24 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Od początku wiedział, że ich relacja posiadała spisany cudzymi rękoma harmonogram, cel oraz cenę.
Gdy usłyszał o tym pomyśle po raz pierwszy z automatu się zgodził - lub raczej potwierdził coś na co i tak nie miał w pływu, bo lubił oswajać się w ten sposób z nowymi wymaganiami. Iluzja wyboru pozwalała mu funkcjonować w miarę bez zawahań w przestrzeni zawodowej, poczucie trzymania obu rąk na sterze dawało złudne wrażenie kontroli, pomimo że kierunek w jakim płynął podejmował za niego nurt rzeki. Można się było przyzwyczaić. Czasami zapomnieć.
Tak jak zapomniał o istnieniu Yeon na samym początku, przez pierwsze tygodnie wciąż żyjąc życiem singla. Nie, żeby to zmieniło się jakkolwiek w ciągu ostatnich lat, w końcu parą byli wyłącznie na papierze i gdy ich o to proszono.
Asher również łatwo wykreślił ją z własnego równania i ograniczył się do podsyłania nowych marynarek, koszul i spodni, tak by wizerunkowo Lian istotnie do niej pasował.
Za kilka lat agencja zmieni strategię i określi dla was nowe cele. Jesteśmy profesjonalni, to nie problem.
Harlandowi nawet nie drgnęła powieka gdy tamtego dnia doszywał mu ozdobny mankiet w swoim mniejszym atelier w Nowym Jorku. Wyglądał jak człowiek, który wiedział więcej niż realnie pozwalał mu na to dostęp do informacji, ale prawdopodobnie miał swoje sposoby i nie było to tylko wrażenie. To było zaledwie kilka godzin po tym jak The Right Note postawiło go przed faktem dopisania Yeon do kilku kampanii w jakich miał wziąć wkrótce udział i ledwie tydzień przed oficjalnym poinformowaniem mediów o cudownym zbliżeniu dwóch bratnich dusz.
W tamtym momencie wolałby przejmować się pierwszym spotkaniem z dziewczyną, której nigdy nie widział i nie zamienił słowa, ale spokój z jakim Asher przyjął te zmiany nie pozwalał mu skupić się na niczym innym. Ciało podświadomie rozpoznawało zagrożenie, napięcie niemal mrowiło w palce i kazało mu pozostawać w trybie czuwania, a każde słowo diagnozował pod kątem poprawności zanim je wypowiedział - co najmniej kilka razy.

Obiecaj mi, że w odpowiednim momencie podejmiesz właściwą decyzję. Wiesz gdzie jest twoje miejsce.
I obiecał, a deklaracja uszła z niego bezrefleksyjnie i z mocą, by nie pozostawiać jakichkolwiek wątpliwości wśród których Asher mógłby znaleźć niezadowalający defekt. To, że Harland operował w tej samej chwili nożycami przy jego nadgarstku i wykrawał powoli kolejne fragmenty materiału prawdopodobnie ponagliło podjęcie kolejnej decyzji na jaką również, nie miał tak naprawdę większego wpływu. Jego jedynym obowiązkiem było wypowiedzenie na głos tego, co Asher życzył sobie usłyszeć.

Yeon nie była rozpieszczoną księżniczką, mimo że Mei długo żył w takim przekonaniu. Patrzył na nią kątem oka podczas imitacji normalnego lunchu i zastanawiał się, czy niedotknięte przez żadne z nich porcje sernika baskijskiego były jej wyborem. Wizualnie podobał mu się pulchny środek i karmelowo nadpalone brzegi, a nawet artystyczny kleks wiśni we frużelinie, wewnętrznie żołądek wywlekał mu się na lewą stronę. Pamiętał co stało się z tamtym ciastem czekoladowym, zwłaszcza że Serena siedziała kilka stolików dalej i obserwowała go jak hiena.
Wizualnie spodobała mu się również Han, choć jej wtedy nie uświadomił bo nie wiedział czy powinien. Nie wiedział nawet jak, ponieważ nigdy nie odbył podobnej rozmowy i zabrakło mu śmiałości na najbardziej pospolity komplement. Przypomniało mu się zresztą zaraz, że nic z tego w czym właśnie uczestniczył nie wykraczało poza warunki umowy, a to ostudziło jego entuzjazm wystarczająco aby wycofał się na resztę spotkania. Siedział więc z palcami przeplecionymi przez siebie, z dłońmi wspartymi o nonszalancko zarzucone kolano na drugą nogę i mimo że obserwował ją dość chłodno, chętnie słuchał jej gadulstwa o niczym. W niedługim czasie jej recenzje zwyczajnego świata z jakim miała większą styczność niż on stały się dla niego oknem na świat do jakiego nagle zyskał dostęp.
Zwyczaj ugruntowywał się elektronicznie przez kolejne kilka miesięcy.
Nie zawsze mieli czas by prowadzić rozmowę jednocześnie, częściej po prostu zaglądali na komunikator po godzinach, często z ogromnym rozstrzałem stref czasowych innych po obu stronach, aczkolwiek nie przeszkadzało im to na tyle aby pragnienie kontaktu z żywym, rozumiejącym sytuację w jakiej się znaleźli człowiekiem ostygło.
Początkowo to ona dbała o regularne zasypywanie jego skrzynki wiadomościami. Wysyłała zdjęcia, które oglądał wnikliwie i nawet jeżeli dotyczyły jakiejś pierdoły (zwykle tak właśnie było, bo Han w niezrozumiały dla niego sposób potrafiła zachwycać się najdrobniejszymi i najbardziej powszednimi rzeczami) reagował albo oszczędnym komentarzem (w lepsze dni) albo przynajmniej charakterystycznym dla siebie czarnym serduszkiem (częściej). Po jakimś czasie sam zaczął się angażować i wysyłać jej to, co jego obszerna prywatna galeria nagromadziła na przestrzeni ostatnich lat. Posiadał mnóstwo zdjęć ptaków, uchwyconych głównie przy katedrach, na mijanych cmentarzach albo dachach ładniejszych kamienic, osobny folder z nietoperzami jakich uchwycił całą chmarę podczas krótkiego pobytu w Austin i wieczornego przepływu pod Bat Bridge, sporo ujęć natury - raczej amatorsko i dla kaprysu - i ceramiki, choć z tej osobliwości nigdy się nie wytłumaczył. Czarno-biały filtr był wręcz obligatoryjny.

