31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Gdy się rozstawali, Tucker był jeszcze chłopakiem i w jej wspomnieniach nadal nim pozostawał. Tymczasem teraz stał przed nią też on, ale już jako mężczyzna, chociaż wciąż tak samo, jeśli nie bardziej przystojny. I chyba ten kontrast najbardziej w nią uderzał, im dłużej tu stała. Niby ta sama osoba, a jednak jakby inna.
- Wydaje mi się, że wtedy nagromadziło się za dużo złych emocji, trudnych chwil, które nas po prostu przerosły. I zamiast jakoś to ogarnąć poszliśmy po najmniejszej linii oporu. Pewnie kwestie niestety zaczyna się rozumieć zdecydowanie za późno, a potem nie ma do czego już wracać.
Gdyby teraz posiadali tę wiedzę, dziś być może to ona paradowałaby dumna po mieście z pierścionkiem zaręczynowym. Wybierała suknię ślubną i wymarzoną podróż poślubną. Ale wtedy, w nerwach, miała bardzo wąskie pole widzenia, czubek własnego nosa i swoje problemy. One były najważniejsze.
- Nie sądzisz, że lepiej tego nie roztrząsać? - Zaplotła dłonie na plecach nie wiedząc, co z nimi zrobić. - Nawet jeśli faktycznie, jest sporo racji w tym, co mówisz, to już jest za nami. Lepiej skupić się na teraźniejszość, bo łatwo stracić te ważne obecnie momenty.
Nauczyły ją tego ostatnie miesiące i obserwowanie jak babcia nie jest w stanie pozbierać się po śmierci swojego męża. Każda śmierć jest bolesna, chociaż być może ją to ominie? Nic nie wskazywało, by w najbliższej przyszłości poznała tego jedynego. Wierzyła, że tą osobą był właśnie Tucker, a być może podświadomie wciąż tak uważała. Dlatego tak trudno odnajdywała się w tych paru związkach, jakie miała na przestrzeni ostatnich lat. Nieświadomie porównywała każdego z nich do Tuckera?
- Naprawdę to doceniam - zdobyła się na lekki uśmiech, żeby atmosfera nie była za ciężka. W końcu to w zasadzie było ostatnie chwile, gdy ze sobą rozmawiają. Po pożegnaniu nie będzie powrotu. Staną się dla siebie obcymi ludźmi mijającymi się na ulicy bez słowa.- Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć tobie i twojej wybrance wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia - dodała siląc się na miły ton głosu, robiąc dwa kroki do przodu.
Jeśli mieli się rozstać się już tak na poważnie i ruszyć dalej z czystymi kartami, to nie wypadało łypać na siebie z drugiego kąta pokoju. Przynajmniej ona to tak widziała, chociaż tak cholernie trudno było być tak blisko i jedynie móc się uśmiechać.
- Mój dziadek do samego końca wierzył, że jednak się zejdziemy - wyrwało jej się nim zdążyła ugryźć się w język- chociaż mówiłam mu, że to się nie wydarzy.

Tucker Darby
gall anonim
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tucker zamarł na moment po jej ostatnich słowach. Przez krótką chwilę wyglądał tak, jakby chciał coś odpowiedzieć od razu, ale żadne słowa nie pojawiły się od razu. Opuścił wzrok, a kącik jego ust drgnął w czymś pomiędzy uśmiechem a bólem. Przesunął dłonią po szczęce i wypuścił powoli powietrze. Po prostu słuchał jej w milczeniu. Spojrzał na nią uważnie, jakby każde kolejne słowo ważyło więcej od poprzedniego. Kiedy wspomniała o błędach, o emocjach, które ich przerosły, powoli pokiwał tylko głową, bo miała w tym wszystkim rację. I chyba właśnie to bolało najbardziej. Nie zdrada. Nie kłótnie. Nie samotność po rozstaniu. Świadomość, że mogli być po prostu zbyt młodzi, żeby udźwignąć coś, co było dla nich ważniejsze, niż wtedy rozumieli. Przesunął dłonią po ustach i na moment odwrócił wzrok. — Wiesz, co jest najgorsze? - zapytał, a głos miał cichszy niż wcześniej — że chyba pierwszy raz od naszego rozstania naprawdę się z tobą zgadzam. Gdybyśmy wiedzieli wtedy to, co wiemy teraz wszystko mogłoby wyglądać inaczej — zakomunikował, skinając głową. W kuchni zrobiło się dziwnie cicho. Za cicho. Kiedy powiedziała, że nie warto już tego roztrząsać, uniósł wzrok i patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Tak, jakby próbował zrozumieć, czy naprawdę w to wierzy. — A ty naprawdę potrafisz tak po prostu uznać, że to już za nami? — zapytał, zostawiając jej nieco przestrzeni na odpowiedź, której i tak się nie spodziewał. Tu było zbyt dużo emocji i napięcia na szczerość z jej strony. Tak po prostu przeczuwał. Nie przeszkadzało mu to, nie było w tym pretensji. Była szczera ciekawość.
