ODPOWIEDZ
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
brutalne opisy miejsca zbrodni
#5
marzec 2026
W prasie nazywali go The Tanner – Garbarzem – choć nikt w departamencie nie lubił tego pseudonimu, bo brzmiał niemal zbyt niewinnie jak na to, co ten człowiek robił swoim ofiarom. The Butcher klikało lepiej. Trzy miesiące. Cztery ciała. A oni wciąż nie mieli nic poza teoriami, które stawały się nieaktualne, nim nabrały realnych kształtów. Cree potarł oczy kciukiem i palcem wskazującym, jakby próbował przegonić zamglone spojrzenie spowodowane brakiem snu.
Metoda była zawsze ta sama, powtarzalna do granic obsesji. Sprawca działał szybko – sekcje zwłok sugerowały, że cały proces, od unieszkodliwienia ofiary do skończenia roboty, nie trwał dłużej niż dwadzieścia minut. Pozbawiał je skóry z wybranych partii ciała – pleców, ramion, czasem twarzy – z chirurgiczną wręcz precyzją, jakby ktoś przez lata ćwiczył tę umiejętność na czymś innym, zanim przerzucił się na ludzi. Może pracował w fabryce przy obróbce mięsa? Nie, to nie pasowało. Za dobrze radził sobie z bajerowaniem ofiar, jak na kogoś, kto całe życie siedział zamknięty w budynku gdzieś na obrzeżach miasta. Może patolog? Tanatopraktor? Kimkolwiek by nie był, nim zmienił hobby, na pewno był w tym piekielnie dobry.
Same fragmenty skóry, rozciągnięte i oczyszczone, zawieszał na miejscu zbrodni jak makabryczne eksponaty, groteskowe dzieła sztuki – na ścianach, na łańcuchach, raz nawet na wystawowym manekinie w opuszczonym sklepie. Opisał tę wystawę jako tchnięcie życia w nieożywioną postać. Na każdym z nich, wyryte albo wypalone, znajdowały się symbole, litery, fragmenty czegoś, co mogło być mapą, kodem, albo kompletnie bezsensownym majaczeniem chorego umysłu. Zespół analityków przez tygodnie próbował dopasować je do siebie. Na nic się to zdało. Poszlaki prowadzące donikąd albo, co gorsza, w pokręcony sposób, który stawał się dla nich jasny dopiero wtedy, gdy było już za późno, do kolejnego ciała. Policja czuła się bezradna i nie bez powodu. Nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z kimś tak obsesyjnie dokładnym. Motywem nie mogła być zemsta, nienawiść, czy cokolwiek innego, co łatwo wpasowywało się w ustalony i wielokrotnie wcześniej przerabiany szablon. To właśnie ta niepewność była w tym wszystkim najgorsza.
Ofiary łączył wzorzec, który Bellerose znał już na pamięć, bo wracał do niego każdej bezsennej nocy. Młode kobiety. Zawsze pracujące same, w późnych godzinach, w miejscach na tyle małych i niepozornych, że nikt specjalnie nie zwracał uwagi na to, kto tam pracuje ani o której zamyka. Staroświecka wypożyczalnia filmów przy Bloor, gdzie dziewczyna kończyła o północy, bo nikt inny nie chciał tej zmiany, a ona musiała zarobić na studia. Budka z hot dogami, działająca do drugiej nad ranem dla pijanych klientów wracających z barów, obsługiwana przez młodą mamę, która, zostawiona przez partnera, chciała zapewnić dziecku jak najlepsze życie, biorąc najgorsze i najniebezpieczniejsze zajęcia. Całodobowa pralnia samoobsługowa. Kiosk z gazetami. Miejsca, które istniały na marginesie miasta, obsługiwane przez ludzi, których nikt nie sprawdzał, czy dotarli bezpiecznie do domu.
Sprawca był perfekcjonistą. Nie zostawiał niczego, co mogłoby ich na niego nakierować. Żadnego DNA poza tym pochodzącym od samych ofiar. Żadnych odcisków, żadnych włókien, żadnego monitoringu w okolicy, który mógłby ich nakierować – jakby wiedział dokładnie, gdzie znajdowały się kamery, i omijał je z taką łatwością, że część zespołu zaczynała podejrzewać kogoś z dostępem do wewnętrznych systemów miasta. To była jedna z tych niewielu teorii, które w ogóle miały sens. I to właśnie dlatego detektyw, mimo że oficjalnie nikt nie był przydzielony do tej sprawy – bo była delikatna, wyjątkowo trudna do ukrycia i zbyt niewygodna, żeby ktokolwiek chciał wziąć ją na siebie w pełnym wymiarze godzin – nie potrafił po prostu odejść. Nikt nie potrafił, ale strach przed porażką skutecznie odstraszał wszystkich od zaangażowania się bardziej, niż wymagał tego obowiązek. Niewielu chciało ryzykować. Obawiali się, że igranie z ogniem w końcu spowoduje, że sami się poparzą. Co prawda, Garbarz jeszcze ich nie przestrzegł, by zostawili go w spokoju, ale to była tylko kwestia czasu.
Opinia publiczna była już bliska paniki. Nagłówki gazet stawały się coraz bardziej krzykliwe i oskarżycielskie wobec policji, która nie potrafiła złapać jednego chorego skurwysyna. Tabloidy niekoniecznie używały tego sformułowania, ale wydźwięk był dla niego podobny. Rozumiał tę wściekłość. Sam ją czuł, tylko skierowaną w innym kierunku, nieco bardziej personalnym – bo to on stawał nad kolejnym ciałem, nie mogąc już nic zrobić dla tej niewinnej kobiety, która spotkała tego szarlatana.

