-
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Erza przypominała w tym momencie wrzącą wodę, której wręcz nie dało się zatrzymać. Nie liczył się roztrzaskany kubek, ani pies obserwujący całą sytuację, czy nawet wrzątek rozlany po kafelkach w kuchni. Fernandes mimo że nie miała w sobie nic z latynoski. Korzenie dawno wydawały się zniknąć wraz z kolejnymi pokoleniami, a jedynie zostało nazwisko. Jednak emocjonalnie bardzo ich przypominała, a teraz nie była w stanie się zatrzymać. Zwłaszcza gdy zostały rzucone magiczne słowa.
— USPOKÓJ SIĘ — jeszcze brakowało, żeby spytał, czy ma okres, lub PMS. Chyba nigdy we własnym mieszkaniu nie krzyczała tak głośno. Strzela brązowymi tęczówkami i pierwszy raz od dawna nie wie, co powinna zrobić z własnymi rękoma. Talerze zaczynają wydawać się interesujące, podobnie jak przemoc — przepraszam bardzo, a jaka mam teraz być? — rozłożyła na boki dłonie. Nie było go, a kiedy przychodzi powiedział prawdę. Tylko po co? Dlaczego ona miałaby go teraz słuchać? Łatwiej byłoby go wyrzucić za drzwi (i koniecznie bez czapki!).
— Poznałeś mnie Ricardo — wycedziła mu przez usta. Przecież wpuściła go do własnego mieszkania, pozwalała gotować w kuchni i żyli razem w harmonii przez kilka dni. Nie miał wystarczająco czasu? Wręcz poznał ją dogłębnie. Widocznie za mało — a te wszystkie wspomnienia z Puerto Rico były fałszywe, tak? — karmienie siebie owcami, tańczenie do białego świtu, prywatne wycieczki. Wtedy myślała, że jest dla niego jedyną kobietą na świecie. Choć myśl o zostaniu w Puerto Rico była dla niej abstrakcyjne, to... czasami zastanawiała się, czy pojechać, by znowu go zobaczyć.
— A tak właściwie co do mnie czujesz, skoro masz INNĄ? — nie potrafiła nawet na niego spojrzeć. Głos miała gorzki. Jej latino miłość zwyczajnie ją zawiodła. Może tak po prostu chciał się z nią zabawić i zostawić jak zabawkę?
— A jakbyś się czuł, jakbym miała innego? — w końcu odwraca głowę, by móc mu spojrzeć w oczy — mam pójść do klubu i przespać się z kimś innym? — była wręcz na to gotowa. Chociaż bardziej samej sobie chciała udowodnić, że coś do niej czuje.
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ricziemu serce się kraja, kiedy widzi reakcję Rudej. Kiedy ona pyta, czy to wszystko było kłamstwem, a on zastanawia się, bo przecież nie mogło być, to było zbyt intensywne i zbyt prawdziwe, by było kłamstwem.
- Oczywiście, że nie były fałszywe, nie mów tak skarbie - stara się jakoś jej przemówić do rozsądku, natomiast ciężko tu o jakimkolwiek mówić, kiedy Ruda krzyczy na przynajmniej trzy piętra i odchodzi od zmysłów - Co mam ci powiedzieć Erza, no co - odpala się również, skoro ona się odpaliła i nazywa Rosi INNĄ. Nie chce grać już dłużej ofiary, ale najwidoczniej chyba nie ma wyjścia, zresztą kiedyś mu Rosa powiedziała, że on jest psychicznie niezrównoważony, może powinien tak to jej sprzedać? - Że oszalałem na twoim punkcie? Że nie mogę patrzeć jak jesteś teraz zdenerowana i zaczynasz opowiadać, że wcale nic do ciebie nie czuje? Że widzę że masz ręce poparzone całe i boje się, że ci bąble wyskoczą i nie będziesz mogła już pracować? Nie wiem czy to co robiłem było dobre czy złe i wydaje mi się, że było złe, bo widzę jak teraz się czujesz
Brwi stroszy, marszczy i kręci głową. Oczywiście, że by nie chciał, żeby teraz chodziła po klubach i szukała nowego chłopaka, ale może powinien dać jej odejść?
