28 y/o
For good luck!
186 cm
all you gotta do is trust us
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Rachunek ogarnął jeszcze zanim zdążyła się zorientować, że w ogóle jest taka opcja i to też wcale nie dlatego, że chciał coś udowodnić, ani tym bardziej odgrywać jakiegoś dżentelmena (może trochę), tylko dlatego, że… tak było prościej. Dla niego. Nie musiał tłumaczyć, nie musiał się przepychać słownie, nie musiał słuchać, że ‘tata płaci’. Długo by o tym prawić, że on nie lubił mieć sponsorów, nawet jeśli dla sponsorów jedna taka kolacja miała nie być żadnym uszczerbkiem w budżecie. Nie lubił tego układu. Po prostu. Więc go cichcem obszedł i nawet nie dał rozstrząsać. Bo gdy jasnym stało się, że rachunek jest już opłacony, on zbierał się do wyjścia.
  Parsknął cicho pod nosem, kiedy tak szła tyłem, już nakręcona na te wszystkie maszyny, maskotki i bileciki, jakby właśnie odkryła jakąś zupełnie nową kategorię świata, która do tej pory była jej skutecznie odcinana. Raczej nie sądził, że w istocie tak było. Tym bardziej, że sama się zarzekała, że wie czym jest Dance Dance Revolution.
  — Wow, wow. Ty już jesteś napalona, a jeszcze tam nie doszliśmy — rzucił w końcu, drepcząc za nią spokojnym krokiem, skracając dystans nie dlatego, że musiał, tylko dlatego, że przy jej tempie i pomyśle chodzenia tyłem prędzej czy później coś by ją zatrzymało. I raczej nie byłoby to nic przyjemnego.
  — I jak coś to jak rozwalisz sobie głowę o jakiś znak albo latarnię, to ja będę udawał, że tego nie widziałem i pójdę dalej — dorzucił jeszcze, z tym spokojnym tonem, który w jego wydaniu zawsze balansował gdzieś między żartem a szczerością. I dlatego tak niebezpieczny w tym swoim wyrachowaniem.
  Zerknął jeszcze na drogę przed nimi, orientując się mniej więcej, gdzie powinni iść i, co ważniejsze, czy nie ma na ich trasie faktycznie jakiegoś słupa czy przechodnia, o którego mogłaby wyrżnąć orła. Może i jej wygrażał, ale realnie przecież dbałby o to, żeby nie stała jej się żadna krzywda.
  I to wcale nie dlatego, że obiecał to jej ojcu.
  — Jak tam wydasz pół fortuny na jednego pluszaka, to nie licz, że będę ci dokładał — dodał po chwili, jakby zupełnie mimochodem, choć w rzeczywistości wiedział, że to nie za jego portfel by pociągnęła. Pewnie padłoby sakralne ‘tata płaci’. — Będę spboe stał obok i patrzył, jak wchodzisz w spiralę finansowej autodestrukcji. I nawet nie będe próbował ukrywać, że się przy tym świetnie bawię.
  Sam arcade room, do którego koniec końców dotarli, nie był jakiś ogromny, ale za to bardzo głośny i kolorowy od wszystkich neonów. No słodki zapach dzieciństwa. Tyle tylko, że wtedy był zbyt biedny, by móc to wszystko oblatywać więcej niż raz lub wcale. Chyba, że pojawiał się obok niego Hunter z monetą na sznurku, wtedy mogli się bawić do momentu, w którym jakaś sześćdziesiona nie wydała ich właścicielowi gralni.
  Sam podszedł jeszcze do automatu z żetonami, korzystając z tego, że tutaj bardziej ogarniał i wykorzystując element zaskoczenia, by samodzielnie (a nie przez tatę) zfinanspować rozrywkę. Zeskanował jedną kartę i otrzymał drugą, na której nabite były żetony do gry. Pełna automatyzacja – moneta na sznurku już niestety tu nie zadziała.
  Dorobił też taką drugą.
  — Trzymaj, to twój startowy — oznajmił, podając jej plastikowy prostokąt. — I nie, nie ma doładowań. Jak przegrasz wszystko w pięć minut, to potem siedzisz cicho i oglądasz, jak ja wygrywam. — Oczywiście, że by jej dorzucił i pozwolił grać na swoje konto, ale nie musiał o tym mówić głośno. Niech poczuje ducha rywalizacji. Jak ją znał – to bardzo akurat lubiła to hasło. I lubiła udowadniać, że jest lepsza. W tym wypadku miała udowodnić, że lepsza jest od niego, a nie od swojej własnej matki. — Wybieraj grę, czempionie od siedmiu boleści — Wcale, a wcale jej teraz nie podkręcał.

Raven Heist
18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
- We shouldn't.
- So make it worth the sin.
- You know this is wrong, right?
- Then stop whispering my name like a prayer.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Często jej trochę odwalało od „nadmiaru wolności”, kiedy tylko mogła robić rzeczy na które nie pozwalała jej matka. Uwielbiała moment, gdy tej nie było w pobliżu i mogła w końcu odetchnąć. Być sobą, zachowywać się jak chce i iść w miejsca, które ją interesują. Wiele rzeczy zwyczajnie oglądała na rolkach i zapisywała w katalogu „do zrobienia”. Arcade Room był na tej liście, ale nie sądziła, że uda jej się tam skoczyć poza granicami Kanady, w dodatku na wyjeździe na zawody.
