—
No raczej, kiedy masz jeden z najlepszych wyników w całej Kanadzie — odpowiedziała dumnie, prężąc się jak paw. Prawda była taka, że Ernie uważał ją za nienormalną, bo nie miał pojęcia jak wysoka karciana ranga to była. Kurwa, Mio nawet była wylistowana na stronie oficjalnej stronie fanatyków pasjansa jako rekordzistka. Takie rzeczy nie przychodziły z niczego! Oczywiście miała jeszcze w życiu takie małe marzenie, żeby pobić rekord światowy, ale do tego jeszcze trochę jej zostało.
Przez chwile rozważała propozycję Erniego, żeby zadzwonić na policję i zgłosić ten żałosny atak wirusa na swoim laptopie, jednak szybko wyszła z założenia, że pewnie będzie się to wiązało z większą papierologią i robotą niż po prostu olanie tematu. W sumie to nie miała pojęcia, jak wyglądała tak procedura, ale mogła się domyślać, że pewnie zabraliby jej laptopa, spisali jakieś zeznania, a to wszystko zajęłoby im pewnie całe wieki, biorąc pod uwagę jak szybko policja kwapiła się do prawdziwych przestępstw, to co dopiero do takiej pierdoły. Poza tym, Ernie powiedział, że wszystko już było okej, wiec nie było potrzeby dalejszego działania. Po prostu Mio będzie już wiedzieć na przyszłość, żeby NIEKONIECZNIE klikać w linki, w których ktoś chce jej coś dać za darmo. I szczerze? Im więcej o tym myślała, tym większy sens to miało.
—
He? — zamrugała kilkakrotnie, gdy laluś spytał ją, czy ma guziki. —
Serio? — prychnęła pod nosem, kręcąc z niedowierzaniem głową. Kurwa, pracowała z sklepie z używanymi ciuchami i w dodatku sama też szyła, oczywiście, że miała guziki. Ba, miała ich kurwa aż za dużo.
Problem w tym, że zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć i powiedzieć Erniemu, że zaraz je ładnie przyniesie z zaplecza, ten już wyskoczył z wielkim, gównianym planem wyrzucenia koszulki do kosza.
—
No chyba cię kurwa pojebało — oburzyła się i to tak serio, nie na żarty, nie teatralnie. —
Będziesz wypierdalać dobrą koszulę tylko dlatego, że zgubiła dwa guziki?! Przez takich jak ty umierają ryby w oceanach!! — no wzięła się zdenerwowała do tego stopnia, że aż dźgnęła go paluchem prosto w klatę piersiową, nawet na moment nie przejmując się tym, że naruszała tym samym jego przestrzeń osobistą. Najchętniej to by go tam pobiła, gdyby chwile temu nie naprawił jej kompa. —
Wiesz ile wody zużywa się do wyprodukowania jednej, JEDNEJ ERNIE, koszulki bawełnianej? No wiesz? Oczywiście, że kurwa nie wiesz. Ja ci powiem. — przysunęła się jeszcze bliżej, zaglądając mu w lekko wystraszone oczy. —
Dwa tysiące siedemset LITRÓW. Wiesz ile to jest? Tyle to ty wypijasz wody przez prawie trzy kurwa lata — może i za bardzo na niego naskoczyła, jednak nie potrafiła inaczej. Obojętność ludzi i masowa konsumpcja ubrań były jednym z największych zmor tego świata, kompletnie niszcząc przyrodę i zatruwając wodę pieprzonym mikroplastikiem. Bo w końcu tak łatwo było wypierdolić stare ciuchy i kupować nowe przy każdej lepszej okazji, nie przejmując się skutkami takich zachowań. Dlatego właśnie Mio otworzyła swój sklep. By dać tym wszystkim łaszkom nowe życie, by przekonywać ludzi do tego, by nie wypierdalali do kosza dobrych rzeczy, a po prostu przekazali dalej.
Westchnęła, łapiąc przy tym głębszy oddech i spojrzała na Erniego już bardziej łagodnie, Młody był i głupiutki. Nie zdawał sobie pewnie sprawy z takich rzeczy, a ona nie powinna tak na niego naskakiwać.
—
Dobra, słuchaj, zrobimy tak — machnęła rękami, jakby chciała wypędzić to wszystko co przed chwilą. —
Pójdę na zaplecze po guziki i przybory i naprawimy ci tą koszulę — jak też powiedziała, tak też zrobiła. Szybciutko przygramoliła ze sobą wielkie pudło pełne guzików popakowanych w maleńkie woreczki pod względem koloru i wielkości. Te na koszuli Erniego całe szczęście miały najbardziej basicowy krój guzika, jaki był na rynku, dlatego Mio z łatwością znalazła dla nich zastępstwo.
—
Mam, zdejmuj koszule — rozporządziła, a kiedy ta wylądowała między nimi na ladzie, Mio spojrzała na Erniego. —
Dobra, patrz i ucz się, bo drugi ty przyszyjesz sam — w końcu każdy z nich dzisiaj czegoś powinien się nauczyć, prawda? On wyjaśnił jej co to antywirus i jak obchodzić się z mailami, a ona za punkt honoru postawiła sobie nauczenie go jak szyć. —
Bierzesz igłę i odcinasz kawałek nitki, mniej więcej długość od dłoni do łokcia, wystarczy. Teraz przewlekasz nitkę przez oczko igły. Najważniejsza rzecz: ślinimy końcówkę, wtedy łatwiej ją nawlec. Jak już się uda, to wiążesz oba końce nitki razem w supełek, żeby miała podwójną grubość i była mocniejsza. O tak — przystawiła ręce bliżej jego twarzy, tak żeby mógł się dokładnie przyjrzeć jak i w którym miejscu powinien znaleźć się supełek. —
I teraz przebijamy igłę od spodu materiału do góry, tak, żeby supełek został z tyłu i przekładamy o tak. I teraz w tą stronę iiiii tutaj — starała się robić wszystko najwolniej jak tylko potrafiła, żeby Andrews mógł spokojnie wszystko załapać i już po chwili mógł sobie przyszyć swój guzik.
ernie andrews