ODPOWIEDZ
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

005.
W końcu nadszedł dzień, którego Reon nie mógł się doczekać – impreza hallowenowa! Był wniebowzięty z powodu tego, że dostał pozwolenie na to, aby zostać na niej aż do rana i Ryouta nie będzie mu truł dupy o to, że ma wracać do domu o konkretnej godzinie. Już nawet nie przeszkadzał mu fakt, że mężczyzna sam miał zamiar osobiście zawieźć go na miejsce imprezy, żeby upewnić się co do adresu i zapewne przekonać się, że Reon nie kłamał.
Na pomysł tego, co na siebie założy wpadł już jakiś miesiąc wcześniej i spędził ten czas na skrupulatnych poszukiwaniach odpowiednich części ubioru, aby wszystko do siebie pasowało i dobrze na nim wyglądało. Nikogo raczej nie powinno też dziwić, że postanowił postawić na coś dość oklepanego, bo raczej zbyt kreatywny nie był. Stanęło więc na tym, że miał zamiar zostać króliczkiem playboya. Być może nie brzmiało to jak zbyt męski strój, ale czy dla Reona to miało znaczenie? No nie. Nie można też było zaprzeczyć, że wszystkie części samego outfitu były dość… wątpliwie, a przynajmniej mogłyby być tak postrzegane przez osoby postronne. Otóż, więcej ciała odsłaniał niż zasłaniał. Właściwie, sam wychodził nieco ze swojej strefy komfortu, ale chciał zrobić swoim przebraniem efekt wow, a czy był na to lepszy sposób, niż postawienie na taki cunty outfit? No nie.
Niestety, nie wziął pod uwagę tego, że jego strój niekoniecznie może spodobać się Ryo. Właściwie, to nawet nie zastanawiał się nad tym, że mężczyzna będzie miał cokolwiek w tej kwestii do powiedzenia, bo przecież był dorosły i mógł ubierać się jak chciał. Jeszcze tego brakowało, żeby teraz Aso mu mówił, co wolno mu było na siebie założyć, a czego nie. Najwyraźniej jednak mężczyzna uznał, że coś w tej kwestii miał do gadania i powiedział, że nie ma szans, że pozwoli mu tak wyjść gdziekolwiek i jak Moriya chciał na tę imprezę jechać, to miał się przebrać w coś normalniejszego. Reon strzelił fochem, obstając przy swoim, bo nie miał najmniejszego zamiaru ustępować. Nie po to tyle czasu poświęcił na kompletowanie przebrania, żeby teraz nawet nie móc w nim pójść na imprezę. Doszło do małego konfliktu, ale ostatecznie Ryouta zgodził się na to, aby został w tym stroju, ale pod jednym warunkiem… Że zabierze go na imprezę ze sobą. No, tego to się nie spodziewał i w ogóle mu ten pomysł na początku nie przypadł do gustu, ale nie chciał sobie odpuszczać, więc ostatecznie się zgodził. Sam jednak też mu postawił pewien warunek…
Jakiś czas temu w klubie rozmawiali o tym, że chciałby zobaczyć Ryoutę w psich uszkach, a mężczyzna niestety popełnił ten błąd, że poniekąd zgodził się coś takiego na siebie włożyć, gdyby Reonowi rzeczywiście na tym bardzo zależało. Otóż, zależało, dlatego niedługo po tym zamówił cudowny zestaw – opaskę z uszami, obrożę oraz ogonek, które jego zdaniem idealnie miały pasować do takiego psa obronnego, jakim był Ryo. Nie był zaskoczony tym, że mężczyzna na początku kręcił nosem, ale ostatecznie się zgodził, bo trochę nie miał wyjścia. Tak jak się spodziewał, Aso wyglądał w takim wydaniu przeuroczo. Poniekąd też można było powiedzieć, że do siebie pasowali – oboje byli w końcu uroczymi zwierzątkami. Reon był króliczkiem, a Ryo szczeniaczkiem. Co, jeśli ktoś weźmie ich za parę?
Ostatecznie zdecydowali się pojechać Uberem. Trochę to odbiegało od pierwotnego planu, ale skoro Ryo miał zamiar również z nim imprezować, to Reon wychodził z założenia, że może jednak sobie coś chlapnie. Mężczyzna zarzekał się, że nie miał zamiaru pić, ale najwyraźniej Moriya uważał, że i tak nie było co kusić losu.
