34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła się nie zgodzić, że wyrwanie wszystkich zębów wymagało wiele trudu i wysiłku. I czasu. Wybicie ich zajęłoby mniej czasu, ale nie byłoby tak dokładne. Kim był więc morderca? Dentystą - sadystą? Straumatyzowanym pacjentem kliniki stomatologicznej? Rasistą, który próbował wyplewić Toronto z czarnoskórych? A może po prostu po prostu psychopatą, który upodobał sobie małoletnich? Evina miała rację, na razie mogły jedynie snuć domysły.
Po autopsjach skontaktuję się z kim trzeba — przytaknęła, bo jeśli faktycznie okaże się, że oba morderstwa są ze sobą ściśle powiązane, będą musiały zaczerpnąć porady psychologa sądowego. Miller od lat współpracowała z Tarą Dufour, jedną z najbardziej cenionych specjalistek w tej dziedzinie. Dufour miała niezwykłą zdolność wnikania w umysł sprawcy i dostrzegania zależności, które dla innych pozostawały niewidoczne. Jej analizy nieraz pozwalały uchwycić to, co umykało śledczym - powtarzalność gestów, symbolikę, a nawet emocjonalny podpis pozostawiony na miejscu zbrodni. Jeśli ktoś mógł rzucić nowe światło na tę sprawę, to właśnie ona. Zaylee dobrze wiedziała, że im szybciej Tara przyjrzy się materiałom, tym większa szansa, że uda się wyprzedzić kolejny ruch sprawcy, zanim pojawi się następna ofiara.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, kiedy Swanson oznajmiła, że zadzwoni do opiekunki domu dziecka, żeby poinformować ją o zajściach w taki sposób, w jaki Evina będzie uważała za właściwy. Wolała, żeby Lily Rose usłyszała to od detektywi, która prowadziła śledztwo niż od koronerki, która przeprowadza sekcje zwłok na dzieciach w wieku jej podopiecznych.
Dołączę do ciebie do godziny. Muszę jeszcze zrobić kilka zdjęć i dopilnować, żeby technicy pobrali wszystkie próbki — skinęła głową. Wprawdzie mogła im po prostu zaufać, ale musiała się upewnić, czy wszystko zostanie zrobione tak, jak należy. To nie tak, że podważała ich kompetencje, w takich momentach znów przebijał się przez nią perfekcjonizm. — Widzimy się na miejscu — dodała i odprowadziła narzeczoną spojrzeniu w kierunku wyjścia do parku.

Po tym, jak skończyła zabezpieczać zwłoki jedenastoletniego Tyrone'a Powella, które zostały przetransportowane do prosektorium, udała się prosto do York Mills Valley Park. Pech chciał, że wpadła w jakiś okropny korek, który ciągnął się aż przez dwie przecznice. Nie chciała tracić więcej czasu. Zjechała w boczną uliczkę i zostawiła samochód naprzeciwko kwiaciarni, dalszą drogę pokonując na piechotę. Już w oddali dostrzegła grupę gapiów. Ludzie znów zebrali się wokół taśmy policyjnej, chcąc zobaczyć więcej niż w ogóle powinni. Miller wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z funkcjonariuszem, którego mijała w Corktwon Cammon. Próbowała wyczytać z jego twarzy cokolwiek, co mogłoby potwierdzić jej przypuszczenia. Wszystko wskazywało na to, że mają mają do czynienia z kolejnym morderstwem.
Tym razem technicy postarali się bardziej, bo na miejscu, tuż obok dużej fontanny, rozstawiono parawan. Zaylee od razu odnalazła wzrokiem Swanson. Zacisnęła palce na skórzanej torbie i wyminęła zabezpieczających teren policjantów i zaraz znalazła się przy detektywce.
Ten sam schemat? — zerknęła na nią, nie zaglądając jeszcze za parawan. Chciałaby usłyszeć, że jednak nie. — Rodzice? — popatrzyła przez ramię, upewniając się, czy nie będą zaraz świadkami bliźniaczej sytuacji. Naprawdę wolała zaoszczędzić opiekunom makabrycznego widoku i od razu oddelegować ich na komisariat.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie pozostawiało wątpliwości, że sprawca wyjątkowo postarał się, aby okaleczyć swoje ofiary w konkretny sposób. Była przekonana, że kryło się za tym coś więcej. Niekoniecznie posunęłaby się do stwierdzenia, że miały do czynienia z miłośnikiem stomatologii, ale mogło być w tym jakieś ukryte znaczenie.
