34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie omieszkała wywrócić tymi pięknymi oczami. Już chciała rzucić komentarz, że pod stołem też ma na co patrzeć, ale powstrzymała się od złośliwości ze względu na miły wieczór i fakt, że Evina zarzucała ją tekstami rodem z taniego romansideł. W porządku, może nawet trochę zadziałało i Zaylee na to poleciał. Od razu było widać, że była prostą, nieszczególnie wymagającą kobietą. Niby pani doktor, a wystarczyła wzmianka o ładnych oczach i natychmiast pokorniała. Albo chciała, żeby Swanson tak uważała.
Rzeczywiście przedstawione przez nią przypadki nie były wybitnie interesujące. I szczerze powiedziawszy, po ostatnich wydarzeniach nie miała ochoty na nic skomplikowanego i angażującego. Zgony, które z początku uważano za tajemnicze, okazywały się losowymi zdarzeniami. Policja czasami na siłę doszukiwała się zabójstw, a dziennikarze szukali sensacji. Tak to właśnie działało. Sekcje zwłok wykluczały potem udział osób trzecich i sprowadzała wszystkich na ziemię.
Mówiłam, że nie masz czego żałować, kochanie — posłała jej pobłażliwy uśmiech. Narzeczona na pewno spodziewała się czegoś bardziej zapierającego dech w piersiach. Czegoś, co rzeczywiście można było uznać za prawdziwą zbrodnię, najlepiej taką ze zwrotem akcji. A potem plułaby sobie w brodę, że nie mogła poprowadzić tej sprawy. — Jak trafią do mnie ciała do mnie ciała pochodzące z rąk seryjnego mordercy, to na pewno się o tym dowiesz — uspokoiła ją, poprawiając się na krześle.
Miller zawsze opowiadała Swanson o denatach, którzy lądowali na jej stole sekcyjnym. O ile kiedyś robiła to sporadycznie, to po sprawie z Fosterem weszło jej to w nawyk. Ostatnio po prostu zbyt wiele rzeczy się na siebie nałożyło, aby o tym pamiętać. Poza tym dopiero co wróciła do pracy po urlopie, a przypadki, tak jak wspomniała, nie były godne odżałowania. Z całym szacunkiem dla zmarłych, jednak to nie było to, czego obie szukały.
Myślałam, żeby podrzucić ci coś świeższego, ale skoro chcesz się bawić w Archiwum X — uniosła ręce w obronnym geście, bez zamiaru wtrącania się w jej decyzję. Archiwalne sprawy miały to do siebie, że nawet jeśli zostawały otwarte, to równie szybko je zamykano właśnie z braku dowodów. Czasami wydawało się, że znaleziono jakieś poszlaki, które finalnie prowadziły donikąd albo okazywały się fałszywym tropem. — Och, wow — Zaylee uniosła wysoko brwi. — Bardzo mnie cieszy, że nie jesteś taka narwana i pamiętasz, żeby się nie przemęczać — przesłała jej powietrznego całusa, jednocześnie podskórnie nabierając podejrzeń, że Swanson jest jednak obłożnie chora, skoro nie protestowała i nie chciała siłą stawiać się w pracy. — Na pewno dobrze się czujesz? — dopytała jeszcze i nawet pochyliła się ponad stolikiem z wyciągniętą ręką, dosięgając czoła narzeczonej. Nie miała gorączki. A więc to pewien skutek osłabienia organizmu. Tak, to musiało być to, w innym wypadku Evina nie wykazywałaby się rozsądkiem i nie siedziałaby grzecznie na dupie.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na co dzień raczej nie prawiła narzeczonej komplementów ani nie wygłaszała podobnych komentarzy. Na pewno nie w nieironiczny sposób. Nie przypuszczała nawet, że podobne tanie teksty mogłyby na nią w jakikolwiek sposób zadziałać, a jednak mogła nieco się zdziwić. Dodatkową odmianą był też fakt, że zwykle wygadana Zaylee tym razem nie zdecydowała się na to, aby zaszczycić ją jakąkolwiek odpowiedzią.