Piąta ofiara czekała na niego w warsztacie samochodowym przy jednej z bocznych uliczek Etobicoke, dokładnie tam, gdzie dyspozytor wysłał zespół zaledwie godzinę wcześniej. Marcowy chłód wciąż trzymał się miasta z uporem, który odmawiał ustąpienia miejsca wiośnie – wiatr wdzierał się przez otwarte okna warsztatu, poruszając czymś, co wisiało na drucianej siatce w głębi pomieszczenia, leniwie się kołysząc.
Bellerose wysiadł z samochodu, zapinając kurtkę pod samą szyję, i ruszył w stronę taśmy, za którą kręcili się już technicy i kilku mundurowych, wszyscy z tymi samymi, znużonymi twarzami ludzi, którzy widzieli to już zbyt wiele razy. To nie był brak empatii ani stalowe nerwy, tylko zwykłe zmęczenie. Zaakceptowanie niesprawiedliwej rzeczywistości.
Zapach wewnątrz uderzył go, nim jeszcze przekroczył próg – metaliczny, gęsty, zmieszany z wonią rdzy i starego oleju silnikowego, który przesiąkł ściany. Żołądek skręcił mu się nieprzyjemnie, ale nie zwolnił kroku. Pogoda nieco ułatwiała im funkcjonowanie w takim miejscu – bardzo dobrze zabezpieczała ciało i płyny ustrojowe przed szybkim rozkładem. Nie chciał nawet wyobrażać sobie tego swądu, jeśli sprawa przeciągnęłaby się do lata.
Wyciągnął telefon, wybrał numer, który już zapamiętał, ale nigdy go nie zapisał. W ostatnim czasie kontaktowali się ze sobą zdecydowanie zbyt często. Należał do kogoś z działu technicznego, do kobiety zajmującej się cyberprzestępczością, która miała wyjątkowy talent do dostrzegania wzorców tam, gdzie inni widzieli tylko chaos.
– Peregrine – rzucił krótko, gdy usłyszał kliknięcie odebranego połączenia. Przycisnął telefon mocniej do ucha, drugą ręką masując kark, próbując uwolnić się od narastającego napięcia. – Mam kolejne miejsce. Musisz to zobaczyć, zanim ktokolwiek zdąży tu narobić bałaganu.

helena peregrine
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

30
trigger warning
miejsce zbrodni
"Mam kolejne miejsce".
— Jadę — odpowiada bez zbędnych ceregieli. Rozłącza się w tym samym momencie, w którym chwyta znoszoną ramoneskę z oparcia fotela. W pośpiechu opuszcza komendę, sprawdzając po drodze wiadomości w oczekiwaniu na adres.

Nie musi pytać, o jaką sprawę chodzi – częstotliwość telefonów od Bellerose'a wzrosła wraz z aktywnością Garbarza. Detektyw szybko nauczył się, na kogo może liczyć w kwestii śledztwa, które większość pracowników TPS omija szerokim łukiem. Z dobrych powodów – tych samych, dla których Helena w nie brnęła.
Morderca, który już dorobił się w mediach przydomka, a w niektórych kręgach nawet rzeszy fanów, był dokładny i skrupulatny. Jednocześnie działał na tyle chaotycznie, by przewidzenie jego następnego ruchu graniczyło z cudem. Pozwolenie sobie na oficjalny przydział do tej sprawy równało się zawodowemu samobójowi, jeśli nie wręcz samobójstwu, bo opinia publiczna domagała się sprawiedliwości wręcz natarczywie. To zrozumiałe – ludzie chcieli spać spokojnie, wiedząc że oni ani ich bliscy nie padną ofiarą grasującego seryjnego – ale jednocześnie dziennikarska wścibskość rzadko pomagała w rozwiązaniu takich spraw. Zbyt skrupulatne wykonywanie obowiązków czwartej władzy nie tylko rozdmuchiwało ego sprawcy, ale i uprzedzało go o następnych ruchach policji, coraz odważniej krytykowanej w dotyczących Garbarza artykułach.

