-
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale ona się tak uśmiecha do niego ładnie, humorek jej wraca, więc będzie musiał coś wymyślić, może jakieś oferty last minute będą tańsze?
- No właśnie tu jest problem bejbi... - zaczął, bo przecież on w walentynki jest już zajęty. Przesunął wytatuowanymi palcami po włosach, odgarniając je do tyłu.
- Bo byśmy pojechali 15, bo ja jeszcze 14 będę na delegacji - tak jej zmyśl z miną zatroskaną - no i na kilka dni, możesz? - najlepiej to na dwa... Ale nie powie jej od razu na ile, bo przecież nic jeszcze nie znalazł, więc znowu tak kręci. Jak oni szli na górę, to on już też zerknął w telefonie na jakieś walentynkowe wyjazdy, ale to wszystko tyle kasy kosztuje...
Słucha jej kiedy ona mówi o tym Williamie, i od razu sobie myśli, że fakt, chata niezła, pewnie facet jest dziany, no zresztą jak się jego rodzice z rodzicami Peach przyjaźnią, to to są przecież jakieś elity. Rozejrzał się po tym pokoju, a spojrzenie jego niebieskie zatrzymało się na jakiejś kolekcji drogich zegarków, jak Peach otworzyła szafę. No i niby Clyde udaje, że się gapi na te jego wyświechtane koszule, a tak naprawdę to na Rolexa. Fajne walentynki by za niego były. Uniósł jedną brew, kiedy Peach się tak zaczęła tłumaczyć.
- No spoko, pewnie gość dużo pracuje, co on robi? - tak się dopytuje, chociaż też trochę mu ulżyło, że oni się prawie wcale nie widują. No bo jednak jak ona z nim mieszkała, to pewnie częściej oglądała teraz klatę Williama, niż Clyde'a, więc on jej zaraz ją pokazuje, żeby sobie przypomniała. No i całe szczęście, to jest tak jak on sobie założył, bo Peach się na niego patrzy jak on tak pręży muskuły.
- Dzięki - wziął od niej ręcznik i zarzuca go jak prawdziwy hot boy na ramię, już miał iść tam gdzie mu pokazała, na koniec korytarza, ale Clyde to jest jednak lowelas, wiec się jeszcze odwraca w drzwiach sypialni Williama i opiera o framugę nonszalancko.
- A ty już brałaś, bo moglibyśmy razem? - zapytał, no bo on to przecież na to też liczył, że ona mu plecki umyje, czy... coś. Wiadomo, że Clyde panienki to wyrywa nie tylko na ten ładny uśmiech i piękne, niebieskie oczy. Chociaż Peach to on akurat pod tym względem bardzo szanował, bo ona to była tak słodka trochę, niby najbardziej hot babes jaką znał, a jednak długo musiał do niej podchody robić, zanim pozwoliła mu chociażby do drugiej bazy dojść. Urocze.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Jest prawnikiem - odpowiada Peach na pytanie o Williama. Nic nie skumała, jak Clyde obczajal te zegarki, bo po pierwsze to nie podejrzewała, że on mógłby mieć jakiekolwiek myśli o kradzieży, a po drugie to na przykład ona teraz się bardziej skupiała na tym, żeby mu znaleźć czyste ubrania, niż na tym, żeby pilnować czy on przypadkiem nie będzie obczajal co tam Billy ma w szafie. - Duużo, to prawda, na przykład dziś wyszedł bardzo wcześnie i dał znać że ma jakiś obiad firmowy, więc będzie bardzo późno. Trochę jak ty - zerknęła na niego przez ramie i pewnie wtedy mogła zobaczyć jak się gapi na rolexa, ale nie widziała bo widziała tylko te pięknie zakręcone rzęsy okalające niebieskie oczy - Chociaż moim zdaniem to nie jest zdrowe i uważam, że powinien zamiast tyle chodzić do pracy, to jeszcze znaleźć czas na jakąś siłownię - wywróciła oczami, a później to już była cała zahipnotyzowana widokiem tego hot body, które miał Clyde. No właśnie, może to jest świadectwo tego, że Clyde