Zdecydowanie powinny potem sięgnąć po pomoc psychologa sądowego, aby poznać profesjonalną opinię kogoś kto zajmował się ludzką psychiką. Czasami po takim kroku następowała także potrzeba tego, aby skontaktować się także z ekspertem w dziedzinie okultyzmu, magii i religii. Jamison Heathcliffe zawsze miał odpowiedzi na wszystkie pytania lub też potrafił je przekierować do odpowiedniej osoby jeśli tylko rozpoznał dany symbol czy motyw. Mógł pomóc im ustalić czemu sprawca działał w dany sposób i co chciał przez to osiągnąć.
- Jasne. Dzięki - przytaknęła, postanawiając faktycznie zostawić tę kwestię Miller.
Tworzyły całkiem zgrany duet. Każda z nich miała swoje własne zadania, które musiała wypełnić. Musiały wspólnie ustalić swoje priorytety oraz to która zajmie się daną czynnością. Dotychczas każda sprawa, przy której wspólnie bliżej pracowały była doprowadzana do końca. Swanson liczyła, że podobnie będzie i w tym przypadku. Zwłaszcza, że mogło się pojawić sporo młodych ofiar, które mogłyby cieszyć się życiem jeśli tylko zdążą ująć na czas sprawcę.
- Do zobaczenia - rzuciła jeszcze w ramach pożegnania.
Skutecznie udawało im się zachowywać pełen profesjonalizm. W końcu pracowały wspólnie od lat. Może wcześniej nie łączyły je tak szczególne relacje, ale to nie zmieniło praktycznie nic w tym jak traktowały siebie wzajemnie.

Minęło więcej niż godzina, ale Evina nie mogła narzekać na brak zajęć. Zdecydowanie miała, co robić i wielce prawdopodobne, że pewnie nawet nie zauważyłaby tego upływu czasu, gdyby nie to, że co jakiś czas zerkała w kierunku zegarka.
W końcu jednak, gdy odbyła już rozmowę z właścicielem sympatycznego jamnika, który znalazł ciało podczas spaceru z pupilem, a także wraz z technikami zapoznała się z tym jak wyglądała sytuacja na miejscu porzucenia ciała. Ponownie chłopiec nie został zamordowany w parku, a jedynie porzucono jego zwłoki w dobrze widocznym miejscu.
- Zostali oddelegowani na komendę - odpowiedziała jeszcze w kwestii rodziców, którzy zostali ściągnięci do siedziby policji, gdzie mogliby złożyć stosowne zeznania w sprawie śmierci swojego syna. - Obrażenia na ciele i sposób działania podobny. Nie ma wątpliwości, co do tego, że to ten sam człowiek i najwyraźniej działa wobec jednego schematu.
Mówiąc to, podążała za Miller w kierunku parawanu rozstawionego wokół zwłok, aby nie były one tak bezczelnie wystawione na widok publiczny. Dopilnowała tego, aby pod jej obecność nikt niepowołany nie kręcił się za blisko ciała. Sama również nie tykała go specjalnie, chcąc, aby to Zaylee czyniła honory i przebadała chłopca dokładnie takim jakim go znaleziono.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Były momenty, w których nie lubiła mieć racji. Rzadko, ale faktycznie się zdarzały. Albo, tak jak w tym wypadku, wolałaby, żeby intuicja ją zawiodła. Niestety stało się dokładnie tak, jak przewidywała - właśnie miały do czynienia z kolejną ofiarą, która najprawdopodobniej zginęła z rąk tego samego człowieka. Zaylee zaklęła pod nosem, kiedy Evina nie rozwiała jej wątpliwości. Schemat był ten sam.
Miller naciągnęła rękawiczki i bez słowa ruszyła w stronę parawanu, za którym technicy zabezpieczali próbki materiałów dowodowych. Obejrzała się na chwilę na pracujących wokół funkcjonariuszy, upewniając się, że nikt nie przeszkodzi jej w dostępie do miejsca zdarzenia, po czym obeszła zasłonę.
Na zabłoconej ziemi, wśród śladów krwi i zdeptanej trawy, leżał chłopiec. Wyglądał na mniej więcej tyle lat, co pierwsza ofiara. Jego ciemna twarz była całkowicie oblepiona krwią. Zupełnie jak pomarańczowa bluza, której poszarpany rękaw wisiał bezwładnie wzdłuż ciała, co jasno wskazywało na brutalne odcięcie kończyny. Zaylee przyjrzała się uważnie szczegółom.