Peregrine miała to – krótko mówiąc – w dupie. Mogła zostać obsmarowana, wymieniona nawet z imienia i nazwiska. Czasami po cichu nawet na to liczyła, bo wtedy może przynajmniej spotkałaby się z Garbarzem twarzą w twarz. Zaspokojenie ciekawości było większym priorytetem nawet od bezpieczeństwa, odkąd jej młodszy brat wyjechał z kraju, a Helena nosiła w sobie aroganckie przekonanie, że potrafiłaby się obronić przed seryjnym mordercą. Równie dobrze i tak może już znajdować się na liście potencjalnych ofiar – pasowała do profilu. Młoda, samotna kobieta. Pracoholiczka, która z pracy wychodzi czasami dopiero wtedy, gdy poranna ekipa sprzątająca nieśmiało prosi o przestrzeń w jej biurze. Ze specjalizacją w kuszeniu losu – jeśli można tak nazwać angażowanie się w sprawę na pierwszy rzut oka z góry straconą.
Te właśnie lubiła przecież najbardziej.

Dociera na miejsce w rekordowym tempie, świadoma, że musi uprzedzić falę dziennikarzy, która niedługo zwali im się na karki – nie ma pojęcia, skąd mogliby już wiedzieć o odkryciu kolejnego miejsca zbrodni, ale czuła to niemal podskórnie. Kiwnięciem głowy wita kilku techników stojących przed warsztatem. Przechodzi pod taśmą policyjną, bierze od kogoś parę nitrylowych rękawiczek i kieruje się do epicentrum okropnego zapachu, który wypełnia przestrzeń. Z daleka widzi spięte plecy Bellerose'a. To, że detektyw się przejmuje, ceni w nim chyba najbardziej – nawet jeśli z doświadczenia wie, że to mogło jedynie utrudnić sprawę.
Jemu także jedynie kiwa głową na przywitanie, szybko skupiając się na wnikliwej obserwacji miejsca zbrodni – czy też raczej ekspozycji, bo ilość krwi sugeruje, że do morderstwa doszło gdzieś indziej. Skórowanie odbywało się zawsze post mortem, jako część wręcz rytuału. Miejsce odnalezienia ciała było jedynie opowieścią o całym zajściu – sterylne i dopracowane do granic możliwości. Nieskazitelne. Wszystko, co widać, to element narracji sprawcy. Wliczając w to nieprawidłowości.

— A gdzie reszta? — pyta, mrużąc oczy. Odwraca głowę na Bellerose'a. — Brakuje jednego fragmentu — mówi, wskazując na drucianą siatkę w głębi pomieszczenia. Za chwilę znowu odwraca wzrok na ciało. Może się mylić, ale cztery dosyć małe płaty skóry nie byłyby w stanie pokryć wszystkich braków zauważalnych na ciele ofiary. — Nie wygląda ci to tak, jakby wzrok ofiary był skierowany w konkretne miejsce? — Staje na trajektorii tego niewidzącego spojrzenia; dłonią wytycza jego tor, który pada na ziejące pustką miejsce zaraz obok zawieszonych fragmentów skóry. Podchodzi tam i za chwilę odwraca się do detektywa z nagleniem w spojrzeniu.
Pośród pyłu i starych plam oleju, pod siatką czai się wyryty w brudzie, niemal niezauważalny rysunek przypominający topografię terenu.
— Przypomina ci to coś?

Cree Bellerose
echo
to tylko forum jbc
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
szczegółowy opis miejsca zbrodni
Już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że trudne, może wręcz beznadziejne sprawy takie jak ta były zakodowane gdzieś głęboko w jego DNA. Jeszcze za czasów Nowego Orleanu trafiał na podobne przypadki powiązane z lokalną sektą. Nie był co prawda przydzielany do nich bezpośrednio – był wtedy tylko funkcjonariuszem w patrolówce, kimś, kogo nikt nie pytał o zdanie – ale przez braki kadrowe zjawiał się na miejscach zbrodni wystarczająco często, by makabra przestała być dla niego czymś abstrakcyjnym. Widywał różne rzeczy. Czasem podobne do tej. Nigdy jednak sprawca nie bawił się z nimi w kotka i myszkę. Nikt nie zapewniał im groteskowej rozrywki w formie zagadek zapisanych na fragmentach ludzkiego ciała. To było nowe. Gorsze.

Czy obawiał się prasy i opinii publicznej? Czy to, jak zawzięcie próbowano przerzucić winę za grasującego psychola na policję, stawało się dla niego powodem, by zrezygnować? Niekoniecznie. Wiedział, że przez ludzi przemawiał strach. Obawiali się o swoich bliskich i słusznie – w końcu schemat działania Garbarza był znany, i nikogo szczególnie nie wykluczał. Żony, dziewczyny, samotne kobiety, często w miejscu pracy, a jeden z przypadków wydarzył się nawet w mieszkaniu ofiary. Nie wybrzydzał. Nie dyskryminował. Ciężko było przygotować listę osób zagrożonych; wyszłaby zbyt obszerna, bezużyteczna, żeby mogła im w jakikolwiek sposób pomóc. Straciliby na nią tylko czas.
Garbarz nie popełniał typowych błędów innych seryjnych morderców. Był skrupulatny i dokładny w tym, gdzie i jak popełniał zbrodnie, przez co tak naprawdę od dawna im umykał. Może i piąta ofiara nie sugerowała jeszcze, że sytuacja była aż tak beznadziejna, ale czas między kolejnymi ciałami zawężał się w niepokojącym tempie. Wcześniej były to nawet dwa miesiące przerwy. Od czwartego ciała minął zaledwie tydzień. Sprawca – widząc bezskuteczność policji – najwyraźniej się rozkręcał. A to tylko potęgowało społeczne napięcia, które i tak już wisiały nad miastem, jak ołowiana chmura.