Musiał więc jej wybaczyć, ale zamierzała korzystać, dopóki mogła.
Bo chcę zagrać. Harpii nie ma, mogę szaleć. Gdyby tu była, nie wychodziłabym z pokoju — powiedziała, wciąż idąc tyłem, kątem oka jednak zerkając czy przypadkiem się nie zabije o jakiś słup czy inny krawężnik. Byłaby szkoda, jakby nagle, przez swoją nieuwagę, skręciła kostkę czy nie daj boże, złamała rękę. To byłaby kaplica - dla niej, zawodowo i dla niego, bo matka na pewno by go zwolniła za niedopilnowanie zawodniczki. — A-ha, wystawię ci ocenę dwa na dziesięć, na jakiejś stronie gdzie ocenia się trenerów — prychnęła wielce oburzona. Odwróciła się na pięcie, aby teraz iść obok niego.
Bo to nie tak, że się wystraszyła, ale poszła może po rozum do głowy. Na minutę.
Kąciki ust jej się uniosły w szerszym uśmiechu, gdy się odezwał niczym stary, który zawsze jojczy i narzeka, ale ostatecznie i tak pomaga lub się dokłada. Spoglądała na niego kątem oka, gdy mówił i pokręciła głową w niedowierzaniu. Akurat o finanse się nie martwiła, bo przecież nie należały do niej. Ojciec bez problemu oddawał jej czarną kartę kredytową na wyjazdach, aby się upewnić, że niczego jej nie brakuje. A nigdy nie zawiodła jego zaufania, więc nie miał powodów, aby ją w jakikolwiek sposób ograniczać.
Oh cmon, na pewno też będziesz chciał tego pluszaka. Będzie naszą maskotką zawodów — powiedziała, już stwierdzając, że nagroda z konkursów będzie ich symbolem. W końcu to ich pierwsze, wspólne zawody, a ona postanowiła je wygrać. Czuła się przygotowana, a jednocześnie czuła tą swoją charakterystyczną chęć zmiecenia konkurencji. — Pozwolę ci ją nazwać — dodała, zerkając na niego z boku. Złapała się dłonią za serce w geście swojej dobroduszności.
Maskotka będzie świetnym symbolem. O ile ją wygrają.
Oczy jej się zaświeciły mocniej, gdy tylko dotarli do Arcade Roomu. Jego fioletowo-różowo-niebieskie światła przyciągały uwagę wszystkich, co przechodzili obok. Ją ciągnęło tu jak ćmę. Miejsce wyglądało dokładnie tak, jak na tych wszystkich rolkach i filmach, które wielokrotnie oglądała. Bileciki, maszyny z różnymi odgłosami i muzyką, roześmiani ludzie i ogrom nagród, które można było wygrać.
No trochę szczęka jej opadła, a kąciki ust uniosły w szerokim uśmiechu. Z jakiegoś powodu czuła się bardziej podekscytowana niż jutrzejszymi zawodami.
Nawet nie zauważyła kiedy Soren zniknął, aby nabić karty, które miały być jej walutą. Dopiero jak się pojawił przy jej boku, to przeniosła na niego swoje świecące od świateł spojrzenie. Przejęła podaną przez niego kartę, przez chwilę próbując zrozumieć działanie tych maszyn oraz zapłatę za korzystanie z nich.
Wygrywasz? — powtórzyła, a brew jej drgnęła pobłażliwie. — Jak ty zardzewiały jesteś. Pamiętasz jak się wygrywa? — spytała, a jej usta uniosły się w złośliwym, prowokacyjnym uśmiechu.
Obejrzała się dookoła, wzrokiem szukając rozrywki, która byłaby idealna na początek. Wszystko wydawało się być świetne, ale duży stół pośrodku zwrócił szczególnie jej uwagę. Podeszła do wolnego stanowiska i oparła się o krótszą krawędź.
Dawaj to. — Air Hockey, gdzie w określonym czasie należało wbić drugiej osobie jak najwięcej goli plastikowym krążkiem. — Skopię ci dupę, trenerze. — Jak miło z jej strony.
Gdy ustawili się na swoich miejscach, po obu stronach stołu, rozgrywka się rozpoczęła, a Raven jak tylko poczuła ducha rywalizacji, to się wkręciła. Chciała wygrać, jak zawsze. Nawet w monopolu musiała być lepsza od innych. Była okropnym człowiekiem jeśli chciało się z nią grać w planszówki czy inne gry, bo zawsze brała „zabawę” na poważnie, a na pewno poważniej niż inni.
Zwłaszcza jeśli można było coś wygrać.
Tylko teraz to jej szczęście nie dopisywało. I chociaż szło jej początkowo naprawdę nieźle, to z biegiem czasu Soren się rozkręcał, a ona nawet nie zauważała kiedy krążek wpadał do jej bramki.
Niedługo później czas dobiegł końca, a tablica wyników wskazywała jej przegraną.
Bez jaj! Bo jesteś jakiś wielki i masz długie ręce, to nie fair. — Ale sama wybrałaś rozgrywkę, Raven.


Soren Morningstar
gall anonim
-
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”