-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Jej wyznanie powinno go trochę ucieszyć, jednak stało się dla niego słodko-gorzkie. Nie potrafił zdecydować, w którym momencie znaleźli się w tak bliskich relacjach, by obojgu tak bardzo im na sobie zależało? On od dawna wskoczyłby za nią w ogień, ale kiedy jej przywiązanie do niego stało się tak mocne? Czy to w jakikolwiek sposób wpływało na relację z jej narzeczonym? Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że biorąc pod uwagę wszystkie komplikacje ich relacji, wolałby usunąć się w cień i zostać sam, ale nie mógł się okłamywać. Była jedyną osobą, dzięki której łapał oddech. Ten wieczór bez niej mógłby się dla niego skończyć fatalnie.
Jej przekonanie o słuszności własnych słów nie wywołało w nim entuzjazmu, toteż skrzywił się nieznacznie, ale nie zaoponował. Nie miał siły się z nią sprzeczać, ale wiedział swoje. Jego umysł był popaprany, a alkohol krążący w jego żyłach w tym momencie wcale nie pomagał mu wyjść na prostą. Z resztą, whisky miało tylko chwilowo uśmierzyć jego ból, na ten jeden wieczór, ale w towarzystwie Skye skutek był zupełnie odwrotny - wszystko do niego docierało z większym impetem. To on sprawił, że instynktownie chciał znaleźć ukojenie w jej dotyku.
Przyciskał twarz do jej brzucha, próbując odnaleźć w niej schronienie, którego potrzebował przed wszystkim tym, co go ostatnio spotkało. Wierzył, że tylko przy niej mógł poczuć się dobrze. Okazywana przez nią czułość wywoływała w nim przyjemne ciepło, które z każdą chwilą uśmierzało jego ból. Otaczając ją ramionami, upajając się jej ciepłem i ruchem każdego jej oddechu, pragnął tak po prostu przy niej trwać i zapomnieć o problemach. Jej szept, gorący powiew powietrza odbijający się na jego skórze raz po raz i czułe muśnięcie warg na jego policzku sprawiały, że coraz bardziej się rozpływał. Wszystko, o czym mówiła, wydawało się piękne i pragnął w to wierzyć. Poprawił nieznacznie głowę, tylko po to, by móc swobodnie jej odpowiedzieć na słowa, na których się skupił. - Ale to Ty jesteś moim Słońcem. Jedynym i słusznym. I jesteś tutaj, więc niczego więcej nie potrzebuję - wyszeptał z niezmiennie zamkniętymi powiekami i zacisnął mocniej palce na jej plecach. Wyznał jej to przez naszyjnik, który od tamtej pory stale nosiła na szyi. Nie musiał zasługiwać na nikogo więcej, bo to ona była najważniejsza i jedyna, o której myślał. I jedyne, czego się bał, to ją stracić. - Po prostu bądź - mruknął, chowając się w niej znowu, nawet nie zdając sobie sprawy, że jego własne myśli przebiły się na zewnątrz.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego Skye nieprzyzwyczajona do takiego zachowania z jego strony , początkowo nie wiedziała co robić będąc w szoku. Jednak jej ciało intuicyjnie zaczęło działać otulając go ramionami, całując delikatnie po skórze i szepcząc ciepłe, miłe słowa płynące prosto z serca.
Jego zaciśnięte palce na jej plecach utwierdzały ją w przekonaniu, że potrzebował jej dzisiaj. Czy tylko dzisiaj? Ta myśl gdzieś zadzwoniła w jej głowie, że to tylko chwilowe - wszak był teraz pijany i przez śmierć mamy czuł się samotny. Potrzebował przyjaciółki i móc ukoić ból w czyiś ramionach, bo czy nie to robił chociażby przez ostatni rok skacząc z kwiatka na kwiatek i zmieniając dziewczyny jak rękawiczki. Miał swój urok, nie mogła mu tego odmówić. Jednak starała się skupić na nim i na tym, że był po prostu wartościowym i cudownym mężczyzną, więc jeżeli potrzebowałby jej tylko dzisiaj? Przeżyje, da sobie z tym radę.
