Nie musiała rozumieć, że w głębi duszy pomyślał o czymś innym, może z biegiem czasu przypomni sobie tę chwilę i pomyśli, że to nie tylko fajerwerki gościły wtedy w jego myślach. Póki co nawet cieszyło go to, że tak swobodnie podeszła do jego słów, nie analizując ich głęboko, bo dopiero po czasie nieco przestraszył się, że jego aluzja mogłaby wprowadzić między nimi niekomfortową atmosferę.
Uśmiechnął się szeroko na jej nagły optymizm. Mógł przysiąc, że jeszcze chwilę wyglądała tak markotnie, że nie robił sobie nadziei, aby namówić ją na spacer. Poszedł jednak za patentem, który zawsze działał — zapamiętał to bardzo dobrze, zresztą jak wiele rzeczy o niej. Próba odwrócenia jej uwagi od problemu poszła pomyślnie i teraz tylko zostało ciągnąc dalej temat, aby czas zleciał im jak najszybciej i najmilej. Chociaż… czy chciał, aby ten wieczór się skończył? Na obecną chwilę nie, bo wiedział, że cztery godziny straszyły tylko na pozór, a jak już ruszą na spacer, to czas sam zacznie uciekać. Sam prowokował lwa, a mimo to spojrzał na nią spod byka, gdy zaczepiła się o luźny żart. Uważnie ocenił jej sylwetkę, starając się nie wybrzmieć jak… jak co? Zazdrośnik? Nico, to jest twoja była!
— Oh, z pewnością by się ucieszył, zdecydowanie powinnaś skorzystać — rzucił luźno, uważając na ton swojego głosu. Kusiło go dodać po moim trupie, bo z pewnością nie puściłby jej ot tak. — Ale póki co, zgodziłaś się na spacer ze mną, więc jak już to mogę cię po drodze odprowadzić do księcia — zażartował, choć jedyne miejsce, w które zamierzał ją odprowadzać, to na autobus za cztery godziny. I jeszcze upewni się, że na pewno nim odjeżdża, żeby czasami nie pomyślała o ucieczce w ramiona Randalla!
Nawet jeśli ludzie się nie zmieniali, to jednak dorosłość robiła swoje. Zachowania mogły pozostać takie same, ale w swojej starszej, być może przytłumionej formie. Nie tylko Lilian chciała poznać jego, sam Nico bardzo chciał się dowiedzieć, jaka teraz była. Co prawda, już niektóre rzeczy dało dojrzeć się gołym okiem, bo Rosenhall był osobą, która przygląda się ludziom; i nie tyle co analizuje ich zachowania, ale po prostu chłonie wszystkie szczegóły. Nie ważne, czy były to jakieś nerwowe tiki, czy zwyczajne przyzwyczajenia, często je zapamiętywał, zrzucając winę na swoją pamięć wzrokową. Najchętniej dowiedziałby się o niej wszystkiego, ponownie poznając ją wręcz na wylot, jednak nie wiedział, czy był na tyle uprawniony, aby móc sobie na to pozwolić.
Wstał z ławki, kierując się drogą zaraz obok Davenport. — Jak to co, idziemy na spacer — rzucił, choć nie do końca wiedział, gdzie mogli się udać. — Idziemy szlakiem znajomych miejsc, aby zobaczyć, jak bardzo się zmieniły. Albo przynajmniej żebym ja mógł zobaczyć, czy nadal je poznam — zagadnął. Nie wiedział, na ile Lilian odwiedzała swoje rodzinne miasto. Natomiast Nicolaos, jak już tu bywał, to jedynie na swoim osiedlu, w okolicach rodzinnego domu, nie wybywając na tereny, które kiedyś były poza obszarem rodzicielskiego nadzoru — a mimo to i tak ciągle w nie uciekał; bo przecież zakazane smakuje najlepiej, prawda? — Zamierzam. Przeszkadza ci to? — zapytał, wcześniej nie myśląc o tym, że równie dobrze mogła nie chcieć jego towarzystwa, że jego obecność mogłaby być dla niej niekomfortowa. — Wiesz… niebezpiecznie jest samotnie krążyć po nocach albo siedzieć na przystanku. Oakville nie ma wysokiego wskaźnika przestępczości, ale nadal lepiej nie kusić losu. — Dbał o dobro ogółu; w końcu nie warto było podnosić wskaźnik i naruszać dobrą opinię publiczną miejscowości, prawda? Wcale nie robił tego z własny pobudek, wcale nie chciał spędzić z nią chociaż jeszcze godziny dłużej… Nie wiedział, dokąd doprowadzą go takie potrzeby, obawiał się ponownego przywiązania, a jednocześnie… po dwóch piwach nagle nic nie było mu straszne. — Dawno przeprowadziłyście się do Toronto? — zagaił, zerkając na nią kątem oka. Przez chwilę skupił się na jej stroju, który z pewnością nie zakładał, że będzie na dworze do aż tak późna. Ściągnął ramoneskę, zostając w samej bluzie i zarzucił jej kurtkę na ramiona. Zrobiłby tak każdemu, nawet nic nieznaczącej koleżance. Prawda?
Lilian Davenport