25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Eric to w sumie od bardzo dawna zastanawiał się, jak to właściwie jest z tymi przeciwieństwami - czy one faktycznie się przyciągają, czy może jednak lepsza chemia istniała między tymi, co byli do siebie podobni. Obserował wiele związków, łącznie ze swoimi rodzicami i… ciężko mu było wybrać jedną, konkretną stronę, gdyż zarówno u jednych, jak i u drugich ZAWSZE albo może PRAWIE zawsze pojawiały się wzloty i upadki - znał może jedną parę, która - podobno nigdy - się nie kłóciła i faktycznie, co Eric się z nimi widział (znał ziomka ze studiów), to NIGDY nie podnieśli na siebie głosu- oczywiście, nigdy nie wiadomo, co działo się za drzwiami, lecz po co kumpel miałby kłamać?
Sam Stones uważał to za coś niesamowitego, ze względu na to, iż był przyzwyczajony do kłótni i wiedział, że są one raczej nie do uniknięcia, chyba że ktoś umiał się kontrolować.
Dorastał słysząc głośne rozmowy swoich rodziców Miałeś wrócić wcześniej! Nie mogłem. Nie mogłeś czy nie chciałeś?! i ten zimny, przeszywający głos ojca, który w porę zauważył stojącego w pomieszczeniu Eryka albo Kupiłaś o co Cię prosiłem? Nie. DLA.. NIE MIAŁAM CZASU! NIE MIAŁAŚ?! A CO takiego ROBIŁAŚ?! Eryk któregoś razu nie wytrzymał i po prostu uderzył pięściami w kuchenny blat, krzycząc: A czy nie moglibyście ze sobą NORMALNIE porozmawiać?! i o ile pani Stones spojrzała na niego z troską, tak ojciec kazał mu się nie wtrącać bo tak właściwie, to powinien być u siebie i się uczyć, a do tego, NIE Z NIM rozmawiano. Eric miał ochotę powiedzieć coś jeszcze i nawet zaczął otwierać usta, lecz ostatecznie odpuścił, kręcąc głową, i po prostu… wyszedł z domu, mając gdzieś, że pewnie potem się nasłucha o nieposłuszeństwie, chyba że wróci o takiej porze, gdy jego ojciec będzie spał. Często zastanawiał się po uczestniczeniu w takich rozmowach, czy naprawdę jego ojciec miał taki problem z prowadzeniem normalnej rozmowy? Czy ja też tak będę rozmawiał? pytał samego siebie, siedząc nad stawem i rzucając kamyki do wody, tuż obok drzewa, na którym widniały inicjały jego oraz Shereen, która w tamtym czasie była jego najlepszą przyjaciółką - i wtedy nie sądził, że sprawy potoczą się tak, że teraz będzie nie tylko jego przyjaciółką, lecz kimś więcej - obserwując, jak lecą, oraz słuchając, gdy uderzały o taflę wody. Czasami miał wrażenie, jakby jego życie było kamieniem, który ktoś postanowił sobie rzucić i obserwował, jak tonie pod naciskiem obowiązków i prób sprostowania wymagań narzuconych głównie przez nikogo innego jak Dainiusa Stonesa. I nauczycieli. A mamy w tym wszystkim po prostu nie chciał zawieść.
Bo ona zawsze go wspierała, za co po dziś dzień był wdzięczny. To ona zachęcała, by się nie zastanawiał, tylko poszedł porozmawiać z trenerem od pływania, by zapytać, czy jeszcze przyjmuje nowe osoby, i to ona pękała z dumy, gdy po raz pierwszy samodzielnie złożył komputer od A do Z, albo gdy zajął trzecie miejsce w państwowym konkursie z matematyki - w pudełku na strychu zachowała nawet dyplom wraz z innymi reliktami z przeszłości, związanymi i powiązanymi z Erickiem. Każde dziecko u Stonesów miało swoje pudełko, do którego Pani Stones wkładała przeróżne nagrody: figurki, zdjęcia… i inne rzeczy. Robiła tak, ponieważ jej rodzice robili to samo i uważała to za dobry pomysł, aby można było kiedyś do tych wspomnień wrócić.

