-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Po autopsjach skontaktuję się z kim trzeba — przytaknęła, bo jeśli faktycznie okaże się, że oba morderstwa są ze sobą ściśle powiązane, będą musiały zaczerpnąć porady psychologa sądowego. Miller od lat współpracowała z Tarą Dufour, jedną z najbardziej cenionych specjalistek w tej dziedzinie. Dufour miała niezwykłą zdolność wnikania w umysł sprawcy i dostrzegania zależności, które dla innych pozostawały niewidoczne. Jej analizy nieraz pozwalały uchwycić to, co umykało śledczym - powtarzalność gestów, symbolikę, a nawet emocjonalny podpis pozostawiony na miejscu zbrodni. Jeśli ktoś mógł rzucić nowe światło na tę sprawę, to właśnie ona. Zaylee dobrze wiedziała, że im szybciej Tara przyjrzy się materiałom, tym większa szansa, że uda się wyprzedzić kolejny ruch sprawcy, zanim pojawi się następna ofiara.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, kiedy Swanson oznajmiła, że zadzwoni do opiekunki domu dziecka, żeby poinformować ją o zajściach w taki sposób, w jaki Evina będzie uważała za właściwy. Wolała, żeby Lily Rose usłyszała to od detektywi, która prowadziła śledztwo niż od koronerki, która przeprowadza sekcje zwłok na dzieciach w wieku jej podopiecznych.
— Dołączę do ciebie do godziny. Muszę jeszcze zrobić kilka zdjęć i dopilnować, żeby technicy pobrali wszystkie próbki — skinęła głową. Wprawdzie mogła im po prostu zaufać, ale musiała się upewnić, czy wszystko zostanie zrobione tak, jak należy. To nie tak, że podważała ich kompetencje, w takich momentach znów przebijał się przez nią perfekcjonizm. — Widzimy się na miejscu — dodała i odprowadziła narzeczoną spojrzeniu w kierunku wyjścia do parku.
Po tym, jak skończyła zabezpieczać zwłoki jedenastoletniego Tyrone'a Powella, które zostały przetransportowane do prosektorium, udała się prosto do York Mills Valley Park. Pech chciał, że wpadła w jakiś okropny korek, który ciągnął się aż przez dwie przecznice. Nie chciała tracić więcej czasu. Zjechała w boczną uliczkę i zostawiła samochód naprzeciwko kwiaciarni, dalszą drogę pokonując na piechotę. Już w oddali dostrzegła grupę gapiów. Ludzie znów zebrali się wokół taśmy policyjnej, chcąc zobaczyć więcej niż w ogóle powinni. Miller wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z funkcjonariuszem, którego mijała w Corktwon Cammon. Próbowała wyczytać z jego twarzy cokolwiek, co mogłoby potwierdzić jej przypuszczenia. Wszystko wskazywało na to, że mają mają do czynienia z kolejnym morderstwem.
Tym razem technicy postarali się bardziej, bo na miejscu, tuż obok dużej fontanny, rozstawiono parawan. Zaylee od razu odnalazła wzrokiem Swanson. Zacisnęła palce na skórzanej torbie i wyminęła zabezpieczających teren policjantów i zaraz znalazła się przy detektywce.
— Ten sam schemat? — zerknęła na nią, nie zaglądając jeszcze za parawan. Chciałaby usłyszeć, że jednak nie. — Rodzice? — popatrzyła przez ramię, upewniając się, czy nie będą zaraz świadkami bliźniaczej sytuacji. Naprawdę wolała zaoszczędzić opiekunom makabrycznego widoku i od razu oddelegować ich na komisariat.
Evina J. Swanson