Prawe przedramię — odezwała się w końcu. — U Tyrone'a Powella to było lewe — zauważyła i pochyliła się nad zwłokami. Ujęła podbródek chłopca między palce i rozchyliła usta. Brak zębów. Niestety wszystko pasowało. Wiek, kolor skóry, brutalnie wyrwane uzębienie. Wszystko, oprócz tej ręki. Może zbyt dogłębnie analizowała i w rzeczywistości nie miało to żadnego znaczenia? Sprawca po prostu ciął na oślep, nie zastanawiając się nad tym, którą kończynę ucina.
Zaylee przesunęła wzrok po ziemi, szukając jakichkolwiek dodatkowych wskazówek. Ślady butów w błocie mogły należeć do sprawcy, ale nie musiały. Kilka odcisków podeszwy różniło się od siebie. Niektóre były świeże, inne częściowo zadeptane.
Masz coś więcej? — zwróciła się do Swansona, nie podnosząc głowy. Jej oczy wciąż przesuwały się po błotnistej ziemi, wyłapując najmniejsze detale. — Kim jest ofiara? Jest szansa, że chłopcy się znali? — dopytała, ściągając brwi.
W myślach zaczęła szukać możliwych połączeń. Może chodzili do jednej szkoły, a może nawet do tej samej klasy? Uczęszczali razem na zajęcia dodatkowe, trenowali w tym samym klubie sportowym? Ich ojcowie mogli pracować w tej samej firmie, a matki mijały się codziennie na targowisku, wymieniając uprzejme uśmiechy i krótkie rozmowy. Zaylee zmrużyła oczy, starając się połączyć wszystkie punkty. Z pewnością Evina sprawdzi ich otoczenie. Szkołę, rodziny, kontakt, który mogli utrzymywać, ale na razie wszystko było jedną, wielką niewiadomą.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niestety, ale miały za sobą już zbyt wiele lat doświadczenia, aby móc się tak po prostu mylić. Pewne rzeczy były dla nich oczywiste i chociaż wiele razy chciałyby nie mieć racji, bo to oznaczałoby kolejną porcję nieszczęść to jednak ich wizja ziszczała się w ten czy inny sposób. W tym przypadku była to zdecydowanie zbyt wczesna śmierć pewnego chłopca.
Obserwowała to jak Zaylee zbliża się do miejsca, w którym znaleziono zwłoki. Wiedziała, że narzeczona nie lubiła, gdy ktoś kręcił się zbyt blisko, gdy pracowała i spoglądał jej przez ramię, ale musiała już dawno przywyknąć do jej obecności oraz tego jak Swanson funkcjonowała na miejscu zbrodni.
- Prawe. Chociaż dalej mamy ten sam schemat. Może chce zbudować z części własnego Frankensteina, bo go zainspirował nowy film del Toro - mruknęła, gdy tylko Miller zwróciła uwagę na pierwszy i najbardziej rzucający się w oczy element.
Tak naprawdę nie miała pojęcia, co to mogło oznaczać, ale faktem było, że obie ofiary zostały pozbawione kończyny. Może to która z nich zostałaby odcięta nie miało aż takiego znaczenia jak sam fakt jej odcięcia? Wciąż jednak reszta wydawała jej się niezwykle konsekwentna.
- Na razie nie wydaje się, aby chłopcy mieli ze sobą cokolwiek wspólnego poza zbliżonym wiekiem i rasą. Chodzili do różnych szkół, raczej nie obracali się w tym samym towarzystwie. Jeśli są jakieś inne punkty wspólne to jeszcze ich nie odkryliśmy - odpowiedziała, bo póki nie przeprowadzili bardziej szczegółowej rozmowy z rodziną jedynie tyle mogła stwierdzić.