On naprawdę nadal nie potrafił pojąć, jak ktoś mógł podszywać się pod zmarłą osobę, aczkolwiek dobre w tym wszystkim było to, że Sher WIEDZIAŁA, kto to. Często w serialach lub filmach, które Eric oglądał, należało odkryć, kto podszywał się pod nadawcę. Tym razem było inaczej. Stones zastanawiał się, czy istniał sposób, by typa po prostu tak przestraszyć, by dał sobie spokój. Sher zasługiwała na spokój. Powinna funkcjonować bez świadomości, iż ktoś mógł lub ją obserwował - dlatego Eric często albo do niej przyjeżdżał po pracy, albo zapraszał do siebie, bo będąc obok, czuł się jakby nieco spokojniejszy, choć czy miał pewność, że on też nagle nie znalazł się na celowniku psychola? Otóż niekoniecznie, ale szczerze? Miał gdzieś swoje bezpieczeństwo – chodził ze scyzorykiem, który miał często schowany w plecaku, bluzie lub spodniach, oraz potrafił się bić. Dla niego priorytetem było bezpieczeństwo tej, której ciepło czuł na swoim ciele. Tej o zielonych oczach, w które mógł się patrzeć 24/7. Tej, która… była jego światem, i nie chciał, by ten świat nagle dotknęła jakaś klęska lub tragedia.

Prędzej sam pozwoliłby, by jemu stała się krzywda.

Wszystko, byle tylko Shereen była bezpieczna - tym się kierował. Dlatego, gdy widział jej rozwiązaną sznurówkę, klękał, by ją zawiązać, albo gdy padało, niósł parasol nad ich głowami.

Zazdrość…

To okropny nawyk, który potrafi przynieść więcej złego niż dobrego. Potrafiła przyjść niczym mroczny kosiarz i wbić ostre narzędzie w plecy tak, by druga osoba była wręcz pewna, iż druga osoba ją zdradza i wtedy się zaczyna… kontrola, sprawdzanie znajomych, pilnowanie, akty nieufności,
stalkowanie…

Rospędzoną kolejkę górską niełatwo jest zatrzymać.

Szczególnie kiedy uszkodzony jest układ hamowania.
Eric bał się, że któregoś razu właśnie taki kosiarz do niego przyjdzie i wpoi mu do głowy, że znudziłeś się jej, stary. Lepiej jej będzie z kimś innym. Pamiętasz, jak patrzyła na tamtego barmana? Albo kelnera z restauracji, w której ostatnio byliście? To pewnie z nim teraz siedzi, a nie w pracy….I kto wie co robią… Pewnie będzie musiał to przetrawić i nauczyć się…kontroli ale nad samym sobą.
- Postaram się, okej? Nie wiem, jak mi to wyjdzie, ale naprawdę się postaram Ci niczego bezpodstawnie nie zarzucać. - powiedział zgodnie z tym, co czuł i jak uważał, patrząc Winfield w oczy. Mimo wszystko na potwierdzenie swoich słów, wpił się w usta Sher, by zaraz potem zejść na jej żuchwę, którą obcałował od lewej do prawej strony, a potem zszedł na szyję. Swoją serię pocałunków zakończył na obojczyku, lekko przygryzając skórę.
A potem przeszli do kolejnej zasady.
- Okej. Ale mimo wszystko się staramy. - odpowiedział, akceptując to, ponieważ zdawał sobie sprawę, że niektóre wady były wręcz BARDZO ciężkie do zaakceptowania i do przepracowania.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

- To co… ukroić Ci kawałek tortu? - spytał nagle, cały czas głaszcząc Sher po włosach i plecach - bo ten także na nią czekał. Eric wysłał jej zdjęcie ciasta w jednej z wiadomości. Był truskawkowy i naprawdę pyszny.

