-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie żałowała tego, ponieważ w części tych przypadków kończyła zraniona, a czasami to ona okazywała się dostatecznie dużą zołzą, aby złamać komuś serce, a później czuć z tego powodu choć trochę wstydu. To przecież nie tak, że uważała siebie za świętą i nie dostrzegała błędów, których popełniała na pęczki. Najlepszym tego przykładem było zresztą to, co zrobiła ze związkiem, który zakończyła wczoraj.
I nie chodziło wyłącznie o pomylone imię, ale o całą tę zdradę, której prowodyr siedział teraz obok. Tym razem jednak wcale nie czuła się z tego powodu źle.
Wzruszyła więc lekko ramionami w geście zrozumienia, a później nabrała na swój widelec nieco jedzenia, które już moment później wpakowała sobie do ust. Była ciekawa tego, co stało za rozstaniem Tracy’ego, ale jednocześnie coś podpowiadało jej, że ciągnięcie go za język mogłoby okazać się niewłaściwe. Przynajmniej teraz, kiedy z dnia na dzień znalazła się pod jego dachem i ewidentnie potrzebowała pomocy.
Gdy zaprezentował jej siebie, Debbie zerknęła na blondyna z rozbawieniem. Prawdę powiedziawszy uważała go za całkiem dobrą partię, zatem to na pewno nie tak, że nie mogłaby się z nim zgodzić. — Ciebie? No nie wiem… — zaczęła, jak gdyby rzeczywiście miała względem tego wątpliwości, choć majaczący na jej twarzy uśmiech sugerował, że wcale nie myślała tak na poważnie. Zresztą, już chwilę później grymas ten nabrał nieco bardziej głupkowatego wyrazu zwiastując, że cokolwiek chodziło jej teraz po głowie, wpisywało się raczej w kategorię rzeczy g ł u p i c h. — Ale nie rozumiem, jak mogła odpuścić sobie jego — skomentowała w tym samym momencie, w którym dość wymownie skinęła głową w stronę jego spodenek. Zgrywała się, choć jednocześnie nie sposób zaprzeczyć temu, że Raynott posiadał części ciała, z którymi Debbie zaprzyjaźniła się nawet bardziej, niż z nim samym.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Patrząc na to z perspektywy czasu, Tracy mógł powiedzieć, że to była jego n a j w i ę k s z a porażka i tylko zmarnował kupę czasu na kogoś, kto nie był tego wart. Może więc dobrze, że nieudane związki Debbie trwały tylko chwilę i wciąż miała sporo czasu na poznanie kogoś nowego. A co ważniejsze, wciąż miała ku temu motywację, co Tracy niestety utracił przez tamten związek. Po rozstaniu z narzeczoną z nikim już się nie związał i nie planował tego zmieniać. Za bardzo się sparzył, aby jeszcze raz zaryzykować. Zwyczajnie bał się tego, dlatego wygodniej mu było postawić na samotność, nawet jeśli ona też nie była idealna. Była jednak lepsza, bo nikt w ten sposób nie mógł już go zranić.
Tracy chronił się w najlepszy znany sobie sposób.
Debbie za to była bliska tego, żeby sobie nagrabić, ale na szczęście sprawnie wybrnęła z tej sytuacji, wywołując na twarzy Raynotta uśmiech. – Z mądrym człowiekiem to i pogadać ciekawie – odparł z rozbawieniem, najwyraźniej zgadzając się z opinią Debbie. Albo raczej ufając jej ocenie, w końcu to ona w tym temacie miała największe pojęcie. – To może teraz twoja kolej i opowiesz mi o… – urwał na chwilę, ponieważ nie miał gotowego pytania. Nie był przygotowany na taką rozmowę, ale skoro otwierali się przed sobą, czemu nie pójść w to dalej? Szło im to na tyle dobrze, że blondyn nawet nie odczuł dyskomfortu rozmawiając o czymś, co nie było dla niego lekkie. – …najbardziej szalonym rozstaniu? – dokończył, dochodząc do wniosku, że kto jak kto, ale McDowell może mieć w zanadrzu jakąś ciekawą historię.
A czekając na nią Tracy wrócił do śniadania, bo nie chciał pozwolić na to, żeby mu wystygło, ale Debbie wciąż mogła liczyć na jego uwagę – dzielił ją między nią a posiłek.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Debbie bowiem, pomimo tego, jakie mogła sprawiać wrażenie, wcale nie była aż tak pewna siebie, jak próbowała pokazać.
