-
🤡
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiŻtyp narracji3osczas narracjiPrzeszlypostaćautor
- Znałaś mnie - Mówił cicho, ale stanowczo. - Tyle że przez pryzmat Emily. I to nie jest coś złego ani fałszywego. Ona widziała mnie takim, jakim byłem na co dzień. Normalnym facetem z normalnym życiem. I dokładnie takim wtedy byłem. - Nerwowo zaczął skubać zębami dolną wargę. Skoro już uparł się, że zbuntuje się i wbrew własnemu instynktowi powie cokolwiek użytecznego, to chciał to wykorzystać. Najwyżej później będzie tego bardzo żałował. Mógł żałować czegokolwiek bardziej, niż już dotychczas żałował?
Przesunął dłonią po twarzy, jakby próbował strząsnąć z niej zmęczenie, które od dawna nie dawało mu spokoju. Nie miał pojęcia na ile to się teraz przyda i co to zmieni, ale chciał, żeby przynajmniej uwierzyła w to, że kiedyś był właśnie taki, jakim przedstawiała go Emily.
- Przez długi czas naprawdę żyłem zwyczajnie. Praca, dom, rodzina. Wszystko zmieniło się dopiero w chwili, gdy zorientowałem się, w co zostałem wplątany. I jakie mogą być tego konsekwencje. - Nerwowo uniósł herbatę, pomimo zaciskanych mocno palców, dłoń i tak wyraźnie mu drżała. Odstawił kubek zbyt gwałtownie, z odrobinę zbyt głośnym stukotem. - To nie było coś, co planowałem ani czego bym chciał. Kiedy to do mnie dotarło, dostałem wybór. A właściwie… zestaw opcji, z których każda była zła. Albo udawać, że nic się nie dzieje i ryzykować, że ktoś ucierpi. Albo pójść na policję i zgodzić się na współpracę, ze wszystkimi tego konsekwencjami. - Spojrzał na Bronte uważnie, jakby chciał, by zrozumiała ciężar tej decyzji. - To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Wiedziałem, że jeśli ją podejmę, stracę wszystko, co znałem. Dom. Rodzinę. Tożsamość. - Jego głos nieznacznie stwardniał, a spojrzenie pełne pogłębiającego się przerażenia spoważniało. Przekraczał granice, mówił za dużo. Wiedział to aż za dobrze, i mimo to brnął w to dalej. Trochę tak, jakby podświadomie przygotowywał się do tej rozmowy od jakiegoś czasu. - Ale wiedziałem też, że jeśli tego nie zrobię, mogę stracić znacznie więcej. I nie tylko ja. Więc tak, Bronte, dogadałem się z policją. Zgodziłem się na współpracę, kiedy jasno przedstawiono mi, jakie mam możliwości. - Może przesadzał i niepotrzebnie rozwinął się w tym wszystkim, budując jakieś dziwne podłoże pod jedną prostą odpowiedź. Tylko że jak w końcu to powiedział, to poczuł przedziwną ulgę. Pierwszy raz zrzucił z siebie przynajmniej małą część ciężaru wszystkiego, co się stało. Nie liczyły się rozmowy z psychologiem, ani z policyjnym opiekunem, bo oni mieli konkretną funkcję w całej tej układance.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przy żadnej z nich Bronte nie potrafiła zatrzymać się na dłużej, a choć pragnęła wierzyć w jego dobre intencje, nie była w stanie pozbyć się tej dziwnej obawy, że przypadkowi ludzie nie kończyli przecież w takim b a g n i e. Takie sytuacje nie zdarzały się na co dzień, a o wrabianiu się w przestępstwa słyszało się głównie w telewizji.
Nie tak od razu.
Wypuściła głośniej powietrze, nie mówiąc już nic. Była skołowana, a choć jeszcze niedawno wydawało jej się, że udało jej się nad tym odczuciem zapanować i obiecała sobie, że tak po prostu wróci do swojego życia, ta obietnica legła w gruzach w momencie, w którym dziś poprosił ją o rozmowę. I znów rozbudził w niej ten mętlik, którego ona nie potrafiła tak po prostu uspokoić.
A jednak coś w końcu zaczęło układać się w całość.
Kiedy zaczął mówić, cofnęła się. Niemal wbiła się w oparcie miękkiego fotela, jak gdyby w ten sposób chciała ugruntować sobie pozycję i poczuć się nieco pewniej. Czuła, jak bicie jej serca stopniowo przyspiesza tempa, jak każdy mięsień jej ciała napina się za sprawą słów, które wydobywały się z jego ust.
Coś w nich sprawiło, że zapragnęła mu u w i e r z y ć. Nie zyskała nagle stuprocentowej pewności, ale coś w rodzaju przeczucia, które podpowiadało jej, że przecież nie mógłby jej tak okłamać.
Zagryzła nerwowo policzek od środka, w pewnym momencie czując nawet, że być może zrobiła to zbyt mocno, co było typową oznaką tego, że za bardzo się denerwowała. W końcu wypuściła głośniej powietrze i sięgnęła po kubek z herbatą, który przyciągnęła bliżej. Nadal jednak się z niego nie napiła.
— Nie powinniśmy się widywać? — choć mogło tak zabrzmieć, nie było to pytanie, a raczej stwierdzenie faktu. Faktu, o którym nawet nie powinna myśleć, bo przecież jego obecne tarapaty nie były jej sprawą. Nigdy się nie przyjaźnili, nie byli ze sobą na tyle blisko, aby ona mogła zaoferować mu wsparcie.
To nie była jej rola.
A jednak z jakiegoś powodu o tym pomyślała. Potarła dłonią czoło skupiając się głównie na skroniach. — To cholernie pojebane — odezwała się, zerkając na niego zaledwie kątem oka. Coś jednak mu obiecała, a skoro on powiedział jej tak wiele, musiała się z tej obietnicy wywiązać.
— Rozsypała się. Przynajmniej na początku, bo przecież w końcu musiała się ogarnąć. Straciła kluczową część swojego życia, ale dalej ma o kogo walczyć. Wydaje mi się, że teraz jest lepiej, ale może po prostu lepiej udaje — wzruszyła lekko ramionami. Wiedziała, że dla Emily nigdy już nic nie miało być takie samo.
Dla niego najwyraźniej również.
Jacob Brown