32 y/o
For good luck!
168 cm
owner, nail stylist at Atelier N°9
Awatar użytkownika
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skoro nie mogli być tymi, którzy zgłoszą usterkę zanim winda zatrzaśnie jakiegoś biedaka w swoich sidłach, przynajmniej mogli zgłosić potem problem dotyczący przycisków, który też był dość ważny. Czy to była wina producenta, obsługi, kogokolwiek innego – wszystko jedno. Ważne, by nie zepsuło to kolejnego, potencjalnie owocnego biznesowego spotkania. Na nich już najwidoczniej było za późno. Pech, klątwa, wszystko jedno. Musieli cierpliwie poczekać, aż to wszystko się skończy.
Sama Zella była przestraszona tym, jak zareaguje jej potencjalny partner. Podpisanie wymarzonej współpracy to jedno, natomiast reakcja człowieka to drugie. Miała tendencję do przewidywania zakończeń, którym daleko było od ideału. Może i była marzycielką, ale dorastanie we wręcz bojowych warunkach wykształciło w niej również potrzebę przygotowywania się na najgorsze. Zatem pan krzyczący na nią za spóźnienie, które nawet nie było jej winą, był dość łatwy do wyobrażenia. Nie znając ludzi, przywykła do spodziewania się po nich najgorszego. Nawet, jeśli ten pan był tak naprawdę misiem w ludzkiej postaci, cechujący się wyrozumiałością i ciepłem. Nie znała go, a biznes praktycznie zawsze kojarzył jej się z osobami chłodnymi i surowymi, co zdecydowanie nie pomagało jej „wizjom”.
A tym samym, nerwy cały czas nie odpuszczały, nawet mimo faktu że nic nie mogła uczynić.
Najwidoczniej nam obojgu przypadła ta druga, mniej przyjemna perspektywa. — skwitowała krótko, wzdychając ciężko na sam koniec. Gdyby przyszło jej odkryć awarię od strony przeciwnej, nie wahałaby się ze zgłoszeniem, usterki. Może nie ze względu na jakąś złośliwość czy irytację, ale zwyczajnie przez względu na fakt, że ktoś mógł tutaj utknąć. Dokładnie tak, jak oni teraz. A może to właśnie to sprawiło, że myślała teraz w taki, a nie inny sposób? Kto wie, choć skoro śpieszyła się na spotkanie to równie dobrze mogła odłożyć to na potem. A co, jeśli przy windzie właśnie stała taka osoba, która w pośpiechu zignoruje usterkę? Mieliby chyba największego pecha świata.
Szczerze? Sama nie miała ani siły, ani chęci na krzyki. Nie dopytywała zatem dalej, sama też nie wzywając panicznie pomocy. Powinna wykrzesać z siebie odrobinę cierpliwości, chociaż przez te pierwsze kilkanaście minut. Krzyczeć mogłaby zacząć, gdyby minęło parę godzin, a oni dalej staliby w zamkniętej puszce.
Masakra. Akurat musiało się trafić jak zamiast obiadu mam spotkanie... — najpierw pokiwała głową na jego słowa, robiąc krótką pauzę, która oczywiście nie pomogła uspokoić jej nerwów. Zdecydowała się zatem uzewnętrznić swoją frustrację spowodowaną faktem, że nabijały się kolejne minuty jej spóźnienia, a wiadomość wciąż mogła trwać w stanie wiecznego niewysłania. Po raz kolejny westchnęła, podchodząc do ściany i opierając się o nią. Chciała usiąść, ale nie była pewna, czy powinna. Może powinna była jeszcze coś zrobić? Może jednak warto było rozważyć krzyk? I tak szamotała się we własnej głowie, nie wiedząc do końca, co uczynić.

