-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– To nietrafione wnioski…? – wprawdzie nie rozumował do tej pory w ten sposób, a zaproponowanie jej zajęcia związanego z odgarnianiem pająków nie było nijak powiązane z jej wyglądem, ale… oczywiście, że na tak postawione pytanie nie mógłby odpowiedzieć w żaden inny sposób.
Znacznie trudniej byłoby za to w satysfakcjonujący sposób odpowiedzieć na kolejne pytanie, które pojawiło się nieco później. Czego właściwie szukał? Pewnie byłoby nieźle, gdyby sam to wiedział. Jak dotąd zakładał raczej, że jeśli już będzie miał okazję przejrzeć swoje pozostawione w domu rodzinnym rzeczy, z całą pewnością znajdzie wśród nich coś, co byłoby warte zabrania ze sobą. Mało prawdopodobne było wprawdzie to, by miało się wśród nich znaleźć cokolwiek, co usprawiedliwiałoby włamanie do domu, ale na to chyba nie zamierzał zbytnio zwracać uwagi. Zresztą, wciąż przecież wejścia przez – zamkniętą… – piwnicę nie postrzegał nawet jako prawdziwego włamania. Poniekąd wciąż był to przecież jego dom. Nawet jeśli nie miał bladego pojęcia, gdzie podziały się jego klucze. I czy w ogóle wciąż posiadał takie, które mogłyby pasować do drzwi wejściowych – bo przecież istniała mimo wszystko szansa na to, że w ciągu ostatnich paru lat Douglas zdążył na przykład wymienić zamki…
– Właściwie… – zaczął, marszcząc na moment brwi i zastanawiając się nad jej pytaniem. – Po prostu daj znać, jak znajdziesz coś ciekawego.
Niezbyt konkretnie, ale przynajmniej odrobinę powinno zawężać obszar poszukiwań. Albo i nie, biorąc pod uwagę to, że znajdując w jednym z kartonów bliżej niezidentyfikowany kabel, postanowił bezmyślnie włożyć go sobie do kieszeni. Możliwe więc, że coś ciekawego mogło również oznaczać cokolwiek.
Na głębsze rozmyślania na ten temat nie było jednak czasu. Zwłaszcza w momencie, kiedy słoik z łoskotem rozbił się na podłodze, a znajdujące się w nim śrubki narobiły równie donośnego hałasu rozsypując się na wszystkie strony. Oczywiście, że to musiało zwrócić uwagę kogoś, kto najwyraźniej znajdował się na górze i kto zdecydowanie nie był psem. Ani kotem. Ani nawet przeciągiem.
– Kto tam jest? – w razie gdyby mimo wszystko mieli jeszcze jakieś wątpliwości, głos dobiegający zza otwierających się właśnie drzwi na górze, powinien je chyba skutecznie rozwiać.
– Poznałaś już Douga…? – rzucił w pierwszej chwili półgłosem Dante, na moment znów kierując spojrzenie w górę, w stronę drzwi. Za późno, żeby próbować zgasić światło i chować się w piwnicy licząc na to, że Doug nie będzie przeszukiwać jej zbyt dokładnie… – Nieważne, może poznacie się przy innej okazji. Czas się zbierać.
Niewiele myśląc, złapał Erikę za przegub, ciągnąc ją za sobą w kierunku wyjścia. Tyle, że na górze drzwi zdążyły się już otworzyć, a schodzący po nich mężczyzna prawdopodobnie musiałby być kompletnie ślepy, żeby nie zorientować się, że ktoś właśnie usiłował nawiać z piwnicy.
– Nawet o tym nie myśl! Stój! – choć może mimo wszystko wciąż jeszcze mieli szansę na względnie udaną ucieczką, skoro niewiele wskazywało na to, by ten miał zauważyć, kto tak właściwie nieudolnie próbował tę piwnicę przeszukiwać…
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dobra, dobra... - mruknęła krótko, nie zamierzając go szczególnie męczyć nawet jeśli została poddana gotyckiemu stereotypowaniu.
