-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jasne, że czadzioszka, ale nie przyzwyczajaj się. To tylko urodzinowe szaleństwo - upomniała go, ale jej ton był na tyle lekki, aby wiedział, że wszystko było jedynie żartem.
Zdecydowanie młody zaczynał przejmować pewne słownictwo od swojej rodzinki. Oznaczało to jedynie, że faktycznie Swanson będzie musiała uważać na to, co mówi w obecności syna, aby przypadkiem nie wymsknęło jej się jedno nieodpowiednie słowo. Potem tylko miałyby problem, aby go oduczyć jakiegoś niechcący podłapanego przekleństwa.
Całe szczęście Sammy nie wyrwał się z tym, aby wypowiedzieć na głos swoje życzenie. Jeszcze by się przez to nie spełniło. Chociaż pewnie mogły się domyśleć, czego by chciał Zapewne chodziło o to, aby w końcu zostali razem już na zawsze. W końcu coraz gorzej znosił on powroty do sierocińca i od dłuższego czasu nie mógł się doczekać tego, aż w końcu kobiety doprowadzą nareszcie do końca proces adopcji. Całe szczęście, że wszystko przebiegało niezwykle sprawnie. Z tego, co się orientowały to niektóre rodziny czekały o wiele dłużej, aby dotrzeć do punktu, w którym same się znajdowały.
- Czekoladowy - powiedziała jedynie, uśmiechając się z pewną drobną złośliwością na tak enigmatyczną odpowiedź. - Zobaczymy czy uda ci się zgadnąć, co tam jest.
Zdołała już poznać na tyle preferencje kulinarne młodego, aby unikać pewnych składników, których nie lubił. Wystarczająco często jadali ze sobą posiłki czy też desery, aby poczynić pewne obserwacje lub też uzyskać informacje bezpośrednio od zainteresowanego.
- Jasne, że możesz, ale spokojnie. Najpierw wszystko odłóż, żeby niczego nie ubrudzić - poleciła mu, bo tego jeszcze brakowało, aby młody lecąc do prezentów ubrudził wszystko tortem albo porozlewał szampana.
Sięgnęła jeszcze po telefon, bo mimo wszystko dobrze byłoby zrobić kilka zdjęć, które mogłyby trafić do rodzinnego albumu. Mimo wszystko miło było zatrzymywać takie wspomnienia na dłużej. Zwłaszcza, że dziesięciolatkowi, który zaczął energicznie rozrywać opakowania prezentów naprawdę świeciły się oczy z radości. Zwłaszcza, gdy uświadomił sobie, co właściwie udało mu się uzyskać w ramach urodzinowego prezentu.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaylee sama nie potrafiła wyjść z podziwu, jak sprawnie przebiegał proces adopcyjny. Właściwe to była tym szczerze zaskoczona, biorąc pod uwagę ich zawody i to, jaka ciągnęła się za nimi przeszłość. Zarówno ona, jak i Swanson omal nie zginęły przy różnych śledztwach, a przecież jeśli sytuacje będą się powtarzać, co w ich zawodach było nieuniknione, chłopiec zostanie półsierotą. Albo sierotą. Mimo to wszyscy patrzyli na nie przychylnie, nie podważając tego, że będą dla Sammy'ego doskonałymi matkami.
— No właśnie, czekoladowy — przytaknęła od razu Miller. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że tort był czekoladowy. Ale jakie tam były dodatki? Cholera wie. Może gdyby co jakiś czas zaglądała do kuchni, zamiast ślęczeć nad pakowaniem prezentów, które Młody teraz rozrywał z kolorowego papieru z takim entuzjazmem, byłaby bardziej zorientowana.
— Wow! — wyrzucił z siebie, kiedy tylko odpakował figurki przedstawiające bohaterów z Gwiezdnych Wojen, które natychmiast zaczął wyjmować z opakowania. — Ale Chewbacca jest czaderski! Normalnie ma takie mięciutkie futro. Popatrz! — podstawił Evinie włochatego bohatera z rasy Wookieech, żeby mogła to sprawdzić.