Dlatego w pełni skupiła się na nim - jego słowach i ciepłym ciele przyciskającym się do jej własnego. Będąc w nią tak wtulony mógł poczuć jak jej serce przyśpiesza na jego wyznanie. Była jego Słońcem… Momentalnie ciężar naszyjnika był znacznie większy. Czuła, że nabierał on coraz to większego znaczenia. Jak to interpretować? Czy to była odpowiednia chwila na to? Nie. Na to przyjdzie jeszcze pora.
- Będę, zawsze - odpowiedziała zostawiając kolejny czuły pocałunek na jego policzku. - Obiecuję, że zawsze będę - obiecała otulając go mocno ramionami i gładząc, gdy jej gorący oddech wciąż go otulał, bo nie chciała się odsunąć.
- Daj mi chwilę- szepnęła jednak niewiele rozważając swój kolejny ruch. Delikatnie uniosła jego głowę , aby zmienić pozycję i położyć się obok niego. Za plecami grzało ją oparcie kanapy, ale przed nią miała mężczyznę, który był zdecydowanie najważniejszy w jej życiu. W tej pozycji zamiast go objąć w talii, ponownie gładziła go po policzku. Przymknęła oczy i zetknęła się z nim czołami.
- Możesz odetchnąć i odpocząć. Nigdzie się nie wybieram- szepnęła w jego usta wciąż nie zabierając swojej dłoni. Był to moment, w którym miała ogromną ochotę go pocałować. Zebać każdą jego łzę ustami. Poczuć jak ponownie ich wargi się stykają. Może pocałunek sprawiłby, że zabrałaby część jego bólu? Mogłaby go wchłonąć i tym samym ukoić Dominica. Jednak bała się tego ruchu. Była już wolna, to nie byłaby zdrada. Miała jednak obawy, że pobudki i oczekiwania nie były w porządku w tym momencie. Dlatego leżała wciśnięta w jego gorące ciało, chłonąc i zapamiętując moment bliskości i nie przestając go gładzić po włosach i policzku.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Choć łatwo można było mu zarzucić, że wspomnienie o Słońcu spowodował krążący w nim alkohol, ale świadczący o poważnym podejściu głos wskazywał, że bynajmniej nie traktował tego jak brednie. Wydawało mu się, że to rozumiała, nosząc na sobie złoty wisiorek od niego, więc łatwiej było mu się do tego otwarcie przyznać. A może to jej bliskość i dotyk sprawiał, że takie słowa łatwiej wymykały mu się z ust? Z resztą, nie myślał teraz o tym, jak to wszystko interpretowała. Ważne, że tu była.
Jej słodka obietnica otwierała mu drzwi do krainy marzeń. Miała dla niego ogromną wartość, bo właśnie to miał nadzieję od zawsze od niej usłyszeć. Widział siebie przy niej - w pracy, ślęcząc wspólnie nad ważnym projektem, w restauracji, w której świętowali ich rocznicę, w kuchni podczas przygotowywanych przez niego śniadań, i w łóżku, spędzając w jej objęciach całe weekendy. Bardzo egoistycznie pragnął, żeby w końcu naprawdę przy nim była. W każdym aspekcie jego życia. Żeby to jego naprawdę wybrała. Jednak czy rzeczywiście mógł jej wierzyć? Przecież wychodząc za jego najlepszego przyjaciela, musiała tę obietnicę złamać.
Z żalem puścił ją, kiedy się od niego odsunęła, bo kiedy już miał ją tak blisko, nie miał najmniejszej ochoty jej wypuszczać z rąk. Jednak zauważywszy, że dziewczyna tylko zmieniała pozycję, poprawił się na kanapie, robiąc jej miejsce i oferując jej swoje ramię, na którym mogła bezpiecznie położyć głowę. Następnie przysunął się do jej drobnego ciała, nie pozostawiając między nimi przestrzeni, i położył jej dłoń na lędźwiach tak, by mieć choć złudne wrażenie, że należała do niego.
Upłynęło raptem kilka sekund bez niej, a już zdążył się za nią stęsknić, toteż odetchnął głęboko, gdy jej dłoń ogrzała jego policzek i również przymknął oczy, sycąc się ogarniającym go idyllicznym spokojem.