W jej głowie Dante musiał mieć przecież konkretny plan na to, co chciał wynieść z domu. W końcu nie zakładała tego, że wszystko było robione tak... na żywca. No, ale oczywiście nie znała go tak dobrze, aby wiedzieć w jaki sposób funkcjonował chłopak, wiec musiała ograniczać się wyłącznie do swoich wyobrażeń, które wiele z rzeczywistością nie miały wiele wspólnego.
- Zdefiniuj coś ciekawego... Wypchany opos w rybaczkach, maska gazowa połączona z bongosem czy coś bardziej przyziemnego? - dopytała, dalej nie wiedząc, co właściwie chłopak chciał osiągnąć tym jakże genialnym wyjściem.
Jakby nie patrzeć Lindberg miała swoje własne kategorie pojmowania. Dla niej ciekawym znaleziskiem byłoby coś, co należało do rzeczy zdecydowanie nietypowych i dziwnych. Zatem żaden kabelek nie trafiłby do jej kieszeni. Zamiast tego przez moment kontemplowała nad tym czy miarą ciekawego można byłoby określić wazon o niezwykle fallicznym kształcie kurzący się w jednym z kartonów.
Jeśli Dante dotychczas miał jeszcze jakieś wątpliwości czy też nadzieje odnośnie natury hałasów na górze to teraz nie można było o dźwięki te oskarżyć zwierzęcia lub jakiegokolwiek zjawiska. Ewidentnie chodziło o człowieka, który teraz znajdował się tuż przy drzwiach.
Nie mogła powiedzieć, że poznała Douga. Jasne, wiedziała kim on był i pewnie mogłaby go rozpoznać na ulicy, ale to przecież nie tak, że ucinali sobie pogawędki czy coś w tym stylu. Mogłaby spróbować coś odpowiedzieć, ale jej myśli skupiały się bardziej wokół tego, co teraz powinni zrobić.
Nie musiała jednak łamać tym sobie zbyt długo, bo Dante zdecydował za nią. Złapał ją mocno za nadgarstek i pociągnął w stronę wyjścia. Najwyraźniej zatem mieli zwyczajnie spierdalać i unikać konfrontacji. Nie byłoby to wcale takie głupie, gdyby nie to, że po ostrzegawczym krzyku Douglasa rozległ się donośny wystrzał z broni palnej, a pocisk uderzył w ścianę niebezpiecznie blisko miejsca, w którym znajdowała się Erika.
- Jezu Chryste! - wyrwało jej się odruchowo i na moment zamarła w bezruchu niepewna czy powinni faktycznie kontynuować ucieczkę czy może lepiej posłusznie zostać i przychylić się do prośby pana domu.
Dante Levasseur
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oczywiście, że opcja spierdalać była tą najlepszą, na jaką mogliby się zdecydować. Ani Dante nie miał ochoty na jakiekolwiek miłe pogawędki z ojczymem, ani – jak przypuszczał, prawdopodobnie całkiem trafnie – Douglas nie miał ochoty na podobne pogawędki z pasierbem. Wniosek był więc bardzo prosty i sprowadzał się do tego, że jeśli zawiną się z piwnicy wystarczająco szybko, wszyscy mogliby uniknąć niepotrzebnego psucia sobie być może nawet całkiem przyjemnego do tej pory dnia.
Plan ucieczki również był dość prosty i nieskomplikowany. I pewnie nawet mógłby się udać, mimo pokrzykiwania Douga. Gdyby nie to, że ten na samych okrzykach najwyraźniej wcale nie zamierzał przestać.