— Już nie mogę się doczekać, aż dojedziemy na miejsce! — powiedział podekscytowany, gdy jeszcze siedzieli w aucie. — To nasza pierwsza wspólna impreza — dodał. — I w dodatku wyglądasz tak przeuroczo. To chyba najszczęśliwszy dzień w moim życiu — wydął dolną wargę, po czym sięgnął do jego głowy, aby trącić palcem jedno z uszek opaski. — Żałuję tylko, że nie pomyślałem jeszcze o smyczy — dodał zrezygnowany.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004
Kiedy zobaczył, w jakim stroju Reon miał zamiar wyjść na imprezę halloweenową, to aż go zatkało. Nie spodziewał się, że chłopak wskoczy w coś, co więcej odsłaniało, niż zasłaniało. W pierwszej chwili po prosto zaniemówił i uznał, że to jakiś nieśmieszny żart i że Moriya go wkręca. Szybko jednak okazało się, że to było tak na poważnie. Nie było najmniejszej szansy na to, że puści go w takim wydaniu. To było jak proszenie się o gwałt. Nie mógł przecież do tego dopuścić. Zaczął się go czepiać, aż w końcu wywiązała się między nimi spora awantura. Kiedy zdawało się, że już nie dojdą do porozumienia, w końcu udało im się ustalić, że chłopak może iść w takim przebraniu, ale pod warunkiem, że pójdą tam razem. Co prawda, powinien być dzisiaj w pracy, ale napisał, że niestety nie będzie w stanie się pojawić, licząc na to, że nie wyda się, że zamiast pracować, szedł na imprezę. Poza tym, dbanie o Reona to był jego priorytet i praca była od tego mniej istotna.
Na pewno nie spodziewał się tego, że tamten również postawi mu warunek. Gdy tylko usłyszał, że mógł go ze sobą zabrać, ale pod warunkiem, że założy przebranie psa, to był w szoku. Nie sądził, że wtedy w klubie chłopak mówił tak na poważnie i że rzeczywiście zamówi mu taki zestaw. Nawet nie mógł się z tego wykręcić, bo skoro sam mógł stawiać mu warunki, to w drugą stronę to też działało. Nie był do końca pewien, co powinien na siebie jeszcze założyć, ale ostatecznie postawił na białą koszulę rozpiętą pod szyją i z podwiniętymi rękawami oraz garniturowe spodnie i eleganckie buty. Czyli w sumie wyglądał jak typowy yakuza z filmów. Gdyby nie te psie atrybuty. Wiele go kosztowało, żeby w ten sposób wyjść z domu, ale na szczęście było Halloween, więc aż tak nie odstawał.
— Jesteś zdecydowanie za bardzo tym wszystkim podekscytowany — odetchnął bezgłośnie. Sam już tak podekscytowany nie był, bo czuł się jak kretyn. — Mhm, w sumie to tak. A przynajmniej taka, na której sam mam się rzekomo bawić, a nie tylko cię pilnować — skinął lekko głową. Tak, przystał również na to, że nie będzie zamulał i mówił mu, co mógł, a czego nie mógł. Nie miał pojęcia, jak niby to wszystko przeżyje, bo naprawdę nie lubił imprez i pijanych ludzi... — Nie sądzisz, że trochę przesadzasz? — zapytał, unosząc wyżej brew. — Naprawdę najszczęśliwszym dniem w twoim życiu jest ten, w którym przebrałeś mnie za psa? To nie jest wysoka poprzeczka — wywrócił oczami. Musiał jednak przyznać, że było coś uroczego w tym, że Reon tak się ekscytował tym, że wychodzili gdzieś razem. Zerknął w górę, kiedy chłopak tak trącił jego uszko, po czym poprawił je sobie na głowie, bo opaska nieco się przez to zsunęła. — O smyczy?! — powiedział trochę za głośno, na co kierowca aż się odwrócił. — Chyba Bóg cię opuścił — wypuścił głośno powietrze nosem. Nie byłoby najmniejszej szansy na to, że by na to się zgodził. Sama obraża to i tak było za dużo.
