Te słowa ścisnęły jej serce, gdy zdawała sobie sprawę jak bardzo musiał się czuć niechciany i niegodny miłości. Już była bliska uświadomienia sobie, że specjalnie ją odpycha, aby nie być zranionym. Czuła już, że to wszystko rozgryzła. Elementy układanki zaczęły trafiać w odpowiednie miejsca tworząc w końcu gotowy obraz, ale wtedy dopowiedział kolejne słowa, które wszystko przekreśliły, a jej poprzednie przemyślenia zniknęły zostawiając czarną plamę.
To było niczym policzek prosto w twarz. Odkąd wyszła z jego mieszkania tamtego poranka wszystko wskazywało na to, że to był tylko seks, a już szczególnie kiedy ponownie przekroczyła dzisiaj jego próg. Przestała mieć wątpliwości, że mogliby oboje dać szansę na rozwinięcie tej relacji i sprawdzenie dokąd ich zaprowadzi. - Tak, zrozumiałam Lazare. Nie musisz tego powtarzać- syknęła potwierdzając tymi słowami, że dla niej był kimś więcej niż przygodą na jeden raz. Stojąc teraz doskonale już rozumiała, że kiedy on tak uporczywie odrzucał szansę na miłość, ona od zawsze łaknęła tylko jej, ale nigdy nie była jej ona godna. Miała przed oczami Michaela, który wyjechał zostawiając ją ze złamanym sercem. Josha, który odszedł od niej do kobiety, z którą ją zdradzał podczas trwania ich małżeństwa. Arthura, który zniknął po wspólnej nocy, gdy po latach ich ścieżki się przecięły ponownie czy tak samo Michaela, który powrócił i zniknął niczym bumerang. Każde odejście burzyło jej serce na coraz mniejsze kawałki, a ona podnosiła się i łaknęła tej miłości ponownie. Z wiarą i nadzieją wstawała i nie odrzucała szans na jej odnalezienie. Znajdowała w sobie odwagę, by jej poszukiwać i przyjechać pod dom mężczyzny, który także rozpłynął się po wspólnie spędzonej nocy z nią. A to wszystko po co? Aby słyszeć niewygodne pytania wprawiające ją w dyskomfort i słyszeć, że to był tylko seks?
Nie była pewna na co liczył Lazare wypowiadając je, ale miała teraz w głębokim poważaniu, co myśli i czuje blondyn. Wcześniej rozważała i rozmyślała nad każdym wypowiadanym słowem jak on je odbierze. Teraz nie zastanawiała się nawet, co sama czuje, bo tak naprawdę złość całkowicie opanowała jej ciało i przysłoniła możliwości logicznego myślenia. Ścisnęła mocniej blat, aż tym razem to jej knykcie pobielały, a paznokcie usilnie próbowały przebić się przez marmur. - Może troszczę się dlatego, że polubiłam Twoje poczucie humoru, które bywa momentami nietuzinkowe, ale potrafi sprawić, że śmieję się całą sobą? A może dlatego, że gdy mówię, to naprawdę czuję się wysłuchana? Może spodobało mi się to, że wszystko traktujesz jak spektakl, w którym odgrywasz główną rolę, ale miałam wrażenie, że momentami wyciągam z Ciebie tego Lazare zza kulis. Tego, który nie gra, nie kontroluje wszystkiego i po prostu daje się ponieść emocjom, gdy poznawał moje ciało, aby się bardzo szybko nauczyć jak je doprowadzić do obłędu- jej głos nie był łagodny, a słowa nie wydawały się wcale wyważone. Mówiła prosto z serca, nie myśląc o konsekwencjach. - A może po prostu mam w sobie pieprzoną empatię, której Tobie najwyraźniej brakuje, bo przecież grasz w spektaklu, a cały tłum jest tutaj dla Ciebie. Nieważna jest widownia. Nieważne są ich uczucia. Najważniejszy jest wielki Lazare Moreau - gwiazda estrady. To nad nim mamy chuchać i dmuchać, a inni? Ich poczucie odrzucenia? Starania? Można je zgnieść i wrzucić do kosza- mówiła coraz głośniej, na koniec na jej twarzy malowało się poczucie rozczarowania. Naprawdę uważała go za wyjątkowego mężczyznę. Nie był kimś, w kim się od razu zakochała od pierwszego wejrzenia. Przeżyła już tyle w swoim życiu, że nie wierzyła w takie bajki. Ale wydawało jej się, że pomału przebijała się przez tą jego zbroję i to co odkrywała w środku jej się podobało. Zachęcało do odkrywania dalej. Teraz? Teraz widziała tylko mężczyznę zapatrzonego w siebie, który nie liczył się z uczuciami innych. Najważniejszy był dla niego podziw i poklask. Wszystko inne było poza polem jego zainteresowania.
Czuła żal i wstręt do samej siebie, że tak żałośnie dała się ponieść emocjom i uczuciom. Nie zamierzała wysłuchiwać kolejnych wypowiedzi, którymi rozdeptywałby jej i tak już zmiażdżone serce. - Naprawdę potrafisz być dupkiem, Lazare. Z tego co widzę, to świetnie sobie radzisz, więc na mnie już pora. Wiem, gdzie są drzwi- dodała i obeszła wyspę tak, aby przejść obok niego jak najdalej. Była wściekła na niego. Była wściekła na siebie, więc podeszła do krzesła chwytając koszulę, którą kilkadziesiąt minut wcześniej tutaj rzuciła, by opuścić w końcu to mieszkanie i nigdy nie wracać.
lazare moreau