Gdzie: pięknie dziś wyglądasz, ale twój pies narobił mi do buta
Opis: Kiedy weszła do holu, to wcale nie rzucił jej się w oczy wielki napis The Ritz Carlton, bo takiego nawet tam nie było, był za to odźwierny, czy jakiś inny recepcjonista, któremu Clyde zapłacił za to, żeby wpakował ją do windy. Przeprowadził przez ten bajeczny, marmurowy hol, wpakował do windy i zawiózł na siódme piętro, prosto do tego pokoju, który mógłby być mieszkaniem. Gdyby nie to, że miał mini lodówkę, barek i wielkie łóżko. No ale przecież każde męskie mieszkanie ma mini lodówkę, barek i wielkie łóżko? Czy nie?
Nieważne. Ważne było to, że Clyde chodził sobie po tym pokoju w DRESACH. A dresy jak wiadomo to jest strój podomowy, więc to mógł być jego dom. Jego i małego Moto, który rzucił się w kierunku Peach, kiedy tylko weszła do środka, kiedy usłyszał jej słodki głosik.
Ten słodki głosik, który w głowie Welcha wiercił jakąś dziurę, bo dla niego był za piskliwy i trochę nawet wkurzający. Ale zważając na fakt, że przez ostatnie kilka tygodni rozmawiał z nią tylko na kamerkach, to był nawet zadowolony. Posłał jej firmowy uśmiech numer cztery, taki, który posyła się swojej dziewczynie, kiedy ona wraca z Bali, bo jej interes nie wyszedł i jest trochę załamana. Więc było w nim coś pokrzepiającego, ale też coś takiego, że wreszcie się spotykamy i jesteśmy razem. Czyli Bali się zjebało, ale i tak jest fajnie, bo jesteś obok. To nie był jeszcze wyćwiczony uśmiech, bo właściwie wyciągał go po raz pierwszy w życiu, ale wyszedł mu całkiem nieźle. Do tego jeszcze te niebieskie oczy wpatrzone w nią jak w najpiękniejszy obrazek. Musiała być usatysfakcjonowana, chociażby troszeczkę.
- Peach, ale się cieszę, że jesteś - bardzo się cieszył. Tak naprawdę to wcale, ale dobrze udawał.
Gdzie: me, jealous? — hahaha — yes
Opis: Nawet mu to pasowało, to jej wychodzę, rzucone gdzieś w eter, jakby zupełnie na to nie zwracał uwagi, ale zwracał. Właśnie wymieniał z Peach kolejne wiadomości i zaprosił ją tutaj, miał jej oddać psa, miał dowiedzieć się co wydarzyło się na Bali, a później może jakiś serial i chwila spokoju?
Zasłużony odpoczynek po tym męczącym tygodniu.
Mógłby zamówić do pokoju szampana i mieć wreszcie chwilę dla siebie, co prawda Laura nie kolidowała wcale z tymi planami na serial i szampana, on już się do tego nawet przyzwyczaił, że blondynka zawsze była gdzieś tam w tle, zawsze obok. Nawet kiedy on wymieniał kolejne pikantne smsy, albo kiedy robił kolejne zdjęcie klaty, żeby wysłać je jakiejś naiwnej idiotce.
Taki przecież mieli układ, on wodził za nos kobiety, którym kolana uginały się pod wpływem jego uśmiechu, ona mężczyzn, którzy długie spojrzenia zawieszali najczęściej na jej dekolcie lub kształtnym tyłku.
Teraz Clyde zawiesił tam wzrok, kiedy ubrana w krótką, dopasowaną sukienkę kierowała się do wyjścia.
- Napisz mi jak będziesz wracała, bo przyjdzie Peach, ta od psa.
Gdzie: blind-impostor valentine's date
Opis: - Cześć - przywitał ją, a później z tą swoją typową nonszalancją, zbliżył się do niej. Niebieskie tęczówki przesunęły się po jej sylwetce, zatrzymał je na jej twarzy.
- Wyglądasz lepiej niż na zdjęciach - powiedział z uśmiechem przyklejonym do twarzy, a później sięgnął do stolika po tą pojedyncza, długą różę - to dla Ciebie, wiem, że róże są oklepane, ale chyba dzisiaj grzechem byłoby wybranie czegoś innego - podając jej różę musnął palcami jej dłoń, celowo, z pełną premedytacją, bo przecież Clyde wiedział jak się obchodzić z kobietami. Dał jej ten moment, żeby na niego spojrzała, a później na kwiat, a już za chwilę odsunął jej krzesło. Dosunął za nią, odpiął guzik marynarki i dopiero usiadł na swoim, z pełnym luzem.
Przez chwilę te jego niebieskie ślepia wpatrzone były w jej twarz, ale zaraz zerwał się z miejsca, przesunął swoje krzesło tak, że znalazł się po jej prawej stronie.
- Będzie ci przeszkadzało, jeśli się przysunę? Będzie nam się łatwiej... rozmawiało - czy na pewno chciał z nią tylko rozmawiać, skoro jego kolano pod stolikiem zaraz musnęło to jej, niby to przez przypadek. Ale wcale nie.