Gdy Helena zjawiła się na miejscu, jak zwykle był zaskoczony tym, jak szybko kobieta przechodziła do działania. Nawet on, znając to śledztwo równie dobrze co ona, nie miał takiego tempa. Może po prostu się nie spieszył. Wiedział, że wciąż byli dalecy od rozwiązania sprawy. Że dzisiejszej ofierze już nie pomogą.
– Rozejrzałem się po budynku i nie znalazłem nic więcej. Może wziął sobie coś na pamiątkę? – zasugerował, wzruszając ramionami. – Wcześniej tego nie robił, ale to samo myśleliśmy o tym, że nie rozczłonkowuje ofiar, a czwarta nas pod tym względem zaskoczyła.
Poprzednie ciało znaleźli dosłownie w kawałkach. Odnalezienie wszystkich kończyn, a w końcu i głowy, zajęło im sporo czasu. Każdy element wskazywał na inną poszlakę, które razem złożyły się na kilkucyfrowy szyfr do otwarcia zamka przy niewielkim pudełeczku znalezionym w ustach głowy oddzielonej od reszty ciała. Dlatego, kiedy kobieta zauważyła teraz podobny zabieg przy nowym ciele, nie poczuł się zaskoczony. W jego spojrzeniu było tylko ponure potwierdzenie tego, czego się spodziewał. W milczeniu śledził jej poczynania i przestąpił kilka kroków, gdy wskazała na rysunek.
Szkic przedstawiał jedną z dzielnic mieszkalnych na obrzeżach Toronto – sugerowały to budynki ułożone w podobnej odległości od siebie, powtarzalne i nieprzypominające biurowców ani innych budynków użytkowych. Czy morderca planował zaatakować w tak zaludnionym otoczeniu? Czy stał się na tyle beztroski, czy może po prostu na tyle pewny siebie? Obie wizje przerażały go jednakowo. Wolałby, żeby to był przypadek. Wiedział jednak, że z Garbarzem takie przypadki się nie zdarzały.
– Nie powiem ci, która to dokładnie ulica, ale wygląda na Rexdale. Obszary tuż przy granicy miasta – rzucił, po czym odwrócił się i podszedł do jednego z techników zajmujących się numerowaniem i opisywaniem znalezionych poszlak. Wziął od niego dwa przedmioty i po chwili wrócił do Heleny. – Gdy na ciebie czekałem, znalazłem jeszcze fotografię i klucz. Wygląda mi to na jakąś szopę zaraz przy budynku mieszkalnym. Klucz pewnie pasuje do widocznego zamka.
W trakcie rozmowy podszedł do nich jeden z funkcjonariuszy – zdyszany, blady, wyglądający, jakby przed chwilą zobaczył ducha. Po krótkim przedstawieniu się poinformował ich, że znaleziono ciało drugiej ofiary, tuż za ścianą, w pomieszczeniu, do którego wcześniej nie mogli się dostać. Chwilę temu udało się przewiercić zamek i otworzyć drzwi. Dodał, głosem nieco łamiącym się na końcu zdania, że to, co tam zastali, wywróciło zawartość żołądka każdemu, kto wszedł do środka – więc niech się lepiej przygotują na najgorsze.
Westchnął. Nie tylko ze zmęczenia, ale też z rezygnacji. Wszystko szło nie po ich myśli.
– Panie przodem? – zasugerował Peregrine. To nie tak, że nie chciał wejść jako pierwszy do pomieszczenia. Naoglądał się już dzisiaj brutalnych scen. Kolejna nie sprawiłaby mu większej różnicy. – To nasze pierwsze podwójne morderstwo.
Takiego obrotu sytuacji nie przewidział. Zdziwił się wcześniej, że piąta ofiara nie wniosła do dochodzenia niczego, czego nie widzieli wcześniej. Jak właśnie się przekonali, sromotnie się pomylił. Poczuł, jak gardło zaciska mu się w dokładnie ten sam sposób co za każdym razem, gdy rzeczywistość okazywała się gorsza od najmroczniejszych scenariuszy.
Drugie ciało. Tego samego dnia.

