-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Dzisiaj może sam sobie zaprzeczył. Jego obecność prawdopodobnie uratowała jej dzisiaj życie. Nie wątpił, że potrafiła o siebie zadbać. W normalnych warunkach pewnie by sobie poradziła. Intruz nie był najwyższych lotów jeśli nawet Magnus na emeryturze wyszedł z tej walki bez większego szwanku. Dzisiaj jednak była ranna, osłabiona. Jej szanse były znikome.
Doskonale rozumiał dualizm ich sytuacji. Wiedział, jak mogła się czuć w jego towarzystwie. Był dla niej zagrożeniem. Widziała już do czego był zdolny. Nawet jeśli oboje nie mieli swoich broni miał przewagę wagi, wzrostu i również doświadczenia. Do tego ciężko zaufać mordercy. Jest to właściwie niemożliwe. Ktoś, kto zabija nie ma żadnych skrupułów. On zdecydowanie zbyt wielu nie miał. Jego kodeks był bardzo elastyczny.
Wiedział jakie mogą nią szarpać emocje. W swojej karierze miał jeden epizod z inną kobietą w ich fachu. Też ze sobą sypiali, czasami nawet spędzali czas. Przez cały ten czas jednak go zwodziła. Próbowała się do niego zbliżyć ponieważ miała na niego kontrakt. Nie miała szans w bezpośrednim starciu, ale będąc wystarczająco blisko... Dostała swoją szansę, a on nosił po niej pamiątkę na swojej skórze po dziś dzień.
Jaką miał gwarancję, że Sierra nie robi tego samego? Żadnej. A jednak... Miała ku temu wiele okazji. Nie zrobiła tego. Gdy ostatnim razem się żegnali to nie był tylko seks. Kiedy zabrakło jej w jego łóżku naprawdę za nią zatęsknił. Nawet kilka razy do niej napisał, czego zazwyczaj nie robił. Zaczęła obracać jego głowę. Zaprzątać jego myśli.
Mógł wyjść w każdym momencie. Został. Chciał się nią zaopiekować. Posprzątać jej dom i warować pod jej sypialnią jak lojalny pies stróż. Nie potrafił jej tak po prostu zostawić z tym wszystkim. Coś ich łączyło. Nawet jeśli był to już tylko czas przeszły. Był jej to winien za cały ten czas, który ze sobą spędzili.
Zauważył jak walczyła ze sobą by przełamać dzielącą ich barierę, lecz ona była silniejsza. Postąpiła słusznie. Jest niebezpieczny i kroczy za nim śmierć. To nie mogło skończyć się dobrze.
Odprowadził ją wzrokiem do korytarza. Nie obawiał się, że ktoś więcej na nią czyha. Nie teraz. Gdy zniknęła już w swojej sypialni zrobił obchód po całej posiadłości. Zabrał swoją własną broń z samochodu oraz bukiet kwiatów, który miał dla niej przygotowany, a nie zdążył go wcześniej wnieść. Znalazł wazon, zalał go wodą i włożył tam bukiet zostawiając go na stole w jadalni.
Nie zamierzając iść dzisiaj spać wziął się za przygotowanie dla niej tej kolacji, po którą właściwie tutaj przyszedł. Znał ją na tyle by wiedzieć, że pewnie zamówiłaby sobie coś średnio pożywnego, a biorąc pod uwagę jej stan przyda jej się coś z dużą ilością białka. Na szczęście większość zakupów przeżyła. Miał cały czas, którego potrzebował więc przygotował jej dziczyznę duszoną z warzywami na bulionie i winie. Danie, które do perfekcji opanowała jego mama. I takie, które łatwo można było odgrzać. Wierzył, że będzie jej smakować.
Resztę nocy spędził warując przy jej łóżku. Robił obchody po domu w różnych odstępach czasowych, lecz resztę nocy spędził w jej sypialni, lecz z daleka od jej łóżka. Widział jej obrażenia, wiedział, że mogła dostać krwawienia wewnętrznego. Wolał się upewnić, że to się nie zdarzy.
Zazwyczaj to ona budziła się pierwsza i uciekała z jego łóżka. Tym razem to on miał okazję popatrzeć jak śpi. Pomimo swoich ran wyglądała tak młodo, spokojnie. Nie posądziłby jej o taki wybór kariery, ale cóż... Można to było powiedzieć po ich obojgu.
Nie chciał jej budzić nawet gdy wstało słońce. Czekał aż sama się obudzi. Poznał już to jak oddycha, kiedy śpi. Wiedział więc kiedy zaczynała się budzić. Nie mówił niczego, nie chciał jej przestraszyć. Siedział oparty o framugę czekając aż otworzy oczy.
- Jak się czujesz? - zapytał gdy zaczęła już mrugać.
Sam zdecydowanie wyglądał na nieco zmęczonego. Dawno już nie zarywał nocek, tym bardziej w taki sposób. Na szczęście wszystko w jej domu wyglądało już jak nowe. Po wczorajszej bójce nie było ani śladu. Sam tego dopilnował patrząc sprzątającym na ręce kiedy gotował.