the best gift
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wierzyła w miłość, która nie kończy się po dwóch sezonach, lecz trwa, mimo zmiennych pór roku. Związków nie definiowały obietnice, przeciwieństwa czy podobne osobowości, lecz zaangażowanie. Dostrzegała romantyzm w powiedzeniu, że przeciwieństwa się przyciągają — osoby o różnych temperamentach uzupełniały się wzajemnie, równoważył swoje wady. Nawet jeśli jedna osoba była bardziej uległa i nieśmiała, druga wnosiła do relacji pewność siebie, dzięki czemu razem tworzyli równowagę i odnajdywali wspólną drogę. Ciemnowłosa nie uważała się za naiwną, lecz trzymała się swoich przekonań, które z perspektywy osoby trzeciej mogły przypominać dziecięce mrzonki o prawdziwej miłości. Uważała, że na taką zasługiwała. Zasługiwała na odrobinę szczęścia po przeszłości nasączonej fałszem, obietnicami i frustracją. Nie wiedziała, co przyniesie następny dzień, czy najbliższy tydzień — czy mogła doświadczyć zarówno szczęścia, jak i wolności przy Ericu? Ich relacja na przełomie miesięcy znacznie się zmieniła. Obydwoje dążyli do wzniesienia jej na inny, wyższy poziom i choć pochłaniali się bez końca, delektując się swoim towarzystwem, tak nie wiedzieli, czy w przyszłości będą sobą tak samo zafascynowani. Chciałaby, żeby tak było. Dzielili zbyt wiele wspólnych momentów — radosnych, przykrych, przepełnionych gorzką ciszą — by mogły stać się jedynie wspomnieniem o niej i chłopaku, którego darzyła dwoma znacznie różniącymi się od siebie rodzajami miłości. Pierwszą, przyjacielską darzyła go od wielu lat. Eric stał się kimś, kto był jej bliższy, niż biologiczna rodzina. I nie żałowała tego.
Drugi rodzaj miłości, partnerski, dopiero poznawała.


Powrót Shereen z Ottawy niósł za sobą zapach perfum,
jesiennego deszczu i świeżych doznań.
Uczucie wolności i autentyczności, były z nich najnowsze.



Kochała motyle za to, że były wolne.

Chętnie wypuszczała je z mieszkania, gdy latem wpadały przez otwarte okno, i patrzyła, jak zapylają kwiaty w niewielkim ogródku. Uśmiechała się na ich widok. Były piękne jak chwile i tak samo ulotne. Pojawiały się nagle wraz z pierwszymi promieniami słońca i znikały o zmierzchu, zostawiając po sobie tę dziwną pustkę i tęsknotę za połyskującymi, delikatnymi skrzydełkami. Rozczarowanie przychodziło późnym latem, gdy ogród cichł. I czasem obawiała się, że z nimi może być podobnie. Nie potrafiła przepowiadać przyszłości, nie wierzyła w magię kart ani szklanej kuli, ale nie chciała, by to, co łączyło ją z Erikiem, trwało tylko przez chwilę. Kochała motyle, naprawdę je kochała za piękno i delikatność — ale wiedziała też, że ich życie było kruche. Współczuła im tego pobytu na świecie. Trwał zbyt krótko, by mogły szczerze się nim nacieszyć, a ich codzienność zbiegała się do walki o przetrwanie.
Shereen natomiast chciała cieszyć się towarzystwem Erica jak najdłużej.

Długo przywiązywała się do ludzi i jeśli już to robiła, chciała, by te relacje trwały jak najdłużej. Życie towarzyskie Shereen było dość intensywne, Winfield naprawdę lubiła spotykać się z przyjaciółmi, ugadywać wyjazdy, wyjścia, po prostu tworzyć wspomnienia. Lubiła też zdjęcia. Robiła ich dużo. Począwszy od pseudo-sesji portretowych, po selfie z przygłupimi minami. Wieczorami je przeglądała, wracając myślami do tych wspólnie spędzonych chwil. Zdjęciom z Joelem poświęciła szczególnie dużo uwagi, gdy dowiedziała się o jego śmierci. W dzień pogrzebu miała obok Erica. Mogła się przytulić i wylać morze łez. Płakała wtedy ze złości, bezsilności i była przytłoczona trudną sytuacją. Wieczorem całkowicie się rozpadła; zaczęła dostawać pierwsze wiadomości wysłane z konta Joela. Wiedziała, że wysyłał Oliver. On także był na pogrzebie.

Postaram się.