Gdzie: ostatnie majtki sprzedałem, żeby ci kupić bilety na hokeja bejbi!
Opis: - Influencerki noszą takie majtki? - zapytał, ale Clydowi się tak wcale nie wydawało, jakoś nie wyobrażał sobie Peach w takich majtach. Pokiwał głową.
- No wiadomo, to są takie wiesz... podomowe, jej ulubione, zawsze w nich chodzi.
- A ile w nich chodziła?
- Nie wiem, czasem tydzień chodzi... - co ten Clyde w ogóle powiedział? Jak można w majtkach chodzić przez tydzień? Ale gościu pokiwał głową i się ucieszył, to może on chodził?
Już nie chciał wnikać i roztrząsać tego tematu, więc zaraz zapytał o bilety. Ale facet zaczął coś tam zrzędzić, że się trochę innej tej bielizny spodziewał i do kompletu chciał jeszcze skarpetki.
I tak Clyde wylądował bez skarpet gdzieś na przedmieściach Toronto... ale przynajmniej miał te bilety.
Musiał sobie zamówić ubera, żeby dotrzeć do miejsca, gdzie zostawił swoje auto, a tu gdzie byli nie miał zasięgu, więc jeszcze kilometr szedł na piechotę po jakimś zadupiu, zanim złapał zasięg. Próbował po drodze łapać stopa, ale nikt mu się nie zatrzymał, a jeszcze na dodatek jedno auto opryskało go całego topniejącą breją. Był brudny, zmarznięty, kostki to mu pewnie odmarzły już, a do tego przymarzł mu zamek w aucie i nawet nie mógł się do niego dostać. A chciał się jechać przebrać. Ale klucze do pokoju miał w samochodzie. Co miał zrobić?
Pojechał znowu uberem do Peach i staje na jej progu taki brudny, przemarznięty i w ogóle biedny. A kiedy mu otworzyła, to od razu jej mówi.
- Boże, Peach, co ja przeżyłem - a wyglądał jakby dużo przeszedł właśnie.
Gdzie: blink blink
Opis: Szedł sobie po schodach sprawdzając coś na telefonie, ale nagle słyszy jakieś poruszenie wyżej i tak się zatrzymał i z niższego piętra zagląda co się tam u góry odpierdala, a tam Peach jego cała w brokacie świeci jak jakaś gwiazda zaranna, aż mu jedna brew skoczyła do góry. Bo przecież Peach to i bez tego brokatu była gwiazdeczką.
Zawahał się trochę, bo nagle słyszy coś, że ta laska, z którą Peach stoi gada o jakiś mikropenisach i mikrocycozie. Źle to mu brzmiało, nawet zerknął w kierunku schodów, bo może jeszcze mógł się ulotnić? Zejść na dół i udać, że go tu nie było, tylko, że kiedy on się tak gapił na te dziewczyny, to z hukiem wypadł mu z ręki telefon, nic mu się nie stało, bo miał solidną obudowę, ale walnął o posadzkę i ten dźwięk rozniósł się po pustej klatce schodowej. Clyde go szybko zebrał, schował do kieszeni i zaraz się prostuje, zaraz do twarzy sobie przykleja ten formowy uśmiech numer cztery, hollywoodzki. I wspina się po ostatnich schodach, na luzie, z uśmiechem, z kawką dla Peach.
Gdzie: all oopsies, no daisies
Opis: Bywał w The Fifth Social Club, ale zazwyczaj po to, żeby na parkiecie pobawić się z jakimiś małolatami, nawet nie zwrócił uwagi na te przestronne loże, do których zaraz się skierował. Zazwyczaj siadał przy barze.
Nie odwalił się w garnitur, czy w te idealnie skrojone koszule, bo to wcale nie miała być randka, zwykła, biała koszulka i jeansy, skórzana kurtka z kożuchem.
Wyglądał dobrze, zawsze wyglądał, jak facet wyjęty z Instagrama. I taki właśnie uśmiech jej posłał, kiedy się do niej dosiadł wyćwiczony, hollywoodzki.
- Chcesz mnie upić? - zapytał zawieszając na niej niebieskie tęczówki, ale zaraz chwycił za tego drinka, którego mu zamówiła, upił łyk - może być - stwierdził i dopiero zdjął kurtkę, dopiero powiesił ją na oparciu i rozsiadł się wygodnie na krześle - potańczymy też dla niepoznaki? - zapytał zerkając w kierunku parkietu. Też nie zamierzał od razu przechodzić do rzeczy. Bo akurat Clyde lubił długie gry wstępne. Lubił najpierw sobie pogadać, a dopiero później przejść do rzeczy. Kiedy już oczaruje ją jego uśmiech, albo te niebieskie oczy. Które teraz przesunęły się po jej sylwetce, powoli, ale nie do końca lubieżnie. Znowu podniósł szkło do ust. Skoro drinki były dzisiaj po jej stronie, to zamierzał to wykorzystać. Wykorzystywał wszystkie sytuacje. Zawsze.