helena peregrine
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

trigger warning
brutalne opisy miejsca zbrodni
Ona natomiast widziała już coś podobnego. Pracuje dla policji niecały rok, a jednak zdążyła nabyć swoisty radar na te najbardziej odrzucające, parszywe sprawy. Wpychała się w nie często wbrew woli detektywa prowadzącego, zwyczajnie wyczuwając, że tym umykają pewne szczegóły i powiązania. Może po prostu miała słabość do psychopatów, którym wydawało się, że mogą przechytrzyć cały świat? Peregrine nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała udowodnić im, że jest inaczej. Czasami zastanawiała się, czy chodzi jej o sprawiedliwość i ukrócenie ich perwersyjnych działań, czy może o potrzebę udowodnienia, że jest od nich sprytniejsza. A może to wrodzona ciekawość i uliczny zadzior, przez który nie potrafiła odmówić sobie podjęcia rękawicy?

Nawet na tle jej dotychczasowych doświadczeń ze sprawami beznadziejnymi, Garbarz się wyróżniał. Nie tylko szczególnie brutalnym doborem swoich zagrywek, ale także skrupulatnością, która cechowała każde miejsce zbrodni. Nie ulegało wątpliwości, że mają do czynienia z kimś ponadprzeciętnie inteligentnym, co czyniło z niego jeszcze bardziej niebezpiecznego zawodnika. Jak dotąd nie popełnił żadnego błędu, co wzbudzało rosnącą irytację Heleny. Nikt nie był idealny i nieuchwytny, a więc co takiego im umykało? Musiało być tutaj coś, czego po prostu nie dostrzegali — i nie chodziło o zaszyfrowane wiadomości, takie jak tę z marszu wyłapaną przez Helenę. To było coś, co sprawca chciał, żeby zobaczyli, co podsuwał im pod nos jak marchewkę na sznurku, starając się kierować ich uwagę tam, gdzie jej potrzebował. Pytanie brzmiało: gdzie Garbarz wolałby, aby nie zajrzeli?

Między innymi właśnie dlatego Peregrine tak garnie się do pracy. Jasne, zawsze jest skupiona na aktualnym zadaniu — każde śledztwo, w które angażowała się na takim poziomie, miało potencjał eskapizmu, z którego chętnie korzystała. Jej zaangażowanie i oddanie służbie miało egoistyczne cele, chociaż jednocześnie pozostawiały po sobie poczucie społecznej przydatności. Być może nie mają już szansy pomóc ofierze rozłożonej jak eksponat na brudnym betonie w starym warsztacie samochodowym. Dla niej jest już za późno — kimkolwiek była. Z każdym kolejnym ciałem Garbarz nabywał jednak pewności siebie, zuchwałości wręcz, którą podsycały prasowe nagłówki wytykające policji bezradność. W porównaniu do dzisiejszego odkrycia, w jego pierwszej zbrodni była doza niemal nieśmiałości.
Peregrine nienawidzi czuć się bezradna. Z każdą kolejną odnalezioną sceną skonstruowaną przez seryjnego mordercę, mówi sobie, że tym razem na pewno popełnił błąd, tym razem dostrzegą prawidłowość, która wcześniej im umknęła, tym razem to Garbarz będzie musiał odkryć, jak parszywy smak ma zderzenie ze ślepym zaułkiem.

— Hej, hej, ostrożnie! — Peregrine fuczy na któregoś z technicznych — chyba kogoś nowego, bo nie kojarzy jego twarzy — który niemal włazi prosto w ciało, próbując sfotografować topograficzny rysunek odkryty na ścianie. To kolejny powód, dla którego nie chciała zwlekać — i dla którego znacznie bardziej wolała działać w pojedynkę, niż polegać na kompetencjach dużej grupy specjalistów.
Techniczny przeprasza cicho, chowając się za obiektywem aparatu. Helena odwraca się w stronę Bellerose’a.

— Przynajmniej nie fragmenty ofiary — mówi o pamiątkach. Tak naprawdę wciąż niewiele wiedzą o sposobie działania mordercy. Wzdycha cicho na kolejne słowa detektywa, krzyżując ramiona na piersi. — Myślisz, że te zmiany to eksperymenty z metodami, czy też część jakiejś opowieści? — Sama nie może się zdecydować. Czy to ów rosnąca zuchwałość, czy może jednak pewien rodzaj narracji, która zawsze jest elementem miejsca porzucenia ciała? — Wiadomo już, kto to? — pyta, wskazując głową na obnażone zwłoki. Tożsamość ofiary w pewnym stopniu zawsze grała rolę w tych wystawach, nawet jeśli epizodyczną. Garbarz dobrze zaznajamiał się ze stylem życia i nawykami swoich ofiar, w jakiś sposób nawiązując do ich codzienności.
Przyjmuje od Cree fotografię, ale zanim zdąża dokładnie się jej przyjrzeć, podbiega do nich pobladły Ramirez, który zaraz po przekazaniu im wieści, wychodzi z budynku, by pooddychać świeżym powietrzem. Nie wróży to niczego dobrego. Hellie posyła detektywowi porozumiewawcze spojrzenie, zanim nie rusza przodem, przekraczając próg pogrążonego w mroku pomieszczenia. Wyciąga telefon, by przyświecić sobie latarką.