– O kurwa – postawił na nieco mniej uduchowione, za to również całkiem nieźle pasujące do sytuacji podsumowanie, kiedy pocisk trafił w ścianę. Mimo wszystko jeszcze przez moment najwyraźniej wciąż był przekonany, że ucieczka była najlepszą możliwą opcją. Drzwi znajdowały się przecież już całkiem blisko, a on naprawdę nie miał zbytniej ochoty na to, żeby dać się postrzelić własnemu ojczymowi w piwnicy. Problem w tym, że nadal trzymał rękę Eriki, a kiedy ta zastygła w bezruchu, sam również musiał się zatrzymać. I mniej więcej właśnie wtedy, nieco z opóźnieniem, do głosu musiało dojść coś na kształt instynktu samozachowawczego, uprzejmie – i całkiem sensownie – podpowiadając, że szansa na postrzelenie zdecydowanie rosła podczas kontynuowania ucieczki…
– Pojebało cię?! – było to chyba całkiem adekwatne pytanie, które wypadało rzucić w kierunku Douga, kiedy już pierwszy szok odrobinę opadł. Spojrzenie na dłuższą chwilę zatrzymał na widniejącym na ścianie śladzie po kuli, irracjonalnie w tej sytuacji dochodząc do wniosku, że matka prawdopodobnie nie będzie zbytnio zachwycona kiedy to znajdzie.
Douglas natomiast na moment zatrzymał się na jednym z ostatnich schodków, najwyraźniej orientując się wreszcie kogo miał nieszczęście nakryć na buszowaniu w piwnicy. Niewątpliwym plusem tego odkrycia było przynajmniej to, że raczej nie zamierzał już więcej do nich strzelać – opuścił broń, schodząc wreszcie ze schodów i mierząc tych dwoje uważnym spojrzeniem.
– Dante…? – nie można było winić go za to zaskoczenie, jakikolwiek inny włamywacz pewnie byłby w tej sytuacji widokiem znacznie bardziej spodziewanym. – A ty to…?
Spojrzenie mężczyzny przesunęło się powoli na Erikę. Bez większego trudu można było domyślić się procesu myślowego zachodzącego pod czaszką – bo jasne, że musiał ją przynajmniej kojarzyć. Może nawet łączyć z jej rodziną zamieszkującą w sąsiedztwie. Zdecydowanie jednak nie zgadzało się towarzystwo, w jakim przebywała aktualnie w jego piwnicy. No i to przebywanie w piwnicy też chyba niespecjalnie…
– Co tu robicie? – pytanie też było chyba w pełni uzasadnione i całkiem logiczne. I najwyraźniej takiej też odpowiedzi Doug oczekiwał, co można było założyć po tym, że wciąż patrzył wprost na Erikę.
– Frontowe drzwi były zamknięte. A tędy przynajmniej dało się wejść – zdecydowanie jednak spełnianie oczekiwań ojczyma nie leżało w naturze Dantego, toteż oczywiście musiał uraczyć go własną odpowiedzią, niekoniecznie mającą cokolwiek wspólnego z logiką. Widocznie w międzyczasie nie zdążył jeszcze przyswoić, że może lepiej byłoby nie prowokować kogoś, kto okazywał się wystarczającym idiotą, żeby strzelać do ludzi w piwnicy…
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kula w ścianie dobitnie stwierdzała, że Douglas nie był kimś z kim się chciało zadzierać. Możliwe nawet, że pobiegłaby dalej za Dantem, gdyby ten lekko pociągnął ją za rękę, ale zamiast tego chłopak najwidoczniej stwierdził, że faktycznie zatrzymanie się było najlepszym pomysłem. Przynajmniej mogli uniknąć dzięki temu gry w Kurkę Wodną. Z tym, że to oni byli kurkami, a Douglas brał ich na celownik.
- Dzień dobry - przywitała się nieco niepewnie, gdy tylko spojrzenie mężczyzny spoczęło na niej. - Erika. Miło pana poznać.
Odruchowo uniosła nawet dłonie, aby pokazać, że nic w nich nie trzyma i jest całkowicie niegroźna. Ot gdyby tylko Doug pomyślał by ponownie unieść broń i wycelować ją w ich stronę. Przez moment zerkała niepewnie to na Dantego to na jego ojczyma i rozważała to czy w tym momencie może zamiast spierdalania wykonać raczej tak zwany odwrót taktyczny, ale jedno spojrzenie Douglasa sprawiło, że stała niczym posąg w miejscu.
- Dante chciał przyjść po swoje rzeczy - wysprzęgliła się od razu, sprzedając mężczyźnie konkretny powód ich przybycia. - To ja może zostawię panów, żebyście sobie wszystko wyjaśnili?
