33 y/o
For good luck!
188 cm
rezydent psychiatrii Centre for Addiction and Mental Health
Awatar użytkownika
Możesz powierzyć mi swój sekret.
Trust me. I'm a doctor.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjityp narracji
czas narracji3-cio osobowy
postać
autor

Erin St. Clair

Joshua czuł, jak dymna atmosfera klubu, szum dobrej whisky i rytmiczny jazz lecący z głośników w tle zaczynają działać na niego w sposób, którego nie przewidział żaden podręcznik fizjologii. Widział reakcje jej ciała - to, jak drgnęła pod jego dotykiem, jak jej skóra reagowała na chłód lodu i ciepło jego dłoni. Ze wszystkich sił starał się zachować resztki lekarskiego profesjonalizmu, tłumacząc sobie, że przecież tylko „diagnozuje” kostkę, ale prawda była znacznie bardziej skomplikowana. Był zauroczony, a bliskość Rae, zapach jej perfum i widok odsłoniętego uda sprawiały, że czuł narastające podniecenie - to psychiczne, płynące z fascynacji jej intelektem i głosem, i to czysto fizyczne, którego nie dało się już zignorować.

Gdy Rae wspomniała o podwijaniu sukienki przed kimś, kogo zna się z nazwiska, Josh uśmiechnął się półgębkiem, poprawiając okład z lodu na jej stopie. Dotykał ją niby przypadkiem - musiał bowiem co chwilę zmieniać położenie serwetki, by przynieść ulgę zwichniętemu stawowi, a jednocześnie nie odmrozić jej delikatnej skóry. Musiąłby otwarcie przyznać, że każdy taki ruch był dla niego testem silnej woli.

-Czy lubię rządzić? - powtórzył z lekkim rozbawieniem, unosząc wzrok znad jej kostki, jakby to faktycznie było pytanie, a nie stwierdzenie faktu - Powiedzmy, że jako psychiatra mam alergię na chaos. Ale przyznaję, że w twoim przypadku utrzymanie obiektywizmu graniczy z cudem.

Rozmowa była tak swobodna i pełna niewymuszonej fascynacji. O ile rozmową, można było nazwać kilka wymienionych w ich wspólnej bańce zdań.
-Cóż... Nie przyszedłem tu specjalnie dla Ciebie - przyznał szczerze, patrząc jej prosto w oczy, gdy ona już szykowała się do powrotu na scenę. - Byliśmy z chłopakami po prostu skuszeni obietnicą muzyki na żywo i dobrego alkoholu. Ale teraz... cóż, gdybym wiedział, co nas tutaj czeka, zdecydowanie przyszedłbym sam. Bez zbędnych świadków. A co do tego plakatu... gdybym faktycznie go miał to powiesiłbym go nad łóżkiem i wtedy prawdopodobnie nigdy nie zdałbym tych egzaminów. Za bardzo rozpraszałaby mnie myśl, że gdzieś tam w Nowym Orleanie istnieje ktoś, kto śpiewa w ten sposób.

Kiedy zespół zaczął ich poganiać, a Rae położyła dłonie na jego ramionach, Josh poczuł, jakby prąd przeszedł przez całe jego ciało. Ten krótki moment, w którym prosiła go o „przypilnowanie butów”, był przypieczętowaniem bardzo intymnego kontaktu. Uniósł jej buty nieco wyżej, niczym najcenniejszy depozyt w całym French Quarter, i przytaknął jej z aprobatą, gdy ruszyła boso w stronę instrumentu.
-Zajmę się nimi, Rae. Będą tu czekać, razem ze mną - rzucił za nią, odprowadzając ją wzrokiem. Nie był pewien, czy go słyszała poza bańką. W otaczającym ich chaosie i gwarze. Był jednak pewien, że przeszedł go eletryzujący dreszcz, gdy po raz pierwszy wypowiedział jej imię.

Pochłonął go koncert. Muzyka wypełniła całą przestrzeń, a on stał tam, trzymając jej obuwie, całkowicie pod władzą jej głosu. W międzyczasie znajomi przenieśli się do Josha przy barze, by zamienić z nim kilka zdań. Śmiali się, poklepywali go po plecach i żartowali z jego nowej roli "strażnika szpilek", ale Joshua, mimo, że rozbawiony, był w tamtej chwili bardziej z nią niż z nimi. Nie tracił jej z oczu, wpatrzony w scenę jak zapatrzone szczenię, ignorując docinki o tym, że przecież ledwo zostali lekarzami, a on już znalazł sobie prywatną pacjentkę. W głowie zapulsowała mu jedna, irytująca myśl: każdy z młodych ambitnych lekarzy z jego towarzystwa mógł ją złapać tego wieczoru, gdy spadała ze sceny. Czy gdyby mogła wybrać, wybrałaby właśnie jego? Ah, ten przeklęty analityczny umysł... Joshua skarcił się w duchu. "Daj spokój, Rhodes" - pomyślał. Lepiej było po prostu przeżyć tę chwilę najpełniej, jak się dało. Chwilo, trwaj.
MysticsDream
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Światło sceny powoli gasło, a Rae dopiero teraz poczuła, jak bardzo jest zmęczona — i jak bardzo nie chce jeszcze schodzić z tej chwili. Jej spojrzenie samo odnalazło Josha, jakby od początku wiedziało, gdzie go szukać.
Pomyśleć, że w Nowym Orleanie muzykę na żywo mogli mieć wszędzie, a przyszli właśnie tutaj. Palec Boży! Albo zbieg okoliczności, ale Erin głęboko wierzyła w to, że Pan Bóg jest zdecydowanie zbyt leniwy by bawić się właśnie w nie.
Koncert trwał jeszcze dwie długie godziny. W krótkich przerwach Rae wracała do Josha, żeby zamienić chociaż kilka słówek, ale to były naprawdę chwile, które jej nie wystarczały. Więc kiedy koncert się już skończył i muzycy zaczęli pakować swój sprzęt, ona przysiadła na skraju sceny czekając, aż jej doktor do niej podejdzie. Była pewna, że jej rycerz nie będzie kazał jej długo czekać, ale i tak uśmiechnęła się do niego, kiedy się zbliżył i wyciągnęła ręce po buty.
- Byłeś bardzo dzielnym strażnikiem! - powiedziała z uznaniem, nachylając się by założyć pierwszego z butów.
Josh znów miał przez chwilę widok zarezerwowany tylko dla wybranych, tym razem dekoltu, ale niesforne fale włosów szybko go tego pozbawiły. Podniosła spojrzenie w górę, zakładając drugiego buta.
- Koledzy pewnie nie dali Ci spokoju, co? - zapytała, ciekawie rozglądając się za jego grupą znajomych.
Chciała sprawdzić, czy czekają na niego, czy może gdzieś poszli dalej, a on został tutaj sam. Dla niej... I ku swojemu zaskoczeniu, ale też i zadowoleniu nie dostrzegła żadnej z roześmianych mordek.
- Wow... mówiłeś poważnie o tej eskorcie? - zajrzała w jego oczy, szukając w nich potwierdzenia. - No dobrze, to zrobimy tak... - zeskoczyła ze sceny, całkiem stabilnie, jak na wcześniejszą przygodę. - Pójdę się przebrać i jeśli będę Ci się wtedy jeszcze podobała, to pozwolę się zaprosić na drinka, ok?

Joshua Rhodes
Żejmi/Maxio
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”