Czasami zdarzały się takie przestoje, gdy nie działo się nic ciekawego. Chyba, że takie przypadki trafiły na biurko innego koronera. To również było całkiem możliwe, bo jednak na komendzie pracował cały tabun ludzi i ciężko było śledzić wszystko, co się tam działo.
- No myślę, że nie zatrzymałabyś tego dla siebie. Chociaż z marszu nigdy nie trafisz na seryjnego. Raczej nie było ostatnio jakiś nierozwikłanych przypadków, które wykazywałyby między sobą większe podobieństwo - powiedziała z rozbiegu, ale dopiero po chwili uświadomiła sobie, że przecież wypadła na dobre kilka tygodni z obiegu i wszystko mogło się w tym czasie wydarzyć.
Przeklęty szpital. Chociaż na razie wszystko brzmiało tak jakby omijała ją wyłącznie papierkowa robota, której nie znosiła albo przypadki tak banalne, że aż nieprzyjemnie się je brało. Wyglądało też na to, że Zaylee nie miała nawet jakiś kuriozalnych przypadków, o których mogłaby jej opowiedzieć. Ileż to razy słuchała już o przedziwnych sposobach jakie ludzie potrafili zejść z tego świata?
- Wolałabym pracować przy czymś nowym, ale jeśli nie będzie zbytniego wyboru to dobre i to - odpowiedziała, wzruszając ramionami po czym upiła łyk niezwykle mocnej zielonej herbaty, która rozlała się na języku idealnie wyważoną goryczą.
Pierwszy komentarz narzeczonej mógł być naprawdę miłym komplementem. Chociaż według niej sugerował, że ciągle ją nosiło oraz była niezdolna do podejmowania racjonalnych decyzji, a akurat z tym detektywka mogłaby się sprzeczać. Wiedziała zawsze czym ryzykuje, gdy decydowała się na akcję. Nie potrafiła też siedzieć w miejscu i nic nie robić, bo nie chciała marnować czasu, gdy zawsze mógł znaleźć się jeszcze jeden ślad do zbadania.
Dopiero potem ściągnęła brwi, gdy tylko koronerka wyciągnęła dłoń, aby żartobliwie zmierzyć jej temperaturę. Natychmiast odtrąciła jej rękę pełnym oburzenia pacnięciem przypominającym nieco uderzenie łapą Elviry.
- Spierdalaj - rzuciła z niezadowoleniem, ale prawda była taka, że naprawdę czuła się kiepsko.
Wiedziała, że samodzielnie nigdzie się nie ruszy, bo nie jest fizycznie w stanie tego zrobić. Była osłabiona i miała wrażenie, że momentami nieco otępiała od leków, z których od samego początku próbowała zejść, ale które wciąż czasem musiała zażywać (głównie, gdy ból stawał się nie do zniesienia lub gdy Zaylee na to naciskała). Poza tym każda dotychczasowa próba wypróbowania kontuzjowanej nogi kończyła się tragicznie. Bolało jak skurwysyn. Tego nie była w stanie przeskoczyć niezależnie od tego jak bardzo by tego chciała.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała już zdecydowanie dość seryjnych morderców. W zasadzie — wszystkich morderców. Jednocześnie była w pełni świadoma, że w trakcie swojej kariery czeka ją jeszcze wiele sekcji ofiar, które padły ofiarą przemocy. To była część jej pracy, którą kochała przecież całym sercem. Ale nawet ktoś tak odporny, jak Miller, miała swoje słabe punkty. Sytuacja z Fosterem brutalnie uświadomiła jej, że nie jest niezniszczalna. Nie fizycznie, z tym akurat potrafiła sobie radzić, ale psychicznie. O tym, że nie była nieśmiertelna najboleśniej przekonała się, kiedy kula przeszyła jej ciało w kościele Nowego Początku. Tam, w jednym nieprzewidywalnym momencie, poczuła, że jej własna śmiertelność jest bardzo realna.
