35 y/o
For good luck!
167 cm
landscape architect in her own office
Awatar użytkownika
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Próbowała zachować spokój, niestety nie wychodziło jej to najlepiej. Wiele poświęciła, by dojść do miejsca, w którym znajdowała się aktualnie. Nie miała na myśli jedynie czasu spędzonego z dala od córki, ale również masę wyrzeczeń, nieprzespanych nocy i złośliwości ze strony wszystkich tych osób, które posądzały ją o pakowanie się ze szpilkami w typowo męski zawód. Kochała swoją pracę i naprawdę obawiała się, że pomimo jej uczciwości ktoś był w stanie ją zrujnować.
- Naprawdę chcę wierzyć w to, że tak to wszystko się potoczy - westchnęła, choć za sprawą słów Vivienne pojawiła się w niej odrobina nadziei. Nie chciała zadręczać się myślami o czymś, co nie było jeszcze przesądzone. Skoro oficjalne pismo z prokuratury wciąż do niej nie dotarło, uznała to za cenny czas, którego nie mogła zmarnować na paraliżujący strach. Zamiast snuć czarne scenariusze, wolała spożytkować tę energię na gruntowne prześwietlenie budżetu firmy i znalezienie odpowiedzi, zanim ktokolwiek zdąży zadać jej oficjalne pytania.
- Tak właśnie zrobię - nie zamierzała ignorować porad przyjaciółki. Wiedziała, że Morelisse próbowała jej pomóc, w przeciwnym razie nie siedziałaby teraz w jej salonie i nie informowała o rzeczach, które były w stanie zrujnować jej życie. - Z samego rana skontaktuję się z kimś, komu będę mogła zaufać - zapewniła, pozwalając sobie na delikatny, ledwo widoczny uśmiech. Nie chciała podejmować żadnych kroków w tym momencie, bo zapewne kierowałyby nią emocje, a do podobnych spraw należało podejść rozsądnie. Także i w tym przypadku Viv miała rację, powinna nieco ochłonąć i przespać się z tym wszystkim, by następnego dnia spojrzeć na liczby chłodnym, analitycznym wzrokiem. Nocna przerwa była jej potrzebna nie tylko po to, by odpocząć, ale by odzyskać tę niezłomną pewność siebie, która pozwalała jej przetrwać każdy dotychczasowy kryzys.
W świecie biznesu istniało wiele osób, które nie życzyły jej najlepiej. Aczkolwiek jej myśli skierowały się prosto w stronę kobiety, która niejednokrotnie blokowała jej projekty - upartej urbanistki, znajdującej satysfakcję w kwestionowaniu każdego z jej planów. Szybko jednak odrzuciła tę myśl, kręcąc z niedowierzaniem głową. Choć ich relacje były fatalne, a kobieta uwielbiała wtrącać się w jej pracę, Niamh nie dopuszczała do siebie myśli, by ta posunęła się do tak prymitywnych kroków.
- Zajmę się tym na spokojnie - w końcu oderwała się od oparcia fotela, okrążyła go spokojnie i ponownie zajęła miejsce siedzące. - Dziękuję za twoje zaufanie - wyciągnęła dłoń po szklankę z wodą. - Zapewniam cię, że nie mam z tym nic wspólnego i zrobię wszystko, by dowieść swojej niewinności - upiła kilka łyków.
Temat uznała za zakończony. Nie było sensu roztrząsać czegoś, z czym nie była w stanie nic zrobić w obecnej chwili. Poza tym musiała podejść do tego z ogromną rozwagą, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń.
- U ciebie wszystko w porządku? - zapytała, decydując się przejść z rozmową na nieco przyjemniejszy tor, skoro i tak obie uznały, że sprawą powinna zająć się dopiero następnego dnia.

Vivienne Morelisse
mashedpotato
ODPOWIEDZ

Wróć do „#5”