Sierra Valencia
-
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Tabletki przeciwbólowe już nie działały, a zmęczenie regenerującego się ciała pulsowało pod skórą. Znajome, poranne wyczerpanie, które nie miało nic wspólnego z brakiem snu, a raczej ze stresem i zbyt długim trzymaniem wszystkiego w ryzach.
Otworzyła oczy powoli, sprawdzając, czy świat, jaki zostawiła wczorajszego dnia, nadal istnieje. Przez chwilę wpatrywała się w jakiś bliżej nieokreślony punkt przed sobą i próbowała wyjść ze snu do jawy.
Przesunęła się na bok i zobaczyła go od razu. Mimowolnie posłała mu leniwy uśmiech i nie drgnęła. Nie poderwała się i nie sięgnęła po broń czy nóż schowany w łóżku między ramą a materacem.
Przyjrzała mu się. Siedział spokojnie, ale widziała zmęczenie w drobnych szczegółach — delikatnie spięta szczęka, zmęczone spojrzenie, sposób, w jaki oddychał.
Zajęło jej sekundę, żeby to poukładać. Zrobił to, co obiecał. Nie była tym zaskoczona. Został z nią przez cały ten czas i czuwał. Wywołało to w niej emocjonalne drgnięcie, któremu pozwoliła zaistnieć.
– Jak ktoś, kto przegrał bójkę z ciężarówką – odpowiedziała, a jej głos był zachrypnięty od snu i odwodnienia.
Zachciało jej się szybszego załatwienia roboty, to ma, co chciała. Jakby zrobiła to, co zawsze, i doprowadziła go do tego, że sam zdecydowałby się na samobójstwo, to byłoby łatwiej. Ale trafił jej się człowiek bez kompasu moralnego i sumienia, więc nie obeszło się bez skutków ubocznych.
Powoli podniosła się na łokciach i kiedy zaczęła to robić, już wiedziała, że to był błąd. Od razu odezwał się ból — tępy, po lewej stronie żeber. Ciało miało swoje granice, nawet jej ciało. Wstrzymała oddech i przeczekała falę dyskomfortu, siadając powoli, żeby oprzeć się plecami o wezgłowie.
– Dzięki za czuwanie. Działo się coś jeszcze? – zapytała, spoglądając na niego.
Przez moment patrzyli sobie w oczy, ale Sierra pierwsza odwróciła wzrok.
Zastanawiała się, czy najpierw iść pod prysznic, czy coś zjeść. Poranny jogging raczej odpadał, a oczyszczenie głowy w ten sposób teraz bardzo by jej się przydało. Postanowiła upewnić się najpierw w innej kwestii.
– Znalazłeś coś przy nim? – zapytała, przechodząc od razu do rzeczy. Jej ton był spokojny, rzeczowy. – Dokumenty, telefon… cokolwiek, co mogłoby powiedzieć, kim był?
Teraz bardziej czuła zagrożenie z zewnątrz niż od strony Magnusa. W tej walce wolała mieć w nim sojusznika niż kolejny problem, który by ją ścigał.
– Ktoś wystawił na mnie zlecenie? – zapytała, przekonana, że i on zechciał to sprawdzić albo chodziło mu to po głowie.
Jeżeli zlecenia nie było, to przychodziła jej tylko jedna opcja — że upomina się o nią ukochana República de Colombia. Może była nieostrożna i dała się odkryć. Spodziewała się wszystkiego.
– Magnus… – zaczęła, spoglądając na niego pewniej. – Musisz uwierzyć mi na słowo, bo prawdopodobnie masz w głowie teraz to, co ja. Czujesz zagrożenie wymieszane z tym wszystkim, co jest… było… między nami. - Nie chciała już zaprzeczać istnieniu tego co ich łączyło.
Spojrzała na swoje dłonie, uświadamiając sobie, że chciałaby go dotknąć. Dodała po chwili, starając się przekazać spojrzeniem, że naprawdę ma czyste intencje:
– Nie przyjmę na ciebie zlecenia. Twoja córka i żona też są bezpieczne. Naprawdę poznałam cię wtedy przypadkiem. Chciałam każdego spotkania z tobą, każdego seksu czy bliskości i każdej nocy przesypianej obok ciebie. Nie ma to nic wspólnego z tym co robię.
Magnus Grimstad
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Z drugiej jednak strony czas, który spędzili razem sprawiał, że wyznał jej swoją tajemnicę. Pozwolił nieco się do siebie zbliżyć. Nawiązał z nią pewną nić zaufania. To, że go nie zabiła wskazywało na to, że chociaż miała ku temu okazję, potrafiła się powstrzymać. Co nie znaczyło jednak, że gdyby dostała takie zlecenie nie podjęłaby się tego wyzwania. Cała ta sytuacja była poniekąd nieprzyjemnym deja vu z którym musiał się mierzyć przez resztę nocy.