Nigdzie się nie wybieram zabrzmiało w jego uszach niczym najpiękniejsza melodia, w którą pragnął uwierzyć. W połączeniu z jej wargami, które delikatnie muskały jego, wabiąc go największą rozkoszą, jakiej mógł doznać, znów zaczął podawać swoją moralność w zwątpienie. Tylko cichy głosik w jego głowie przywołał wspomnienie, że poprzednio też tego chciała, a później zniknęła, zanim nadszedł świt, ostatecznie wybierając Josha. Nie mógł się powstrzymać przed ściągnięciem brwi i chwilowym zaciśnięciem szczęk, które z pewnością Skye wyczuła.
— Na pewno? - w jego cichym głosie dało się usłyszeć nutę niedowierzania. Ostatnio zostawiła go bez słowa, a później przywitał go Josh. Pięścią. Jej wybór zabolał go bardziej, niż bójka z najlepszym przyjacielem. To nie był odpowiedni czas na powtórkę, bo i tak miał już wystarczająco wiele na głowie. Nie zniósłby kolejnego ciosu w serce. Dlatego też westchnął ciężko i pokręcił głową, jednocześnie w akcie czułości ocierając swój nos o jej. - Nie mogę pozwolić sobie teraz na kolejne komplikacje - wyznał z trudem, choć te słowa rozdzierały mu serce. Skye musiała mu wystarczyć w takiej formie, w jakiej ją miał. - Poza tym też coś komuś obiecałem - przypomniał, mając na myśli rozmowę z Helene. Nie tylko tę, podczas której obiecał dobrze się zachowywać względem Skye, ale także i tę, w trakcie której wręczyła mu pierścionek. Temat dziewczyny musiał gdzieś w międzyczasie przemknąć, lecz wtedy też mama wyznała mu swoją dezaprobatę względem życia, które prowadził. Nie chciał już więcej nikogo zawieść.
Aczkolwiek nie potrafił pozostać wobec Skye całkiem obojętny. Dlatego sięgnął dłonią do jej twarzy, by odgarnąć jej kosmyk włosów za ucho, w ten sposób uwydatniając drogę, którą miał ochotę przemierzyć ustami. Pod wpływem impulsu ostatni raz musnął ją nosem, po czym nieznacznie podniósł głowę i pochylił nad jej policzkiem, by złożyć na nim długi, pełen czułości pocałunek. Następny wyznaczył na jej odsłoniętej szyi, a widząc błysk złotego łańcuszka, zerknął na znajdujące się tuż nad jej piersiami słońce i delikatnie wyznaczył do niego linię palcami, by je musnąć. Niedbały dotyk załaskotał jej skórę, ale widząc reakcję dziewczyny, zatrzymał się. Pragnął jej. Całej. Dla siebie. I nie mógł jej mieć. Ostatecznie przymknął więc oczy i stosownie musnął wargami jej skórę tuż nad wisiorkiem, po czym ułożył policzek w jej wgłębieniu i ponownie mocno ją objął. Dzięki temu uniknął jej wzroku, bo wiedział, że gdyby teraz na nią spojrzał, całkowicie by przepadł. - Tylko proszę, dotrzymaj swojej - szepnął, wypuszczając gorące powietrze na jej dekolt, ignorując fakt, że zniżył się do takiego poziomu, by ją o to prosić, jednak teraz tak naprawdę tylko to się dla niego liczyło.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na pewno
Ton głosu. Ściśnięta linia szczęki. Gryzło go coś. Brakowało słów w tym pytaniu, które akurat raczej było z rodzaju tych retorycznych. Wyczuła w jego głosie, że nie dowierza w jej zapewniania. To było krzywdzące, bo przecież nigdy go nie zawiodła. Nigdy nie złamała danej mu obietnicy, więc dlaczego teraz nie wierzył w jej zapewnienia?
Z kolei zaraz zaczął ją muskać nosem dając wyraz emocjom, które się w nim kłębiły. Komplikacje? Obietnica? Czy ona oznaczała dla niego komplikacje? Nawet jeśli nie wiedział o jej rozstaniu z Joshem, to ona jednak będąc wciąż narzeczoną przyjechała wtedy po niego do palmiarni. Ryzykując ewentualne komplikacje w swoim związku, postawiła jego dobro nad swoje własne. Zdawała sobie sprawę, że w tym momencie jest pogrążony w żałobie, ale robił jej mętlik w głowie takimi słowami i sprzecznymi zachowaniami.