Gdy w końcu dojechali na miejsce, wysiadł z ulgą. Nie chciał wiedzieć, co musiał sobie myśleć kierowca. Rozejrzał się ukradkiem, zanim Reon wysiadł. Nigdy nie był w tej części miasta i musiał przyznać, że trochę go to przytłoczyło. Zaraz po tym, jak chłopak do niego dołączył, ruszyli w stronę wejścia do jednego z domów. Stanęli przed drzwiami, odetchnął kilka razy, po czym weszli do środka. Jakoś nie był zaskoczony tym, że impreza trwała już w najlepsze. Nie posądzałby Reona, że ten byłby gdzieś na czas.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewrócił oczami na jego słowa. Właściwie, był nieco zaskoczony tym, że Ryo sam się nie cieszył z tego wyjścia. To był chyba pierwszy raz, kiedy mieli zamiar spędzić razem czas w taki sposób. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie czekał w ogóle na dzień, w którym będą mogli gdzieś wspólnie wyjść i się zabawić. Nigdy też nie pomyślałby, że dojdzie do tego z okazji imprezy halloweenowej, ale chyba nie miał na co narzekać. Nie dość, że sam ostatecznie mógł pójść w takim stroju jaki przygotował, to Ryo musiał wskoczyć w przebranie szczeniaczka. Lepiej sobie tego nie mógł wymarzyć. I nawet jeśli na początku pomysł wspólnego wyjścia niekoniecznie do niego przemawiał, bo wiedział, że starszy będzie zamulał i go pilnował na każdym kroku, tak potem jednak myśl wspólnej imprezy zaczęła go ekscytować. Oczywiście, nie omieszkał zapowiedzieć Aso, że ma się wyluzować, zabawić i nie chodzić za nim jak cień, pilnując go na każdym możliwym kroku. Chciał się wybawić i nie miał ochoty na to, żeby ktokolwiek mu to popsuł.
— Przykro mi, że ty nie cieszysz się z naszego wspólnego wyjścia tak bardzo jak ja — wzruszył ramionami, nieco naburmuszony zagryzając od środka policzek. Liczył na to, że w trakcie imprezy Ryo jednak trochę się rozluźni i skończy ostatecznie bez kija w dupie. Trochę słabo, jakby całą noc spędził na byciu sztywniakiem. — No właśnie. Jeszcze chyba nigdy nie wyszliśmy gdzieś razem się zabawić. Nie cieszysz się, że w końcu do tego doszło? Bo szczerze, to ja tylko na to czekałem — powiedział. Namówienie Ryouty do jakiegokolwiek wspólnego wyjścia nigdy mu nie wychodziło. Nawet jak już gdzieś ruszali dupsko razem, to ten nigdy nie pił i cały czas go pilnował. Poza tym, z reguły jak już gdzieś szli, to do jakiejś restauracji na obiad albo coś w tym stylu. Nigdy nie wychodzili stricte po to, żeby wspólnie poimprezować. Na jego pytanie zmarszczył czoło. — Czemu miałbym przesadzać? Po prostu cieszę się z tego, że zrobimy razem coś, co lubię — odpowiedział i wzruszył ramionami. Wyglądało na to, że Aso miał do tego wyjścia nieco inne podejście. — Nie dość, że przebrałem cię za psa to jeszcze idziemy razem na imprezę! Oczywiście, że mam się z czego cieszyć — przewrócił oczami i pokręcił głową na boki. Ryo by nie umarł, jakby również okazał z tego powodu chociaż trochę entuzjazmu. Na razie sprawiał wrażenie, jakby jechał tam z nim za karę, a prawda była taka, że nie dość, że dzięki temu urwał się z roboty, w której zapewne by zamulał, to jeszcze jadą na imprezkę. Jak dla niego, to nawet Aso powinien być mu wdzięczny, że ostatecznie się tak ugadali, bo sam przecież na tym korzystał. Spojrzał na kierowcę, który odwrócił się w ich stronę gdy Ryo tak podniósł głos. Posłał mężczyźnie przepraszające spojrzenie, aby zaraz przenieść wzrok na Aso. — Uważam, że by pasowała — stwierdził i wzruszył ramionami, nie widząc najwyraźniej, w czym był problem.
W końcu dojechali na miejsce. Wysiedli z auta i ruszyli w kierunku domu jego znajomego, gdzie miała odbywać się impreza. Kilka razy już miał okazję być w tej dzielnicy, więc nie robiła na nim zbyt dużego wrażenia. Raczej obracał się w gronie osób o podobnym statusie do niego, więc nic dziwnego. Gdy znaleźli się pod drzwiami, nawet nie pukał ani nie dzwonił, tylko nacisnął na klamkę i je sobie otworzył. Weszli do środka, gdzie impreza trwała już na całego. Nie był zaskoczony, że się spóźnili, bo przez tę całą awanturę wyszli z domu później, niż Reon wstępnie planował.