Ślady na miejscu zbrodni były w dużej mierze zabezpieczone. Nie było ich szczególnie wiele, ale należało przede wszystkim porównać czy któreś z nich występowały w obu miejscach, gdzie porzucono ciała. Być może też udałoby im się dowiedzieć czegoś nowego o sprawcy, ale chwilowo Swanson nie była zbyt optymistycznie nastawiona. Wszystko szło zdecydowanie inaczej niż by tego chciała.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szczerze nienawidziła, kiedy ktoś przyglądał się jej pracy. Nie miało znaczenia, czy była to autopsja w prosektorium, czy oględziny zwłok na miejscu zdarzenia. Praca z ciałami wymagała skupienia i absolutnej precyzji. Obecność innych rozpraszała Miller, wytrącała ją z rytmu i sprawiała, że czuła się oceniana. Nie chciała jednak, żeby ktokolwiek myślał, że to kwestia próżności czy ego. To była sprawa skuteczności i bezpieczeństwa. Przecież to od jej działań zależały wyniki, które mogły mieć realny wpływ na śledztwa. Kiedy była sama, mogła w spokoju upewniać się, że niczego nie przeoczyła. Obecność innych zawsze to utrudniała. Pierwsze dni, gdy Swanson towarzyszyła jej przy pracy, były dla niej torturą, bo spojrzenie Eviny wciąż zdawało się wnikać w jej najskrytsze myśli. Początkowo doprowadzało ją to do szału. Z czasem jednak zaczęła przyzwyczajać się do tej obecności. Niechętnie, ale coraz bardziej świadomie tolerowała detektywkę w swoim otoczeniu. Nauczyła się ignorować wnikliwe spojrzenia do tego stopnia, że ta obecność przestała ją rozpraszać i stała się tylko tłem.
Skrzywiła się ostentacyjnie na wzmiankę o meksykańskim reżyserze. Lepiej było nie iść w tym kierunku, bo to oznaczałoby, że mają do czynienia z seryjnym, który dopuści się jeszcze niejednego morderstwa, a Zaylee bardzo chciała wierzyć, że zakończy się jedynie na tych dwóch i że szybko uda się schwytać sprawcę. Tylko że to nie był koncert życzeń.
Na razie pozostańmy przy tym, że to jego znak rozpoznawczy — mruknęła, bo dopisywanie sobie znaczeń na tym etapie śledztwa nie miało najmniejszego sensu. Mogły zakładać i tworzyć w głowach scenariusze, ale bez namacalnych dowodów trudno będzie dojść do czegokolwiek. A na razie nie miały niczego, poza zwłokami.
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało logicznie. Nie było nic dziwnego w braku widocznych powiązań. Ale coś nie dawało jej spokoju. Przecież zwykle nawet najbardziej pozornie niepowiązani ludzie mają w końcu punkt styku. Podniosła się z kucek i wskazała podbródkiem w kierunku taśm policyjnych.
Mamy towarzystwo — oznajmiła, bo w tłumie gapiów pojawiła się kamera jednej z telewizyjnych stacji. Tuż obok stała energiczna i zawsze w pogoni za sensacją dziennikarka, jak zawsze gotowa wkręcić się w centrum wydarzeń.
Brenna Langford była znana ze swojego nieustępliwego podejścia. Potrafiła zadać najbardziej niewygodne pytania i znaleźć szczegóły, których nikt wcześniej nie zauważył. Teraz, unosząc mikrofon, przemykała między zgromadzonymi, szukając świadków, żeby wyciągnąć z nich choćby najmniejszą informację. Brenna chciała wiedzieć nie tylko, co się wydarzyło, ale przede wszystkim dlaczego. Jej obecność zwiastowała, że wydarzenia wkrótce trafią na antenę i w centrum publicznej uwagi znajdzie się każdy, kto pracował nad sprawą.
Detektyw Swanson! — pomachała zamaszyście do Eviny. — Czy pani zdaniem sprawca działał impulsywnie, czy wszystko wygląda na zaplanowane? — w głosie dziennikarki dało się słyszeć determinację. Chciała prawdy. I była gotowa zrobić wszystko, żeby ją wydobyć, niezależnie od tego, kto musiałby się przed nią wykręcić lub przyznać.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeszłości wielokrotnie Evina doprowadzała Miller do szewskiej pasji samą swoją obecnością w prosektorium. W niemy sposób domagała się wszelkich informacji jakich kobieta tylko jej mogła udzielić na bieżąco. Miała również okazję do tego by bliżej się przyjrzeć ofierze oraz pozostawionym na ciele śladom. Po tak długim czasie, który spędziły wspólnie Zaylee w końcu nauczyła się tolerować jej obecność, a Swanson nauczyła się nie naruszać zanadto jej granic oraz nie narzucać się swoją osobą. Był to jednak długotrwały proces.
