26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby był trzeźwy, cała ta sytuacja wyglądałaby inaczej... Nawet jeśli zostałby po prostu przy alkoholu, cała ta sytuacja potoczyłaby się całkowicie inaczej. Może byłby w stanie przegadać chłopa który go zatrzymał, zwłaszcza po tym, jak Alex dołączył do niego w całym tym chaosie. Może byłby odważniejszy z Hallem za plecami, wiedząc, że potrafił przyjebać komuś znacznie lepiej niż Bennett. Definitywnie nie byłoby żadnych całusów. Nic, co wyciągałoby z ciemnego kąta dawne zauroczenie i wszystkie ciepłe uczucia związane z Alexem, które Lexie zakopał głęboko, oznaczając plakietką "nie dotykać". Już dawno był okay z faktem, że Hall był absolutnie nieosiągalny i powoli zaczął też dorastać do faktu, że on sam jakoś niespecjalnie leciał na facetów? Nie tak do końca? Na myśl o tym, że mógłby z jakimś pójść do łóżka na trzeźwo, robiło mu się niedobrze, ale to też może była jakaś ukryta trauma i.. Nie wiedział. To nie było ważne. Alex był jego przyjacielem i niczym więcej, całkiem hetero z oczami utkwionymi w Maddie. Proste. Logiczne. Lexie miał z resztą Vitę i też nie miał zamiaru skakać na inny kwiatek.
Tyle że wszystkie te racjonalne myśli nie miały racji bytu w jego głowie w tamtym momencie. Jego głowa była pusta. Absolutnie pusta i jedyne co istniało w jego ciele to pragnienie wywołane tak prostym i w gruncie rzeczy całkiem niewinnym dotykiem. Podniecenie amplifikowane chemią krążącą po jego systemie, sprawiające, że było mu cholernie gorąco, odbierało możliwość zgłaszania sprzeciwu i jeden ruch Halla naprawdę by wystarczył. Jedno przyzwolenie, jeden gest, jedno spojrzenie, a Bennett byłby jego, bez namysłu, bez żadnego "ale", bez sprzeciwu. Na kolanach, grzecznie, służąc mu tak, jak tylko miał ochotę, jak na dobrą męską dziwkę przystało, tylko że.. Przez zamglone pożądaniem spojrzenie, nadal widział swojego przyjaciela. Jego ostrożne gesty. Zawahanie, by przypadkiem znów go nie dotknąć. Nie chciał go, przecież Lexie doskonale wiedział, że go nie chciał i w gruncie Bennett też go nie chciał. Miał Vitę. Kochał Vitę.
Postąpił krok w tył, zaklął, kiedy oparł się o jakiś stolik i prawie sam się podciął. Jedną ręką odbił się znów od powierzchni, kolejny krok postępując w bok, wolną rękę wyciągając przed siebie. - Nie dotykaj mnie. - rzucił, próbując wyrównać oddech, krzywiąc się boleśnie, walcząc z każdym mięśniem, który chciał się wyrwać do Halla. Lexie naprawdę nie chciał. Ani trochę. Głęboko w jego świadomości poczuł bolesne ukłucie czegoś, co można było porównać do uczucie zdrady. Bo jak on w ogóle mógł mu to robić..? - Zostaw mnie. - dodał, tym razem brzmiało bardziej jak zdegustowane warknięcie. Nie było mu do śmiechu. Ani trochę.
Musiał się ulotnić. Natychmiast. Wycofał się jeszcze kawałek, zanim odwrócił w stronę wyjścia, by zwiać z głośnego, chaotycznego klubu na ulicę. Powietrze. Koniecznie powietrze. I nawet kiedy Alex ruszył za nim, Bennett upewnił się, by znaleźć jak najdalej i jak najszybciej się dało. Noc, tak czy siak, była jeszcze młoda.. Lexie po prostu musiał sobie znaleźć do imprezowania kogoś, z kim brak zainteresowania biegnie w obie strony i nawet miał idealną partnerkę na myśli.

koniec.

Alex
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”