Powiedział wystarczająco dużo, żeby mu uwierzyła. Kiwnęła potakująco głową — naprawdę mu ufała. I nie miała nic więcej do dodania; wydawało jej się, że w tych pięciu zasadach zamknęli wszystko, czego potrzebowali do stworzenia normalnej relacji. Czy od tego momentu mogła nazywać się jego dziewczyną? Nie do końca potrafiła w to uwierzyć i najwidoczniej wierzyć nie musiała; Eric swoimi pocałunkami sprawiał, że niknęła pod dotykiem jego ust. Nie była w stanie myśleć.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Pytanie o tort truskawkowy przywróciło ją do życia.
Poczuła nowy przepływ energii, ożywiając się znacznie. Lubiła, gdy Eric ją głaskał. Dlatego uniosła się z niego dość niechętnie. Wciąż siedziała na nim okrakiem, podpierając dłonie o jego klatkę piersiową, lecz odebrała mu dostęp do swojej głowy i włosów, w ten sposób przerywając głaskanie. — Tak, chcę zjeść tort. I jak się ubiorę, to dam ci prezent. Zaskoczyłeś mnie i o nim zapomniałam — wyjaśniła mrukliwie, zahaczając zębami o dolną wargę. Pochyliła się w stronę Erica, składając na jego ustach ostatni pocałunek przed podniesieniem się z podłogi i założeniem na siebie białej bluzki. — Jak mi powiesz, gdzie go schowałeś, to mogę pokroić — zaproponowała, przewiązując włosy kokardką. Patrząc na swoje odbicie w najbliższym lustrze, dostrzegła zaróżowione policzki i połyskujące spojrzenie — odniosła wrażenie, że w tym momencie jej tęczówki nabrały więcej zielonego koloru, niż normalnie, a piegi na policzkach, z reguły zakrywane makijażem, wyostrzyły się pod wpływem ciepła. Co on ze mną robi… — przeszło jej przez myśl, gdy zerkając kątem oka w stronę Erica, kończyła zapinać górne guziki od lekkiej, koszulowej bluzki.

Birthday boy
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

On naprawdę chciał wierzyć w miłość, lecz niejednokrotnie zadawał sobie następujące pytania:
Czym właściwie była miłość?
Czym różniła się od przywiązania?
Czy dane mi jest pokochać kogokolwiek, skoro nie potrafię zapomnieć o Shereen, a z każdą laską, z którą się spotykałem, nie potrafilem stworzyć niczego trwałego? Albo może to one nie potrafiły niczego stworzyć ze mną?


Jedne przestawały pisać, drugie chciały go tylko zaciągnąć na numerek, ze względu na bycie (w połowie) Azjatą (jego folder spamu w wiadomościach na ig był wręcz pełen wiadomości od obcych kobiet o przeróżnej treści), a były też i takie, z którymi rozmowa układała się całkiem dobrze, ba! Nawet bardzo dobrze, ale zawsze czegoś brakowało… Jakby każda deska, jaką kładł nad przepaścią, była niestabilna i dopiero po tym, jak mógł wreszcie mieć Shereen wyłącznie dla siebie i widząc, słysząc oraz doświadczając odwzajemnionych uczuć, nad przepaścią budował o wiele trwalszy most, łączący go z Winfield. Nieważne, że musiał poświęcić mu czas, dla niego ważne było, że właśnie ONA czekała na niego po drugiej stronie, niczym stęskniona żona, gdy jej mąż wracał z długiej podróży - aż przypomniała mu się scena z Piratów z Karaibów, kiedy Elizabeth czekała na Willa, który tylko raz na dziesięć lat mógł przybyć na ląd. On oczywiście nie zniósłby aż tak długiej rozłąki - jemu całkowicie wystarczyło, że Sher nie było obok przez trzy/cztery lata. Nie wyobrażał sobie kolejnej rozłąki. Szczególnie kiedy na zewnątrz nie było bezpiecznie, bo ktoś postanowił bawić się w stalkera...
Wiedział też natomiast jedno - nie zamierzał Sher wypuszczać ze swoich rąkobjęć - jakby była uroczą biedronką, która usiadła mu na ręce, a on lubił biedronki, bo nikomu nie robiły krzywdy. Nie żywiły się tym, czym muchy, nie piły krwi jak komary i nie zostawiały żądła jak pszczoły (oczywiście pszczoły szanował za to, co robiły dla kwiatów). Pamiętał doskonale radość, gdy widział, jak biedronka przemierzała przez jego biurko lub siedziała sobie na parapecie pod oknem - a ponieważ nie chciał, by coś jej się stało, przystawiał do niej palec i czekał, aż wejdzie, żeby następnie wypuścić ją za okno, lecz w przypadku Sher… jej by nie chciał wypuszczać przez okno. Chciałby, żeby się u niego zadomowiła.
By przylatywała codziennie.