Odtrącona ręka sprawiła, że Zaylee uniosła z rozbawieniem brwi. Cofnęła dłoń, żeby Evina przypadkiem nie upierdoliła jej łapy.
No wyznania miłości to ja się nie spodziewałam — zaśmiała się, kręcąc przy tym głową. Zaraz jednak spoważniała i przyjrzała się uważnie twarzy narzeczonej. — Wiem, że cię boli i jesteś wyczerpana. Myślałam, że wyjście z domu dobrze ci zrobi, ale teraz nie jestem już tego taka pewna — westchnęła, przywierając plecami do oparcia krzesła.
Nie chciała psuć atmosfery, ale teraz trochę pluła sobie w brodę, uważając, że na takie wypady było jeszcze za wcześniej. Mogła liczyć tylko na to, że z czasem Swanson poczuje się lepiej. Nie dziś i może nie jutro, ale każdego dnia będzie coraz lepiej. Musiały dać czasowi trochę czasu.
Sam dopytywał, kiedy będzie mógł przyjechać — przypomniała sobie ostatnią rozmową telefoniczną z dziewięciolatkiem. — Twoi rodzice zresztą też. Musimy jakoś to rozsądnie ogarnąć. Wolisz najpierw spotkać się z Elaine i Davidem, czy skopać Młodemu dupę w Fifę? — nie chciała podejmować bez niej żadnej decyzji. O ile Samowi mogła wcisnąć jakiś kit, to przyszli teściowie nie pozwalali się dłużej spławić. W końcu dojdzie do tego, że któregoś dnia staną przed ich drzwiami z niezapowiedzianą wizytą. A Zaylee nie znosiła niezapowiedzianych gości. Lubiła się wcześniej przygotować. Musiała przecież posprzątać, pomimo że rodzice Eviny na pewno nie sprawdzaliby czystości ich domu białą rękawiczką. Ale co z tego, przecież nie mogła wypaść w oczach przyszłych teściów jako nieperfekcyjna pani domu.
Wyprostowała się, kiedy kelner przyniósł ich zupy. Obie wyglądały obłędnie. Miller podziękowała mężczyźnie lekkim uśmiechem i skinieniem głowy. Zanim jednak spróbowała swoje porcji, chwyciła za łyżkę i spróbowała tej, która wylądowała przy narzeczonej. Nie mogła się powstrzymać, to było silniejsze. Musiała mieć porównanie, a jeżeli okaże się, że zupa Swanson jest smaczniejsza, po prostu się zamienią i ta nie będzie miała za wiele do gadania. Ani Swanson, ani zupa.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe życie Swanson kręciło się wokół łapania morderców. Może niekoniecznie seryjnych i psychopatów, ale na pewno ludzi, którzy odebrali komuś życie. Jedyne czego pragnęła na tym etapie to tylko tego, aby żadna ze spraw nie miała już tak dalece osobistego wymiaru. Żadnych więcej zabójców, którzy mogliby obrać sobie ich dwójkę za cel. Lub nie daj Boże ich bliskich. Nie chciała, aby ktokolwiek chciał się z nią bawić w jakieś chore gry. Miały w przeciągu ostatniego roku aż za dużo personalnych przepraw, które udowodniły im jak niewiele trzeba było, aby uczynić z ich życia ruinę.
Evina nie była już potulną pacjentką, która leżała w łóżku, obiecując, że będzie grzeczna jeśli tylko koronerka zabierze ją do domu. Teraz sytuacja wyglądała już nieco inaczej, bo detektywka nie musiała się już o nic dopraszać. Dopiero widząc minę narzeczonej, gdy ta ponownie opadła na oparcie swojego krzesła, zrozumiała, że może w swoim chorobowym samopoczuciu była nieco zbyt szorstka i nie przemyślała tego jak mogło to wyglądać ze strony Miller.
- Skarbie... - zaczęła, przesuwając dłoń po blacie w kierunku Zaylee, chcąc ująć ją za rękę. - Nie przejmuj się tym. Czy tutaj czy w domu to bolałoby tak samo. To wyjście było cudownym pomysłem.