Bo jeżeli nie była warta zaryzykowania, dlaczego to robił? Dlaczego składał na jej ciele czułe pocałunki? Dlaczego sprawiał, że wstrzymywała oddech, a jednocześnie w jej podbrzuszu zaczęło ją przyjemnie łaskotać. Dlaczego muskał wrażliwą i delikatną skórę na szyi wzmagając w niej pożądanie? Robił to wszystko tuż po tym, gdy nie wierzył w jej zapewnienia i ją odrzucił, a chwile wcześniej nazywając ją swoim Słońcem. Powodował tylko mętlik w jej głowie, który nie wiedział jak interpretować Reyesa. Blondyn powinien w tym celu wydać jakiś poradnik.
Czując jego wilgotne wargi na dekolcie i ten gorący oddech, momentalnie zaczęła szybciej oddychać. Którą obietnicę miał na myśli? Złożoną Joshowi czy jemu? Tej pierwszej nie zamierzała spełnić. Drugą ? Tak, o ile jej w miarę na to pozwoli, a jak na razie nie wiedziała czego on pragnie, bo on nigdy nie otwierał się przed nią tak naprawdę. To ona obdarzyła go pełnym zaufaniem nie mając wobec niego tajemnic, a on sprawiał coraz częściej wrażenie zagubionego mężczyzny. Wiedział czego ona chce od życia, a czy to działało w drugą stronę? Niestety nie.
To jednak nie zmieniło tego, że jej ciało go pragnęło. Czuła jak temperatura wzrasta, a biodra instynktownie się wysunęły w poszukiwaniu jego. Jedną dłoń zanurzyła w jego włosach, gdy drugą gładziła po plecach. Z każdym kolejnym gorącym powiewem oddechu na jej dekolcie, oddychała coraz szybciej. Palce jej dłoni zaczęły krążyć przy zakończeniu koszulki, delikatnie muskając jego nagą skórę. Ciało i serce go pragnęło, a rozum krzyczał, aby się wycofać. Kogo miała posłuchać? To był ciężki wybór.
Tym bardziej, gdy zanim to przemyślała, to już zaciskała palce drugiej dłoni na jego włosach, zmuszając go, aby na nią spojrzał, a gdy uzyskała odpowiedni dostęp nachyliła się do jego ust. Mocniej objęła go dłonią w talii i już nawet nie szukała z nim kontaktu wzrokowego, przymykając oczy i delikatnie muskając jego usta swoimi. Wystarczyło tylko delikatnie wysunąć język. Milimetry ją dzieliły od rozkoszy, której tak bardzo pragnęła.
- Nie chcę ci komplikować życia Dominic- szepnęła czując w środku żar namiętności, który tylko on mógłby ugasić. Wiedziała jednak, że nie może tego od niego oczekiwać. - Idź do sypialni spać, proszę- dodała łamiącym głosem, bo najchętniej zostałaby w jego ramionach już zawsze. To tutaj było jej miejsce. - Zostanę i tutaj posprzątam. Idź odpocznij- dodała i biorąc głęboki wdech puściła go. Była milimetry od spełnienia, ale wiedziała, że on go nie chciał jej dać. Jego ciało? Tak, pragnęło jej, ale zasługiwał na znacznie więcej niż miała do zaoferowania. Dlatego z bólem serca, ale odsunęła się od niego i zaczęła wstawać, by już niczego mu nie utrudniać.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Łaknął jej bliskości, jej warg na swoich, gorących dłoni wędrujących po jego ciele. Doskonale wiedział, do czego doprowadziłby pocałunek, którym go kusiła, znajdując się ledwie kilka milimetrów od jego twarzy. Komplikacje. Złamałby obietnicę daną Helene, że miał dobrze traktować Skye. Powinien też doceniać to, co miał i nie pakować się w kłopoty. Poddanie się emocjom sprawiłoby, że wykorzystałby szczere chęci dziewczyny do pomocy i wsparcia, by choć na chwilę zaspokoić własne potrzeby, a nawet, jeśli ona również tego pragnęła, znów oboje skrzywdziliby Josha. Nie chciał dostać łatki skurwiela, choć już i tak na nią zasługiwał. Nie pasowała mu również opcja pozostania tym trzecim. Pragnął jej wyłącznie dla siebie. A konsekwencje jego czynów zbyt szybko by go dopadły. W momencie, kiedy musiał zająć się tatą i pogrzebem, nie było miejsca na kolejne wyrzuty sumienia, bójki i ponowną utratę kontaktu ze Skye.
