37 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana Eden po prostu zniknęła i przepadła...ale się po pół roku znalazła i będzie ciekawie, o!
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Łatwo było opowiadać o czymś, co było znane szerszej publice. Nie wstydził się swoich decyzji, bliskich i różnych marzeń. Każdy etap w życiu był bardzo ważny, kształtował go jako człowieka i po prostu akceptował to jaki był kiedyś i teraz. Nawet okres buntu w szkole średniej miał swoje konsekwencje i nierzadko wyszło mu to na dobre. Znał i lepszą i gorszą stronę miasta i nauczył się wiele ciekawych rzeczy o przetrwaniu. W takich sytuacjach wiesz, na kogo można liczyć.
- Co ma być, to będzie – odparł ze spokojem. – Nic nie dzieje się bez przyczyny i wydaje mi się, że trzeba wszystko przetrzymać – życie było jakie było, raz było dobrze, a za drugim razem po prostu dawało solidnie popalić. I trzeba się było jakoś trzymać.
Nie wdawał się w głębszą dyskusję, bo to była dość delikatna sprawa i wiadomo, że nie rozmawiał o tym z innymi. Poza tym to normalne, że coś było nie tak. Nie istniały ideały i cudowne życie bez problemów, a Cem był bardzo bliski stwierdzenia, że mimo wszystko wolałby przeżyć wszystko tak samo, bo jednak miało to głębszy sens.
- Wybrałem aktorstwo, bo było mi bliższe. Wiele razy grałem, że jest inaczej niż było w rzeczywistości – jakby nie było, wcześnie stracił matkę i przez długi czas grał pewną rolę przed innymi ludźmi. To go nauczyło udawania, że wszystko jest dobrze, nawet gdy cały świat zaczyna się walić i znikać. Nie miał tak szczęśliwego dzieciństwa, jakby się wydawało i w dorosłym życiu też ciągle kogoś tracił.
- Sport też był ważny, ale podczas prób i występów po prostu czułem się jak na właściwym miejscu. No i najładniejsze dziewczyny chodziły na zajęcia teatralne – zaśmiał się. Dobre czasy, a on był zwykłym młodym człowiekiem, który naprawdę myślał, jak może spełniać swoje plany i ambicje.
- Matka opowiadała mi o swojej ojczyźnie, tego, jak wyszła z biedy, bo wierzyła w siebie i zaraziła mnie tym nastawieniem. Myślałem, co chcę robić i realizowałem plan A. Plan B i plan C też były dobre.
Koszykówka też się w życiu przydała
– przyznał na głos. Pierwsza reklama w jakiej zagrał, była właśnie tą, w której grali z kolegami w kosza. Nie musieli udawać i ćwiczyć, bo wszystko szło im naturalnie. Kochali ten sport i mieli mnóstwo zabawy z tego wszystkiego.
- I nie wiem, czy zazdrościli mi czegoś. Na pewno dużo osób widziała, że nie pasuję do reszty. Przychodził taki chudy i wysoki chłopaczek i zaczynał gadać o świecie, w dodatku przeklinając po turecku. Umiałem walczyć o to, co było dla mnie ważne – przegrał tylko kilka pojedynków z losem, w tym o ukochaną kobietę i to bardzo bolało.
- W Kanadzie żyję inaczej, spokojniej. Tu nie grałem za dużo. Ten serial to wyjątek. To serial dramatyczny, ale ma też humorystyczne sceny, szczególnie z lekarzami po dyżurze – chyba sama mogła sobie wyobrazić o czym mówił. On tylko grał swoją rolę. – Scenariusz trzyma się kupy, więc chyba nie będzie źle – podsumował. Zbyt wiele nie mówił o tym serialu, bo zwyczajnie nie mógł aż tyle spoilerować. Wszystko miało swój czas.
- Myślę, że ojciec wywracałby oczami widząc swojego syna udającego lekarza, ale muszę przyznać, że wiele z jego postawy przydaje mi się w grze – chociaż przez większość życia mieli ze sobą znikomy kontakt, dzisiaj dałby wszystko, byleby tylko móc o coś zapytać i porozmawiać.
- Nie siedziałem z nosem w książkach, ale czytałem to, co mi się wydawało ciekawe. Lektura to dobry sposób na naukę języka. Lubię fantastykę, ale i kryminałem nie pogardzę. Generalnie zwracam uwagę na opisy, czy coś mnie zainteresuje – albo jest potrzebne, jak chociażby biografie, jakieś naukowe pisma, wszystko zależało od tego, kogo miał grać.
- Prowadzę dość zwyczajne życie, mam dom, psa, rachunki do zapłacenia i przyjaciół, którzy nie patrzą na to, kim jestem i mają mnie za tego samego gościa, którym byłem kilkanaście lat temu – to w Turcji był bardziej znany i tam nie miał tak łatwo dbać o prywatność. – Czytam książki, kupuję płyty ulubionych zespołów i czasem siedzę w kuchni nad garami – tak było naprawdę. Tylko ostatnio w lodówce miał więcej piwa niż jedzenia, ale nie upijał się jak świnia. Lepiej mu się po tym spało.
- Pisarka, też dobrze – odparł. Trafiał na osoby związane z literaturą. Eden pisała książki i jak jej bohaterowie potrafili znikać, tak i ona zapadła się pod ziemię. – Musisz być bardzo silną osobą, że dajesz radę tam na dole. A przecież różne historie dzieją się w życiu i różne osoby trafiają do Ciebie. Czy podchodzisz czasem zbyt emocjonalnie do pracy? – zapytał szczerze zainteresowany tym tematem. Kiedyś grał policjanta i rozmawiał z prawdziwymi detektywami z wydziału zabójstw i różne rzeczy usłyszał. Olivia także musiała mieć doświadczenie w tej sprawie.
- Ja bym chyba nie potrafił zachować spokoju i zimnej krwi. Chociaż w tym serialu też mamy różne sytuacje, oparte o prawdziwe zdarzenia – wiadomo, niczego z kosmosu nie tworzyli, tylko prawdziwe życie i ludzie, z którymi można się identyfikować.