Po przekroczeniu progu domu, od razu ruszył w kierunku kuchni, chcąc napić się czegoś mocniejszego. Po drodze natknęli się na kilku jego znajomych, z którymi się przywitał. Podszedł do lodówki i zajrzał do niej, a widząc pokaźny zapas alkoholi, uśmiechnął się od ucha do ucha.
— Czego chcesz się napić, słodziaczku? — zapytał, odwracając się w stronę Ryo. Nie potrafił sobie darować, bo mężczyzna naprawdę uroczo wyglądał. Uroczo i seksownie, chociaż myślenie o nim w takich kategoriach niekoniecznie było mu na rękę. To wszystko przez ten cholerny pocałunek. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że Aso wyglądał dzisiaj naprawdę atrakcyjnie.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie zapominaj, że jadę tam z tobą przede wszystkim po to, żeby cię pilnować. Takim strojem sam się prosisz o kłopoty — mruknął pod nosem i wzruszył lekko ramionami. To nie tak, że jechał tam z nim po to, żeby się wybawić. Chciał go przypilnować i mieć pewność, że Reonowi nikt nic nie zrobi. Może miał trochę paranoję na tym punkcie i pewnie wyolbrzymiał, bo czemu niby ktoś z jego znajomych miałby go molestować, ale kiedy widział go w takim stroju, to nie mógł reagować inaczej. To było silniejsze od niego. — No, może trochę też się z tego cieszę — przyznał i wywrócił oczami, by zaraz uśmiechnąć się do siebie pod nosem. Na pewno będzie bawił lepiej, niż jakby był dzisiaj w pracy. Miał nadzieję, że szef go z tego powodu nie zwolni, że wymówił się w taki dzień, ale naprawdę nie mógł pozwolić na to, żeby Moriya sam wybrał się na domówkę, wyglądając w taki sposób. Co prawda, sam musiał włożyć na siebie te nieszczęsne uszka i całą resztę, ale to nie była wysoka cena za świadomość, że chłopak był bezpieczny. — Możemy też robić razem inne rzeczy, które lubisz — stwierdził. Tyle tylko, że nie było za wiele takich rzeczy, bo życie Reona kręciło się wokół imprezowania. Czasami zastanawiał się nad tym, czy chłopak miał jakieś inne zainteresowanie oprócz chlania, zabawy i przygodnego seksu, ale nie potrafił nic wymyślić. — Nie sądziłem, że aż tak bardzo zależało ci na tym, żebym gdzieś z tobą wyszedł i się zabawił — ściągnął lekko brwi. Jasne, chłopak czasami mu proponował, żeby poszedł z nim do klubu albo na domówkę, ale zawsze odmawiał, bo to nie były jego klimaty. Jakby wiedział, że sprawiłby mu w ten sposób taką radochę, to inaczej by do tego podszedł. Posłał mu tylko karcące spojrzenie, kiedy Reon stwierdził, że smycz by mu pasowała. Jeszcze tak nisko nie upadł, żeby dawać mu się prowadzić na uwięzi.
Jakoś nie był zaskoczony tym, że Moriya wszedł do domu jak do siebie. Od razu uderzyło w niego to, że było tutaj naprawdę sporo osób. Szedł za chłopakiem krok w krok, kiedy ten witał się z jego znajomymi, a gdy go im przedstawiał, to tylko wydawał z siebie krótki pomruk i kiwał głową. W końcu trafili do kuchni, która chyba była ostatecznym celem ich wycieczki. Zajrzał mu przez ramię do lodówki, zawieszając spojrzenie na jej zawartości. Nie dojrzał tam kompletnie nic do jedzenia, a same napoje.
— Słodziaku? — powtórzył po nim i przeniósł na niego zaskoczone spojrzenie. Zamrugał kilkukrotnie, bo nie do końca docierało do niego to, w jaki sposób go nazwał. Nie był pewien, jak miał się z tym czuć. Zaraz jednak westchnął bezgłośnie i znów zajrzał do lodówki. Bez słowa sięgnął do niej po piwo. Musiał przy tym nieco naprzeć torsem na plecy Reona, ale nie zwrócił na to za bardzo uwagi. Gdy się odsunął, otworzył puszkę i upił z niej spory łyk. Co prawda, wcześniej sobie mówił, że nie będzie nic pił, ale chyba na trzeźwo nie będzie w stanie tego znieść.