Niemniej pragnął okazać jej tyle czułości, na ile był w stanie, i pokazać, że naprawdę doceniał fakt, że tu była. Z tym, że kiedy wykonywał te gesty, jego ciało samo zaczynało krzyczeć, żeby nie przestawał. Tym bardziej, gdy dostrzegł jej przyspieszony oddech, a jej biodra do niego przylgnęły w niemym oczekiwaniu na ciąg dalszy wrażeń. Wcześniej nawet nie wahałby się przed podjęciem następnych działań - wsunięciem dłoni pod jej cienki sweterek i lubieżnym badaniem jej piersi, zarówno za pomocą rąk, jak i ust, którymi nieustannie pragnął ją smakować. Ona też musiała czuć podobnie, skoro wplotła mu palce we włosy, jakby poddawała się jego pieszczotom. Był kompletnym głupcem, próbując się teraz z tego wycofać, ale sądził, że miał ku temu ważne powody.
Nie, był wręcz postrzelony, obstawiając przy swoim, kiedy ona wodziła go na pokuszenie i sprawiała, że jego usta znów znalazły się przy jej ponętnych wargach. Wbrew sobie nieco je rozchylił, gdy poruszyła własnymi w celu wyszeptania swojego zapewnienia, tylko po to, żeby poczuć na sobie delikatne muśnięcia. Myślał tylko o tym, jak cudownie byłoby je złączyć teraz w pocałunku. Dopiero kilka sekund później dotarły do niego jej słowa, najpierw te o tym, że nie chciała komplikować mu życia, a następnie o pójściu spać. W połączeniu z łamiącym się głosem ugodziły go w serce, które biło wyłącznie dla niej, podczas gdy rozum błagał go o rozsądek. W dodatku podskórnie czuł, że Skye zaraz mu się wyślizgnie z rąk.
— Ja tylko… staram się postąpić właściwie - odparł bezsilnie, bo bolało go, czemu go nie rozumiała? Może w tej chwili nic więcej się dla niej nie liczyło, ale co będzie jutro, pojutrze czy za miesiąc? Czy była w stanie spojrzeć później na Josha bez wyrzutów sumienia? Poprzednia ich wspólna noc zaprocentowała zaręczynami, o których przecież marzyła. Czemu więc wciąż wracała do Dominica?
Przeczuwał, że dziewczyna w końcu się od niego odsunie i nagle jego obawa, że ciemnowłosa zniknie i mężczyzna zostanie sam, znów się nasiliła. A może po prostu nadal nie nasycił się jej towarzystwem? Gdy się podnosiła, on również gwałtownie uniósł się na kanapie.
- Nie - zaprotestował pewnym siebie głosem, kładąc swoją dłoń na jej udzie. Nie chciał, by go opuszczała choć na chwilę. Jednocześnie pod wpływem szybkiego odruchu poczuł ogromne zawroty głowy, przez które obraz Skye na chwilę znacznie się rozmazał. Przymknął na chwilę oczy, próbując się opanować. - Naprawdę chcesz za niego wyjść? - To pytanie od dawna kołatało mu się w głowie i samoistnie wyleciało w przestrzeń, zanim zdążył pomyśleć, jakie to było niestosowne i jak bardzo mógł w tym momencie popsuć między nimi stosunki. Mimo to spojrzał na nią z oczekiwaniem i mimowolnym napięciem. Musiał to wyjaśnić, gdyż zbyt wiele od tego zależało.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie przyjechała tutaj dzisiaj z okrutnym zamiarem uwiedzenia go, bo akurat zerwała zaręczyny. Nie rozstała się z Joshem dla niego. Tak, był jednym z czynników, który sprawił, że intensywnie myślała nad swoim związkiem, ale czy między nią, a Dominicem by coś było czy nie - i tak prędzej czy później zakończyłaby swój dotychczasowy związek z narzeczonym. Dzisiejszego wieczoru pojawiła się w progu domu Reyesów, aby wesprzeć mężczyzn się w nim znajdujących, którzy stracili dzisiaj cudowną osobę - najważniejszą kobietę w ich życiu. Pojawiła się dla niej, bo obiecała zaopiekować się jej synem. Była tutaj dla nich, nie dla siebie. Nawet nie zamierzała słowem wspomnieć o sobie i swoim życiu, bo nie ona była ważna w tym momencie, a oni. Mieli znacznie ważniejsze rzeczy na głowie.
