45 y/o
Welkom in Canada
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Bellore z poczuciem ulgi zostawił Love samą w barze. Ulgi, którą sama zapewniła mu swoimi słowami. “Teraz też byś nie musiał”. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo potrzebował to usłyszeć. Jeśli bowiem targało nim jakiekolwiek poczucie winy albo pojawiły się pierwsze wątpliwości co do kształtu ich relacji, to mógł o tym wszystkim zapomnieć. Oto Love - mniej lub bardziej świadomie - prawie w zupełności rozgrzeszyła go przed samym sobą, biorąc odpowiedzialność za to, co wydarzyło się w wieczór blackoutu. Nagle te wszystkie spojrzenia, słowa i wreszcie pocałunki przestały mu tak bardzo ciążyć na sumieniu, a może nawet nabrały wręcz odwrotnego znaczenia i stały się czymś w rodzaju ozdoby. To… To Love go chciała. Wciąż. I to było bardzo przyjemne uczucie - być pożądanym przez Love.
I tak - to w żaden sposób nie było fair. Ani wobec niej, ani wobec Kimberly, ani nawet wobec samego siebie. Ale tylko w ten sposób mógł przejść przez to wszystko suchą stopą i nie zwariować - od oszukiwania się, zakrzywiania rzeczywistości i szukania coraz głupszych wymówek.

13 minut 12 sekund.

Pokój, który wynajmowała Love, faktycznie nie przypominał burdelu.
Wręcz przeciwnie - może jak na ich wspólny gust był trochę za mały, ale za to był wyjątkowo przytulny; przynajmniej w tym znaczeniu, że już od progu było wiadomo, że to właśnie ona w nim spała. To, co jej zdaniem chaosem nie było, żyjący swoim prawie idealnie poukładanym życiem Anthony bardzo doceniał. Ten pierwiastek artystycznego nieładu (mało to kreatywne, ale inaczej nie potrafił tego nazwać, zwłaszcza kiedy był zmęczony przykładaniem do tego ręki. albo niekoniecznie tylko ręki) stał się wyrzutem sumienia poważnej dorosłości, którą żył na co dzień i zupełnie szczerze za nim tęsknił. Ale nawet gdyby wszystko było w katalogowym porządku, to faktycznie wystarczyłby mu zapach perfum. Nigdy nie spytał o ich nazwę, żeby przypadkiem głupio nie popisać się znajomością damskich perfum przy żonie, ale poznałby je wszędzie. I za każdym razem bałby się, że przyniesie je na sobie do domu.
Ale to nie jej pokój go nie interesował. Anthony przycupnął na otomance w nogach łóżkach, otworzył walizkę i sięgnął po folder z korespondencją. Okazało się, że miał rację. Widział już kiedyś podobną kopertę. Jego imię i nazwisko było napisane tą samą ręką, co na przesyłce Love i jej zawartość też była właściwie identyczna. No właśnie - właściwie. Fotografie, na które patrzył teraz Anthony, były bowiem niejako uzupełnieniem historii ze zdjęć zaadresowanych do Roderick. Był samochód zaparkowany pod jej kamienicą, potem Love sama i Love z Anthonym, aż wreszcie ten cholerny motocykl - obok suva, a potem tuż przed nimi, ułamek sekundy przed tym, jak wpadli sobie w ramiona. Od natłoku myśli zakręciło mu się w głowie - nowe teorie, hipotezy, pomysły. Jeśli jednak był czegoś pewien w stu procentach, to że wcale nie trzymał w rękach dowodu swojej niewinności. Po prostu to gra właśnie zaczęła nabierać rozmachu i teraz piłka była po ich stronie.