Może to było odpowiednie wyjście. Planowała wyjść po cichu i odciąć się od tego wszystkiego byle tylko nie wpaść w jeszcze większe kłopoty i nie narazić się na to, że ucierpi bardziej niż powinna.
Dante Levasseur
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Choć pewnie wiara w tę wersję mogłaby już uchodzić za lekką naiwność.
Tym bardziej, że spojrzenie, jakie na moment zawiesił na niej Dante, również zdawało się dość wyraźnie sugerować powątpiewanie w to, że poznanie Douglasa miałoby być dla kogokolwiek miłe. Przyjmując jednak, że w stresie zdecydowanie zdarzało się mówić ludziom różne głupoty, być może dało się taktownie pozostawić tę kwestię bez – absolutnie zbędnego w tej sytuacji – komentarza.
– Nawet nie… – nie zdążył dokończyć swojego protestu po kolejnej wypowiedzi Eriki, bo niemal w tym samym momencie postanowił odezwać się również Doug. O dziwo, najwyraźniej mając na ten temat dość podobne zdanie co Dante. Mniej więcej, bo sugestię dotyczącą zostawiania ich samych zwyczajnie zignorował.
– I razem z nim uznałaś, że najlepszym pomysłem będzie włamanie się do piwnicy? Też trzymasz tu jakieś swoje rzeczy…? – o tym, że po swoim pasierbie mógł spodziewać się najróżniejszych idiotyzmów wiedział prawdopodobnie nie od dzisiaj. Najwyraźniej nie miał też najlepszego zdania o osobach, które w te idiotyzmy dawały się w jakiś sposób wciągać.
– Nikt się nigdzie nie włamał, było otwarte… – mimowolnie zerknął w kierunku drzwi i wyłamanego zamka, dochodząc widocznie do wniosku, że to delikatne minięcie się z prawdą zdecydowanie zbyt łatwo można było wychwycić. – Mniej więcej. Zamek był do dupy.
Mimo wszystko prawdopodobnie warto było przedstawić własną wersję, zanim Erika zdążyłaby wypalić ze swoją. Biorąc pod uwagę, jak bezproblemowo poszło jej przedstawienie Dougowi powodu przeszukiwania piwnicy, może lepiej było zadbać o to, żeby nie wtajemniczała go w kolejne szczegóły rzekomego włamania. A jeszcze lepiej byłoby, gdyby obydwoje mogli po prostu zastosować jeśli nie spektakularną ucieczkę, to przynajmniej ten taktyczny odwrót. Zwłaszcza, że wyjście naprawdę znajdowało się kusząco blisko, a jedyną – niestety dość skuteczną… – przeszkodą był Douglas i jego oczekiwanie na konkretne odpowiedzi. Bo te padające z ust Dantego najwyraźniej postanowił ignorować, niemal tak samo jak wcześniejsze przywitanie ze strony Eriki. Choć może to i lepiej, jeśli ta nie chciała stać się nie tylko współwinną włamania, ale przy okazji mimowolnym świadkiem poważniejszej sprzeczki między tą dwójką.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miała pewności jak wyglądały relacje Douga z jego pasierbem, ale sądząc po napięciu wyczuwalnym w powietrzu oraz po rzucanych wzajemnie spojrzeniach oraz komentarzach mogła wywnioskować, że nie przepadali za sobą. W zasadzie było to niezwykle łagodne określenie, bo miała wrażenie, że naprawdę niewiele dzieli mężczyznę od tego, aby chłopak wylądował z dziurą w głowie na podłodze piwnicy. Może i nie wyglądał jakby miał to zrobić, ale na takiego, który zrobiłby to przynajmniej w swoich fantazjach to już owszem.
Robiła już taktyczny wykrok w tył, ale została powstrzymana przez dwa głosy, które odezwały się w jednym momencie. Wpierw zerknęła na Dantego, a potem przeniosła swoje spojrzenie na Douglasa, który jak najbardziej miał prawo podejrzewać ją o różne dziwne intencje skoro bez jego wiedzy buszowała po piwnicy z chłopakiem.