nie ma prawdziwej pracy, bo takie absy się nie robią od siedzenia przy kompie. Ciężko jest jednak zebrać myśli, przynajmniej te straight, kiedy takie koltuniaste ma w głowie w związku z tym, że Clyde taki seksi przed nią się pręży. Kiedy szedł do łazienki to też patrzyła tęsknię już za tymi plecami umięśnionymi, i zastanawiała się jak bardzo będzie przez niego uznana za łatwą jak teraz za nim poleci. W jej planie było, że jeżeli Clyde ją weźmie na wyjazd za miasto, to dopiero wtedy się z nim prześpi, bo chciała żeby to było najpiękniejsze wydarzenie pod słońcem no i też nie chciała być taka psychicznie zjechana jak po ostatnich tygodniach, kiedy nie wiedziała nawet czy oni są parą czy nie są… tak czy siak, te przemyślenia nie miały większego znaczenia w obliczu Clyde’a, który stał w drzwiach i ją zapraszał pod prysznic. Przez chwile się zastanawiała i w końcu podeszła do niego i rozwiązuje ten szlafrok w którym siedziała cały czas, puchaty szlafrok spada na ziemię a ona mu tak patrzy w oczy i palcem przesuwa po ramieniu i później już idzie pod prysznic na hot steamy s e k s. To znaczy oczywiście na wspólną kąpiel, tylko że bardziej będzie się pewnie zajmowala próbami umycia jego klaty z tych tatuaży niż typowa dla siebie pielęgnacja włosów czy jakimś peelingiem.
Clyde D. Welch
-
trochę kłamstwa, trochę czaru, ale przede wszystkim dużo słów, a najgorsze jest to, że wszystkie je chciałaś usłyszeć
bez ryzyka nie ma zabawy, a życie to gra, więc zagrajmy, a jak coś się spierdoli, to zawsze można ruszać dalej w świat, bo Toronto to tylko przystanek na drodze do... no właśnie gdzie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słucha jej jak ona tak opowiada o Williamie, głową kiwa, że rozumie, bo on przecież też ma tak dużo pracy właśnie. No i jak ona zaczęła o tej siłowni, to Clyde oczywiście zaraz przejeżdża palcami po swoim wyrzeźbionym jak dłutem Michała Anioła brzuchu.
- No wiesz bejbi, ja wstaje o szóstej, żeby jeszcze przed pracą iść na siłownie, a potem na wieczór o dwudziestej drugiej - tak jej mówi, bo czasem tak chodzi, jak ma coś do roboty, no nie pracę wiadomo, ale jakieś oszustwa. A czasem jak nie ma nic, to sobie siedzi na siłowni od rana do wieczora na przykład. A przy okazji je chetosy, popija colą, a potem je spala na bieżni. On w ogóle mógłby też z powodzeniem być jakimś trenerem personalnym, jak jego ulubione zajecie to jest prężenie muskułów w lustrze na siłce. Może powinien się przebranżowić?
A teraz je pręży też przed Peach, więc nic dziwnego, że ona mu zaraz uległa i zrzuca z siebie ten puchaty szlafroczek. Później idą pod ten gorący prysznic, gdzie oczywiście Clyde jest hot, ale też czarujący, bo jednak Peach to on traktuje jak księżniczkę jakąś, więc jest milutko, cieplutko i może nawet mu dała dojść... do trzeciej bazy? Albo coś tam mu dała?
A rano się budzą w tej pięknej, pachnącej pościeli, a Williama jeszcze nie ma, Peach sobie śpi jak księżniczka na ziarnku grochu, albo jakaś śpiąca królewna, więc Welch skorzystał z okazji. Poszedł do tej sypialni Williama i zajrzał do jego kolekcji zegarków, a później sobie przywłaszczył tego najdroższego Rolexa. Ale on to przecież wszystko w imię miłości zrobił, więc jest to historia nie tylko o złodzieju, ale o romantycznym złodzieju.
Bo on za ten zegarek to chciał zabrać Peach na ten wyjazd walentynkowy. A za taki zegarek to by może mogli nawet do Wenecji na dwa dni lecieć.
Peach J. Pepper