Zdawał sobie sprawę, że kręcił wiele kobiet, zwłaszcza takich, które poszukiwały mężczyzn pełnych testosteronu. Nie raz nie dwa celowo zrzucał z siebie koszulkę treningową, by Melanie mogła poobserwować go w trakcie treningu i miała z tego jakąś uciechę. O swoje ciało dbał bardzo i wiedział, że należy się nim chwalić, a już zwłaszcza przed swoją ukochaną, która miała je co prawda na każde skinienie palcem, ale gdy on od czasu do czasu sam z siebie zaserwował jej ten widok, to nic się przecież nie działo złego. Ironią było natomiast to, że on wolał trenować w ciuchach. Klatą świecił tylko podczas walk, co było wymogiem federacji, w których walczył. No i kiedy Campbell przychodziła go oglądać.
Uśmiechnął się lekko, przytakując tylko na jej komentarz. Melanie była piękną kobietą i to był jeden z czynników, który od razu przyciągnął jego wzrok, gdy tylko się poznali. Wiele fascynacji zaczynało się od podziwu dla wyglądu, więc nie było w tym nic złego. Natomiast każdy kolejny dzień z nią spędzony utwierdzał go nie tylko w tym, że Campbell była piękna, ale też posiadała ciekawą oraz ciepłą osobowość, przy której naprawdę szło się odprężyć.
- Mam taką nadzieję - skwitował to krótko, bo zgadzał się z nią w pełni. Satysfakcja trenerska wynikała z trochę innych rzeczy, niż satysfakcja z bycia zawodnikiem. Starał się przekazywać jak najwięcej wiedzy adeptom boksu i przestrzegał ich przed błędami swoimi oraz kolegów po fachu.
Nie potrzebował jednak otuchy, ponieważ dzięki temu, że przejął klub bokserski, nie tęsknił za swoją karierą. Ten etap miał już za sobą, dlatego też nie oczekiwał od nikogo, ani też nie potrzebował nawet pocieszenia, ponieważ zdążył przywyknąć już do życia poza zawodowym boksem. Odnalazł szczęście w czym innym i tylko nocne powroty do pustego domu sprawiały, że nie potrafił się tym aż tak bardzo cieszyć.
- Tego ci życzę - skwitował.
Choć rozstali się w burzliwej atmosferze, tak pewna troska o nią i życzenie powodzenia w życiu nie przeminęły. Karrion bardzo by chciał, żeby Melanie miała swoją kancelarię, bo było to jej marzenie, o którym mówiła niemal od samego początku ich znajomości. Lata mijały, pracowała ciężko, a sen dalej się nie ziścił.
- Kupa to dobre określenie... - wywrócił lekko oczami, tylko częściowo zgadzając się z jej stwierdzeniem. Owszem, ogólnie jedzenie w USA było gorsze, ale było tam też kilka knajp, które biły na głowę te najlepsze z Kanady. No ale, to w Stanach znajdowała się ta największa scena gastronomiczna i to tam trzeba było się sprawdzić, jeśli chciało się "być kimś" w kuchni.
Rozczulił go widok śmiejącej się, a później czkającej Campbell, który natychmiast przywołał kolejne wspomnienia. Te dobre, kiedy spędzali wspólnie wieczory przed telewizorem, dłużej wybierając odpowiedni serial czy film do obejrzenia, niż faktycznie zajmując się seansem. Kiedy to mieli luźniejszy dzień i postanowili razem coś ugotować, zamieniając jej kuchnie w poligon. Albo kiedy coś ją tak rozbawiło, że śmiała się do rozpuku, a on nie mógł się nadziwić, jak udało mu się usidlić tak cudowną dziewczynę.
Zaśmiał się lekko.
- Z szanowanego boksera i trenera zostałem karkiem. Niezły awans społeczny - zażartował, nie biorąc na poważnie tego, o czym teraz rozmawiali. Nie umknęło jego uwadze również to, że określiła go seksownym ochroniarzem, więc jeśli nic się w jej zachowaniu nie zmieniło, to... dalej na niego leciała. Przynajmniej fizycznie.
- Leć - odparł po chwili, nie blokując jej odejścia w żaden sposób.
- Zadzwoń, kiedy będziesz chciała - skinął głową w jej kierunku, dając jej wyraźnie do zrozumienia, że będzie czekać na jej telefon. Może i nie było to do końca właściwe i sam powinien zainicjować jakiś kontakt, skoro jemu też na tym zależało, no ale to Melanie sama wyszła przed szereg. Dostosował się więc i chciał, by jak najszybciej przysłała mu wiadomość bądź po prostu zadzwoniła, że chce się z nim zobaczyć. Karrion do teraz nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo za nią tęsknił.
Uśmiechnął się charakterystycznie dla siebie i przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem, kiedy oddalała się od niego. Sam jeszcze przez dłuższą chwilę stał w punkcie widokowym i obserwował plażę. Odebrał nawet jeden telefon z firmy, który zmotywował go do tego, by również stąd odejść. Wrócił do samochodu i pojechał do klubu, mając w pamięci jedną rzecz: uśmiech Melanie, gdy wytarł jej kciukiem policzek. Automatycznie wywołało to w nim nie tylko uderzenie gorąca, ale też pewne napięcie połączone z ekscytacją oraz niepewnością. Dawno się tak nie czuł.
zt oboje
Melanie Campbell