- Nie sądziłam, że to będzie traktowane jako włamanie. Dante powiedział, że nie ma przy sobie kluczy, a miałam mu pomóc w zgarnięciu jego rzeczy - odpowiedziała spokojnie, prawdopodobnie robiąc z siebie w tym momencie naiwną idiotkę.
Zdecydowanie jednak lepiej było zostać naiwną idiotką niż chociażby martwą idiotką czy taką zgarnianą przez policję, bo nie były potrzebne jej zarzuty kryminalne, a z pewnością nie za taką głupotę jak wejście do domu, w którym przecież mieszkał kiedyś jej towarzysz po to, aby zgarnąć jego własne graty.
Czy to na pewno było włamanie? Pewnie w jakiś sposób tak, ale oboje woleli trzymać się nieco innej wersji dla swojego własnego dobra. Musieli po prostu przedstawić Dougowi całą sytuację jak najbardziej logicznie, a potem najlepiej po prostu zwiać z domu tak by nie oberwać w żaden sposób. Zdawało się, że nie była to żadna filozofia, ale dalej obawiała się reakcji mężczyzny, który miał pełne prawo do bycia wkurzonym o sforsowanie zamka w drzwiach od piwnicy.
Dante Levasseur
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– I naprawdę uznałaś, że to jest dobry pomysł? – dość szybko musiał jednak dojść do wniosku, że jego pytanie można było uznać za czysto retoryczne, nie czekał bowiem zbyt długo na jakąkolwiek odpowiedź. – To nie miało być włamanie? A w takim razie co…? Możemy przekonać się, jak oceni to policja. To powinno wyjaśnić wątpliwości.
Sięgnął do kieszeni po telefon, mniej więcej w tym samym momencie, w którym Dante na jego słowa zareagował pozbawionym wesołości parsknięciem. Co w jego opinii musiało być jedyną słuszną reakcją na te słowa oraz fakt, że Douglas rzeczywiście w tej sytuacji chciałby wzywać na miejsce policję.
– Dobrze wiemy co powiedzą, przecież tam pracujesz – prychnął, na krótką chwilę zerkając w kierunku Eriki. Powinien czuć się winny, że całkowicie przypadkowo wciągnął ją w tę sytuację? Prawdopodobnie tak. I niewykluczone, że faktycznie z tyłu głowy zaczęło już kluć mu się coś, co mogłoby być wyrzutami sumienia. Tyle, że niespecjalnie miał pomysł na to, jak bez pogarszania sytuacji miałby ją – i siebie również, przy tym najbardziej optymistycznym scenariuszu – z tego wszystkiego wyplątać. Pchanie się w kłopoty wychodziło mu zwykle całkiem nieźle. Mniej lub bardziej przypadkowe wciąganie w nie innych – również. Z późniejszym odkręcaniem wszystkiego miał za to zdecydowanie mniejsze doświadczenie.
– Możemy obejść się bez tego, o ile macie jak zapłacić za zniszczenia – wciąż z telefonem w ręku, Doug przesunął spojrzeniem od Eriki, przenosząc je następnie na Dantego, a ostatecznie zatrzymując na wyłamanych drzwiach.
– Świetnie, mam portfel w samochodzie – nie czekając aż to ona miałaby zaoferować pokrywanie kosztów, praktycznie natychmiast zdecydował się zniknąć za drzwiami i pójść w kierunku pozostawionego na podjeździe samochodu. W końcu… można było uznać to za całkiem niezłą okazję do tego, by całkowicie ulotnić się z miejsca i nie zawracać sobie dłużej głowy tym wszystkim. I chyba rzeczywiście przez moment miał taki właśnie zamiar, o czym mógł świadczyć dźwięk odpalanego silnika. Z kolei kpiący uśmiech, który pojawił się na twarzy Douglasa mógł świadczyć jedynie o tym, że absolutnie niczego innego się nie spodziewał.
A jednak po dłuższej chwili silnik zgasł, a Dante wrócił do tej nieszczęsnej piwnicy, na półce kładąc kilka zwiniętych banknotów. Widocznie te klujące się wyrzuty sumienia musiały okazać się bardziej natrętne, niż można byłoby się tego spodziewać.