Następne w kolejce była strzelająca rękawica z wyrzutnią i maską Iron Mana oraz coś, czego Sam do tej pory nie miał, ale coraz częściej o tym gadał - zestaw lego z Harrym Potterem. To był dobry moment, żeby wprowadzać go w czarodziejski świat, skoro już widział trailer serialu zapowiedzianego na grudzień.
— Zadowolony? — upewniła się po tym, jak wzięła łyk truskawkowego, okropnie słodkiego szampana.
— Bardzo! Dziękuję! Jesteście najlepsze! — zapiszczał radośnie, wtulając się najpierw w Evinę, a później w Zaylee. Wyglądał tak, jakby od razu chciał zacząć układać klocki, ale najpierw postanowił spróbować tortu. Wbił łyżeczkę w wypiek i wpakował sobie do buzi spory kawałek. — Hm, czy to maliny? — ściągnął w zastanowieniu brwi. — Ale coś jeszcze, jakiś krem. Na pewno nie całkiem czekoladowy — cmoknął, niczym prawdziwy degustator. — Śmietankowy? — zerknął niepewnie na Swanson.
Miller również sięgnęła po swój kawałek. Faktycznie wyczuwała tam dżem. Malinowy albo porzeczkowy? Nie była w stu procentach przekonana. Krem mógł być śmietankowy albo waniliowy, a biszkopty ewidentnie zostały nasączone herbatą. Normalnie Evina pewnie użyłaby do tego alkoholu, ale ze względu na Sama, musiała postawić na jakiś zamiennik.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czasami zastanawiała się czy na ich korzyść nie przemawiał tak dobrze fakt, że Samuel ciągnął do nich bardziej niż powinien. W końcu uciekł już raz z domu dziecka po to, aby przenocować na ich progu, a raczej zrobiłby to gdyby tylko go nie znalazły pod drzwiami i nie zabrały do środka. Były w stanie zapewnić mu naprawdę godne życie ze względu na swoja sytuację finansową: miały pewną pracę, własny dom i naprawdę poza ryzykiem zawodowym w przypadku Swanson (bo co mogłoby spotkać koronerkę jeśli sama nie pchałaby się w te durne śledztwa?) to raczej nic nie stało na przeszkodzie by zostały matkami dla tego niesfornego dziesięciolatka.
Pieczenie było jej domeną. Może i Miller nie spaliłaby całkowicie kuchni podczas pracy nad tortem, ale to właśnie Evina odnajdywała się tam dużo lepiej. Nie wspominając o tym, że miały jeszcze inne rzeczy do roboty niż wykonanie tortu. W tym z kolei Zaylee sprawdzała się wprost doskonale.
- No ma zaje... dwabiste futerko - poprawiła się w ostatnim momencie, gdy tylko sięgnęła do futrzastego bohatera, aby faktycznie dotknąć tego jak miękki był materiał, którym została pokryta figurka.
Nie musiała nawet spoglądać w stronę narzeczonej, aby wiedzieć jak rozbawiona była z całej tej wymiany zdań. Najważniejsze było to, że Samuel był przeszczęśliwy z otrzymanych prezentów i wyściskał je szczerze w ramach podziękowania.
- Nie ma za co. Jak będziesz chciał to możemy poukładać klocki jak tylko zjemy tort - zaproponowała, a następnie usiadła na kanapie, aby samej skosztować wypieku.
Uśmiechała się tylko z zadowoleniem, gdy młody zaczynał próbować zgadnąć, co właściwie znajdowało się w torcie. Był tam istotnie krem śmietankowy oraz odrobina konfitury wiśniowo-żurawinowej. Wszystko to, co prababcia Swanson uznawała za najlepsze.
- Śmietanowy, ale z owocami musisz zgadywać dalej - zachęciła go, nie chcąc na razie mu niczego podpowiadać. Niech młody do tego dojdzie samodzielnie.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie pchając się w durne śledztwa Miller, wbrew pozorom, mogło stać się naprawdę wiele. Na przykład mogła zostać uprowadzona przez seryjnego mordercę, chociaż wykonywała tylko swoją pracę i zajmowała się autopsjami. Czasami po prostu wystarczyło być narzeczoną (a wkrótce żoną) śledczej z wydziału zabójstw, żeby problemy się jej imały.