9 minut i 11 sekund

Bellore dwa razy obejrzał pozostałe listy, ale żadna z kopert nie przypominała tego konkretnego anonimu, więc postanowił nie zawracać sobie głowy głupotami. I tak jak pierwotnie myślał o tym, żeby jednak nadużyć gościny Love, tak ochota na złośliwości czy kiepski flirt przeszła mu w zupełności. Zanim wyszedł z jej pokoju, zamienił jeszcze poplamioną koszulę na czystą polówkę; tej zamiast prania przydałoby się, co prawda, bliskie spotkanie z żelazkiem, ale uśmiechem łatwiej było wytłumaczyć ciuchy niewyprasowane niż brudne. Zamknął za sobą drzwi i wracał spokojnym, wręcz spacerowym krokiem.

2 minuty i 58 sekund

Zatrzymawszy się przy barze, Anthony nerwowo zerkał na zegarek, obracając w dłoni szklankę z whisky. Patrząc na stojącego nad Love kelnera, uznał, że nie powinien jej przeszkadzać ani zwracać na siebie uwagi, ale w końcu dojrzał do przekonania, że to jego rozmowa z nią była ważniejsza, więc w końcu - bez cienia skrępowania - odsunął sobie krzesło naprzeciwko niej i usiadł przy stoliku mniej więcej w momencie, w którym dziękowała “jeszcze raz”.
– Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem – rzucił z przekąsem, który raczej nie pasował facetowi w jego wieku. Kopertę i kartę położył na stoliku, a potem zamoczył usta w alkoholu. Od tej pory patrzył na nią intensywnym, zaciekawionym spojrzeniem. Minuta czy dwie przy barze go zniecierpliwiły - chciał wiedzieć, co sądziła. Od razu. Teraz. Już.. – Myśl na głos – poprosił w chwili, gdy wyciągnęła fotografie i w ciszy pozwolił jej się oswoić z nowymi odkryciami. – Całkiem poetyckie, co? Nie powiedziałbym tego tak ładnie, ale to też przyszło mi do głowy. – Prychnął. Jego wersja była mniej parlamentarna. – Więc skoro oboje o tym pomyśleliśmy, to znaczy, że gówno, kurwa, wiemy. – (Mniej więcej tak parlamentarna.) – Nie rozmawiałaś z nikim, prawda? O nas i o nas? – Uniósł brew, ale widząc, że ta jej niespokojnie drgnęła, od razu kiwnął ostrzegawczo ręką. – To zwykłe pytanie. Po prostu musimy zacząć od tego, kto o nas wie. O nas i o nas – wytłumaczył się (miał nadzieję, że dobrze), a potem, wywracając oczami, pochylił się nad stolikiem. – W fundacji powiedziałem, że załatwię dziennikarza, ale nie mówiłem, że chodzi o ciebie. Właśnie na wypadek takiej sytuacji. Jest jeszcze Malarz, z którym rozmawiałaś, ale… To chyba ponad jego możliwości. Doug wie tylko tyle, że “robię ruch”, ale nie zna szczegółów, a Młoda... Młoda chyba nawet nie pamięta, że jechałaś z nami autem. Kto jeszcze? O kim zapominam? – Zastanawiał się na głos. Jego zdaniem “kto” było ważniejsze od “dlaczego”, bo w tej sytuacji znaleźli się przede wszystkim dlatego, że był gnidą i postanowił wykorzystać cudze nieszczęście, żeby coś dla siebie ugrać. Ktoś, kto zrobił te zdjęcia, mógł mieć w tym zupełnie inny interes; taki, którego nawet nie potrafili sobie wyobrazić.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
przeciwko sztucznej inteligencji i upadkowi zasad
29 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem.
Nie powstrzymała się przed uśmiechem. Nawet nie próbowała – Nie, spokojnie. Nie musisz być zazdrosny. – rzuciła przekornie i z pełną premedytacją. Wiedziała, że w ten sposób uderzy w czuły punkt. Coś, co dawno między nimi nie padło. Coś, do czego Anthony Bellore na pewno nie chciał się przyznać. Coś, co w przyjemny sposób łechtało ego Love Roderick. I robiło z nią dokładnie to samo, co jej wcześniejsze słowa zrobiły z nim – mogła się przez to pozbyć wyrzutów sumienia. Nie wyobrażała sobie za dużo. Coś się między nimi działo… nawet jeśli tego nie nazywali.