Ani przez chwilę przez jej głowę nie przeszła myśl, że ten wieczór mógłby się potoczyć w taki sposób. Pragnęła ukoić ból Dominica. Była gotowa zrobić wszystko, aby choć trochę pomóc mu w cierpieniu po stracie matki. Nie zwracała mu uwagi na wypity alkohol, zapewniała go o swoim wsparciu i zamierzała pozostać przy jego boku jak najdłużej. Nawet kiedy ją wyganiał, nie dała mu się. Za bardzo jej na nim zależało, aby się poddać i odpuścić.
Jednak jej ciało zbyt mocno do niego lgnęło, ale była prawie pewna, że on czuł podobnie. On również inicjował kontakt. Nie odtrącał jej bliskości, a wprost przeciwnie - czuła jak jej łaknął. Niestety jego słowa nie zawsze szły w parze z gestami, więc albo oszalała i widziała między nimi coś, czego wcale nie było albo w okrutny sposób się nią zabawiał. O to drugie nigdy by go nie podejrzewała, ale fakt był taki, że dawał jej sprzeczne znaki, które tylko powodowały coraz większy mętlik w jej głowie.
Dłońmi instynktownie poszukiwała jego ciała i coraz większej bliskości. Marzyła o więcej. Marzyła o jego ustach na swoich. Marzyła poczuć ponownie jego gorące dłonie na jej nagim ciele. Wystarczyłaby jej chociaż namiastka tamtej nocy, za którą tęskniła każdego dnia, ale dopiero teraz leżąc przy nim zdawała sobie sprawę jak bardzo. Jak bardzo go potrzebowała, aby oddychać pełną piersią.
Dlatego jego odrzucenie ją tak zabolało. Oczywiście w dużej części go rozumiała. To nie był odpowiedni moment ani miejsce. Miał już wystarczająco skomplikowane życie i potrzebował kogoś znacznie lepszego niż ona. Kogoś kto da mu spokój i ukojenie, a nie komplikacje.
- Wiem o tym- odpowiedziała bez żadnego wyrzutu ze zrozumieniem. Był znacznie rozważniejszy niż ona zachowująca się niczym nabuzowana hormonami nastolatka. Jednak jego sprzeczne sygnały po części raniły jej kobiecą dumę, dlatego musiała wstać, odejść i ochłonąć. Nie spodziewała się, że ją zatrzyma, a już tym bardziej, że zapyta o jej ślub. Spojrzała mu w oczy próbując wyczytać, co tak naprawdę kryło się pod tym pytaniem. - Nie- jej głos był pewny siebie, bez cienia zawahania. - Dlatego się rozstaliśmy- dodała, ale nie czekała już na jego reakcję, a zaczęła ponownie wstawać.- Prześpij się na spokojnie tutaj, pójdę po jakiś koc- dostrzegła jak podziałało na niego to nagłe zerwanie sprzed chwili i uznała, że lepiej żeby w tym momencie nie szedł na górę. A co do rozmowy, to nie była pewna czy powinni ją kontynuować w tym momencie.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Starał się siebie usprawiedliwić na milion różnych sposobów i wyglądało na to, że całkowicie przy tym zapomniał o odczuciach Skye, która przecież zawsze była dla niego wyrozumiała. Ostatnie, na co miał ochotę, to ją zranić, a swoim zachowaniem nieświadomie do tego właśnie prowadził. Miał nadzieję, że zrozumie jego pobudki, bo gdyby między nimi nie był Josh, sprawy mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Wszak niczego więcej nie pragnął, jak jej.
Gdy ciemnowłosa się zatrzymała, serce zabiło mu mocniej. Naprawdę nie chciał kończyć tego wieczoru w ten sposób. Nie podobał mu się fakt, że od niego uciekała. I zadał jej pytanie, które z jego punktu widzenia było cholernie ważne. Owszem, bał się konsekwencji w postaci odrzucenia, ale musiał wiedzieć, na czym stał. Czy w ogóle miał jakiekolwiek szanse, czy też wiecznie miał być tym drugim? Skoro jego świat już się walił, wypadało to zrobić raz, a porządnie.