Harold Carnegie
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było już nic, co w tej sytuacji mógłby jeszcze zrobić. Miał wrażenie, że wykorzystał wszelkie możliwości, a to z kolei sprawiło, że dodatkowo wzbierała w nim frustracja. Harold był bowiem jedną z tych osób, które szczerze nie znosiły bezradności, ponieważ ta wiązała się z poczuciem braku kontroli, a to o nią walczył przez większość swojego życia.
Był więc bliski pewnego rodzaju paniki, choć tego oczywiście po sobie nie pokazywał, ponieważ rzadko kiedy zdarzało mu się odejść od typowego dla niego opanowania. Mógł się złościć, zaklinać pod nosem, ale mimo to nie tracił fasonu, ponieważ czegoś innego był nauczony. Zawsze zachowywał pokerową twarz, zupełnie tak, jakby aktualna sytuacja również miała zaważyć na tym, w jaki sposób był postrzegany. A przecież mogło tak być. Jeśli chciał zapracować na swoje nazwisko, nigdy nie powinien wychodzić z roli.
Wygładził dłońmi materiał marynarki, która może i układała się nienagannie, ale Harold musiał zrobić coś z rękami. Ta bezczynność zwyczajnie zaczynała mu doskwierać, dlatego chwilę później raz jeszcze zerknął na ekran własnego telefonu. Miejsce, w którym zwykle znajdowało się kilka kresek wskazujących zasięg, teraz pozostawało kompletnie puste.
Wyglądało na to, że naprawdę nie było dla nich żadnego ratunku.
Jest nas dwoje — wymamrotał pod nosem, ponieważ udając się do tego miejsca bynajmniej nie myślał o posiłku. Owszem, w trakcie biznesowej rozmowy nie miał odmówić sobie jakiejś przekąski, ani ewentualnej lampki wina, po którą nierzadko sięgał w obecności klientów, jednak to było tyle. Nie wybierał się na żadną wystawną ucztę, ale to wcale nie umniejszało temu wyjściu. Prawdę powiedziawszy, w oczach Harolda czyniło je jeszcze ważniejszym, dlatego tak mocno zależało mu na tym, by w końcu się stąd ruszyli.
Minęło jednak sporo czasu, zanim jego modły zostały wysłuchane. Jeszcze przez moment mogli ponarzekać na okoliczności, w których utknęli, jednak w końcu objawiła się szansa na to, że zdołają wyrwać się z tego tragicznego położenia. Na krótką chwilę zgasło światło, co Harold skwitował kolejnym przekleństwem, ale już moment później wróciło, a chwilę po tym maszyna wprawiła się w ruch. — To chyba jakiś cud — skomentował, choć być może wcale nie powinien tej sytuacji chwalić. Wciąż istniało jeszcze prawdopodobieństwo, że za moment znowu utkną, jednak on liczył na to, że ktoś gdzieś na dole skutecznie zajął się naprawą.
Być może spóźniony, ale miał jeszcze szansę dostać się na swoje spotkanie.

Zella Gardner
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
32 y/o
For good luck!
168 cm
owner, nail stylist at Atelier N°9
Awatar użytkownika
It’s no use going back to yesterday, because I was a different person then.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wraz z każdą minutą Zella czuła się coraz bardziej spięta, nie mogąc zrobić nic by pomóc, ale także mając ograniczone pole do popisu w kwestii zabicia czasu do czasu ratunku. Cały czas czuła wielką chęć, by rozpocząć rozmowę, natomiast coś podpowiadało jej by nie ryzykować w tym wypadku. Nie chciała tym samym popsuć atmosfery panującej wewnątrz, która już i tak była pełna zrezygnowania i irytacji. Ograniczyła się zatem do tej wymiany słownej, która już trwała. I tak dobrze, że nie panowała całkowita, grobowa cisza.
Och, ty też? Kurczę, masakra. Może to był jakiś celowy sabotaż? — aż prychnęła, z niedowierzania kręcąc głową. Kto wie, może restauracja parała się w jakimś utrudnianiu ludziom prowadzenia biznesów, a oni teraz byli w jakiejś ukrytej kamerce i służyli za rozrywkę dla właścicieli tego przybytku. Albo kogoś jeszcze wyżej postawionego. Ale, tak szczerze powiedziawszy, byłoby to zbyt wydumane jak na rzeczywistość panującą w Kanadzie. Może Stany jeszcze posądziłaby o taką działalność, ale nie swój rodzimy kraj. Zarówno ona, jak i jej nieplanowany towarzysz mieli zwyczajnie pechowy dzień. Oby natomiast nie przerodził się on w pechowe konsekwencje dla ich własnych działalności, bo różnie to bywało z wyrozumiałością u ludzi.
Co jest... — Zella aż podskoczyła, gdy po dość długim czasie aż zgasło światło i zapaliło się po kilku sekundach. Trochę w panice dopadła swój telefon, by w razie czego posłużyć się latarką. Wtedy też zamigotało światło, a na jej podświetlonym ekranie pojawiło się też powiadomienie od osoby, z którą była umówiona. Najwidoczniej dotarła do niej wiadomość sprzed kilkunastu minut. Winda w końcu ruszyła, co tylko zdziwiło ją jeszcze bardziej. Ale też przy okazji ucieszyło ją to nieoczekiwane zrządzenie losu. — O matko, wreszcie. Dojedź do celu, błagam. — aż złączyła obie dłonie jak do modłów, wciąż ściskając między nimi smartfon. Cała się napięła, pilnując czy winda znowu nagle nie szarpnie, zatrzymując się na amen.
Tak się nie stało. Dojechali w końcu na piętro, a drzwi otworzyły się, trochę się przy tym zacinając. To też nie był dobry znak, przez co Gardner wyskoczyła od razu, jakby bojąc się że może utknąć tam całkowicie. Zaraz natomiast obróciła się na pięcie do towarzyszącego jej mężczyzny, czekając na jego wyjście. Dopiero wtedy przyuważyła kręcącą się nieopodal obsługę i kogoś, kto wyglądał jak spec od technologii typu winda.
Udało się! Przeżyliśmy. — przemówiła i aż uśmiechnęła się z ulgą, dając sobie chwilę na odpoczynek. To było dość stresujące doświadczenie, pewnie nie tylko dla niej.

Harold Carnegie
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”