Tracy nie był jednak osobą, którą zamierzała tym obarczać. Z tego też powodu nie dawała za bardzo poznać po sobie tego, że wczorajsze rozstanie sprawiło jej przykrość. Żałowała też, że ona sama okazała się tak lekkomyślna, że wpakowała mu się do łóżka, choć pozostawała związana z kimś innym, a później też pomyliła imiona, czego zresztą naprawdę nie rozumiała. W końcu czy to nie oznaczało, że lubiła go trochę bardziej, niż próbowała przyznać?
Nawet jeśli, nie łączyło ich przecież nic ponad nieco pokraczną przyjaźń, która dziś miała szansę nieco się rozwinąć. Nie tyle za sprawą wspólnych żartów, co ciut poważniejszej rozmowy, którą ze sobą toczyli. Gdy Tracy zdecydował się pociągnąć temat związków, odrobinę ją tym zaskoczył, jednak Debbie bynajmniej nie poczuła się tym zrażona.
Zanim cokolwiek powiedziała, sięgnęła po własną szklankę z sokiem i upiła z niej kilka drobnych łyków. — Masz na myśli coś gorszego niż wczoraj? — zapytała przekornie, dając mu tym samym do zrozumienia, że tamto rozstanie w pewnym stopniu też spełniało warunki. Musiała jednak zastanowić się nieco nad odpowiedzią, a przy tym postanowiła też zmienić dotychczasową pozycję. Usadowiła się tak, aby oprzeć się o zagłówek łóżka, a kiedy w końcu się odezwała, zaczęła dłubać widelcem w swoim talerzu.
— Jakieś dwa, może trzy lata temu spotykałam się z pewną dziewczyną. Trochę to w sumie trwało i nawet zaprosiła mnie na wesele swojej siostry. Zaliczyłyśmy wtedy numer z jej byłym facetem, ale cholera, nigdy nie czułam się tak niezręcznie w łóżku — zrelacjonowała, robiąc krótką pauzę po to, aby spojrzeć na Raynotta z rozbawieniem. — Zerwałyśmy zaraz po tym, a jeśli się nie mylę, parę miesięcy temu wyprawiała własne wesele — dokończyła, a później wetknęła sobie do ust kolejną porcję jedzenia.
Miała na swoim koncie cały szereg podbojów, które uznać można było za porażkę.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ona zaś powinna być z nim szczera i pokazać mu, że jednak to ostatnie rozstanie dotknęło ją bardziej niż dawała to po sobie poznać. Powinna w ten sposób dać mu do myślenia, ponieważ przyczynił się do tego i powinien znać wagę swoich decyzji. Nie chciał przecież jej ranić czy szkodzić jej.
Na razie to jednak im nie groziło, skoro Debbie znów była wolna i Tracy zbliżając się do niej nie ryzykował tym, że po raz kolejny namiesza w jej życiu. Choć na razie nie myślał o dobieraniu się do niej. Nie dlatego, że stracił na to ochotę, a raczej przez to, że wciągnął się w rozmowę z nią i na razie w to był zaangażowany, dlatego nie myślał o niczym innym.
A skoro sam został pociągnięty za język, to teraz postanowił dowiedzieć się czegoś o niej, trzymając się mniej więcej tego samego tematu, dlatego też zapytał o jej związkowe doświadczenia. Starał się przy tym dotknąć jakiejś luźniejszej kwestii, aby atmosfera nie zgęstniała.
Usłyszawszy jej pytanie, pokiwał głową na boki, nie do końca wiedząc, co ma jej powiedzieć, ale tak, chyba czekał na historię, która przebije nawet to, choć Tracy również zdawał sobie sprawę z tego, że to mogło być trudne.
Ale nie popełnił błędu wierząc w Debbie, która zaraz udowodniła, że nawet jeśli przebicie jej ostatniego rozstania było trudne, to wcale nie niemożliwe. – Jakbyś w czymś przeszkadzała? – zapytał, bo właśnie tak wyobrażał sobie sytuację, w której dochodzi do zbliżenia między dwójką byłych, których najwyraźniej coś jeszcze łączy, i jeszcze jedną osobą. Taki układ nigdy nie wróżył niczego dobrego, ale z drugiej strony potrafił wyobrazić sobie, czemu był tak kuszący. Gdy o tym pomyślał, doszedł do wniosku, że jego samego też by to kręciło.