Niemniej czuwał nad nią całą noc. Zadbał by była bezpieczna. Był jej winny chociaż tyle za cały czas, który bardzo przyjemnie spędzili razem. Nie potrafił ani jej zabić ani tak po prostu odpuścić. Nie chciał pozwolić jej skrzywdzić. Był w pełni świadom, że potrafiła o siebie zadbać, lecz dzisiaj... Była po prostu dziewczyną. Nie zabójcą. Przynajmniej tak długo jak spała.
Odwzajemnił jej uśmiech, lecz był to zmęczony i niepewny uśmiech. Na pewno nie patrzył na nią teraz jak na potencjalne zagrożenie. W jego tęczówkach było jeszcze trochę życia. Na ten moment schował swoją dawną osobowość do odmętu swojej świadomości, w której trzymał ją cały ten czas.
- Jeśli jesteś w stanie wygrać bójkę z ciężarówką... Czapki z głów. Mnie się nigdy nie udało. - posłał jej nieco rozbawiony uśmiech próbując na swój sposób zmniejszyć nieco dystans między nimi.
- Nie, nie wysłali nikogo innego. A przynajmniej takiego nie zauważyłem. - pokręcił lekko głową opierając głowę o framugę i obracając twarz w jej stronę.
Widział, że czeka ją dość ciężki poranek. Te obrażenia bolą o wiele bardziej kolejnego dnia. Dzisiaj będzie ten gorszy.
- Myślisz, że wziąłby to ze sobą na robotę? - zapytał jakby to było oczywiste, dla niego było - Później przejdę po okolicy. Zapamiętałem wszystkie samochody. Takie przyzwyczajenie. Będę wiedział, który stoi tam za długo. - stękając powoli wstał - To Azjata. Po tym jak walczył wnioskuję, że służby specjalne Korei bądź Japonii. Nie potrafią ukryć tego, że uczyli się judo, aikido i całej reszty. Nie miał tatuaży. Nie mógł być za drogi skoro wyszedłem bez większego szwanku. Może ktoś nowy. - wzruszył ramionami na razie nie zmniejszając między nimi dystansu.
Na jej pytanie po prostu pokręcił głową.
- To nie tak się odbywa. Wystawienie otwartego zlecenia jest ostatecznością. Kiedy ktoś naprawdę zaszedł Ci za skórę i chcesz urządzić krwawe polowanie. - odpowiedział nieco jak jej mentor, nie dało się przecież ukryć, że miał nad nią dekady doświadczenia w tym biznesie - Zazwyczaj znajduje się narzędzie i płaci za robotę. Robi się to po cichu. Też dlatego, że gdyby wystawili zlecenie dowiedziałabyś się o tym. Byłabyś czujna i zaczęła szukać zleceniodawcy. Tak, mają element zaskoczenia. - wyjaśnił dość rzeczowo bez większych emocji.
To pewnie pierwszy raz, kiedy ktoś targnął się na jej życie w ten sposób. Ten jest najgorszy, później robi się coraz łatwiej.
Patrzył na nią bardzo uważnie, kiedy wspomniała o jego córce i żonie. Zmarszczył nieco brwi przez chwilę po prostu się jej przyglądając. Próbując ocenić jej intencję, lecz prawda była taka, że mogłaby go oszukać. Była w stanie. Oboje się oszukiwali. W tej i wielu innych kwestiach. W końcu po prostu ciężko westchnął i podszedł bliżej jej łóżka.
- To jest pewnie ten moment, kiedy Ci grożę, ale jestem już trochę zmęczony. - spojrzał jej w oczy łapiąc ją za brodę i sprawiając, że też na niego spojrzy - Dla Mel zrobię wszystko. Nie ważne jak mi się podobasz, jak wiele mogłoby nas łączyć... Ona zawsze będzie najważniejsza. Więc nigdy nie każ mi wybierać. - musiał postawić sprawę jasno, to nawet nie miała być groźba, po prostu pokazanie gdzie jest granica, ta której nie pozwoli nikomu przekroczyć.
- Wierzę, że tak było, ale czy mogę Ci zaufać..? - jego tęczówki straciły nieco blasku - Już kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Ślady po niej noszę do dziś. Też raczej nie możesz powiedzieć, że masz do mnie pełne zaufanie. Byłem zabójcą, ale nadal jestem niebezpieczny. Po mojej stronie jest o tyle prościej, że jestem na emeryturze. Jeśli nie będziesz zagrożeniem dla mnie, ja nie będę zagrożeniem dla Ciebie. - w tym raczej mogła mu zaufać.
Pokazywały to nie tylko jego słowa, ale również czyny.
- Poleż sobie jeszcze chwilę. Pójdę zrobić śniadanie. Tylko nie oczekuj niczego wystawnego. - uśmiechnął się, nawet jeśli nie do końca sięgał on jego oczu i zmierzwił jej włosy muskając jeszcze jej policzek wierzchem dłoni zanim skierował się w stronę jej naprawionej kuchni przygotowując bekon, jajecznicę, tosty plus pomidorki z patelni. Miał nadzieję, że będzie miała apetyt.
Sierra Valencia