Nie chciała być niewdzięczna. Potrzebowała wyrwać się z domu, a dzięki pomysłowi koronerki nareszcie mogła to zrobić. Powinna jej za to naprawdę bardzo podziękować i upewnić w tym, że nie był to żaden głupi pomysł.
- Przypomnij mi kiedy on miał mieć ten wyjazd ze szkółki? - dopytała, bo szczerze mówiąc ostatnio ciągle coś jej się myliło i nie miała pojęcia czy dziewięciolatek dopiero miał wyjechać na ferie czy może właśnie wrócił. - Wpierw chyba powinniśmy ugościć rodziców. Bez przerwy wydzwaniają i chcą się do nas wybrać, ale ostatnio lód tak skuł drogę, że bali się wyjeżdżać...
Już zbyt długo nie widziała się z rodzicami. Musiała w końcu ich do siebie zaprosić i przekonać ich tym razem twarzą w twarz, że naprawdę nie jest z nią tak źle. Choć pewnie i tak znalazłyby się jakieś powody do tego, aby matka biadoliła nad jej losem, ale taka była już kolej rzeczy. Zapewne też otrzymają cały zapas domowych potraw oraz ciast, aby nie umarły z głodu przez to, że Miller kompletnie nie umiała gotować.
W końcu na ich stoliku znalazły się miski z gorącym wywarem, a Evina odruchowo przesunęła swoją porcję w kierunku Zaylee, aby mogła skosztować tego, co zamówiła. Spodziewała się, że jej porcja padnie ofiarą w pierwszej kolejności, ale sama postanowiła wykorzystać chwilę i spróbować ramenu zamówionego przez koronerkę.
- I jak? - spytała jeszcze, zerkając na narzeczoną. - Lepszy od twojego?
Nie przeszkadzała jej żadna zamianka. W końcu już od samego początku nie miała szczególnych preferencji odnośnie tego, którą pozycję w końcu zamówi. Równie dobrze mogła zjeść to, co miała przed sobą koronerka.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiążąc się z detektywką z wydziału zabójstw, wiedziała, na co się pisze. Może nie do końca liczyła się z tym, że ktoś będzie próbował je zabić, ale miała świadomość, jak będzie wyglądać ich życie. I to jej odpowiadało, w końcu sama żyła głównie pracą. Ale kiedy w grę wchodziło bezpieczeństwo, zdrowie, a czasem życie bliskich, wtedy wszystko nabierało innego wymiaru. To, co im się dotychczas przytrafiło, nigdy nie powinno mieć miejsca. A jednak się wydarzyło. Musiały się z tym pogodzić i iść naprzód, mając z tyłu głowy, że w ich życiu — tak, jak już kiedy Zaylee stwierdziła — zawsze znajdzie się jakiś psychopata, który napsuje im krwi.
Nie przejmowała się reakcją narzeczonej. Miała prawo być wkurwiona. Ba, Miller rozumiała to aż za dobrze. Kiedy to ona leżała w szpitalu, a później była uziemiona w domu, łaziła rozjuszona jak osa. Evina wykazywała się znacznie większą cierpliwością.
Odłożyła na moment łyżkę i pochyliła się do krzesła obok.
Poczekaj — sięgnęła po swoją torebkę, wyjmując z niej terminarz na nowy rok. Niby mogła wszystko zapisywać w telefonie, ale nie ufała elektronice na tyle, żeby mieć pewność, że coś się nie skasuje albo komórka nie padnie w najmniej spodziewanym momencie. Pod tym względem była raczej tradycjonalistką. Przerzuciła kartki na bieżący miesiąc i przejechała palcem po zapisanych kolumnach. — Młody ma mecz w piątek, a w poniedziałek rano wyjeżdża na obóz i wraca w kolejny piątek. To może skoczymy na mecz i zabierzemy go potem na co tam będzie chciał. Wtedy na weekend zaprosimy twoich rodziców. Mogą nawet zostać na noc. To lepsze niż jazda po zmierzchu. A w kolejny weekend zabierzemy Sammy'ego? Odbierzemy go z autokaru i od razu pojedziemy do nas — szczerze powiedziawszy, Zaylee nie znała bardziej zorganizowanej osoby od siebie. W tym jedynie potrafił dorównać jej mentor, co zauważyła dopiero po jego śmierci, przeglądając skrupulatnie notatki.