Posłała Evinie ostrzegawcze spojrzenie, kiedy ta prawie się zagalopowała z przekleństwem, jednak w jej oczach zagościło wyraźne rozbawienie. Jeszcze nie raz zdarzy im się powiedzieć przy nim coś niewłaściwego, a on niejednokrotnie nasłucha się przypadkiem zbyt ostrych wymian zdań pomiędzy swoimi matkami.
— No pewnie, że chcę! — podekscytował się niezdrowo, kiedy Evina zaproponowała wspólne układanie klocków. To była jedna z jego ulubionych form spędzania czasu. A potem ściągnął w zamyśle brwi, znów próbując wyczuć smaki tortu. — No to jest malina — stwierdził po chwili, ale nie uzyskał potwierdzenia. — Borówka? Coś kwaśnego...
Zaylee chyba domyślała się, co to może być, ale nie chciała psuć Samowi zabawy, który totalnie wczuł się w zgadywanie owoców.
— Jeżyna? Poziomka? — dopytywał dalej, chyba zamierzając wymienić wszystkie jagodowe owoce, jakie tylko znał.
Miller odchrząknęła w przyłożoną do ust rękę.
— Wiśnia — wyszeptała ukradkiem.
— Co? — wyrwało się Młodemu trochę za głośno i pochylił się, żeby lepiej ją słyszeć. — Zaylee mówi, że wiśnia — podniósł wzrok na Swanson. — Ale ja nie wiem. Wydaje mi się, że coś jeszcze. Musisz nam powiedzieć — dodał błagalnym tonem, chyba już się poddając.
— Bzdura — wtrąciła Miller. — Nie ma tam nic więcej — oznajmiła pewna swego. Wiśniowa konfitura i nic poza tym. Nikt nie znał się na jedzeniu tak, jak Zaylee. To znaczy, na pochłanianiu jedzenia, więc to oczywiste, że po smaku rozpoznałaby dosłownie wszystko i nawet nie chciała słuchać, że była w błędzie.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Należało też jeszcze przyznać, że chociaż istotnie Miller ryzykowała wiele i nawet omal nie przypłaciła życiem angażowania się w sprawę, która do niej nie należała to dzięki temu Swanson mogła zawdzięczać swoje życie. Dwukrotnie była ratowana przez koronerkę z opresji. W tym raz, gdy znajdowała się w naprawdę kiepskim położeniu. Anthony Blythe mógł ziścić swój plan zemsty, gdyby nie interwencja Zaylee.
Doskonale wiedziała, że się zagalopowała. Na pewno nie będzie to ostatni raz. Zwłaszcza, że Samuel spędzał z nimi już coraz więcej czasu, co przekładało się na to, że detektywka naprawdę musiała się bardziej pilnować, a do tego trudno było się przyzwyczaić. No, ale w końcu wszyscy uczyli się nowych zasad, które miały panować w ich domu.
Mieli już ustalony plan. Najpierw zjedzą tort, a potem zaczną układać klocki z Harry'ego Pottera. Brzmiało to niczym naprawdę mile spędzone popołudnie. Zanim jednak to miało nastąpić młody jeszcze musiał odgadnąć, co takiego znajdowało się w składzie wypieku.
- Wiśnia i żurawina - powiedziała w końcu, litując się nad młodym i Zaylee, która pewnie byłaby gotowa do prawdziwej batalii, gdyby nie chodziło o dyskusje z dziesięciolatkiem. - Jestem zawiedziona, że Zaylee tego nie wyczuła.
Musiała się z nią podroczyć, bo nie sądziła, aby faktycznie kiedyś nastąpił taki moment, gdzie to Miller będzie się myliła w związku z czymś mającym coś wspólnego z jedzeniem.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Sammy dumał nad swoim kawałkiem tortu, ale ostatecznie skapitulował. Nic innego poza wiśnią, która padła z ust Zaylee, nie przychodziło mu do głowy.
— Żurawina? — zdziwił się szczerze. Możliwe, że pierwszy raz smakował ten owoc, który zresztą smakował jak czerwona porzeczka. Przynajmniej według Miller.