– Skoro to już wszystko… – nie zawracał sobie nawet głowy kończeniem zdania, wzruszywszy po prostu ramionami, a następnie ponownie chwytając Erikę za nadgarstek i pociągając ją za sobą w kierunku wyjścia. Najlepiej zanim Doug miałby stwierdzić, że to jednak nie było wszystko.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Serio trzeba w to wciągać policję? W końcu to sprawa rodzinna prawda? Chyba można ją załatwić polubownie - zasugerowała, ale coś czuła, że trafili akurat na kogoś kto niezbyt lubował się w podobnych rozwiązaniach.
Raczej nie zadowoliłby się słowem przeprosin i nie puściłby ich wolno, gdyby nie wymyślili jakiegoś sposobu na to, aby jednak wymigać się o tych bardziej prawnych konsekwencji swojego czynu... albo skończenia jako nawóz pod tymi pięknymi kwiatami rosnącymi przed domem. Umysł Eriki w tym momencie podsyłał jej naprawdę przeróżne scenariusze.
- Od razu tak gotówką? Nie możemy odpracować czy coś? - zapytała od razu, bo nie miała pojęcia jak wiele mieliby w ogóle zapłacić za taki zamek w drzwiach czy może za całe drzwi zależnie od tego, co Douglas uzna za słuszne.
Wyglądało jednak na to, że taka opcja przypadła do gustu Dantemu, który od razu zaproponował, że się przejdzie po portfel. Erika najchętniej ruszyłaby za nim, ale spojrzenie Douga dalej trzymało ją w miejscu.
Przez pewien czas miała wrażenie, że zostanie całkowicie porzucona przez swojego partnera w zbrodni, ale sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Odetchnęła z ulgą, gdy tylko okazało się, że trwający w miejscu dźwięk sinika zgasł, a jej wspólnik postanowił powrócić.
Widziała jak kładł banknoty na jednej z półek, a później nawet nie dokończywszy myśli chwycił ją mocno za nadgarstek, aby pociągnąć ku drzwiom. Nie protestowała zanadto, ale spiesząc za chłopakiem odwróciła się jeszcze, aby rzucić okiem na jego ojczyma.
- Chwila, a co z twoimi rzeczami? - rzuciła ściszonym głosem, wlepiając w jego sylwetkę spojrzenie zielonych oczu. - Przeszliśmy przez to wszystko tylko po to, abyś nic stąd nie wyniósł?
Może faktycznie lepiej by było jakby sobie odpuścili, ale ta opcja nie do końca jej się podobała. Wyglądało to trochę jakby nacierpieli się tyle na marne.
Dante Levasseur
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Albo po to, żeby udowodnić, jak bardzo chybione było powoływanie się na sprawy rodzinne…
– W takim wypadku ciebie chyba w ogóle nie powinno tu być, prawda? – choć raczej mało prawdopodobne było, by przebieg całej tej sytuacji miał okazać się jakkolwiek milszy, gdyby Dante nie natrafił na całkiem przypadkową partnerkę w zbrodni. Polubowne załatwianie sprawy zdecydowanie nie było czymś, co miałoby Douglasa interesować. Odpuszczanie włamywaczom i machnięcie na wszystko ręką – tym bardziej nie. I chociaż być może powrót Dantego z gotówką też nie był dla jego ojczyma do końca satysfakcjonującą opcją, to przynajmniej nic nie wskazywało na to, by miał zamiar dłużej zatrzymywać ich na miejscu.
Dante natomiast z całą pewnością na miejscu nie zamierzał zostawać, nawet jeśli pytanie rzucone przez Erikę kazało mu się na moment zatrzymać. Faktycznie, wychodzenie z pustymi rękoma – jeśli nie liczyć jakiegoś kompletnie bezużytecznego kabla – można byłoby uznać za kompletną porażkę. Wysiłek włożony w próby dostania się do domu oraz konfrontację z ojczymem pewnie powinien zostać nagrodzony nieco hojniej, ale…
– A masz zamiar się wracać…? – to nie brzmiało jak dobry pomysł, nawet wedle jego dość mocno pokrzywionych standardów. Dlatego też zawahanie potrwało ledwie chwilę, po której pociągnął ją dalej za sobą. – Jeżeli tak, to śmiało, baw się dobrze. Nie zapomnij później dać znać, jak ci poszło.