Olivia Calvert
dc: kwiatkowa
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Słuchała go z uwagą, z każdą kolejną chwilę dowiadując się o nim nowych informacji. Miła odmiana, kiedy ktoś również i jej uwagę poświęcał - bez natarczywych spojrzeń, bez nachalnych gestów. Ot, zwyczajna konwersacja, która im obojgu miała umilić czas. Po ostatnich ekscesach potrzebowała czegoś takiego, bo jeszcze chwila, a zaczełaby uważać, że świat składa się z samych napalonych dupków. Ewentualnie zakłamanych, chociaż to jej zdaniem dość często szło w parze. Od czasów Victora jej relacje z płcią przeciwną były raczej napięte, głównie przez zszargane zaufanie. Siedem lat okazało się nie mieć dla niego znaczenia, zostawiając Olivię z poczuciem zmarnowanego czasu, który mogła poświęcić komuś innemu.
Komuś, kto teraz już nie żył.
-Mówisz to z taką pasją, że nawet ja wierzę, że dokonałeś najlepszego dla siebie wyboru. Czuć to od ciebie - uśmiechnęła się, spoglądając na niego znad kubka kawy, które mile drażniła jej nozdrza przyjemnym zapachem. Był taki uzależniający. Nic dziwnego, że tak często sięgała po ten napój, niezależnie od pory dnia. Jej zegar biologiczny był na tyle rozstrojony, że nie miało większego znaczenia, czy wypiła kawę o dwunastej w nocy czy o pierwszej po południu. Jeśli zachodziła taka potrzeba, szła spać tuż po dokończeniu filiżanki.
-Tęsknisz czasem za domem? - spytała z zainteresowaniem w głosie. Nie wyobrażała sobie, że wyjechałaby ze swojej ojczyzny. Jasne, kochała podróżować, ale zmienić całkiem niemal całe swoje życie? To wymagało sporej dozy odwagi, której Calvert raczej nie posiadała. Albo jeszcze o tym nie wiedziała.
Kiedy wspomniał o swoim ojcu, lekko odpłynęła, cofając się do swojego nastoletniego życia, kiedy niemal zmuszano ją by poszła w ślady żywiciela rodziny. Nie buntowała się specjalnie, medycyna jej się podobała. Dopiero z czasem zaczęło jej przeszkadzać, że ojciec narzucał jej dosłownie wszystko, chcąc sprawować całkowitą kontrolę nad życiem jedynego dziecka. A teraz skutkami było to, że nie potrafiła podjąć trafnych decyzji, pakując się w większości w kłopoty. Szybko okazało się, że Cem również nie miał łatwo ze swoim tatą. Może ojcowie po prostu nie mogli być idealny?
-Silną? - zaśmiała się, bo z jakiegoś powodu wydało jej się to zabawne, groteskowe. Nie pasowało do niej. Może i miała głowę na karku, potrafiła trzymać emocje na wodzy, ale z całą pewnością daleko było jej do silnej nawet, jeśli na zewnątrz mogło wydawać się inaczej. Była złamana od śmierci Alexa i zdawało się, że nic nie było w stanie jej poskładać. Za dużo w sobie chowała. - Tak, zdarza mi się. Wiem, że nie powinnam bo to praca jak każda inna, ale kiedy widzę na stole osoby, które umarły zdecydowanie za wcześnie, coś we mnie pęka. Nikt nie chciałby patrzeć na ciało dziecka - odpowiedziała. Zaledwie kilka dni wcześniej miała taki przypadek. Śmierć spowodowaną chorobą można było jeszcze przetrawić, ale zabójstwo nieletnich było dla niej zbrodnią niewybaczalną. Takich powinno karać się tym samym.
Dobrze mu się z nim rozmawiało. Niestety, była w trakcie pracy i miała jeszcze sporo rzeczy do zrobienia. Sekcje same się nie przeprowadzą, a juz była w tyle.
- Muszę już lecieć - westchnęła, dopijając kawę. Podniosła się z krzesła, posyłając szeroki uśmiech mężczyźnie. - Powodzenia na planie filmowym. Podziel się, kiedy będzie można było go obejrzeć. Jestem pewna, że wypadniesz świetnie - dorzuciła, chwilę później znikając w windzie, która zawiozła ją do samych podziemi, gdzie czekały znajome demony, z którymi się przywitała.

zakończone


Cem Ayers
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”