31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie każ mi na to odpowiadać... Gdy załkała w jego ramionach i wtuliła się w niego jeszcze bardziej, zaczął mieć dziwne wrażenie, że bała się swoich emocji. Zupełnie jakby oszukiwała samą siebie, próbując pozostać szlachetną w świecie pełnym dupków. Z jednej strony mu to imponowało, bo jej moralność i lojalność były w dzisiejszych czasach towarem deficytowym, a z drugiej... cholernie go to irytowało. Dlaczego wolała cierpieć w milczeniu, zamiast sięgnąć po coś, czego tak bardzo pragnęła? A pragnęła jego. Czuł to. Opatulił ją szczelnie ramionami i zaczął głaskać jej włosy. Kurwa, on zaraz zwariuje. Powoli przestawał rozumieć rzeczywistość. - Dobrze - szepnął w końcu, rozluźniając nieco uścisk, by mogła złapać oddech, choć wciąż nie wypuszczał jej ze swoich ramion. Uniósł dłoń i kciukiem starł łzę z jej policzka. Nie chciał, żeby płakała z jego powodu. No i gdy zaproponował wyjazd, faktycznie przestała płakać - zapewne z szoku. - Lecę na Teneryfę na kilka dni. Będę podpisywać kontrakt. Ivy, po prostu to przemyśl, może znajdziesz na to przestrzeń - rzekł spokojnie, patrząc prosto w jej wielkie, błękitne oczy, w których czaiła się teraz konsternacja. Dyżury. Dante. Dylematy. Na pewno musiała sobie to wszystko poukładać w głowie, w końcu wyskoczył z tą propozycją jak Filip z konopi. Przecież masz ją. Te słowa zabrzmiały jak oskarżenie. Zacisnął usta w wąską kreskę i poczuł ukłucie irytacji, że doprowadził do takiej sytuacji. - Tak, mam - odparł twardo, w końcu wychodząc naprzeciw jej słowom, skoro powtórzyła już kilkukrotnie, że miał narzeczoną i nie zamierzała odpuszczać. Tak, miał narzeczoną, ale... - Ale uparcie ignorujesz moje pytanie, Ivy. Pytałem o to, co by było, gdyby świat wyglądał inaczej. Gdybyśmy byli tylko my - wyjaśnił, już nieco normalniejszym tonem. Nagle dźwięk powiadomienia na jego telefonie przeciął ciszę na klatce schodowej - wyjął telefon z kieszeni, spodziewając się, kto mógł do niego napisać. Oczywiście, że wiadomość napisała Cherry, i oczywiście, że pytała, gdzie się, kurwa, podziewał z tą wodą. Cholera, powinien wracać. I kupić wodę. - Ivy... muszę już wracać do sióstr - wymruczał z trudem, po czym odsunął ją od siebie tylko po to, żeby ująć jej twarz w obie dłonie. - Zależy mi na tobie. Jesteś dla mnie ważna, Ivy. Przemyśl to proszę i daj mi znać - powtórzył, kciukami gładząc jej policzki. Widział wahanie w jej oczach - czy to co robili było właściwe? Oczywiście, że nie było. Jednak miał dość robienia tylko i wyłącznie tego, co było właściwe - chyba właśnie dlatego Charlie nie wytrzymał. Ignorując wibrujący w kieszeni telefon z kolejnym ponagleniem od Cherry, pochylił się i przycisnął swoje usta do ust Ivy. Pocałował ją miękko i ostrożnie - chciał jej przekazać w tym pocałunku wszystko to, czego nie potrafił jej jeszcze powiedzieć. Teneryfa nie oznaczała ślubu, a on... on był gotowy zmienić dla niej całe swoje życie. Chciał, żeby to w końcu do niej dotarło. - Będę czekał na wiadomość. Jakąkolwiek - wymruczał, muskając jeszcze raz jej czoło wargami. No i mimo że słowa pożegnania już padły, jakoś nie potrafił jej puścić i po prostu wyjść, mimo że przeczuwał, że Cherry zaraz pójdzie go szukać, a Cora najpewniej w dalszym ciągu zalewała się łzami. Westchnął ciężko i oparł swoje czoło o jej czoło. Nie chciał jej zostawiać.

love of my life
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Charlie Marshall

Dobrze — powtórzyła za nim, biorąc spokojny oddech jeden, za drugim. Wdech, wydech, wdech, wydech. Tylko w ten sposób mogła zapanować nad własną głową. Za dużo wszyscy od niej wymagali. Była w trakcie wymagającego dyżuru, gdzie serce z każdym momentem biło jej jeszcze mocniej. Miarowo, szybko, jakby nie miało zatrzymać się nawet przez krótki moment. Tylko Teneryfa wydawała się jej tak odległa. Kilka dni za granicą. To było jej marzenie. Mogłaby zobaczyć ocean, wystawić się na działanie promieni słonecznych i naprawdę mogłaby zapomnieć o całym bożym świecie.
Nie chcę być egoistką — wydukała najcichszym głosem, jakim tylko mogła — odpowiadanie na to pytanie, to prawie jakbym kazała zmienić Ci życie — jakby w tym momencie na nie, nie odpowiedziała. Wszyscy ludzie dookoła niej sprawiali, że głupiała, nie wiedząc, co powinna powiedzieć. Przymknęła na moment oczy, zastanawiając się, co tak właściwie powinna mu odpowiedzieć. Tylko każde słowo sprawiłoby, że wyszłaby na egoistkę.
Dobrze, coś się stało, że jesteście tu wszyscy? — spytała z wywaloną do przodu dolną wargą, wpatrując się intensywnie w jego oczy. Uniosła delikatnie kąciki ust, bo on był naprawdę jedyną osobą, która potrafiła ją uspokoić. Jego dotyk i bliskość sprawiały, że wszelkie wątpliwości jak za pstryknięciem magicznej różdżki znikały z jej głowy.
Świat jeszcze bardziej zawirował, kiedy na nowo poczuła smak jego ust. W tym krótkim momencie byłaby w stanie zrobić dla niego wszystko. Może faktycznie była na to gotowa? Żeby kosztować smak jego warg, wyjechać za granicę i pierwszy raz zapomnieć o całym bożym świecie. Przecież gra w życie nie mogłaby być aż tak trudna. Kiedy ich wargi się spotykały, wiedziała, że chce być tylko przy nim.
Nikt ode mnie jeszcze tyle nie wymagał — wyszeptała, kiedy opierali się o siebie czołami. Nawet ten czuły gust uważała za całkowicie niemoralny. Nabrała głębokiego wdechu do płuc i raz jeszcze chciała się w niego mocno przytulić.
Ja... — zaczęła nagle, wyczuwając powiadomienie. Sięgnęła po pager i już wiedziała, że reszta zmiany nie będzie łatwa — muszę iść, komuś stanęło serce — odsunęła się z jego ramion, choć przez krótki moment spoglądała mu jeszcze w oczy. Nie chciała się rozstawać. Przez krótki moment czuła prawdziwy spokój, ale nie mogła się wahać. Wymusiła na twarzy uśmiech i pobiegła wprost do pacjenta.

k o n i e c
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”