Należała przede wszystkim do siebie, ale skoro ustalili ważne kwestie, to od tej pory także i do niego.
Była dla niego niczym cenny skarb, który zamierzał chronić najlepiej, jak tylko potrafił, jednocześnie mając na uwadze wszystko to, o czym do tej pory wspomnieli, tj. wszystkie NOWE zasady gdy.
To była tylko i wyłącznie ICH gra. Ich multiplayer z dedykowanym serwerem wyłącznie dla nich.

Czy będzie dobrym chłopakiem? Nie wiedział.
Ile Shereen z nim wytrzyma? Oby jak najdłużej. Szczególnie, że kruchość potrafiła dominować w dzisiejszych czasach, a rozpady następowały najczęściej ze względu na:
brak czasu - pośpiech był normą, a zmęcznie dominantą;
brak rozmowy - a jak była to na zasadzie: wszystko okej? Tak? To super;
nieumiejętność słuchania - bo myślami było się gdzieś indziej;
patrzenie przez pryzmat tego, co posiadają inni - szczególnie zdjęcia lub stories osób, które miały pieniądze i mogły sobie pozwolić na ekstrawagancję

I pewnie istniało kilka innych punktów, ale Eric dostrzegał lub zauważał szczególnie te, które zostały wymienione. Sam nie miał pojęcia, jak często będą się widywać, ale na pewno mieszkanie na tym samym osiedlu DUŻO ułatwiało, bo oszczędzali czas i nie trzeba było jechać przez pół czy nawet do oddalonego o około trzydzieści kilometrów, całkiem innego miasta. W sumie Eric raz czy dwa przez zbyt spore spożycie alkoholu wylądował w innym mieście - bo powiedział taksówkarzowi ulicę, znaczy powiedział… wybełkotał, a że taksówkarz nie usłyszał, to wklepał, co mu pierwsze wyskoczyło, i takim oto sposobem Stones siedział przed jakimś random budynkiem w Mississaudze. Innym razem wylądował w Markham i jedyne, co pamiętał, to pysznego kebaba, dziewczynę, która akurat szła pobiegać i prawie na niego wpadła, oraz pana z psem, który wąchał mu nogawki. Ach te wycieczki po pijaku…
Jasne, niejednokrotnie marzył o tym, by gdzieś pojechać i zgubić się ot tak, lecz po pijaku to nie było tak fajne, jak przypuszczał, szczególnie kiedy dochodziły: światłowstręt, ból głowy oraz ból brzucha. Zawsze mówił sobie Więcej nie piję. lecz doskonale wiedział, że to było kłamstwem. Teraz tym bardziej nie będzie mógł sobie pozwolić na takie wybryki, bo wolał sobie nie wyobrażać, jak bardzo zdenerwuje Sher.

On doskonale pamiętał pogrzeb Joela, ba! Pamiętał niespodziewaną informację - był akurat wtedy w domu i oglądał coś w telewizji - która miał nadzieję, że okaże się pomyłką, zwykłym beznadziejnym żartem, lecz niestety… zrozumiał, iż to wszystko działo się naprawdę, gdy widział spuszczaną trumnę, a przyjaciel z niej nie wychodził. Wtedy też zdał sobie sprawę, że kiedyś każdy dobiega do mety…
Pamiętał ludzi ubranych na czarno i to, jak długo tulił do siebie Sher, pozwalając jej się wypłakać - on sam pewnie też po jakimś czasie przestał zgrywać twardego i uronił kilka łez, bo jednak Joel był mu niczym brat. Stones był mu wdzięczny za każde wysłuchanie, radę i żarty przeplatane z wygłupami. Eric nie usunął ich wspólnych zdjęć ani nagrań - zachował je na dysku, by pamięć o Joelu nigdy nie przepadła.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

- Potem oddzwonię, aktualnie jestem zajęty… swoją dziewczyną. - i po tych słowach złączył swoje usta z ustami Sher w soczystym pocałunku, jakby chciał, by zapomniała o tym, że ktoś przed chwilą do niego dzwonił.