– Z tym byłym? – dopytał, ponieważ po tamtym numerku wcale nie zdziwiłby się, gdyby tamta dwójka się zeszła. To byłoby niefortunne dla McDowell, ale nie sprawiała wrażenia przejętej tym. Jedyne, co było po niej widać, to rozbawienie, które udzieliło się także Raynottowi słuchającemu tej historii. Na dodatek zaangażował się w nią, skoro zaczął dopytywać o szczegóły i chciał dowiedzieć się, jak zakończył się tamten szalony numerek.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z obecnych wątpliwości w takim razie również miała się wykaraskać, choć to stać się miało dopiero wtedy, kiedy na jej drodze znajdzie się ktoś, kto skradnie nieco więcej jej uwagi. Do tego czasu mogła cieszyć się wolnością, choć nie sposób nie zauważyć, że nawet wtedy, kiedy jej nie posiadała, McDowell nie lubiła się ograniczać.
Szkoda tylko, że to nie zawsze wychodziło jej na dobre.
Za to jednak Tracy nie mógł brać odpowiedzialności, ponieważ to ona była tą, która całkiem niedawno pozwoliła sobie na z d r a d ę. To również ona odpowiadała za to, że najwyraźniej nie była w stanie wyrzucić z własnego umysłu tego, jak smakowały ich wspólne zbliżenia, co doprowadziło do wpadki, którą zaliczyła wczoraj. Nie czuła się z nią dobrze, ale jednocześnie nie widziała powodów, dla których miałaby wylewać przez to morze łez. Koniec końców miało to być tylko kolejne rozstanie na bardzo długiej liście tych, które miała już za sobą.
Pokiwała lekko głową, bo najwyraźniej Raynott rozumiał ją całkiem dobrze. W międzyczasie wpakowała sobie do ust kolejną porcję jedzenia, a nim odpowiedziała na jego późniejsze pytanie, sięgnęła jeszcze po szklankę z sokiem, z której upiła kilka niewielkich łyków. Mniej więcej po tym poczuła się najedzona, dlatego razem z tym, jak odstawiła na półkę szkło, umiejscowiła tam również jeszcze nie do końca pusty talerz.
— Dokładnie z nim. Mogę więc chyba uznać się za całkiem niezłą swatkę — stwierdziła z rozbawieniem, bo nawet jeżeli w tamtym momencie czuła się trochę zraniona, z perspektywy czasu postrzegała tamte wydarzenia jako nieco zabawne. Odrobinę też uwłaczające, ale mimo wszystko zabawne.
Wypuściła głośniej powietrze, a później kątem oka zerknęła na blondyna. Rozmowa, którą teraz ze sobą toczyli sprawiła, iż w jej umyśle wybrzmiało jeszcze jedno pytanie. — Robiłeś to kiedyś? — zapytała, a przez jej spojrzenie przebijać zaczęła szczera ciekawość.
Prawdę mówiąc, Raynott wyglądał jej na kogoś, kto nie jeden trójkąt miał już za sobą.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A Debbie powinna jak najlepiej wykorzystać swoją wolność, w czym zresztą Raynott zamierzał jej pomóc, choć na razie tak bardzo wciągnął się w rozmowę z nią, że nie chciał jej przerywać. Był też zajęty jedzeniem pysznego śniadania, ale to właśnie rozmowa zajmowała go w tej chwili najbardziej i chętnie dowiadywał się czegoś o brunetce, jednocześnie odkrywając przed nią własne karty i mówiąc jej o rzeczach, o których nie opowiadał innym kobietom, z którymi czasami się widywał.
Różnica między nimi a Debbie była taka, że choć z nią sypiał, to traktował ją także jako swoją dobrą koleżankę, może też powoli jak przyjaciółkę, skoro potrafił na tyle się przed nią otworzyć?
– Można powiedzieć, że przyłożyłaś do tego swoją rękę… A nawet więcej – skomentował wyraźnie rozbawiony, po czym wpakował sobie do ust ostatni kęs jedzenia, a po nim opróżnił szklankę, aby móc już odstawić puste rzeczy na szafkę nocną. Nie będzie przecież trzymał tego na kolanach, skoro do niczego więcej nie miało mu się przydać. A teraz mógł przynajmniej nieco się obrócić i ułożyć wygodniej, aby mieć lepszy widok na Debbie, którą teraz obserwował leżąc bokiem i podpierając się na jednej ręce.
– Zdarzyło mi się, ale nigdy więcej nie powtórzyłbym tego z przypadkowymi osobami. Za duży chaos – stwierdził, przypominając sobie to, ile czasu zajęło odnalezienie się i odkrycie własnego rytmu. Nim do tego doszli, doświadczenie wcale nie było tak przyjemne, jak można by było sobie wyobrażać, dlatego Tracy nie reagował ze zbyt wielkim entuzjazmem na myśl o trójkątach. Potrafiły być przyjemne, ale tylko wtedy, gdy robiło się to z właściwymi osobami.