— Znasz wszystkich tych ludzi? — zapytał, omiatając spojrzeniem towarzystwo. — Niektóre z tych dziewczyn to są bardziej rozebrane niż ubrane — westchnął krótko. Cóż, Moriya za bardzo nie odstawał, bo sam nie miał na sobie za wiele materiału, który by zasłaniał wiele. Nadal miał o to ból dupy, bo uważał, że nie wypadało się tak ubierać, ale nie miał zamiaru robić mu przytyków w tej kwestii, skoro przyszedł tutaj z nim po to, żeby go pilnować.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewrócił oczami na jego słowa i westchnął ciężko. Mimo wszystko, wciąż miał nadzieję na to, że mężczyzna nie będzie zbytnio uprzykrzał mu dzisiejszego wieczoru i będą się świetnie razem bawić. Nie chciał, żeby Ryouta zrujnował mu jego pierwszą imprezę halloweenową w Kanadzie będąc nazbyt opiekuńczym.
— No ja myślę — spojrzał na niego podejrzliwie. Oby Ryo mówił tak, bo naprawdę tak było, a nie dlatego, żeby Reon mógł usłyszeć dokładnie to, co chciał usłyszeć. Mimo wszystko chciał, żeby mężczyzna również nieco się rozerwał, skoro już ostatecznie szli na tę imprezę razem i miał zamiar spędzić Halloween w taki sposób, w jaki powinien. Kto by chciał w taki dzień pracować? Raczej nikt. — Nie jestem pewien, czy rzeczywiście chciałbyś je ze mną robić — powiedział i odchrząknął cicho. Miał nadzieję, że Ryo sam się domyśli co takiego miał na myśli i uświadomi sobie jak zabrzmiało to, co powiedział. Naprawdę wolałby nie mówić tego na głos, zwłaszcza po tym całym zajściu, które miało między nimi miejsce pod prysznicem. Mieli do tego nie wracać i naprawdę się starał, ale czasami przychodziły takie momenty jak ten, kiedy od razu sobie o tym przypominał. — Oczywiście, że mi zależało. Przyjaźnimy się przecież tyle lat, a za każdym razem jak chciałem cię gdzieś ze sobą wyciągnąć, żebyśmy się razem rozerwali, to zawsze odmawiałeś — burknął naburmuszony i wzruszył lekko ramionami. Logiczne więc, że cieszył się z tego, że w końcu udało mu się wyciągnąć Ryo na imprezkę i mężczyzna miał zamiar się na niej z a b a w i ć.
Chyba jeszcze nie zdarzyło się, żeby jego znajomi poznali Aso, więc chętnie przedstawiał im swojego przyjaciela. Może jak mężczyzna zobaczy z kim się normalnie zadawał, to nie będzie aż tak bardzo nadopiekuńczy i przekona się, że nic mu nie groziło, kiedy się z nimi spotykał i gdzieś wspólnie wychodzili. Była to banda dzieciaków praktycznie w tym samym wieku, więc wątpił w to, że ktokolwiek z nich czyhałby na jego życie.
— Słodziaczku. Bo wyglądasz przesłodziaśnie jako szczeniaczek — powiedział i uśmiechnął się do niego zaczepnie. Gdy mężczyzna tak się nachylił, napierając na niego, poczuł dziwne motylki w brzuchu. Starał się nad tym zbytnio nie zastanawiać, dlatego po prostu sam również sięgnął po piwo, uznając, że zacznie od czegoś lżejszego. Jeszcze miał sporo czasu, żeby porządnie się zniszczyć, a zapewne dokładnie to miał zamiar zrobić. Zwłaszcza, że był tutaj z nim Ryo. Mimo wszystko, czuł się bezpieczniej kiedy miał go przy sobie. Otworzył puszkę, upił kilka sporych łyków i westchnął ciężko.