Nie miała pojęcia co kryło się za działaniami mordercy. Był to zbyt szybko rzucony żart w złym guście. Czuła podskórnie, że to nie koniec. Na razie nic na to nie wskazywało, ale z ich szczęściem pewnie na karku miały kolejnego seryjnego. Wolała zdecydowanie zakładać, że nie był to koniec, bo dzięki temu czuła dodatkową presję. W najlepszym wypadku jedynie przemęczy się na marne, starając się działać na podwyższonych obrotach. Lepiej tak niż miałaby odpuścić i przez to doprowadzić do kolejnej śmierci, bo nie połączyłaby pewnych faktów dostatecznie szybko.
Przytaknęła na słowa narzeczonej i już miała zadać jej jakieś kolejne pytanie związane ze znalezionymi zwłokami Charliego Prestona, gdy usłyszała wzmiankę o towarzystwie. Odwróciła głowę w kierunku taśm i to był jej błąd. Niemal od razu złapała kontakt wzrokowy z przeklętą Brenną Langford. Oczywiście, że ją doskonale znała. Była najbardziej upierdliwą dziennikarką z jaką detektywka miała nieprzyjemność się zetknąć w ciągu ostatnich kilku lat.
- Kurwa mać - mruknęła do siebie, wiedząc, że teraz już jej nie ucieknie.
Mogła jedynie liczyć na to, że kamera nie będzie miała zbyt dobrego widoku na ciało i klęczącą przy nim koronerkę. Podeszła bliżej do dziennikarki i zmierzyła ją chłodnym spojrzeniem, pod którym kryła się skumulowana irytacja jaką wywoływała w niej kobieta.
- Śledztwo znajduje się na wczesnym etapie. Nie mogę niczego ujawniać ze względu na jego dobro. W stosownym czasie rzecznik policji wyda odpowiednie oświadczenie - wyrecytowała z pamięci pozbawionym intonacji głosem.
Była pewna, że takie zagranie nie zadziała na nieustępliwą hienę dziennikarską, ale nie zamierzała mówić jej niczego więcej. Jeśli zaś zauważy, że którykolwiek z funkcjonariuszy choćby słowem odezwie się w kierunku Langford (chyba, że byłyby to komendy nakazujące jej przestać cokolwiek w danym momencie robiła) to zdecydowanie nie będzie się szczypała i wniesie o zdyscyplinowanie danego policjanta. Wredny telwizyjny kurwiszon...

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brenna Langford była dla Zaylee niecodziennym zjawiskiem. Nikt nie wiedział, skąd bierze informacje. Podobno miała swoje źródła w policji i na pogotowiu ratunkowym, a może nawet gdzieś głębiej. Jedno było pewne - jeśli coś się działo, Brenna już tam była. Pojawiała się zawsze pierwsza. Nieważne, czy był to pożar na obrzeżach miasta, tajemnicze zaginięcie czy drobny skandal w ratusz, bo jej smukła sylwetka, z rozwianymi włosami i mikrofonem przyklejonym do dłoni, była nieodłącznym elementem każdej sceny. Miała ten irytujący talent pojawiania się dokładnie w momencie, kiedy sytuacja zaczynała robić się naprawdę beznadziejna.
Miller nie potrafiła zdecydować, co bardziej drażniło ją w Brennie - jej bezczelna pewność siebie, sposób, w jaki wchodziła pod taśmy policyjne, jakby były tylko sugestią, a nie zakazem, czy może to przenikliwe spojrzenie, które zdawało się rozbierać ludzi z tajemnic szybciej niż oni sami zdążyli się zorientować, że coś ukrywają. Nigdy nie zadawała zwykłych pytań. Ona wbijała je jak szpilki. Potrafiła w kilka minut wyciągnąć z rozmówcy więcej niż inni przez całe godziny. A kiedy nie dostawała odpowiedzi, które ją satysfakcjonowały, po prostu je znajdowała, grzebiąc i podsłuchując do skutku. Była wścibska do granic bezczelności. I skuteczna do granic niepokojących.
Wielu śledczych dawało się wciągnąć w jej gierki, ale nie Swanson. Zaylee wymieniła z narzeczoną porozumiewawcze spojrzenia i gdy ta ruszyła w kierunku dziennikarki, poprosiła techników, żeby przesunęli parawan w taki sposób, żeby nikt przypadkiem niczego nie dostrzegł. A już na pewno nie Brenna i i jej operator. Mimo że sama próbowała skupić się na swojej pracy, to Langford mówiła tak głośno, że nie dało się jej nie usłyszeć.