Nadal jednak był większym fanem zbliżeń we dwójkę i może na nie nabrał ochoty? Bo na pewno nie przez przypadek jego dłoń wylądowała na udzie Debbie, po którym zaczął ją teraz gładzić.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tych jednak ewidentnie zabrakło, skoro minioną noc przyszło im spędzić w swoich ramionach, ale w nieco mniej standardowy sposób. Zabrakło typowych dla nich uniesień, a zamiast tego nie zabrakło wtulania się w jego ramię, czego Debbie nie umiała sobie odmówić. Nie dlatego, że był to Tracy, ale zwyczajnie przez to, że jakiś czas temu wyznała mu prawdę - w nocy bywała przeogromną p r z y l e p ą.
Odpowiadała jej również ta odmiana od ich stałej rzeczywistości, której doświadczali teraz. Wspólne śniadanie i rozmowa o rzeczach, które były dla nich na swój sposób ważne, szczerze ją wciągnęła. Debbie słuchała go ze szczerym zainteresowaniem, ale jednocześnie nie miała problemu z tym, aby powiedzieć mu ciut więcej na własny temat.
Tym drugim zresztą nigdy nie była szczególnie skrępowana.
— Zdecydowanie więcej — poprawiła go, jednak przez jej twarz również przebijało wówczas rozbawienie. Wtedy była szczerze rozżalona, jednak teraz nie miała nawet cienia pretensji do tamtej dziewczyny o to, że zdecydowała się postawić na kogoś innego. Może nie zrobiła tego zbyt taktownie, ale jej i Debbie najwyraźniej wspólne szczęście nie było pisane. Tego akurat McDowell była w pełni świadoma.
Podobnie zresztą, jak dobrze domyśliła się tego, że Raynott podobne doświadczenia musiał mieć za sobą. Udało mu się jednak zaskoczyć ją tym, że nie wykazywał się względem nich szczególnym entuzjazmem. To sprawiło, że jedna z brwi Debbie powędrowała ku górze, ale zanim cokolwiek powiedziała, rozproszyła ją jego dłoń. Od miejsca, po którym się poruszała, rozchodziło się przyjemne mrowienie, za sprawą którego McDowell głębiej wciągnęła powietrze, choć sama nie zrobiła na razie nic.
— Wiesz… — zaczęła, spojrzeniem przemykając leniwie po jego sylwetce. Między innymi przez nią zwykle nie potrafiła mu się oprzeć. — Mam kilka całkiem fajnych koleżanek — dodała, podczas gdy na jej ustach wymalował się zaczepny uśmiech. Jeśli właśnie tego się obawiał, swoich doświadczeń nie musiał powtarzać akurat z p r z y p a d k o w y m i osobami.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I jak się okazuje, w mniej standardowy sposób również, bo podobało mu się spanie z nią zamkniętą w jego ramionach, nawet jeśli tej nocy nie doszło między nimi do niczego więcej. Choć sam wybrał samotne życie, to wcale nie znaczy, że w ogóle nie potrzebował tak prostej bliskości drugiej osoby. Jemu również była potrzebna, ale się do tego nie przyznawał nawet przed samym sobą. Dlatego wczorajsza okazja była dla niego idealna, bo przyszła do niego sama.
– Potrafię sobie wyobrazić – odparł, przywdziewając na twarz zadziorny uśmiech, a przy okazji też wymownie omiótł Debbie spojrzeniem, poprzez co chciał jeszcze dosadniej podkreślić to, że doskonale wiedział, co miała na myśli. Znał to przecież z własnego doświadczenia. I skoro już rozmawiali na ten temat, przypominając mu o tym wszystkim, blondyn nabrał ochoty na McDowell i postanowił sięgnąć po to, czego teraz pragnął. Na razie jednak ograniczył się jedynie do dotyku, który wiedział, że podziała na jej zmysły. Nie spodziewał się tylko tego, że skłoni ją do składania takich propozycji, ale taki efekt uboczny mu się spodobał, co zresztą brunetka mogła poznać po jego uniesionym kąciku ust.
– Może powinnaś mi je przedstawić i powinniśmy spędzić z nimi wieczór? – zasugerował, podczas gdy jego dłoń sunęła wyżej i jeszcze wyżej, trafiając pod koszulkę, którą Debbie miała na sobie. Tracy zrobił to, aby objąć ją ramieniem w talii i pociągnąć do siebie tak, aby mógł się z nią odwinąć i kiedy ona wylądowała na plecach na łóżku, on znalazł się nad nią i spoglądał na nią z pożądaniem, na razie nie wykonując żadnego ruchu poza przesunięciem dłoni, którą teraz oparł na jej nagim brzuchu. – Co ty na to? – poruszył zaczepnie brwiami i celowo dodał to dopiero teraz, by brzmiało to tak, jakby pytał nie tylko o kwestię, o której rozmawiali przed chwilą, ale też to, do czego zmierzał teraz.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W końcu to, że w sypialni wymknęło jej się jego imię, nie było jego winą.