Gdy zrobiła dwa kroki w jego stronę, poczuł jak mięśnie mimowolnie napinają mu się w ramionach. Ten niewielki ruch nagle skrócił dystans, który przez cały wieczór próbował utrzymywać. A potem padły życzenia i jego spojrzenie natychmiast przygasło. Przez sekundę wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale chyba najzwyczajniej w świecie zabrakło mu odwagi. W końcu wypuścił powoli powietrze. — Tak właśnie powinienem odpowiedzieć, prawda? — na jego twarzy pojawił się blady uśmiech. Nie był szczęśliwy. Nie był nawet przekonujący — Podziękować i powiedzieć, że też życzę Ci wszystkiego najlepszego. Uśmiechnąć się i pozwolić Ci wyjść — pokręcił głową i przesunął dłonią po karku — Tylko że od kilku godzin próbuję robić to, co powinienem i jakoś cholernie mi to nie wychodzi — spojrzał jej prosto w oczy, tym razem nie uciekł wzrokiem. Mimo wszystko odpuścił. Odwrócił się o kilka stopni nie chcąc budować napięcia. Bał się, że zrobi coś głupiego, bo przy Sorayi nie potrafił się kontrolować.
Brzmi jak on — odezwał się cicho, wspominając o jej dziadku. Przypomniał sobie starszego mężczyznę siedzącego na werandzie, rzucającego mu te wszystkie znaczące spojrzenia i komentarze, których wtedy uparcie nie chciał słuchać. W tamtym czasie wydawało mu się, że wszyscy wokół przesadzają. Że życie po prostu toczy się dalej. Teraz nie był już tego taki pewien — Twój dziadek zawsze miał irytującą tendencję do mówienia rzeczy, które później okazywały się prawdą — parsknął cicho, choć w jego głosie nie było rozbawienia.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przeszłości nie dało się zmienić, wiedziała to, a jednak im dłużej tu była tym bardziej tego zaczynała chcieć. Ale to się nie wydarzy. Jeśli zachowa dość silną wolę, to jak już stąd wyjdzie, więcej się nie spotkają. Prawda?
Logicznie tak powinno być. On się żenił, a ona pozostawała echem przeszłość zakończonej burzliwie oraz boleśnie. Na dobrą sprawę, wcale nie powinna tu przychodzić, a pośpiech to najgorszy doradca. Pomimo tego na swój sposób cieszyła się z możliwości ponownego spotkania, nawet jeśli to bolało.
- Najpewniej skończyłoby to inaczej, co do tego się zgadzamy - przytaknęła.
Nic więcej nie dało się dodać w tym temacie. Mogli gdybać do rana, bez efektów. Najgorsze w tym wszystkim było, to że chociaż zachowywali się dość neutralnie, to dało się wyczuć subtelną nadzieje. Ale na co? Przyjaźń raczej nie by nie wyszła.
- To jest za nami - poprawiła go, bo zaczynała się wahać w swoich postanowieniach. Tucker skutecznie, nie świadomie, podkopywał jej wiarę, że ich czas minął.
Nie wchodzi się dwa razy o tej samej rzeki, jak mówiło przysłowie. Cichy głosik w jej głowie, niestety, szeptał, żeby nie odpuszczać. Skoro pojawiały się u niego wątpliwości, to to obecna narzeczona nie spełniała do końca wszystkich oczekiwań? A ślub był tylko po to, żeby o niej, Sorayi, próbować zapomnieć? Pojawienie się takich myśli nie wróżyło niczego dobrego, zwłaszcza że byli za blisko.
Zmniejszyła dystans, bo miało to wyglądać po przyjacielsku, a znów coś poszło nie ta. Bliskość Tuckera utrudniała racjonalne myślenie i bezpieczne odpowiedzi. Zacisnęła mocniej skrzyżowane za plecami ręce, by nie dać się porwać chwili, chociaż niebezpiecznie ją to kusiło.
- Dasz rade, na pewno jakoś to sobie poukładać - starała się zabrzmieć w miarę neutralnie, ale też nieco przekonywująco. Czy jej się udało tego nie wiedziała, bo nie była najlepsza w udawanie. - Ostatecznie dziadek chociaż raz nie miał racji. W sumie nie powinnam tu przychodzić, bo niepotrzebnie tylko mieszam - powiedziała w końcu. Nie chciała, ale nie widziała innej opcji, by Tucker przestał się miotać jak lew w klatce. Inaczej żadne z nich tak na prawdę nie ruszy dalej z miejsca. - Pójdę już, tak będzie najrozsądniej. Mimo wszystko miło było się spotkać, to trzymaj się - uśmiechnęła się po raz ostani i nie czekając na nic odwróciła się na piecie.
Chociaż kierowała się do drzwi z wyprostowaną sylwetką, czuła jak oczy zaczynają niebezpiecznie zbliżać się do płaczu. Ich już nie było. W teorii wszystko było w porządku, prawda? Prawda?

Zt x2
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „#1”