- Prezent? - spytał zdziwiony, unosząc brew, jakby nie rozumiał, co właśnie do niego powiedziała. Nie oczekiwał od niej niczego; dla niego najważniejszym było, że poświęciła swój czas, że przyszła do niego i… że mógł przeżyć z nią intymne chwile tuż pod drzwiami - a akurat w tym miejscu niczego nigdy wcześniej z nikim nie robił.
Bo czy było coś bardziej wartościowego i cenniejszego niż poświęcenie komuś czasu?
Naprawdę nie chciał, żeby wstawała, aczkolwiek wiedział, że prędzej czy później będą musieli wstać. Wszystko, co dobre, szybko się kończy, ale najważniejsze, że jeszcze nie wychodziła.

- Jest w lodówce. Jak otworzysz drzwi, to powinien Ci się od razu rzucić w oczy. - bo to było jedyne ciasto z prawdziwymi truskawkami.
Nie było sensu zakładać z powrotem koszuli ani eleganckich spodni, dlatego po podniesieniu się z podłogi, zgarnął obie części garderoby i zaczął iść w stronę sypialni - oczywiście nie omieszkał zatrzymać się za Sher, gdy stała przed lustrem, by oprzeć swoją głowę na Winfieldowym ramieniu oraz podziwiać ich odbicie.
- Już Ci to mówiłem, jak przyszłaś, ale chcę to powiedzieć raz jeszcze. Wyglądasz przepięknie, wiesz? - po tych słowach złożył na szyi Sher pocałunek, zostawiając na niej ciepły, zarumieniony ślad, a następnie z łobuzerskim uśmieszkiem poszedł do sypialni, aby założyć luźne spodnie oraz luźny ciemny t-shirt. Poprzednie ubrania rzucił na fotel gamingowy - a dokładniej przerzucił je przez oparcie. Nim poszedł do kuchni, wziął telefon, bo przyszła mu wiadomość z życzeniami od klienta, któremu niedawno naprawił kompa - był to stały klient - więc oczywiście podziękował, a w kuchni wyciągnął talerzyki oraz sztućce (dwa widelczyki), i gdy Sher pokroiła ciasto, nie omieszkał widelcem nabić kawałeczek i skierować go do buzi dziewczyny. Tak, planował ją pokarmić, bo czemu nie? Zaraz przyszła mu kolejna wiadomość - tym razem od koleżanki z pracy.
- I jak Ci smakuje? Jak będziesz chciała dokładkę, to śmiało. - jak sama widziała, jeszcze trochę ciasta zostało, dlatego bez krępacji mogła zjeść nie tylko jeden kawałek.
- A! Mam też szampana, oczywiście. - i bez czekania na decyzję, poszedł po niego oraz po truskawkowe Piccolo i po postawieniu ich na stole, postawił także dwa kieliszki.
- Przyniosłem też coś nieco słodszego. - odparł, ale oczywiście zaczął otwierać zwykłego szampana - bo ani on nie zamierzał nigdzie jechać, ani nie przypuszczał, by Shereen gdziekolwiek się wybierała… a jak tak, no to wtedy zmieni wersję na tę bezprocentową. Po otwarciu szampana, polał i przysunął jeden kieliszek bliżej Sher, by nie musiała po niego sięgać. Już miał stukać szkłem o szkło, gdy znowu rozbrzmiała wibracja. Westchnął i czym prędzej odrzucił połączenie wiadomością Nie mogę teraz rozmawiać. Czy odbiorca zrozumie przekaz? To się okaże.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#108”