Pomógł jej jednak, a ona była mu za to szczerze wdzięczna, dzięki czemu zapałała do niego jeszcze większą sympatią, niż jeszcze pewien czas temu. Lubiła go od samego początku, ale wtedy nie mogła spoglądać na ich relację z innej perspektywy, niż prosty romans, który kontynuowali tylko wtedy, kiedy akurat mieli ku temu sposobność. Na początku przecież nie sięgali po swoją bliskość w okolicznościach innych, niż wspólne wyjazdy. Bynajmniej tego nie planowali.
Mimo to udało im się nawiązać nić porozumienia, a Debbie czuła się w jego towarzystwie nad wyraz komfortowo. Nie bała się przy nim żartować nawet w najgłupszy sposób, ani też dzielić się własnymi wybrykami czy fantazjami, bo nie sądziła, że Tracy mógłby zacząć ją oceniać. Mało tego, momentami miała nawet wrażenie, że to jej drobne szaleństwo t r o c h ę go jednak pociągało.
Zacisnęła zęby na swojej dolnej wardze, kiedy jego dłoń przemierzała trasę po jej nagiej skórze. Nie było to wiele, ale i tak zdołało zadziałać na jej wyobraźnię, dzięki czemu Debbie ponownie zapomniała o tym, co było wczoraj. Skupiała się wyłącznie na tym, czego mogła jeszcze w jego ramionach posmakować i co najwyraźniej miała na wyciągnięcie ręki, skoro już moment później Raynott znalazł się nad nią.
— Nie wystarczy jedna? No wiesz, żeby znowu nie wkradł się chaos — poruszyła zaczepnie brwiami i objęła go rękoma w pasie. Jedną zatrzymała na jego plecach, po których dość prędko przesunęła paznokciami, podczas gdy drugiej pozwoliła przesunąć się niżej, prosto pod materiał jego spodenek. — I żebyś podołał. Wiesz, że dużo wymagam — stwierdziła przekornie, w tym samym momencie zaciskając palce na jego pośladku, co skwitowała zadziornym uśmiechem.
Jak widać, niezależnie od propozycji, Debbie nie miała mu odmawiać.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I to pomimo różnic, które też między nimi były.
Te na pewno nie miały przekonać Tracy’ego do zostawienia jej na lodzie, dlatego pozwolił jej zostać u siebie na pewien czas. I nie stawiał przed nią żadnego deadline’u, ponieważ wierzył, że bruneta nie nadużyje jego gościnności i będzie korzystała z jego zaproszenia tylko tak długo, jak będzie to konieczne i w końcu znajdzie swój kąt.
A do tego czasu mogli po prostu dobrze się bawić, żyjąc razem pod jego dachem. Co było, to było… Raynott cieszył się, że McDowell nie żyła dziś dniem wczorajszym i zamiast zagrzebywać się pod kocem i rozpaczać po nieudanym związku, pozostała po prostu sobą, a przy okazji pozwoliła mu lepiej się poznać. A poza tym, cóż, chciała też jego bliskości, którą blondyn zaczął jej oferować zanim ona zdążyła o nią poprosić.
Kiedy zarzuciła mu, że mógłby nie podołać jej i kilku jej koleżankom, Tracy uniósł brwi, spoglądając na nią tak, jakby go teraz poważnie obraziła. – Zaraz mogę ci udowodnić, że dam sobie radę z wami wszystkimi – zapewnił ją z pełnym przekonaniem i uśmiechnął się triumfalnie, zanim pochylił się, aby wpić się w usta Debbie, której zamierzał pokazać, w jak dużym błędzie była, wątpiąc w niego. Nawet jeśli nie robiła tego na poważnie, mogła być teraz pewna, że miała przed sobą poranek pełen wrażeń, ponieważ Tracy nie mógł zignorować takich oskarżeń – nieważne czy poważnych, czy nie.
Dlatego blondyn nie czekał i zdąży już podwinąć jej koszulkę. Skoro ona dobrała się pod jego spodenki, on mógł rozbroić jej piżamę, aby mieć do niej lepszy dostęp, gdy już skończy ją całować, a na razie mógł zająć się nią przynajmniej z pomocą swoich dłoni.
Debbie McDowell