Czekając na decyzję Swanson, sięgnęła spróbowała swojej zupy. Zamyśliła się na moment, żeby wyczuć różnicę obu bulionów, po czym wzruszyła ramionami.
Smakują identycznie — stwierdziła, więc Evina mogła być spokojna o swoje danie, chociaż miała pewność, że narzeczona nie miałaby żadnych obiekcji, gdyby musiałaby się z nią zamienić. Na szczęście nie było takiej potrzeby. — Spróbuj — przysunęła miskę w jej kierunku, aby mogła podzielić jej zdanie. Albo je podważyć.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biorąc pod uwagę, że ich związek zaczął się od wspólnego rozwiązywania naprawdę szalonej sprawy to jak najbardziej obie spodziewały się tego jak to wszystko może wyglądać. Co prawda może nie przewidziały wszystkich swoich życiowych komplikacji, ale były przygotowane chociaż na część z nich. Nie było też na to wszystko innej rady niż po prostu zagryźć zęby i ruszyć dalej przed siebie. Nie mogły dać się łatwo złamać. Niezależnie od tego, co się działo.
Ból i zmęczenie doskwierały jej od naprawdę długiego czasu. Czasami nawet nie potrafiła spać, bo odruchowo przybierała w łóżku pozycję, która doprowadzała do tego, że kolano zaczynało boleć niemiłosiernie. Nie robiła tego specjalnie, ale czuła się wtedy tak jakby miała to być kara za jakieś niewypowiedziane grzechy. I chociaż często Zaylee nie robiła nic złego to jednak potrafiło jej się oberwać za to, że po prostu przebywała w pobliżu. Nie chciała jej tego jednak robić teraz. W końcu to miał być miły wieczór i dlatego skupiła się raczej na przyszłych planach.
Obserwowała to jak Miller wyciąga z torebki swój mały terminarz, a następnie przytakiwała jej na kolejne słowa. Szczerze mówiąc jej było wszystko jedno, bo i tak nigdzie się nie ruszała i nie miała żadnych planów.
- Dobra. Jak tobie to pasuje to tak może być - przytaknęła krótko. - Skoro dalej upierasz się na spanie w salonie to możemy bez problemu oddać sypialnię mamie i tacie na jedną noc.
Może i rozkładana kanapa była wygodna, ale i tak Swanson zdążyła się już stęsknić za ich łóżkiem na piętrze. Tam spało się zupełnie inaczej, ale jakiś czas mogła się jeszcze przemęczyć. Zwłaszcza, że przecież nie spędzała nocy samotnie.
Nie potrzebowała szczególnej zachęty narzeczonej, aby spróbować zupy z obu misek. Przez jakiś czas kontemplowała smak, który zapewne zależał również od dodatków, na które się zdecydowały. W gruncie rzeczy obie porcje były do siebie podobne, ale wyczuwało się jakąś subtelną różnicę.
- Twój zdaje się troszkę bardziej treściwy - oceniła w końcu, bo ramen Zaylee wydawał się nieco gęstszy i przebijały w nim odrobinę inne nuty.
