-
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Nie potrzebowała pomocy, bo pieczenie zagłuszała pustkę po zastępczej, pseudorelacji. Ale teraz, kiedy zaczynało przychodzić zdrowienie, coraz częściej zdawała sobie sprawę z tego, że przesadziła i to srogo.
- Masz rację... Jutro pogadam z dziewczynami i zapytam, która chciałaby się nauczyć cukiernictwa.
W pierwszym odruchu, chciała zacząć się bronić, mówić, że tak jest lepiej, albo, że ktoś tam - oczywiście wyimaginowany - jej pomaga. Ale jego słowa dotarły do niej na tyle głęboko i tak jasno w tym momencie, jakby miała przebłysk geniuszu i zrozumienia.
Czy Mike był porządnym facetem? Na to wyglądało. Nawet jeśli pojawiały się między nimi jakieś zgrzyty, to zazwyczaj były one z troski, a ponieważ Jamie raczej nie chowała urazy i wolała wyjaśniać sprawy, to raczej nie zwiastowało to problemów z komunikacją. Pod warunkiem, że obie strony tego będą chciały, a to już nie było takie przesądzone.
Szkoda, że tego ukłucia zazdrości, nie da się zobaczyć w twarzy, na pewno miło połechtałoby Jamie. Nie żeby obecna ich relacja jej przeszkadzała. To było naprawdę super miłe, że można było tak dorośle podejść do związku i rozstania, że po wszystkim dalej jest się przyjaciółmi. Ale nie oszukujmy się. Ciepłe uczucia dalej zostały i czasem głowa płatała figle, przywołując wspomnienia, które rodziły pytania... Co poszło nie tak? Może dałoby się to naprawić?
Jason Choi
-
Baby I would go to war for you
Build an army if you need me to
Coz losing me is better than losing you
Don’t you know that I would die for you
If I knew that you would make it through
Coz losing me is better than losing you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszlypostaćautor
Spora część znajomych Jasona wiedziała, jakie prowadzi on życie. Byli świadomi zarówno jego nietypowej pracy, jak i problemów z angażowaniem się. Nikt nie zadawał pytań, nikt też nie wchodził mu z butami w życie, za co generalnie był bardzo wdzięczny. Nie nie interesował się, skąd wzięła się jego rozwiązłość, nikt nie proponował mu terapii - a ta z pewnością by się przydała. I Choi nawet był tego świadom, ale po raz kolejny, problem pojawiał się w jego gotowości do pracy nad czymś. A on sam siebie już poniekąd spisał na straty. Jamie naprawdę nie musiała tego brać na swoje barki. To dlatego wolał oszczędzić jej rozczarowań swoją osobą. Lepiej jej będzie z tym całym lekarzem.
Starczyło zaledwie parę minut odpoczynku, trochę jedzenia i kawa i Jamie już wyglądała lepiej - Jason był niemal w stanie przysięgnąć, że z jej twarzy zniknęła część napięcia. Nawet nakręcana małpka potrzebowała czasami odpoczynku, żeby znów wprawić swoje sprężyny w ruch. Ale wiedział też, że jeśli zajmie jej jeszcze więcej czasu, dziewczyna pewnie zaraz zacznie niepokoić się o swój lokal - co innego zostawić pracowników w zwykły dzień pracy, a co innego gdy wszyscy byli urobieni po łokcie a drzwi praktycznie się nie zamykały. To dlatego Jason dopił swoją kawę, a odstawiając kubek na blat, uśmiechnął się do Jamie. Było w tym uśmiechu może nieco melancholii. Dobrze było widzieć, jak ktoś praktycznie rozkwita.
- No dobrze, skoro nie dałaś się wyciągnąć na randkę mi, ogłaszam sromotną porażkę - rzucił jeszcze w żartach. Zerknął na talerz kimbabów i finalnie dał się skusić na jednego. Koreańskie żarcie nie było specjalnie bliskie jego sercu, nawet jeśli połowa jego genów pochodziła z tego kraju - liczyło się to, że jedzenie było pyszne. Jak zawsze z resztą, kiedy Jamie gotowała. - Mniam - skomentował krótko. Zaraz potem podniósł się jednak z kanapy - Będę uciekać. Odpocznij jeszcze chwilę. Tylko nie scrolluj instagrama zbyt długo - zaśmiał się cicho. Każdy, nawet największy ekstrawertyk, potrzebował introwertycznej chwili tylko dla siebie. Zanim skierował się do drzwi, Jason pochylił się i złożył na czole dziewczyny krótki pocałunek. - Siedź, sam się odprowadzę.
zt
Jamie Park