I wyglądała na całkiem zadowoloną z takiego obrotu sprawy. Oraz trochę z siebie, gdy sięgała po swojego drinka, żeby upić z niego niewielki łyk, gdy jednocześnie oglądała zdjęcia. Nie tego się spodziewała… zdecydowanie nie tego. Czy nazwałaby to poetyckim? Niekoniecznie, więc spojrzała na Bellore wymownie. Odłożyła zdjęcia i pochyliła się nad stolikiem, wracając do intensywnego wpatrywania się w męską twarz.
Czy z kimś o nich rozmawiała? Oczywiście, że zaskoczyła ją ta sugestia… bo naprawdę długo udało im się utrzymać w tajemnicy wszystko, co do tej pory ich łączyło, więc wydawało jej się, że zasłużyła na odrobinę zaufania. Nie lubiła więc tego typu sugestii, czuła się nimi atakowana… ale nie zdążyła nawet nic wtrącić, bo Anthony kontynuował, a ona stwierdziła, że warto mu na to pozwolić. Liczyła, że powie coś, co zatrze ten niesmak i nie będzie musiała się na niego śmiertelnie obrażać.
- Oczywiście, że powiedziałam… – zaczęła, mrużąc lekko oczy i nawet na sekundę nie zrywając z nim kontaktu wzrokowego – Wszystkim z moich dwudziestu pięciu przyjaciółek powiedziałam, że pieprzę żonatego prawicowego polityka. To chyba oczywiste. – zakpiła i powiedziała to w taki sposób, że nie powinien mieć wątpliwości. Z nikim nie rozmawiała. I nie miała tak wielu przyjaciółek. Nie pieprzyła też żadnego żonatego prawicowego polityka w czasie teraźniejszym, ale trudno powiedzieć dlatego tak jej się to wymsknęło.
Zrobiła krótką przerwę na łyk albo dwa alkoholu i dopiero wróciła do tematu. Musiała sobie przez sekundę ułożyć w głowie, musiała się nad tym zastanowić, musiała poszukać rozwiązania… albo chociaż wskazówki.
- A ci, którym chcesz tym zaszkodzić? Może ktoś się zorientował, że zaczęliśmy w tym grzebać… może chcą, żebyś to zostawił. Że niezależnie ją wersję przedstawisz… oni i tak mają własną. I tak przedstawią opinii publicznej to, co będą chcieli i co będzie dla nich korzystne. A przy okazji będą chcieli ośmieszyć ciebie. – niekorzystnymi zdjęciami, gdy trzymał w ramionach dużo młodszą dziennikarkę. Lub czymś dużo gorszym, bo przecież nikt nie wykłada najlepszych kart przy pierwszym rozdaniu – Mogli się dowiedzieć? Jakkolwiek? Może jednak znaleźli malarza i się o nas dowiedzieli? Może ktoś cię śledzi? Może ktoś w fundacji nie jest do końca uczciwy? – chciał, żeby myślała na głos, więc właśnie to robiła. Nawet jeśli nie była pewna, czy którakolwiek z jej myśli miała jakikolwiek sens. To naprawdę było dla niej nowe i zupełnie nie wiedziała jak zachować się w takiej sytuacji – I czy właściwie możemy cokolwiek z tym zrobić? Z czymkolwiek? Przyspieszmy, wykonaj swój ruch, rozpętajmy to piekło i zobaczymy gdzie nas to zaprowadzi. Będziemy gasić pożary na bieżąco, a oni nie będą mieć tak dużo czasu na przygotowanie się. – zaproponowała, wpatrując się w Bellore… i wtedy dotarło do niej, że coś jej się w nim nie zgadza. Coś się zmieniło. Ściągnęła mocniej brwi i przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce – Przebrałeś się?


anthony bellore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”