Na jak wczesnym etapie dokładnie? Bo wygląda to raczej na próbę kupienia czasu niż faktyczny brak ustaleń powiedziała i nawet nie dała Evinie szansy na odpowiedź, bo od razu zaczęła mówić dalej. — Mówi pani o dobru śledztwa. Czy to dobro obejmuje też ukrywanie faktu, że możecie mieć do czynienia z seryjnym mordercą? — uniosła brwi, kiedy operator robił zbliżenie na twarz detektywki. — Czy problem polega na tym, że formalnie potrzebujecie trzeciego przypadku, żeby mówić o serii, czy na tym, że nie chcecie przyznać, że już teraz wszystko na nią wskazuje? Więc proszę powiedzieć wprost. Czekacie na kolejną ofiarę, żeby nazwać rzeczy po imieniu? Ile dzieci musi jeszcze zginąć, zanim przestaniecie zasłaniać się "dobrem śledztwa"? I najważniejsze — urwała Brenna, wskazując zamaszystym gestem na zgromadzonych ludzi. — Czy mieszkańcy powinni zakładać, że to zamknięty incydent, czy raczej coś, co dopiero się rozwija? — usłyszawszy pytania, Miller aż wychyliła się zza parawanu. Langford to była prawdziwa zmora śledczych. Zresztą, nie tylko śledczych, bo nawet i ona miała z nią do czynienia, chociaż dziennikarka miała świadomość, że nie dowie się niczego o obrażeniach na ciałach denatów.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biorąc pod uwagę to, że TPS miało już swoją aferę z przeciekami do rosyjskiej mafii niczym dziwnym nie byłoby także to, że ktoś handlował informacjami z tak dobrze ustawioną reporterką jak Brenna Langford. Z pewnością kobieta była obdarzona urodą, która nakłonić w stanie była wielu do tego, aby powiedzieli jej dużo więcej niż powinni. Miała w sobie także wyjątkowy urok i charyzmę, które niestety nie były jednak w stanie zrobić na Swanson żadnego wrażenia. Zbyt wiele razy użerała się z dziennikarzami.
Nie zamierzała wdawać się w polemikę czy jakąkolwiek dyskusję. Już miała odpowiedzieć coś Brennie, ale ta rozkręciła się tak bardzo, że nijak nie mogła jej przerwać przez chwilę. Jej głos niósł się donośnie po parku, w którym zgromadzeni byli gapie oraz przedstawiciele policji. Evina jedynie wpatrywała się w nią z nieskrywaną irytacją. Nie dawała się jej sprowokować.
Owszem, wydawało się być coś niesprawiedliwego w tym, że czasem pewne szczegóły ukrywano przed opinią publiczną, wzbudzając w ludziach niepokój, bo nie wiedzieli, co właściwie się działo, ale nie mogli pozwolić na to, aby sprawcy czy też osoby im przychylne wykorzystywały zanadto informacje z mediów do tego, aby utrudnić służbom w jakikolwiek pracę i ujęcie przestępcy.
- Rzecznik policji wyda stosowne oświadczenie - powtórzyła raz jeszcze, wyraźnie akcentując każde słowo na wypadek, gdyby Langford nie zrozumiała za pierwszym razem komunikatu. - A teraz wypierdalajcie nim zrobicie coś za co będę was chciała oskarżyć o utrudnianie śledztwa.
Nie miała żadnej litości. Skinęła jeszcze na dwójkę funkcjonariuszy, aby byli gotowi do tego, aby siłą usunąć zarówno dziennikarkę i jej operatora jeśli tylko sami nie będą chcieli się oddalić. Swanson nie miała nic więcej do dodania. Przeskanowała jeszcze szybko spojrzeniem tłum zgromadzony za taśmą i podążyła w kierunku parawanu, ignorując wszelkie możliwe krzyki, które w jej stronę mogła posłać Langford, szamocząca się z młodymi oficerami.
- Ciało gotowe do przeniesienia? - zapytała, gdy tylko znalazła się przy krawędzi parawanu i spojrzała na znajdującą się za nim koronerkę. - Nie chcę cię popędzać, ale zaraz nam się zbierze jeszcze większy tłum hien i krzykaczy.
Skoro Brenna już tu była to kwestią czasu było aż w okolicy miejsca porzucenia ciała zgromadzi się jeszcze większa masa dziennikarzy, pragnących uzyskać jakiekolwiek ochłapy do swoich artykułów i materiałów. W końcu morderstwa zawsze się sprzedawały, a zbrodnie popełniane na dzieciach wzbudzały jeszcze większe emocje oraz zainteresowanie.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak Swanson szybciutko uporała się z dziennikarką, chociaż ta, jak zwykle, nie dawała się łatwo spławić.