— Może nie wszystkich, ale większość — powiedział. — Nie znam wszystkich znajomych moich znajomych — dodał i uśmiechnął się delikatnie. — Norma. To impreza halloweenowa, więc co się dziwić — wzruszył ramionami. Sam zresztą wcale nie ubrał się lepiej, więc nie miał zamiaru oceniać. — Ale hej, przynajmniej jest na co popatrzeć — stwierdził. Aso raczej nie był zainteresowany takimi widokami, ale on jak najbardziej.
Chwycił jego nadgarstek i bez słowa pociągnął go za sobą, zmierzając w kierunku salonu. Akurat jedna z kanap była wolna, więc uwalił się na niej i poklepał miejsce obok siebie, sugerując mężczyźnie, żeby też usiadł.
— Mam nadzieję, że z czasem impreza się bardziej rozkręci. Mam wrażenie, że jest trochę drętwo — stwierdził, po czym poprawił opaskę z króliczymi uszami, która nieco mu się zsunęła. Potem rozejrzał się, popijając kolejny łyk piwa. — Potańczymy potem? — zapytał i skinął głową w kierunku części salonu, która była najwyraźniej wydzielona na parkiet, bo kilka osób tam aktualnie tańczyło.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Hmm... — wydał z siebie mruknięcie. — Miałem na myśli takie rzeczy jak chodzenie na spacery albo wspólne gotowanie, ale chyba rzeczywiście nie jestem pewien, czy chciałbym robić z tobą te rzeczy, które naprawdę lubisz — westchnął. Domyślał się, co takiego Reon miał na myśli i nie chciał się w to zagłębiać. Obiecał sobie, że nie będzie patrzył na niego w taki sposób, ale czasami to było silniejsze od niego. Skoro wiedział, że chłopak był biseksualny i do tego uważał go za atrakcyjnego, to czasami myślał o tym, jakby to było... A wszystko przez ten nieszczęsny pocałunek, który w ogóle nie powinien mieć miejsca. — Bo to nie moje klimaty. Nie lubię otaczać się pijanymi albo naćpanymi ludźmi, a hałas, tłumy i głośną muzykę mam na co dzień w pracy, więc w dni wolne chcę od tego po prostu odpocząć — powiedział. Z drugiej strony, w Japonii nie pracował w klubie, a też nie chciał z nim do nich chodzić. Nie był imprezowym typem i to raczej nigdy się nie zmieni. Nawet jak był nastolatkiem, a potem młodym dorosłym, to nie rwał się do tego, żeby szaleć. Pod tym względem różnili się od siebie jak ogień i woda. No, pod innymi również, bo byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami.
— Czemu tak się upierasz przy tym, że jestem akurat szczeniaczkiem? — zapytał. — Jak już traktujesz mnie jak psa, to nie może to być dorosły pies? — dodał i wywrócił oczami. Oczywiście, że nie podobało mu się to, że Reon miał go za słodkiego szczeniaczka, bo był dorosłym facetem. Który normalny trzydziestoletni mężczyzna chciałby, żeby ktoś nazywał go w taki sposób? Na pewno nie Ryouta. Nie miał jednak zamiaru się o to na niego wkurzać albo się tym irytować, bo dobrze wiedział, że to tylko popsuje chłopakowi humor, a nie miał ochoty użerać się z jego marudną wersją.
— Czaję — odparł. To było dość logiczne, że idąc na taką imprezę, nie znało się każdego. Tym bardziej miał nadzieję, że wśród obecnych nie było nikogo, kto chciałby mu zrobić krzywdę. Musiał mieć oczy dookoła głowy. — W sumie racja. Mam wrażenie, że niektóre laski tylko czekają na ten moment i korzystają z tego, że wolno im nosić kuse stroje, bo to przecież przebranie — powiedział. Sam tego nie rozumiał, bo uważał, że to proszenie się o kłopoty, ale to nie była jego sprawa. Jego sprawą było za to to, jak wyglądał Moriya i że też tak kusił los. — Ja niekoniecznie mam na co popatrzeć — wzruszył ramionami. Nie interesowały go kobiety, więc nie miał zamiaru się za nimi oglądać. — Swoją drogą mam nadzieję, że skoro przyszliśmy tutaj razem, to nie masz zamiaru nikogo podrywać, a potem znikać z tym kimś w sypialni. Nie mam zamiaru stać pod drzwiami i czekać, aż skończysz — skrzywił się. W ogóle nie podobała mu się ta wizja i szczerze wolałby uniknąć takiej sytuacji.
