—
W tym całkowicie się z Tobą zgadzam - zapewnił ją, potakując zgodnie głową, a jego usta rozszerzyły się pod wpływem nieco łobuzerskiego uśmiechu. Niektórych spraw rzeczywiście nie należało, a nawet nie można było odpuścić, ale bynajmniej nie miał tu na myśli głupich plotek. Fakt był taki, że nie zamierzał sobie odpuścić
jej, co dało się zauważyć w jego gestach, słowach i sposobie postępowania. Był zdeterminowany, obecnie po to, by wywołać na jej twarzy uśmiech i odciążyć ją trochę od narastających problemów.
—
Ależ ufam Ci. I wierzę, że skupisz się wyłącznie na tym, co tu i teraz - opuścił nieco brodę w dół z całą swoją łagodnością, patrząc na nią swoimi zielonymi oczami w sposób, któremu trudno było się oprzeć. Jej telefon schowany w jego marynarce był jedynie zabezpieczeniem przed nagłą zmianą jej zdania. Obiecał jej, że niedługo wrócą, a świat nie mógł się w tym czasie całkiem zawalić. -
W razie czego wiesz, gdzie jest - odparł, unosząc kącik ust w rozbawieniu, którego nie potrafił ukryć, widząc wzburzenie w jej oczach oraz tupanie nogą, jakby to miało zmienić jego zdanie. Musiał przyznać w myślach, że wyglądała naprawdę uroczo. -
Tym bardziej powinniśmy przeprowadzić kilka lekcji samoobrony, żeby nikt więcej nie zrobił tego bez Twojej zgody - rzucił swobodnie, a po jego twarzy przebiegł lekki uśmiech. Proponował jej to tamtej nocy, a przypomnienie sobie o tym przyszło mu nadzwyczaj naturalnie. Bez względu na to, czy mówiła prawdę, której nie udało mu się wychwycić, czy tylko swoim zwyczajem wyolbrzymiała sprawę, oferta była nadal aktualna.
—
Nie mogę być trochę tajemniczy? - zapytał w odpowiedzi z rozbawieniem, zanim znaleźli się w windzie. Tam na jej stwierdzenie znów uniósł kąciki ust. -
Złodziej, porywacz, kłamca. I to wszystko w jednej osobie - pokręcił głową w rosnącym rozbawieniu i zerknął na Cherry, zupełnie nie biorąc sobie własnych słów do siebie. -
A mimo to nadal tu ze mną jesteś - powiedział już ciszej i spokojniej, nadając stwierdzeniu poważniejszy ton. Widział, że wszystkie jego zabiegi, chcąc nie chcąc, wpływały na nią, pozbawiając jej barier. Musiał zakręcić jej w głowie, gdyż jej ciało, pragnące bliskości i walczący z tym rozum zupełnie ze sobą nie współgrały. Jego najwyraźniej również, kiedy przez ułamek sekundy przemknęło mu przez myśl, że w jednym się nie myliła. Był kłamcą. Pospiesznie odpędził od siebie te myśli, skupiając je całkowicie na ciemnowłosej.
Jej zachwyt, pełna swoboda, ogarniający ją spokój i ten szczery, łagodny uśmiech były wszystkim, czego w tym momencie potrzebował do szczęścia. Nie odrywał od niej wzroku, zupełnie nie zainteresowany otaczającym go światem, zastanawiając się w myślach, jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zawróciła mu w głowie aż do tego stopnia? Bez wahania podzielił się z nią marynarką i przytulił ją do siebie, mogąc wreszcie nacieszyć się nią w pełni.
Na jej przytaknięcie kąciki jego ust drgnęły nieznacznie ku górze, bo naprawdę chciał to usłyszeć. Ale kiedy dodała następne słowa, jego uśmiech znacznie się poszerzył. Z trudem powstrzymał się przed pokręceniem głową. -
Może - powtórzył tylko, nie próbując się z nią sprzeczać, choć zdawał sobie sprawę, jak bardzo nieszczera teraz była nie tylko z nim, ale przede wszystkim sama ze sobą.
Kiedy poczuł na swoim policzku jej ciepłą dłoń i spojrzała na niego łagodnie, nieznacznie nabrał więcej powietrza, próbując nabrać odwagi przed tym, co krążyło po jego głowie od jakiegoś czasu.
—
Chciałem Ci pokazać, że nadal pamiętam tamtą noc. O wszystkim, co mówiłaś… i robiłaś… - mruknął, z jej oczu przenosząc na moment wzrok na jej usta, po czym podniósł je z powrotem. Pamiętał zarówno ich głębokie rozmowy, jak i zmysłowe zbliżenia. Już wtedy wiedział, że nie będzie w stanie o niej zapomnieć. -
Myślałem nad tym, co mówiłaś o nocy, która się zakończyła i powrocie do rzeczywistości - zaczął cicho, patrząc w jej brązowe oczy z uwagą, i delikatnym ruchem wsunął za ucho opadający na jej policzek kosmyk włosów. -
Uważam, że ta noc to pojęcie względne i może nadejść zawsze i wszędzie. I moim zdaniem właśnie się pojawiła - przyznał, nieznacznie unosząc kąciki ust, wpatrując się w połyskujące w świetle dnia brązowe tęczówki. Posługiwał się metaforą, którą znali tylko oni, a więc gdyby usłyszał to ktokolwiek poza nimi, mógłby uznać go za wariata. I chyba nim rzeczywiście był, mając nadzieję, że Cherry na to przystanie, a jednak podjął się tego, w jej oczach widząc szansę. -
A skoro noc sprzyja zwierzeniom, chciałbym powiedzieć Ci coś jeszcze… - dodał jeszcze, na kilka sekund urywając, by zebrać się na odwagę. -
Gdy zapytałaś, czemu się tak dla Ciebie staram, nie byłem z Tobą szczery. Prawda jest taka, że… zależy mi na Tobie - wyznał szczerze. Po prostu, najzwyczajniej w świecie to czuł. Mimo, że cichy głos w jego głowie podpowiadał mu, że to nie była cała prawda, tak szybko go od siebie odgonił.
Cherry Marshall