To jest kpina! — wydarła się jeszcze Brenna Langford, cofając się o krok, ale wciąż mierząc Swanson nieustępliwym spojrzeniem. — Macie obowiązek informować opinię publiczną! Ludzie mają prawo wiedzieć, co tu się dzieje! — uniosła rękę, wskazując na kamerę, której czerwone światełko nagrywania pulsowało jednostajnie. — Nagrywaj to, wszystko nagrywaj! — krzyknęła do kamerzysty, który prawie potknął się o własne kable, próbując nadążyć za jej gwałtownymi ruchami. Odwróciła się jeszcze przez ramię, unosząc głowę ponad gapiów. — Jeśli coś próbujecie ukryć, to przysięgam, że to wypłynie! Słyszycie mnie?! Wypłynie! — rzuciła, zanim dała się w końcu odciągnąć dalej, wciąż rzucając krótkie, gniewne uwagi pod nosem.
W normalnej sytuacji Miller nawet parsknęłaby pod nosem, ale jakoś nie było jej do śmiechu. Skupiła się na dokończeniu pracy. Zrobiła kilka zdjęć, stwierdziła czas zgonu, z którego wynikało, że Charlie Preston zamordowany w podobnych godzinach, co Tyrone Powell. To mogło mieć znaczenie. Może chłopcy byli przetrzymywani w tym samym miejscu, a zabójca wyrywał zęby jednego na oczach drugiego? Tego na razie jednak się nie dowiedzą.
Podniosła wzrok na Evinę, kiedy kończyła spisywać wstępnym protokół. Resztę uzupełni w trakcie dokładnej autopsji. Wstępne oględziny nigdy nie dawały wszystkich odpowiedzi. Obaj chłopcy mieli wyraźne, otwarte rany na tułowiu, więc mogło dojść do uszkodzenia narządów wewnętrznych i całkiem możliwe, że to one doprowadziły do wcześniejszego zgonu, a nie odcięte kończyny. Chociaż Zaylee podejrzewała, że wiele obrażeń nałożyło się na siebie, co doprowadziło do wstrząsu hipowolemicznego.
Właśnie skończyłam — odparła, przywołując do siebie techników skinieniem głowy. Kazała im zabezpieczyć ciało i przetransportować je do prosektorium. — Możemy się zbierać — dodała, pakując sprzęt do skórzanej torby. Przy odrobinie szczęścia uda im się przemknąć do samochodów, bez wpadnięcia na Brennę Langford.
Ale oczywiście tak się nie stało. Kobieta już czekała na nie przed wejście do parku i za nic w świecie nie chciała dać się przekonać do tego, żeby stąd zniknąć.
Doktor Miller! — zwróciła się do Zaylee, chociaż ta udała, że jej nie słyszy. — Mówi się o dwóch nieletnich — ciągnęła Langford, zrównując się z nią bez większego trudu. — Czy może pani potwierdzić ich wiek?
Bez komentarza — mruknęła, nawet nie patrząc w jej stronę.
Świadkowie twierdzą, że ciała był okaleczone — Brenna nie odpuszczała.
Powiedziałam, bez komentarza — powtórzyła tym samym, niewzruszonym tonem.
Czy mamy do czynienia z seryjnym sprawcą?
Zaylee zatrzymała się nagle. Funkcjonariusz idący za nią o mało na nią nie wpadł. Powoli odwróciła głowę.
Świadkowie powinni przestać mówić rzeczy, na których się nie znają — prychnęła z dezaprobatą. — A pani powinna przestać je powtarzać.
Langford uniosła brew, wyraźnie zadowolona, że w końcu udało jej się wywołać reakcję.
Czyli zaprzecza pani?
Mówię, że śledztwo trwa.
Ludzie się boją, doktor Miller. Dwoje martwych dzieci w parku, to nie jest coś, co da się przemilczeć.
I właśnie dlatego powinna pani ważyć słowa — upomniała ją Miller.
Czy to znaczy, że istnieje zagrożenie dla innych dzieci? — podłapała natychmiast Langford.
Zaylee przez chwilę milczała. W jej głowie przemknęły makabryczne obrazy z miejsca zbrodni.
To znaczy — powiedziała w końcu, wracając do chłodnego tonu. — Że dopóki nie ustalimy wszystkiego, każdy powinien zachować ostrożność.
Czyli jednak jest powód do paniki?