— No przecież mówiłam, że żurawina — pokiwała głową, chociaż nic podobnego nie powiedziała. Nie mogła dać nikomu tej satysfakcji, zwłaszcza Swanson. Znała się jedzeniu, jak nikt inny. To znaczy, na konsumpcji, bo przecież nie na gotowaniu.
— Nieprawda — wtrącił pospiesznie Młody, wymierzając w nią swoim widelczykiem. — Oszustka! — dodał oskarżycielskim tonem, na co Zaylee zareagowała przyciśniętą do piersi dłonią. Uniosła lekko podbródek, zerkając na Evinę, jakby liczyła na natychmiastowe wsparcie i publiczne uniewinnienie. Bo można jej było zarzucić wiele. Serio, lista była długa i całkiem barwna. Upór? Oczywiście. Złośliwość? Czasami. Skłonność do przesady? Absolutnie. Ale kłamstwo? To już było grube nadużycie. Problem polegał jednak na tym, że gdzieś pod tą całą teatralną obroną kryła się jedna, bardzo niewygodna prawda. Nie odgadła żurawiny. Przeklętej żurawiny, która najwyraźniej postanowiła zrujnować jej reputację.
Zmrużyła oczy, chcąc samą siłą woli mogła cofnąć rzeczywistość o kilka minut i udzielić poprawnej odpowiedzi. Niestety, świat nie działał w ten sposób, co było skandaliczne samo w sobie. Bo Miller nie lubiła się mylić. W ogóle. To nie było coś, co przyjmowała z pokorą i spokojem. Błąd był dla niej czymś, co należało natychmiast naprawić, wyprostować albo - w ostateczności - sprytnie obejść tak, żeby nikt nie zauważył. A tutaj? Tutaj została przyłapana. Z widelczykiem wycelowanym w jej stronę jak dowód rzeczowy.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przytaknęła na pytanie młodego. Nie zdziwiło jej to, że nie rozpoznał owocu, bo jednak nie był on na tyle popularny, co inne o podobnej barwie. Chyba, że do bardziej wykwintnych dań, głównie świątecznych. Niemniej właśnie ona znajdowała się w przepisie prababci i nie było mowy o tym, aby jej w wypieku zabrakło.
- Mówiłaś tylko o wiśni. Nie okłamuj go w urodziny - odparła, nie zamierzając jej w tym wypadku popierać.
Mogłaby obstawiać przy oszukiwaniu młodego, gdyby faktycznie chodziło o coś istotnego. Wtedy potrafiłaby bez mrugnięcia okiem okłamać dziesięciolatka byle tworzyć zjednoczony front. W tym wypadku jednak nie dało się w żaden sposób uratować reputacji Miller ani też zakrzywienie prawdy nie przysługiwało się Samuelowi w żaden sposób.
- Jest po prostu zła, że okazałeś się od niej lepszy - zapewniła syna, posyłając jeszcze narzeczonej karcące spojrzenie.
Pokręciła jeszcze głową z pewnym politowaniem, a następnie zauważyła, że mimo wszystko młody zdążył już sprzątnąć swoją porcję ciasta z talerzyka.
- Dobra... To myślę, że możemy przenieść na chwilę jedzenie i rozłożyć się z tymi klockami na stole - powiedziała, uśmiechając się do młodego.
Trochę się najedli. Potem pewnie jeszcze będą mieli szanse na skosztowanie tortu, a na razie chłopiec nie mógł się wprost doczekać tego momentu, w którym będzie mógł zabrać się za składanie tego bogatego zestawu jakim go obdarowały przyszłe matki.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— A nie w urodziny mogę? — rzuciła do nie szeptem, ale chyba zbyt głośno, bo Młody naburmuszył się jeszcze bardziej. — No przestań, tylko sobie żartuję — zapewniła i wyciągnęła rękę, żeby szturchnąć go łokciem. Nie miałaby serca, żeby na co dzień karmić go jakimś paskudnymi kłamstwami.
Zresztą zawsze starały się być wobec niego szczere i tylko czasami zatajały prawdę. Jak wtedy, kiedy Evina została postrzelona. Albo seryjny morderca koronerów uprowadził Zaylee. Nie chciały, żeby się niepotrzebnie zamartwiał. Również teraz, kiedy zajmowały się kolejnym śledztwem, starały się trzymać go od tego z daleka.