Nie były jednak szczególnie wielkimi znawczyniami. Wystarczyło im to, że smakowało im wszystko oraz to, że nie potrzebowały szybkiej podmianki misek. Wszystko było na swoim miejscu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do tej pory Zaylee nie potrafiła wytłumaczyć sobie, dlaczego tak bardzo uparła się, żeby uczestniczyć w sprawie tajemniczej śmierci Leanne Morton. Jej okaleczone ciało znalezione w walizce nie dawało jej spokoju i nie pozwoliło siedzieć bezczynnie w prosektorium. A potem wciągnęła się bez reszty. Zatraciła granicę między innymi zawodowym obowiązkiem a osobistą potrzebą zrozumienia prawdy, mimo że wszystko zdawało się stać w martwym punkcie. Przez długi czas kolejne tropy prowadziły donikąd, a fakty nie chciały się ze sobą łączyć. Kto wie, ale może gdyby nie zaangażowała się w śledztwo Nowego Początku, ich życie potoczyłoby się zupełnie inaczej? Może ją i Evinę połączyłaby inna sprawa. Albo żadna.
Nie potrafiłaby zliczyć, ile razy musiała się powstrzymywać, żeby nie wypalić czegoś, czego natychmiast by pożałowała Swanson i jej nieszczęsna noga nieustannie wystawiały jej cierpliwość na próbę. W takich chwilach Miller zaciskała szczękę i patrzyła na nią pobłażliwie, nie mówiąc ani słowa. A przecież milczenie nie leżało w jej naturze. Mimo to pozwalała narzeczonej warczeć na siebie bez powodu, tłumacząc sobie, że to przejściowe. Umiała postawić się w jej sytuacji, też przez to przechodziła. Byłoby ciężej, jeśli sama przeszło rok temu nie czuła się tak samo bezsilna. Kilka miesięcy temu, kiedy Foster zaciągnął ją na szrot, a potem prawie utonęła w rwącej rzece Humber, też była dla niej okropna. Odpychała ją od siebie, a to było gorsze od fuczenia pod nosem.
Sięgnęła po długopis i odhaczyła w terminarzu dwa weekendy z rzędu. Ona też nie miała planów, ale musiała mieć na uwadze, że w którymś momencie mogą wezwać ją na komisariat, więc wolała uprzedzić na zapas, że będzie niedyspozycyjna.
Będą zachwyceni naszym łóżkiem — stwierdziła natychmiast. — Nie zdziwiłabym się wcale, jakby po tak wygodnej nocy zechcieli zostać na stałe — oczywiście nie mówiła poważnie, bardziej nawiązywała do wygodnego mebla. Spanie na kanapie w salonie było w porządku. Wprawdzie nijak umywało się do sypialni, ale na ten moment na pewno było wygodniejsze pod względem funkcjonowania. Wchodzenie po schodach wciąż sprawiało Evinie trudność, a nie było sensu przenosić się na górę, skoro i tak większość czasu przesiadywały na dole.
Zaylee zerknęła na dodatki w swojej zupie. Faktycznie ich ilość sprawiła, że bulion zgęstniał. Dobrze, przynajmniej nie wyjdzie stąd głodna. Ogólnie było smaczne, zresztą nie miała w zwyczaju wybrzydzać i narzekać na jedzenie, ale z pewnością ramen nie był jej pierwszym wyborem, jeśli chodziło o kuchnię świata. Niewątpliwie była to miła odmiana, bo jeśli już coś zamawiały, zwykle to był ich ulubiony chińczyk albo pizza. Za to wyskakując w pracy na lunch do The Last Alibi, najczęściej stawiały na sprawdzone burgery. To stało się niemą tradycją, bo od tymi burgerami zacieśniły swoją współpracę. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Mam przy sobie twoje leki przeciwbólowe — oznajmiła, tak na wszelki wypadek. Nie chciała, żeby narzeczona męczyła się z bólem. Wiedziała, jak bardzo starała się unikać leków, jednak musiała wziąć pod uwagę, że przeszła naprawdę dwie skomplikowane operacje, dlatego nie było sensu zapierać się rękami i nogami przed proszkiem, który uśmierzał nie tylko ból, ale również pomagał zwalczać stan zapalny.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To przez tę upartość Zaylee skończyły na lunchu w The Last Alibi, a następnie umówiły się w domu detektywki, aby omówić szczegóły współpracy oraz uzyskane informacje. Trudno przewidzieć czy bez tego jednego zdarzenia zyskałyby inną okazję do tego, aby aż tak między nimi zaiskrzyło. W końcu wcześniej nic między nimi się nie wydarzyło poza działaniem sobie na nerwy.