Proszę nie wkładać mi w usta słów, których nie powiedziałam — warknęła, wyraźnie rozjuszona. Dziennikarka już otwierała usta, żeby zadać kolejne pytanie, ale Miller ruszyła dalej, tym razem nie zatrzymując się ani na moment. Zamiast skierować się do swojego samochodu, ruszyła w stronę tego, którym przyjechała Swanson. — Później wrócę po swoje auto — oznajmiła. Dopiero, kiedy drzwi zamknęły się za nimi z głuchym trzaskiem, pozwoliła sobie na krótki wydech. — Głupia cipa — skomentowała krótko, co idealnie określało jej stosunek do Brenny Langford.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała za sobą całe doświadczenie użerania się z osobami pokroju Brenny Langford. W przeciągu swojej kariery przeżyła naprawdę wielu różnych reporterów, którzy za każdym razem chcieli z niej wyciskać coraz to nowsze informacje na temat prowadzonych spraw. Może i na początku zdawała się być osłupiała w ogniu pytań, ale po tak długim czasie nie robili już na niej żadnego wrażenia. Jedynie wzbudzali irytację.
Nie słuchała w ogóle krzyków, które rozlegały się za jej plecami. Miała o wiele ważniejsze sprawy na głowie. Wygłodniała dziennikarka na pewno nie była czymś, co miałoby jej w ogóle zajmować. Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę brzmienie jej głosu ta była właśnie eskortowana z dala od taśm policyjnych.
Nikt nie miał wątpliwości, że Brenna szukała taniej sensacji. Nie miała wstydu, aby rozgrzebywać w ten sposób morderstwo dwóch młodych chłopców. Starała się wyciągnąć z nich informacje za wszelką cenę i jeszcze próbowała podburzyć tłum przeciwko nim. Żałosne zagrywki.
- Zbliżony czas zgonu? - zapytała, bo podejrzewała, że tak mogło być skoro chłopcy zostali porzuceni mniej więcej w tym samym czasie w obu parkach.
Na razie nie dopytywała o nic więcej. I tak miała już wystarczająco wiele roboty z przesłuchiwaniem rodziców oraz prześwietlaniem ofiar oraz ich otoczenia. Musiała postarać się chociażby znaleźć między nimi jakieś wspólne punkty. Chyba, że faktycznie na razie chodziło jedynie o ofiary podobnego wieku, płci i rasy.
Przytaknęła i ruszyła w kierunku taśm policyjnych, które pokonała raz dwa. Technicy zdawali się również powoli zbliżać ku końcowi swojej pracy. Biorąc pod uwagę, że znajdowali się w miejscu publicznym i to na otwartej przestrzeni musieli zebrać wszelkie możliwe ślady najszybciej jak mogli, aby nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji i nie dopuścić do tego, aby poszlaki uległy zanieczyszczeniu.
Mogła się jednak spodziewać tego, że nie dane będzie im tak po prostu przejść w spokoju całej trasy do auta. Brenna Langford musiała jak zwykle zaatakować. Tylko, że tym razem obrała sobie za cel koronerkę, domyślając, się, że pewnie z nią pójdzie jej o wiele łatwiej niż z detektywką, która o wiele częściej miała okazję występować przed kamerą w związku z prowadzonymi śledztwami.
Nie odzywała się. Pozwalała Miller zająć się tym samodzielnie, ale może powinna uciąć rozmowę nieco szybciej. Głównie przez to, że Zaylee nie potrafiła być cicho i mogła dać dziennikarce okazję do tego, aby zaczęła jeszcze bardziej dociekać i prowokować swoimi kolejnymi słowami.
W końcu jednak mogły znaleźć się w zamkniętej przestrzeni samochodu, oferującej im przynajmniej odrobinę spokoju i prywatności chociaż reporterka wciąż znajdowała się niebezpiecznie blisko.
- Wiem... Tępa pizda - stwierdziła jeszcze, wyciągając dłoń na chwilę, aby rozmasować spięty kark koronerki. - Nie przejmuj się nią. Mamy przed sobą zajebiście dużo pracy... Jak wyrobię się szybciej to postaram się wpaść do prosektorium, ale nie mam pojęcia ile mi zejdzie.
Dwie ofiary oznaczały naprawdę ogromny nawał pracy przy tak początkowym etapie śledztwa. No, ale nie mogła nic na ten fakt poradzić. Dlatego po prostu przekręciła kluczyk w stacyjce i odpaliła silnik, żeby móc wyjechać spod pechowego parku.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”