Ten natychmiast niemal wypada jej z dłoni, a Helena cofa się o krok, wpadając plecami na Bellerose’a.
— O kurwa — wyrywa jej się.
Z sufitu zawieszone za nogi zwisa drugie ciało. Twarz młodej kobiety zastygła w wyrazie niedowierzania, ręce zwisające nad głową są niemal całkiem ogołocone ze skóry. Widok, z którym Peregrine zdążyła już się zaznajomić — to, co wprawia ją w tak wielki szok, to rozcięte trzewia, które wylewają się na podłogę dookoła ofiary. Już na pierwszy rzut oka widać, że w ułożeniu jelit jest pewna metoda, ale dopiero, gdy Helena zdobywa się na kolejny rzut okiem, dostrzega prawidłowość — wnętrzności kobiety zostały ułożone w mandalę, ewidentnie nawiązującą do tatuażu na środku klatki piersiowej ofiary.
Peregrine rzuca spojrzenie w stronę Cree, po części po to, by odwrócić się od makabrycznego widoku.
— Brakujące fragmenty to w tym przypadku pewnie wycięte tatuaże. Powiedziałabym, że dałabym sobie głowę uciąć, ale… — Żart jest niemrawy — marna próba rozładowania napięcia. Stara się, by w jej głosie nie było słychać roztrzęsienia, ale ta próba również jest dość marna. Może i naoglądała się już zwłok, ale to?
Nie idzie z marszu w ślad za Ramirezem tylko przez irracjonalne wrażenie, że wtedy Garbarz wygra.

Cree Bellerose
echo
to tylko forum jbc
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta sprawa nie dawała mu spokoju. Nie od wczoraj i nie dlatego, że była brutalna, bo z paskudnymi sprawami zdążył się już oswoić jeszcze w Nowym Orleanie. Nauczył się odkładać je na półkę, gdy zamykał za sobą drzwi do własnego domu. Nie chciał o nich myśleć po pracy. Ale ta konkretna nie chciała tak łatwo odpuścić. Dręczyło go coś innego. Każda kolejna ofiara była gorsza od poprzedniej, jakby Garbarz, widząc własne sukcesy i nieporadność policji, z każdym razem czuł się pewniej. Odważniej. Jak ktoś, kto zbyt wiele razy wyszedł cało z ryzykownej gry i zaczął wierzyć, że zasady go nie dotyczą. Że jest nieuchwytny. W zasadzie miał rację.
Wiedział, dokąd taka pewność prowadzi. Prędzej czy później każdy – nawet ten najlepszy – przestawał się pilnować, a wtedy wystarczył jeden błąd. Jedna rzecz, której nie zauważył. Cree liczył, że z Garbarzem będzie tak samo. Że on – bo z nagrań, które im zostawiał, wynikało, że to mężczyzna – w końcu się potknie. Głos był lekko zmodulowany, więc nie mieli pewności. Po prostu tak założył. Na razie nic nie wskazywało, żeby miał się pomylić. Nie wierzył w taką brutalność ze strony kobiety. A może niesłusznie?
Najbardziej nie mógł pogodzić się z tym, że wciąż nie rozumiał motywu. To nie mogła być zemsta. Nie przypominało to polowania na złych ludzi ani rozpaczliwego wołania o uwagę. Sprawca o nią nie prosił. Skrupulatnie ukrywał tożsamość. Zabijał wyłącznie kobiety, najczęściej takie, które z pozoru nie skrzywdziłyby muchy. Czy to była jakaś chora fascynacja? Mizoginia? A może szukał za głęboko, upierał się przy powodzie, którego w ogóle nie było? Może ten psychol po prostu taki był i żadna logika nie miała tu nic do rzeczy. Ta ostatnia myśl przerażała go najbardziej.