Wywróciła ostentacyjnie oczami, kiedy Swanson nie wzięła jej strony. Teraz faktycznie była trochę zła, ale na nią. Co to za podkopywanie dołków? Gdzie stanie po jednej stronie barykady? Miały pobrać się za kilka tygodniu, a tu takie rzeczy!
— Zaylee nie umie przegrywać — stwierdził Sam z przebiegłym uśmieszkiem. I cholera, miał rację! Miller jednak nie zamierzała dać mu tej satysfakcji. Była skłonna wykłócać się z nim i bronić swoje zdania. I mogła tak długo, w końcu miała młodsze rodzeństwo.
— Nigdy nie przegrywam — odparła natychmiast. — Pamiętasz, jak dostałeś łomot w Cluedo? I w Scrabble? I w Monopoly? — przypomniała mu, pokazując swoją najbardziej złośliwą stronę. Uśmiech szybko zniknął z jego twarzy. Odłożył talerzyk na stolik i skrzyżował ręce na piersiach. — No już dobrze, dobrze — uniosła obie dłonie w obronnym geście. — Nie możesz tak się obrażać. Masz dziesięć lat, a to do czegoś zobowiązuje — zaznaczyła poważnym tonem, chociaż przed chwilą zachowywała się niemniej dojrzale niż on. — Lepiej odpakuj te klocki — kiwnęła zachęcająco głową, idąc za radą narzeczonej.
Na szczęście Młody miał pamięć złotej rybki i szybko dawał się rozproszyć. Natychmiast poderwał się z miejsca i sięgnął po pudełko. Był to zestaw Skrzydłem Szpitalnym i siedmioma minifigurkami, który można było łączyć z innymi elementami Hogwartu. Wprawdzie Samuel jeszcze go nie miał, ale nie było co się czarować, na pewno kiedyś ulegną i mu taki sprawią. Albo dostanie go od którychś dziadków.
Przez chwilę obracał pudełko w dłoniach, ale ostatecznie podał je Evinie, żeby mogła je otworzyć tak, aby nie uszkodzić opakowania. Z kolei Zaylee zebrała jedzenie i naczynia ze stołu i ruszyła do kuchni, dzięki czemu mieli zdecydowanie więcej miejsca.
— Poczekajcie jeszcze skudnę, tylko tutaj przetrę — poprosiła, kiedy wróciła do salonu ze szmatką. Nie chciała, żeby coś ubabrało się w torcie, a przecież Młody nie byłby sobą, gdyby jakieś drobinki nie wyleciały mu z gęby prosto na blat.
Evina J. Swanson
-
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zaylee... - mruknęła tonem, który wyraźnie wskazywał na to, że nie powinna się tak zrywać jeśli młody jest w stanie ją usłyszeć.
One dwie potrafiły idealnie zrozumieć coś takiego jak ironia czy sarkazm. Bez trudu wyłapywały durne żarty, ale młody mógł mieć z tym większy problem lub też bardziej brać do siebie podobne rzeczy.
- Wybacz, skarbie, ale to słuszna decyzja - przeprosiła, posyłając jej drobny uśmiech, bo wiedziała, że kobieta mogłaby mieć do niej drobny żal za to, że jednak nie wstawiła się za nią, ale była pewna, że to mimo wszystko dosyć szybko jej przejdzie.
Mimo wszystko nie było to coś o co warto było się obrażać. No i wciąż miały przed sobą niezwykle udany dzień. W najgorszym wypadku będzie musiała się zrehabilitować za to jakoś wieczorem.
- Ty też miewasz z tym problem, młody - zaśmiała się, bo bywało, że Samuel obruszał się o to, że jednak nie był w stanie z nimi wygrać w jakąś z wybranych gier.
Przede wszystkim jednak to Miller miała cholerne problemy z tym, aby pogodzić się z tym, że mogłaby nie być w czymś najlepsza. Mimo wszystko jej perfekcjonizm i skłonności do rywalizacji sprawiały, że zawsze chciała być tą na pierwszym miejscu.
