczki, bo równie dobrze mogła poczekać jeszcze kilkadziesiąt minut na korytarzu. Nie widziała w tym żadnego problemu. Miała telefon, mogła sprawdzić, czy odkąd wyszła z pracy, nie wpadły jej jakieś maile.
Zamiast od razu odpowiedzieć, rozejrzała się dookoła, upewniając się, czy nikt inny nie miał nic przeciwko jej obecności. Recepcjonista siedzący za biurkiem klikał coś w komputerze i nie wyglądał na kogoś, kto zamierzał się nią zainteresować. Trudno mu się dziwić, pewnie każdego dnia przewijało się tu mnóstwo ludzi, a matka czekająca na dziecko ze szkolnej wycieczki nie była szczególnie ekscytującym widokiem. Zaylee zacisnęła usta w wąską linię i przyjrzała się uważnie kobiecie, która wpatrywała się w nią wyczekująco. Dopiero po chwili zauważyła pewne podobieństwo między nimi. Obie miały ciemne włosy i brązowe oczy, a ktoś mógłby nawet pomyśleć, że są siostrami.
— Dziękuję — odezwała się w końcu, decydując się przyjąć zaproszenie. — To na pewno żaden kłopot? — dopytała jeszcze dla pewności, bo nie chciała dokładać nikomu obowiązków tylko dlatego, że sama przyjechała za wcześnie. Kobieta nie wyglądała jednak na szczególnie zmartwioną jej obecnością, więc Zaylee uznała, że nie ma sensu przeciągać tej wymiany uprzejmości w nieskończoność. Wślizgnęła się do środka, starając się nie zwracać na siebie większej uwagi.
Oczywiście z marnym skutkiem.
Dzieciaki od razu zaczęły wymachiwać paluchami, rozpoznając w niej matkę Sama. Nie żeby spodziewała się, że pozostanie całkowicie niezauważona w pomieszczeniu pełnym dziesięciolatków, ale przez krótką chwilę miała nadzieję, że uda jej się wejść i spokojnie stanąć gdzieś z boku. Naiwna. Powinna była wiedzieć, że dzieci w tym wieku potrafią dostrzec wszystko, co tylko może posłużyć za pretekst do odwrócenia uwagi od tego, co akurat mówi dorosły. A pojawienie się matki jednego z kolegów najwyraźniej stanowiło wydarzenie na tyle interesujące, żeby poinformować o nim całą grupę.
Sammy również ją zauważył. Wyprostował się dumnie, po czym natychmiast wrócił do zajęć, przybierając minę wielce pilnego ucznia, który z zapartym tchem chłonie wiedzę na temat sztuki. Oszust. Wróciła spojrzeniem do kobiety i wyciągnęła w jej stronę rękę, uznając, że skoro już została zaproszona do środka, wypadałoby się przedstawić. Nie chciała, żeby ktokolwiek ją uznał za podejrzaną babę, która przyszła gapić się na cudze dzieci.
— Zaylee Miller. Matka Samuela Ellisa — przedstawiła się i ruchem głowy wskazała na kręconą blond czuprynę, która wyróżniała się na tle pozostałych dzieciaków. Darowała sobie tytuł lekarski, którym posługiwała się w pracy. Czasami korzystała z niego również w miejscach, w których pozwalało jej to wzbudzić nieco większy respekt. Na przykład w urzędach. Nie po to przez prawie dziesięć lat studiowała medycynę, żeby nie wykorzystywać tego w praktyce. — Co właściwie robią? — ponownie przeniosła wzrok na podekscytowaną grupkę małolatów. Nie do końca rozumiała, co właściwie wyprawiały z tymi patyczkami do uszu, którymi szurały po obrazach.

Sienna Fletcher
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Museum of Contemporary Art”