Cokolwiek pierwotnie zamierzał zabrać z domu – zdecydowanie nie było to warte tego, by wracać się po to akurat teraz. A przynajmniej nie w jego opinii. Na wypadek jednak, gdyby Erika miała inną, puścił jej nadgarstek, kiedy już znaleźli się na zewnątrz. Gdyby z jakiegoś powodu miała uznać, że mogłaby jakoś dogadać się z Dougiem… to już był jej problem, a on nie zamierzał jej w tym jakoś szczególnie przeszkadzać. Sam zdecydowanie wolał wybrać opcję dużo bardziej komfortową, a więc skierować się prosto do samochodu.
– Podwieźć cię gdzieś? – rzucił jeszcze w jej stronę, w razie gdyby również doszła do wniosku, że powrót i zapoznawcza herbatka z Douglasem nie była najlepszym pomysłem na spędzenie reszty dnia.
Erika Lindberg
-
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jestem przyjaciółką rodziny? Dantego znaczy się - odparła nieco niepewnie, ale miała wrażenie, że zgrywanie przyjaciółki chłopaka było najlepszym, co mogła w tej chwili zrobić.
W końcu nikt nie musiał wiedzieć o tym, że ledwie się kojarzyli z widzenia (w zasadzie to Dante w ogóle jej nie kojarzył póki się nie przedstawiła). Najważniejsze, że teraz oboje tkwili razem w piwnicy, w której nie powinno ich być chociaż oboje starali się usilnie udawać, że w zasadzie powinno być zupełnie inaczej. Może w sumie to spotkanie faktycznie zamieni się w jakąś prawdziwą przyjaźń, która wyewoluuje z tego nieudanego partnerstwa w zbrodni?
Przystanęła na chwilę, gdy tylko chłopak także się zatrzymał, aby móc się odwrócić w jej stronę i zapytać o powrót do piwnicy, w której dalej urzędował jego ojczym. Od razu pokręciła głową, bo jednak nie była w stanie wykonać zwrotu w tył i zacząć grzebać na nowo w kartonach, które mogły wcale nie skrywać w sobie dawno zapomnianych skarbów czy też zwyczajnie rzeczy, które kiedyś należały do jej aktualnego partnera.
- Co ty. Nie ma opcji. Chyba, że ty byś chciał... No, ale jak ci nie zależy - mruknęła, starając się jednak wycofać ze swojego wcześniejszego i zdecydowanie zbyt durnego pomysłu.
To nie jej zależało na tym, aby zgarnąć jakieś przedmioty osobiste ze sobą. Nie powinna tak dopytywać. Najważniejsze jednak dla niej było to, że historia zakończyła się naprawdę pozytywnie. Na pewno mogło być gorzej. Chociaż na pewno Dante słono zapłacił za ten stary kabel zwinięty do kieszeni.
Ruszyła tuż obok swojego towarzysza w kierunku auta, które znajdowało się zaparkowane niemal przed samym domem. Westchnęła ciężko i spojrzała na bruneta, zastanawiając się chwilę nad jego propozycją.
- Chcesz pojechać gdzieś na żarcie? - zapytała w końcu. - Ja stawiam... Może i wpadłam przez ciebie w kłopoty, ale okazałeś się też moim wybawcą.
Głupio byłoby jej nie postawić jakiegoś chociażby śmieciowego posiłku Dantemu, który przecież wykosztował się na ten nowy zamek do drzwi od piwnicy. Może i nie powinna czuć się za to winna, bo w końcu sam miał jeszcze durniejsze pomysły, które między innymi obejmowały zbicie szyby, ale mimo wszystko dzięki niemu wszystko się dobrze skończyło.
Dante Levasseur