Zerknął w stronę Heleny, która akurat ochrzaniała kogoś z ekipy. Ani trochę jej się nie dziwił. Każdy dowód, każdy detal były dla nich na wagę złota, a jeśli cokolwiek zostało zniszczone, uszkodzone albo choćby obmacane przez niewłaściwe ręce, kończyli z niczym. Nie był też zaskoczony. Od kiedy zajęli się Garbarzem, ludzie wokół nich zmieniali się częściej niż przy jakiejkolwiek innej sprawie. Nie wytrzymywali. Nawet ci z wieloletnim doświadczeniem, którzy widzieli już niejedną makabrę, rezygnowali po jednym lub dwóch ciałach. Ładunek emocjonalny był po prostu zbyt duży. Nie dało się pozostać obojętnym na krzywdę tych kobiet, na to, w jak okrutny sposób ich ciała były bezczeszczone. Nawet on miewał już dosyć, choć nie musiał badać zwłok ani zajmować się materiałem dowodowym. Wychodził i zamykał za sobą drzwi. Patolodzy takiego luksusu nie mieli.
Odprowadził technika wzrokiem, może nawet posłał mu nieme przepraszam w imieniu kobiety. Doceniał, że ktoś jeszcze chciał z nimi pracować przy tej powalonej sprawie.
– Do tej pory zawsze znajdowaliśmy wszystkie fragmenty skóry zdjęte z ofiar, więc nie przywłaszczał sobie niczego tak osobistego – powiedział. Sam nie wiedział, co było gorsze: mówienie o czymś takim na głos czy myśl, że ktoś mógłby zabrać to do domu i oprawić w gablotkę. – Cholera go wie. Wygląda na to, że się z nami bawi. Sprawdza, na ile może sobie pozwolić. Wie, że jesteśmy w kropce.
Nie denerwował się. Nie złościł się, nie podnosił głosu, nie pokazywał po sobie, jak bardzo jest zirytowany i rozczarowany własną bezczynnością. A jeszcze przed tą sprawą miał się za naprawdę dobrego gliniarza. Sprytnego, wyłapującego drobiazgi, które pomagały rozwiązywać najtrudniejsze sprawy. Tu był bezsilny. Jeździł od miejsca zbrodni do następnego, od jednej ofiary do drugiej, z przekonaniem, że będzie to kolejny bezowocny dzień. Znowu przykry widok i życie brutalnie odebrane komuś, kto miał je dopiero przed sobą.
– Alice Williams – dodał, odpowiadając na jej drugie pytanie. – Niedawno skończyła dwadzieścia lat. Studentka. Dorabiała na stacji benzynowej tuż obok, dosłownie za rogiem. Pracowała tam od niedawna. – Wyrzucił to z siebie na jednym tchu, jakby tak było mniej boleśnie. Pewnie już od początku była obserwowana przez Garbarza – dopowiedział sobie w myślach.

Na jego twarzy pojawiło się niedowierzanie, a może nawet nutka przerażenia? Wszystkiego się dzisiaj spodziewał, ale nie tego, że znajdą drugą ofiarę. Tego nie było w jego bingo. Ruszył za Heleną, nie wiedząc, co zastaną po przekroczeniu progu następnego pomieszczenia.
Gdy na niego wpadła, podniósł wzrok na widok, który na moment odebrał mu dech w piersi. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. To była jedna z najokrutniej potraktowanych ofiar Garbarza. Smród unoszący się w powietrzu niemal wywracał mu żołądek na lewą stronę, więc szybko przyłożył do nosa bawełnianą chusteczkę nasączoną olejkiem eukaliptusowym, którą nosił właśnie na takie okazje. Drugą wyciągnął przed siebie na wypadek, gdyby jego partnerka chciała skorzystać z tej drobnej ulgi.
– Ja pierdolę. Co za barbarzyńca – wymamrotał przez materiał. Przyjrzał się ciału dokładnie i, niestety, zapamiętał ten widok, bo wiedział, że będzie do niego wracał przed snem. Wolał jednak nie skończyć jak Ramirez, więc odwrócił wzrok w stronę Peregrine. To było coś nowego. Niepokojącego.
– Nie widzę nigdzie tych fragmentów skóry. W tym pomieszczeniu też ich nie ma – powiedział w końcu, gdy otrząsnął się z odrętwienia. – Nie wiem, dlaczego, ale przeczuwam, że wiem, gdzie je znajdziemy. – Wyciągnął z kieszeni woreczek z kluczem, który – jak podejrzewał – pasował do szopy na zdjęciu. – Chyba niewiele tu znajdziemy przed technikami. Myślisz, że powinniśmy tam pojechać?
Pierwszy raz morderca tak wprost wskazał im konkretne miejsce. Chciał, żeby się tam zjawili. Czy mogła to być pułapka? Czy chciał się ich pozbyć, czy może – widząc, jak słabo sobie radzili – postanowił im pomóc? Wszystkie te opcje były równie pokręcone.

helena peregrine
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Czasami wśród spraw zdarzały się takie jak ta, w których poszukiwanie logicznej motywacji sprawcy mijało się z celem. Helena robiła to automatycznie, długo trzymając się wersji, że coś musiało skłonić człowieka do tak groteskowych czynów. Często przyłapywała się na tym, że myślała o ludziach w podobnych kategoriach, w jakich myślała o komputerowych programach, w których każda linijka kodu wpływała na jego działanie w przewidywalny sposób. Czasami takie rozumowanie się sprawdzało, bo większość ludzi była prosta i przejrzysta, wręcz nudna.
Czasami jednak okazywało się, że niektóre jednostki wcale nie działały według przesłanek, które jej wydawały się logiczne. Czasami motywacją był czyn sam w sobie. Wszystko wskazywało na to, że Garbarz czerpie przyjemność ze swoich działań, że właśnie cała ta makabra napędzała go do działania. Może to właśnie niewyobrażalność takiej postawy sprawiała, że wciąż pozostawał dla nich nieuchwytny – bo najwyraźniej oboje nie potrafili sobie wyobrazić sobie, jak to jest i wczuć się w jego sposób myślenia na tyle, by w jakimkolwiek stopniu przewidzieć jego następny ruch.