Aktualnie poniekąd wróciły do wzajemnego irytowania się. Evinę denerwowało to jak wielu rzeczy nie była w stanie zrobić, a złe samopoczucie powodowało paskudny humor. Sama również swoją upartością doprowadzała koronerkę do szewskiej pasji, bo rzecz jasna Miller uważała, że Swanson nie dbała o siebie wystarczająco, a przez kiepski stan nogi Zaylee w dalszym ciągu odmawiała jej okazji na to, aby pogodziły się tak jak najlepiej umiały i w końcu zbiły całe to niepotrzebne napięcie, które się gdzieś gromadziło.
Wyglądało zatem na to, że wstępne plany już uczyniły. Wiedziała, że w momencie gdy zadzwoni już do rodziców wszystko zostanie przyklepane. Wtedy już dosłownie nic nie powztrzyma ich przed przybyciem na miejsce w wyznaczony weekend.
- Oby nie - odparła na żartobliwy komentarz narzeczonej. - Kocham ich, ale póki są w pełni sprawni to nie zamierzam z nimi znowu mieszkać.
Nie byli zanadto kompatybilni jeśli chodziło o charaktery i była pewna, że wtedy niechybnie doszłoby do jakiejś większej tragedii, której lepiej było unikać. Nie miała już siedemnastu lat, aby godzić się na różne zasady, a potem głowić się nad tym jak by tu je obejść, aby wyszło na jej...
Zapewne nie była to jedynie kwestia samych dodatków, ale też tej pasty miso, która jednak czymś musiała się różnić od sosu sojowego. Już słowo pasta sugerowało, że użyte zostało coś o nieco większej konsystencji, więc według Swanson to również miało swój wpływ na zupę.
- Oczywiście, że masz... - mruknęła, bo dokładnie tego się spodziewała po koronerce. - Dzięki, ale spasuję... Wolę ich nie brać póki mogę.
Miała wrażenie, że już brała ich zdecydowanie zbyt wiele w ostatnim czasie. Zwłaszcza, że były to silne środki, po których nie zawsze czuła się najlepiej.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakby tak się lepiej nad tym zastanowić, to chemia między nimi była zawsze, potrzebowały tylko iskry, która byłaby zapalnikiem. Po wspólnej upojnej nocy jeszcze przez długi czas udawały, że to nic takiego. Seks miał pozostać tylko seksem. Przez cały ten czas potrafiłyby dla siebie równie okropne, co cudowne. To akurat prawie się nie zmieniło. Dalej potrafiły oddać za siebie życie i wznosić kłótnie na wyżyny własnych możliwości. A dokładniej to Zaylee wszczynała większość awantur, do czego Evina prowokowała ją swoim milczeniem. Dla Miller cisza była nie do zniesienia. Wolała czymś rzucić, byle tylko móc się porządnie pokłócić.
Nadal uczyły się kompromisów i robiły postępy w rozmowach, chociaż większość z nich wychodziło z inicjatywy Zaylee, która dalej walczyła z tendencją do wiercenia narzeczonej dziury w brzuchu. Z drugiej strony ze Swanson nie dało się inaczej. Musiała ciągnąć ją za język, kiedy ta zapierała się rękami i nogami, żeby nie wydusić z siebie słowa.
Nie sądzę, żeby wytrzymaliby długo, mając w pobliżu tak energicznego wnuka — stwierdziła znad swojej miski. Co innego mieć do czynienia z dziewięcioletnim chłopcem od czasu do czasu, kiedy przyjeżdża na weekend albo tydzień wakacji, a co innego zajmować się nim na co dzień.
