-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dobrze, nie będziemy krążyć bez celu - powtórzył jej słowa, kiwając głową. - Skoro wiesz, gdzie jesteśmy, to po prostu jedziemy dalej. Sam dobrze znam te strony, bo często tu przyjeżdżam do zepsutych aut, więc luz, nie ma opcji, że się zgubimy.
Siedząc za kierownicą, spojrzał kątem oka przez boczną szybę w stronę ściany drzew za krawędzią szosy.
- Przejście między drzewami jest kawałek dalej za tym odcinkiem - rzucił, trzymając wzrok na drodze. - Jak podjedziemy bliżej, sprawdzimy teren na piechotę.
Kiedy usłyszał ciche przeprosiny i zobaczył, że na jej twarzy pojawił się uśmiech, sam też rozchylił lekko usta w uśmiechu.
- Nie musisz przepraszać, po prostu od tego „pana” czuję się od razu staro - powiedział, zerkając na nią przelotnie. - Wolę, jak mówimy sobie po imieniu, bo tak jest po prostu łatwiej i bez dystansu.
Zerknął na klamkę i drzwi po jej stronie samochodu, przypominając sobie moment, gdy wsiadali do wozu przed wyjazdem.
- Zauważyłem wcześniej, że trzymasz dystans i zachowujesz się oficjalnie. Ja po prostu nie pomyślałem o otwieraniu drzwi. Każdy ma swoje nawyki. - Zwolnił, wrzucił luz i zatrzymał samochód na poboczu w miejscu, z którego dobrze było widać zakręt drogi. Odwrócił głowę w jej stronę, gdy wyprostowała się na siedzeniu i odezwała głośniej.
Otworzył drzwi, wysiadł z samochodu i obszedł maskę, stając po jej stronie, a kiedy odpowiedziała, że da sobie radę sama i odezwie się, jak tylko coś zauważy, tylko skinął głową.
- W porządku, to sprawdź tamtą stronę. Będziemy przesuwać się równolegle wzdłuż drogi. Ja idę parę metrów obok i obserwuję swój kawałek terenu, żebyśmy niczego nie przegapili.
Odbił w stronę linii gęstych zarośli, nie marnując czasu na gadaninę. Przysiadł na chwilę przy zwalonym konarze, wstrzymując oddech, by usłyszeć choćby skomlenie czy szelest liści. Serce biło mu trochę szybciej — chciał mieć pewność, że nie minie zwierzaka. Przesunął pod niskimi gałęziami, ignorując gałęzie czepiające się jego ubrania.
W tym momencie dobiegł go jej głos, a chwilę później głośniejsze i wyraźne: „Noah? Chyba coś tutaj znalazłam.” Na te słowa aż podskoczył z ulgą. Natychmiast obrócił się na pięcie i ruszył w jej stronę. Dopadł do miejsca, w którym przykucnęła, opadł na jedno kolano tuż obok na wilgotną trawę.
- Całe szczęście, że wołasz - powiedział z wyraźnym niepokojem, kierując światło z telefonu dokładnie w to samo miejsce, które oświetlała ekranem. - Pokaż, co tam masz. Trzymaj światło, odgarnę gałęzie i zobaczę, co tam leży.
Cassiopeia Deveraux