- Przypomnę ci jeszcze, że to ja wygrałam w Cluedo - odezwała się, bo była to gra, po której dziesięciolatek nie chciał już z nimi siadać do planszówek, bo czuł się za bardzo poszkodowany tym, że Evina nieco namieszała, wprowadzając oboje w błąd.
Całe szczęście miały syna, który chyba naprawdę miał ADHD i dawał się szybko rozproszyć. Evina posłała jeszcze lekko karcące spojrzenie narzeczonej i nachyliła się w jej stronę, aby pocałować ją w policzek.
- Nie drażnij go tak - mruknęła cicho tuż przy jej uchu, bo mimo wszystko to były jego urodziny i powinny się postarać, aby był to dla niego jak najmilszy dzień.
Posłusznie przyjęła pudełko wręczone przez syna i otworzyła je na tyle ostrożnie, aby jednak nic nie uszkodzić po czym zaczęła wyciągać ze środka klocki oraz instrukcję, którą od razu wyciągnęła w kierunku Zaylee, bo ta zawsze była najbardziej skora do zajmowania się takimi rzeczami. Wpierw jednak grzecznie odczekała na to, aż narzeczona sprzątnie ze stołu.
- Dobra, młody... Możesz powoli rozpakowywać - rzuciła w jego kierunku, gdy tylko stół był czysty i można było przejść do rozbrajania woreczków zawierających klocki.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Sama powtarzasz, że nie może być takim mięczakiem, a teraz mnie karcisz? — odszeptała, gdy tylko wróciła do salonu. — Nic mu nie będzie, widzisz? — wskazała podbródkiem na dziesięciolatka, który był już w zupełnie innym świecie.
Chyba faktycznie będą musiały udać się z nim do jakiegoś specjalisty w celach diagnostycznych, bo albo Sammy naprawdę nie chował długo urazy, albo ADHD nie pozwalało mu się na tym w pełni skupić. Z jednej strony, to dobrze, ale z drugiej na pewno będzie mu to utrudniać funkcjonowanie w przyszłości. Już teraz obie zauważały, że chłopiec łatwo się rozpraszał. Nauczyciele w szkole również coraz częściej wspominały, że nie potrafił usiedzieć w miejscu. Trzeba się temu lepiej przyjrzeć.
Sięgnęła po instrukcję i najpierw przekartkowała ją w całości, a potem wróciła do pierwszej strony. Sam posłusznie sięgnął po saszetki z klockami, nauczony, że trzeba robić wszystko po kolei. Raz otworzył wszystkie na raz i potem nie mogli się połapać, co jest do czego.
— To może obejrzymy potem Harry'ego Pottera? — zapytał Młody, chociaż wcześniej zupełnie nie interesowała go seria przygód o młodym czarodzieju. To pewnie przez ten trailer serialu.
— Jeśli tylko chcesz — przytaknęła Zaylee. Całe wieki nie oglądała filmów, a kiedy miały z Eviną podejście, to obie zasnęły na kanapie. Nie dlatego, że nie były ciekawe, to zmęczenie dało im się we znaki.
— Jak wyjdzie serial, to będę miał porównanie — pokiwał głową, łącząc ze sobą kolejne elementy klocków.
— To proponuję jeszcze przeczytać książkę — zasugerowała, na co Sammy skrzywił się lekko. Czytanie nigdy nie było jego ulubionym zajęciem, ale przynajmniej przekonał się do komiksów. Zazwyczaj czytał je z Eviną, ale coraz częściej sięgał po nie całkiem sam. Mimo wszystko czytanie na role wciąż było jego ulubioną rutyną. — Możemy nawet poczytać we trójkę — dodała, choć zwykle wymigiwała się z takiej formy spędzania czasu. Była jednak świetnym zastępcą, kiedy Swanson wylądowała w szpitalu.
— Ale jak? — ich syn zacisnął w zamyśle usta w wąską linię. — To nie komiks, nie da się tego czytać na zmianę — westchnął, przechwytując on Eviny kolejną saszetkę, ale poczekał aż ta złoży swoją część, żeby nie wywołać na stole zbędnego chaosu. Proszę bardzo, jednak pamiętał o wcześniejszych radach.
Evina J. Swanson