Peregrine ciężko było pogodzić się z faktem, że ich najlepszą opcją było czekanie na jego błąd. Nie znosiła pozostawać bierna. Nie miała tyle cierpliwości, z tyłu głowy mając świadomość, że kolejną kobietę czeka podobny los. Już sam profil ofiar Garbarza uderzał w czuły punkt wynikający z jej doświadczeń z młodości. To niebezpieczne połączenie sprawiało, że angażowała się w sprawę trochę bardziej, niż powinna. W przeciwieństwie do Bellerose'a, ona notorycznie przynosiła pracę do domu – albo w ogóle do niego nie wracała, woląc neutralną przestrzeń swojego biura od pustych ścian mieszkania. Można byłoby bezpiecznie stwierdzić, że jakiś czas temu porzuciła dla pracy swoje życie prywatne. Ucieczki były jej specjalnością, chociaż do tej pory oznaczały dosłowną podróż. Jej modus operandi zmienił się na uciekanie w akta i niekończące się analizowanie materiałów dowodowych.
Nawet w kwestii pozostawianych wideo Garbarz był jednak perfekcjonistą. Jak dotąd nie zdołała nic wskórać.

Dostrzega to przepraszające spojrzenie, które Cree posyła technikowi, który niemal zdeptał zwłoki. Prycha głośno, unosząc brew. Nie miała aż tyle wdzięczności, co on. Sprawa jest trudna i wymagająca, więc każdy pracownik powinien wykazywać się jakimkolwiek rozsądkiem – nawet jeśli znalazł się tutaj tylko dlatego, że figuruje na samym dole pracowniczego łańcucha pokarmowego i nie ma innego wyjścia.
— Nauczysz go tylko złych nawyków — komentuje pobieżnie. Jej zdaniem wcale nie była dla niego za ostra. Sam sobie wybrał zajęcie, a zwolnienie się z tej pracy pozostawało zawsze otwartą opcją, jeśli przerastały go warunki.
Szybko o tym zapomina, skupiając się na śledztwie.

"Wygląda na to, że się z nami bawi".
Ta trafna obserwacja sprawia, że brwi Heleny zbiegają się w pionowej zmarszczce irytacji.
— Nie wierzę, że jak dotąd naprawdę nie popełnił żadnego błędu. Musieliśmy coś przeoczyć — stwierdza pochmurnie. W przeciwieństwie do Cree, Helena nie potrafiła tak skutecznie trzymać swoich emocji na wodzy, dość jawnie poirytowana swoją własną bezsilnością. Zagryza wargę, pogrążona w rozmyślaniach.
"Wie, że jesteśmy w kropce".
— Nie podoba mi się, że jedyna, co możemy zrobić, to podążać za jebanymi okruchami, które nam zostawia — zdradza przyciszonym głosem, by to może zbyt otwarte obwieszczenie dotarło jedynie do uszu Cree. Pogodzenie się z tą bezsilnością nie wchodziło dla niej w grę. Musiało być coś, co mogli zrobić. Nie wiedziała jeszcze tylko, co...
Zaciska wargi w wąską kreskę, słuchając o ofierze. — Pewnie od początku była obserwowana przez Garbarza — stwierdza. Osobiste podejście do każdego morderstwa sugerowało, że Garbarz miał swoje ofiary na oku na długo przed dokonaniem aktu zbrodni.

Z wdzięcznością przyjmuje od detektywa chusteczkę, ledwo łapiąc oddechy przez smród rozkładających się wątpi. Przytrzymuje ją przy twarzy. Z początku trudno jest patrzeć na roztaczający się przed nimi widok – po chwili jednak ciężko oderwać od niego wzrok. Cóż za masochizm. Helena musi zmusić się, by spojrzeć na Bellerose'a; nawiedza ją kolejna irracjonalna myśl – że jeśli nie będzie w stanie znieść tego widoku, coś na pewno przeoczy. Może to faktycznie tak działało? Może błędy Garbarza zaczynały się tam, gdzie kończyła się ich wytrzymałość?
A jednak nieważne, jak długo wpatruje się w rozciągnięte na podłodze trzewia, wcale nie czuje, jakby była bliżej zrozumienia działania sprawcy, dlatego gdy pada propozycja zbadania wskazanego przez niego miejsca, Helena natychmiast kiwa głową i wycofuje się z pomieszczenia. Jeszcze przez chwilę nie odrywa chusteczki od twarzy – zapach roznosi się przez otwarte drzwi po całym warsztacie.
— Ty prowadzisz. Wezmę tylko swój komputer z auta, spróbuję po drodze znaleźć konkretny adres — proponuje.

Cree Bellerose
echo
to tylko forum jbc
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”