Ruszył z chłopakiem, kiedy ten tak go pociągnął, bo nie miał innego wyjścia. Poza tym to nie tak, że chciał się z nim rozdzielać. Miał zamiar dotrzymywać mu towarzystwa na każdym kroku. Gdy Reon tak poklepał miejsce obok siebie, usiadł, po czym upił łyk piwa.
— A ja mam nadzieję, że nie rozkręci się za bardzo. Wolałbym, żeby obyło się bez szaleństw — powiedział. Oczywiście, że nie chciałby, żeby powstał tutaj jakiś chaos, bo wtedy upilnowanie Reona byłoby o wiele trudniejsze. — Potańczymy? — powtórzył po nim i zamrugał kilkukrotnie. — Przecież ja mam dwie lewe nogi do tańca — dodał, ściągając brwi.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozbawiony pokręcił głową na boki, bo wyglądało na to, że jak najbardziej Ryouta domyślił się co takiego insynuował. Chociaż, ta część o spacerach i wspólnym gotowaniu też zabrzmiała naprawdę zabawnie, bo ani jednego, ani drugiego Reon nie robił, więc logiczne, że to raczej nie zaliczało się do spektrum jego zainteresowań i rzeczy, które robił w wolnym czasie. Ryo znał go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, co preferował robić, a co nie, dlatego stwierdzenie, że mogliby porobić inne rzeczy, które Moriya lubił tak go rozbawiło.
— W Japonii też nie chciałeś ze mną nigdzie chodzić, więc nie wymawiaj się teraz pracą w klubie — wzruszył ramionami. Na pewno wszystko byłoby łatwiejsze do przetrawienia dla Reona, gdyby mężczyzna pilnował go w taki sposób, że po prostu wychodziłby z nim na imprezy i również pozwoliłby sobie na to, żeby trochę się rozerwać. Zamiast tego, pojawiał się za każdym razem w najmniej oczekiwanym momencie albo po prostu do niego wydzwaniał, że miał wracać już do domu i tym samym psuł mu całą zabawę. Lepiej byłoby im się dogadać, gdyby Ryouta nie miał takiego kija w dupie i nie był tak negatywnie nastawiony praktycznie do wszystkiego, co Reon robił i mu proponował.
— A nie wiem. Po prostu w tych uszkach wyglądasz jak szczeniaczek — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Może gdyby wybrał inny zestaw, to mężczyzna bardziej przywodziłby na myśl jakiegoś dobermana czy innego owczarka, ale wybrał te z oklapniętymi uszkami, więc ostatecznie Ryo wyglądał naprawdę rozczulająco. — Nie — odpowiedział prosto z mostu i wyszczerzył się do niego jak gdyby nigdy nic. W jego oczach był szczeniaczkiem i nie miał zamiaru rezygnować z nazywania go w taki sposób tylko dlatego, że Aso się to nie podobało. Mężczyzna powinien już przywyknąć do tego, że jak Moriya sobie coś uwalił, to nie było przeproś.
— Możliwe, że tak jest. Niektóre z nich jednak ubierają się tak na co dzień — stwierdził. Jedną czy dwie kojarzył, bo byli w tej samej paczce znajomych i wiedział, że ubierały się tak również na co dzień. Dla Ryo mogło się to wydawać trochę kontrowersyjne, ale nie mógł zapominać o tym, że byli w innym kraju, gdzie panowały nieco inne zasady i na niektóre rzeczy nie patrzyło się aż tak krzywo jak w Japonii. — No wiesz co? Na pewno znajdzie się paru atrakcyjnych chłopaków — przewrócił oczami. Liczył po cichu na to, że Aso uda się kogoś poderwać i nieco się z tym kimś zabawi. Może jak zarucha i spuści nieco pary, to przestanie być w końcu aż takim sztywniakiem. — Nie wiem. Wyjdzie w praniu — odparł i wzruszył ramionami, po czym siorbnął łyk piwa z puszki. Jak ktoś się napatoczy i będzie chętny, to istniało spore prawdopodobieństwo, że jednak się skusi i sobie nie daruje. Po nim można było się spodziewać wszystkiego.