Nawet Miller trudno było sobie wyobrazić, jak to będzie, kiedy Młody z zamieszka z nimi na stałe. Będą musiały nie tylko uzbroić się w pokłady cierpliwości, ale również przeorganizować całe swoje dotychczasowe życie. Dzieciak nie mógł być w domu sam przez tyle godzin, a chyba angażowanie od początku w jego wychowanie niańki nie było najlepszym pomysłem. Zaylee nie chciałaby, żeby Sammy odebrał to jako zepchnięcie na drugi plan. No bo co? Stworzyły mu dom, żeby od razu wcisnąć go w łapy kogoś innego? To nie byłoby fair.
W taką pogodę zupa była zbawienna. Miller czuła, jak gorący wywar i pikantne dodatki rozgrzewają ją od środka. Ale to nie tylko zasługa samego jedzenia. Pomimo upartości narzeczonej, która wolała cierpieć niż łykać proszki przeciwbólowe, robiło jej się ciepło na sercu, że były tutaj razem, bez ciągłych obaw, że coś może się wydarzyć. Nie musiały myśleć o tym, czy po powrocie do domu nie znajdą pod drzwiami koperty, w której będą zdjęcia z ich wspólnego wyjścia do miasta. Nikt ich nie obserwował i nikt nie czyhał na to, żeby uprzykrzyć im życie.
Jak uważasz — stwierdziła, starając się brzmieć neutralnie. — Ale na wieczór powinnaś coś wziąć. Będziesz miała spokojniejszą noc — dodała, bo w ostatnich dniach ból nieustannie wybudzał Swanson ze snu. Zaylee była lekarzem i wiedziała, jaki proszki potrafią spustoszyć żołądek, ale wiedziała również, że przyjmując je zgodnie z zaleceniami, można ulżyć sobie w zbędnym cierpieniu. Nie chciała się jednak doktoryzować i wymądrzać, bo przecież Evina i tak zrobi to, co będzie uważała za słuszne.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez jakiś czas Evina była święcie przekonana o tym, że wraz ze stażem ich związku emocje zaczną powoli opadać i być bardziej zrównoważone. Nie było to jednak do końca prawdą. Oczywiście, teraz wiedziały dokładnie na czym stoją i prowadziły wspólnie do, co nie należało do porywających zajęć, ale wciąż kochały głośno i intensywnie. Tak samo też potrafiły się kłócić. Co prawda przeżyły wspólnie rok, a nie dwadzieścia lat, ale może to już wskazywało im powoli jak będzie wyglądała cała reszta uch życia...
- Kto wie. Z nimi wszystko jest możliwe. Może zaczęliby przeżywać drugą młodość - odparła, ale naprawdę ciężko było jej sobie wyobrazić jak mogliby mieszkać wspólnie i tworzyć zgraną rodzinkę.
Z drugiej strony posiadanie nieco bliżej rodziny miałoby swoje zalety. Zawsze byłby to ktoś jeszcze kto mógłby zająć się Samuelem, gdy obie naprawdę nie mogłyby tego zrobić. Ktoś odebrałby go z treningu albo pomógł rozwiązać zadanie domowe z matematyki, gdy one zostałyby pilnie wezwane do pracy. Tak jednak będą musiały jakoś zatroszczyć się o to, aby tym bardziej znaleźć zawsze czas dla syna, który będzie ich potrzebował w wielu sytuacjach.
Zdecydowanie potrzebowały czegoś ciepłego i pożywnego. W dodatku ramen na pewno był dużo zdrowszą opcją niż jakieś jedzenie na wynos, które mogłyby sobie sprawić w domu. Poza tym chyba prawdę musiały się gdzieś wyrwać, aby poczuć, że faktycznie żyją.
- Zobaczymy jak będę się czuła - odpowiedziała, bo nie była do końca przekonana, co do tego pomysłu. - Czasami mam po nich wrażenie jakbym była na kiepskim haju...
Nie podobało jej się to uczucie. Czasami wolała już się przemęczyć, ale mieć świadomość tego, że faktycznie jej ciało i umysł działają. Mogła to być też siła autosugestii, ale czuła się niekiedy otępiała od końskiej dawki leków, która miała jej ulżyć.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kinton Ramen North York”