Jej odpowiedź jednak całkowicie go zaskoczyła. W połączeniu z bijącą od niej pewnością siebie sprawiała wrażenie, że dotarła do niego powaga sytuacji. Nieznacznie uchylił wargę, nie wiedząc, co powiedzieć. W jednej krótkiej chwili przez jego głowę przemknęło milion pytań. Kiedy to się stało? Jak do tego doszło? Czemu mu o tym wcześniej nie powiedziała? Tak czy owak, nie potrafił nawet wydobyć z siebie słów współczucia, które zwykle w takich momentach wypadało powiedzieć. Wciąż pospiesznie analizował sytuację. To znaczy, że była wolna. To znaczy, że Josh nie czekał na nią z utęsknieniem w ich wspólnym mieszkaniu. To znaczy, że tym razem nie robili nic złego.
Ale znowu próbowała mu uciec, zachowując się przy tym, jakby nic się nie stało. Z tym, że stało się. Próbował ją odepchnąć. Wyznał jej, że była jego Słońcem. Pieścił ustami jej skórę, czując, jak na niego reaguje. Ewidentnie chciała więcej, niż mógł jej dać przez swoje wewnętrzne hamulce. A teraz odsuwała się od niego, jakby to wszystko nie miało miejsca. Jak mógł być takim idiotą? Musiał ją zatrzymać bez względu na wszystko.
Nie odsunął dłoni znajdującej się na jej udzie, kiedy próbowała wstać, a wręcz przeciwnie - przesunął ją po wewnętrznej stronie, by zatrzymać się tuż przy jej centrum zainteresowania, ukrytym za cienkim materiałem jej spodni, skąd biło od niej przyjemne ciepło. Jednocześnie pochylił się nieco w jej stronę, by zmniejszyć między nimi dystans i móc spojrzeć w jej oczy. - Nie chcę spać - zaprzeczył zdecydowanym tonem, robiąc krótką pauzę, podczas której patrzył na nią intensywnie. Jego oczy niemal płonęły. - Wiesz, czego chcę? Ciebie. Całej. Centymetr po centymetrze. - Mówiąc to, musnął bezwstydnie palcami w miejscu, przy którym trzymał dłoń z nadzieją wywołania w niej przyjemnego dreszczu. W międzyczasie drugą dłonią przesunął wzdłuż jej kręgosłupa i zgarnął jej włosy z ramienia na plecy, odsłaniając szyję. - Chcę Cię pieścić… - delikatnie ściągnął jej sweterek z ramienia, ukazując jej nagą skórę, na której spoczęły jego wargi, powoli znacząc drogę do szyi - … i całować… - coraz bardziej przykładał się do pieszczot, zostawiając mokre ślady wzdłuż szyi i linii szczęki, aż dotarł do jej ust, które dzieliły milimetry. - … i kochać się z Tobą do utraty tchu. - Powiedział w jej usta, drażniąc jej wargi tak, jak jeszcze chwilę temu robiła to ona, po czym rozchylił je, by naznaczyć je pocałunkiem. Intensywnym i spragnionym, jakby miał w nim zawrzeć całe pożądanie i tęsknotę, którą dotychczas w sobie skrywał.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie sądziła jednak, że jej związek będzie miał aż taki wpływ na dzisiejszy wieczór. Przyjechała do Dominica, aby go pocieszyć po stracie jako przyjaciółka. Nie jako kochanka. Nie zamierzała go uwodzić, ale przekraczanie granic intymności stało się dla nich czymś naturalnym i łatwym. Chwilami była przekonana, że i on jej pragnie, a wszystkie jego odruchy łaknące jej bliskości były wręcz instynktowne. Ale wtedy mówił coś, co temu przeczyło. Potem znowu zbliżał się, aby zaraz uciec. Nie był to pierwszy raz, kiedy tak postępował i chociaż miała z tyłu głowy myśl, że po prostu w jego wyobrażeniu jest wciąż z Joshem, nie zmieniało to jednak tego, że jego zachowanie pozostawiało w niej pewien niesmak. W końcu kiedy chciał się z nią przespać, to jej status związku w niczym mu nie przeszkadzał. Co więc zmieniło się teraz? Dominic kreował tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.