— Wyjmij kija z dupy, bo zaraz ci gardłem wyjdzie, Ryo — powiedział i westchnął ciężko zrezygnowany. — Tak, potańczymy — odparł i kiwnął lekko głową. — Ja też nie jestem profesjonalnym tancerzem. Jak wszyscy dookoła są nawaleni to i tak nikt nie zwraca uwagi na to jak tańczysz — przewrócił oczami. Aso nie umrze, jak trochę się porusza.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Dobrze wiesz, że po prostu nie lubię takich klimatów — westchnął. — Męczy mnie hałas, przeciskanie się w tłumie, towarzystwo nawalonych i naćpanych osób — dodał i wzruszył ramionami. Nie był fanem chodzenia po klubach, ale nie można mu się było dziwić, skoro na co dzień był takim spokojnym człowiekiem. — Znacznie chętniej poszedłbym z tobą do baru na piwo i dobre jedzenie. Poza tym zdarzało nam się chodzić przecież na ramen i sake. Rzadko, bo rzadko, ale chodziliśmy — dodał. Nie miał problemu z tym, żeby spędzać z nim czas i gdzieś z nim wyjść, ale po prostu na trochę innych zasadach niż Reon by tego chciał.
— Przyznaj się, specjalnie wybrałeś takie, żebym wyglądał uroczo, a nie groźnie — przyjrzał mu się spod przymrużonych powiek. Nie byłby zaskoczony tym, gdyby to było celowe. Przecież świetnie go znał i wiedział, że chłopak lubił mu dokuczać. Najgorsze w tym wszystkim było to, że sam nie mógł zaprzeczyć temu, że rzeczywiście wyglądał dość uroczo. Nie czuł się z tym dobrze, ale tak było. Miał zamiar jakoś przetrwać ten wieczór w takim stroju i się tym nie przejmować, zwłaszcza że niektórzy mieli jeszcze durniejsze przebrania. No i nie mógł zapominać o tym, że wybrał się z nim tutaj przede wszystkim po to, żeby go pilnować, bo ujebał sobie, że jak Reon wyjdzie tak ubrany, to będzie prosił się o gwałt. Wypuścił głośno powietrze nosem na to jego nie, ale nijak już tego nie skomentował.
— To jest dla mnie niepojęte, jak niektóre dziewczyny ubierają się w tym kraju. Nie mają wstydu. U nas od razu by je wzięli za prostytutki — skrzywił się. Nic dziwnego, że miał dość konserwatywne poglądy na tę kwestię, skoro wychował się w Japonii. Jasne, ludzie lubili tam poszaleć z wyglądem, ale nie znaczyło to, że większości społeczeństwa się to podobało, zwłaszcza tej starszej jego części. Sam Ryo uważał, że wypadałoby się trochę szanować i zasłaniać to, co powinno być zasłonięte, zamiast świecić cyckami i tyłkami. — I jak ty sobie to niby wyobrażasz? Mam jednocześnie mieć na ciebie oko i podrywać jakiegoś chłopaka? Poza tym, skąd mam wiedzieć, u którego w ogóle mam szanse? Nie chciałbym się zbłaźnić i dostać kosza — stwierdził. W jego przypadku to było o tyle trudniejsze, że większa szansa była na to, żeby trafić na heteroseksualnego chłopaka niż na kogoś, u kogo realnie miałby szansę. Nie lubił też przygód na jedną noc, więc to nie tak, że od razu poszedłby z kimś do łóżka. To było dla niego nie do pomyślenia. — Aha — burknął pod nosem. Widać po nim było, że ta wizja nijak mu się nie podobała.
— Ile razy mam ci powtarzać, że nie mam żadnego kija w dupie — posłał mu nieprzychylne spojrzenie. Wkurwiało go to, że Reon był przekonany, że był sztywniakiem, nawet jeśli po części to była prawda. — Zobaczymy, jak będzie — odparł tylko, po czym wypił spory łyk swojego piwa.
W końcu uporali się ze swoim piwem, więc przyszła kolej na coś mocniejszego. Nie chciał pić, miał słabą głowę, ale Reon go przekonał, żeby się nieco rozerwał. Gdyby nie to, że aż tak truł mu tyłek, to by się trzymał swojego postanowienia, ale wiedział, że dopóki nie weźmie drinka, a potem kolejnego, to będzie mu męczył głowę. W końcu poczuł się na tyle wstawiony, że kiedy Moriya wyciągał go na parkiet, to tylko wywrócił ostentacyjnie oczami, ale za nim poszedł. Z początku stał jak ten słup stoli, patrząc to na chłopaka, to na innych, ale w końcu zaczął się bujać w rytm muzyki.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”