- Nie mówmy o tym Erza... chodź, trzeba cię opatrzyć - poprosił spokojniej i wyciąga do niej dłoń, żeby pokazać że on do niej dłoń na zgodę wyciąga.
Erza B. Fernandes
-
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dla Erzy tamte chwile przyjemności były po prostu ulotne. Promienie słońca rozświetlały jej skórę, a smak owoców wydawał się intensywniejszy. Wszystkiego było więcej. Kiedy wracała wspomnieniami, tęskniła za jego czupryną i za tymi nieśmiesznymi żartami, z których cały czas się śmiała. Przypominała sobie jego gorący dotyk, wspólne nagie kąpiele w oceanie oraz opowieści przy tanim winie do białego rana. To właśnie te wspomnienia sprawiły, że przyjęła go do własnego domostwa bez mrugnięcia okiem.
Tyle że dziewczyna, inna kobieta wydawała się wszystko zmienić. Sam postawił na ich znajomości sporą kreskę, a ona wręcz nie była w stanie się zatrzymać. Tuptała delikatnie, czując złość, która rosła z każdą chwilą. Jedno pytanie cisnęło się jej na ustach, musiało ono paść.
— A jakie? To co po seksie wracałeś i bzykałeś swoją dziunię?! — i to był moment jej prawdziwego wybuchu. Złość nią targała, a chwilę później czuła upokorzenie. Chwilę jeszcze na niego spoglądała, zanim odwracała głowę. Riczi ją zranił, oczy powoli zaczynały wypełniać się łzami, których nie mogła powstrzymać — PRAWDĘ — wycedziła finalnie przez usta. Jak to wyglądało? To pytanie nie dawało jej spokoju. W jaki sposób on doprowadził do takiej sytuacji? Kiedy postanowił się nią zabawić i dlaczego postanowił przyjechać do Toronto, skoro w Puerto Rico kogoś miał? Było to dla niej totalne niezrozumiałe, wręcz zastanawiała się, czy Martinez jest w pełni zdrowy.
Tylko kolejne słowa wydawały się ją łagodzić, a może to ból, który zaczynał do niej docierać? Cała drżała, brzydziła się Ricardo, a i tak nie chciała się już kłócić. Logiczne argumenty docierały do niej. Nie warto było strzępić ryja na dupka, skoro ją piekła ręka.
— Niech Ci będzie — mruknęła finalnie, strzelając oczami — zajmij się mną Ricardo — podała mu dłoń, choć dalej nie mogła spojrzeć mu prosto w oczy. Ile wiedziała? Miał dziewczynę i kropka. Nawet jeśli te miłe słowa to niej trafiały, to bała się tego, czego jeszcze jej nie powiedział.
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Zajmę się -zgodził się i kiedy ona kładzie dłoń na tej jego, kręci lekko głową i robi to co zawsze w kuchni się robi, kiedy się poparzysz w tak straszny sposób jak Erza w tym momencie. Jego oczy starają się przez chwilę dojrzeć wyraz jej, natomiast bez powodzenia, bo dziewczyna spogląda wszędzie, gdzie tylko nie tam, gdzie on stoi i gdzie jest jego twarz. Tak więc milczy on i smuci się ona. Ricziemu serce się kraja. Nie wiedział, że jego summer love bedzie aż tak przeżywała jego utratę. Powoli wiąże na sam koniec bandażem jej dłonie. - Nie mogę pozwolić, zebyś dalej się przy mnie krzywdziła, mi amor - bo przecież co się nie widzą, to ona kończy z jakimś wypadkiem.
- Nie chcę, żebyś myślała, że Cię oszukiwałem. Nie chcę Cię również oszukiwać w tym momencie, musimy się rozstać Erza. Nie powinienem był tu przyjeżdżać - smutny okropnie, siedzi ze zwieszoną głową i przykłada rękę do oczu, bo chyba też się wzruszył z tego wszystkiego. Niestety wygląda na to, że oprócz pustki jaką czuje w związku z tym, że nie będzie mógł dalej kontynuować tej bajki z panią weterynarz, czuje jeszcze wyrzuty sumienia. Czyli jednak nie jest tak bezduszny jak chce go malować Erza, chociaż ma do tego pełne prawo. Może nawet byłoby prościej, gdyby po prostu się nią bawił.
Erza B. Fernandes