Zaskoczył ją, gdy przytrzymał dłoń na jej udzie, uniemożliwiając ponowne wstanie. Sądziła, że dała już mu znać, że nie chce rozmawiać więcej na ten temat. Gdy jego ręka zaczęła się przesuwać w górę po wewnętrznej stronie uda, wiedziała już, że on również nie chce teraz rozmawiać. Widziała to w jego płonącym spojrzeniu, którym patrzył na nią tamtej nocy. Teraz każde jego słowo było zgodne z ruchami, które wykonywał. Muśnięcie sprawiło, że temperatura ciała znacznie podskoczyła. Pocałunki na szyi wywołały w niej przyjemne dreszcze wraz z cichym jęknięciem. Pragnęła go tak bardzo. Momentalnie jej dłoń znalazła się ponownie pod jego koszulką błądząc po plecach, a gdy złączył ich usta w pocałunku- nagłym, intensywnym, jeszcze mocniej wtuliła się w niego napierając całym ciałem. Leczy to było za mało. Zarzuciła na niego swoją nogę , aby w tym samym momencie popchnąć go, by położył się na plecach, a ona mogła usiąść na nim okrakiem. Przez ten cały czas ani na moment nie przestała go całować - namiętnie, posesywnie. Tęskniła za nim tak bardzo, że ten pocałunek był jak haust powietrza po spędzeniu tygodni pod wodą. Jak ona wcześniej bez tego funkcjonowała? Chociaż byli w pełnym ubraniu, jej ciało płonęło pożądając go każdą swoją komórką. Pragnęła, by ją pieścił, całował i kochał się z nią całą noc. Pragnęła tego co on. Chociaż czy aby na pewno?
Jej dłonie błądziły w pośpiechu po jego twarzy, włosach, torsie, jakby w obawie, że zaraz się rozmyśli, a ona do tego czasu chce wykorzystać tą chwilę do granic. Wtedy to do niej dotarło. Zatrzymała się i odrywając od jego ust, spojrzała na niego. On chciał od niej seksu - czegoś co mógł mieć od każdej innej kobiety, ale z jakiegoś powodu, ona po tamtym razie mu się nie znudziła, ale to było wszystko. Nie chciał od niej niczego więcej. Związek? Zaangażowanie? Nie mówiąc o reszcie rzeczy. On tego nie chciał. Nie pragnął jej całej. Pragnął tylko tego ciała. Gdyby zależało mu na niej, to by walczył o nią. Tak jak Josh klękając przed nią z pierścionkiem i wynajmując mieszkanie - próbował ją zdobyć na nowo. Dominic? Nigdy o nią nie walczył tak naprawdę. Był jej przyjacielem i tego mu nie odmówi, ale relacji romantycznej między nimi nie było. Jej związek nie przeszkadzał mu, aby się przespać z nią raz, więc nie powinien też przeszkadzać w zawalczeniu o miłość, gdyby takową czuł do Skye.
Dlatego Skye na chwilę zamarła i wpatrując się w jego oczy, analizowała dalszy krok - co powinna zrobić? Miała tak naprawdę dwa wyjścia. Pierwsze i pewnie najrozsądniejsze było to, żeby go odepchnąć i nie pozwalać się sobą zabawiać. Drugim było… danie mu tego, czego teraz potrzebował. Pożądała go, pragnęła i czuła coraz mocniej, że chciałaby czegoś więcej od niego. Kochała go, ale musiała się pogodzić z myślą, że on nie odwzajemni jej uczuć tak jakby tego chciała. Czy byłaby w stanie oddzielić uczucia i emocje od relacji tylko czysto fizycznej? Nie wiedziała tego. Przynajmniej dopóki nie spróbuje.
Dlatego uznała, że przynajmniej dzisiaj jest dla niego. Oddając mu siebie. Wyprostowała się i ściągnęła sweter, więc wisiorek od niego znajdował się teraz centralnie w zagłębieniu między jej piersiami. Unikała jednak jego spojrzenia i wróciła do pocałunków - równie zachłannych i namiętnych co przed chwilą. Jej ręce wsunęły się pod jego koszulkę, gdzie następnie wodziła po jego nagim ciele, a jej biodra przyciskały się do jego łaknąc więcej.
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Dominic Reyes