Zdawało się, że w pewnym momencie zatrzymali się na tym etapie i nie ruszyli już dalej z miejsca, uznając obecny stan za satysfakcjonujący. Nie zdarzało mu się czuć niedosytu, Yeon i tak dawała mu więcej niż ktokolwiek i chociaż nie mówił jej wszystkiego czuł, że jeśli nie całości, to przynajmniej części i tak się domyślała. Zauważył, że ilekroć wspominał o Harlandzie ich konwersacje przybierały inny, lżejszy kierunek, jakby intuicyjnie rozumiała co miał na myśli i zręcznie przenosiła ciężar dyskusji na coś, co pozwalałoby mu odpocząć. Nigdy też nie dociekała powodów dla jakich znikał jej z pola widzenia na kilka godzin podczas imprez na jakie w teorii mieli przyjść razem, nie wiedział tylko czy robiła to z uprzejmości, braku zainteresowania czy niewiedzy. Ostatnia opcja wydawała mu się najmniej prawdopodobna, bo na tyle na ile zdołał ją poznać nie mógłby zarzucić jej niedomyślności.
Była jego podporą milczącą gdy tego potrzebował i tyle mu wystarczało.

Yeon przysłoniła usta, ale śmiech i tak przeciekł jej przez palce, na co on uniósł brew w łagodnym zaskoczeniu, w pełni udawanym bo był świadom, że tej nocy wyjątkowo utyskiwał.

Dobiję do stu 一 oświadczył twardo, zanim wyklarował intencję: 一 Potrafisz do tylu policzyć?
Niestety nawet żart nie utrzymał się długo po tym, jak zauważył pierwsze zbyt głęboko kładące się na jej ciele cienie, a im dłużej się jej przyglądał tym więcej widział.
Jeżeli w ich rozmowach istniało jakiekolwiek tabu, była to dieta.
Jak dotąd Lian z tą samą zręcznością z jaką Yeon unikała tematu Ashera oraz jego incydentalnych zniknięć omijał kwestie związane z jedzeniem, nie chcąc podnosić spraw z jakimi sam kompletnie sobie nie radził. Obsesja jego agentki, Sereny Marlow konsekwentnie trzymała go w tym samym rozmiarze od lat, zapach migdałów potrafił wywołać w nim odruch wymiotny, a nawyk ssania kostek lodu tak bardzo wszedł mu w krew, że wraz z nim na plany zdjęciowe i koncerty wożono turystyczną lodówkę. Nie palił, mimo że Serena sugerowała mu to rozwiązanie gdy dopiero zaczynał z morderczą dietą. Miał wówczas czternaście lat.

Łatwiej oszukać głód, to stara metoda modelek 一 przekonywała, ale myśl o nałogu skutecznie odstraszała go od spróbowania. Wolał lód, a jeżeli to nie wystarczało przypominał sobie jak Marlow przeciągnęła go kiedyś przez pół hotelu i zmusiła do zwrócenia kawałka ciasta czekoladowego.
Teraz było inaczej. Teraz zyskał częściowo jakiś ułamek decyzyjności i pomału zaczynał planować odejście, a chociaż wciąż nie potrafił zjeść pełnej porcji do końca i bez wyrzutów sumienia, czasami naprawdę jadł. Deser był wciąż poza jego zasięgiem, ale wierzył, że może któregoś dnia się to zmieni.

Celowo zmarszczył brwi jeszcze bardziej - i westchnął! - głęboko, przez nos. Mógł się czasami podłożyć.

Mam samolot, muszę być na lotnisku najpóźniej o dziesiątej 一 ograniczył jej nadzieje z miejsca, aczkolwiek w jego głosie pobrzmiewał jakiś niewyrażony wprost żal. W innych okolicznościach, gdyby byli parą zupełnie normalnych ludzi niezwiązanych żadnym kontraktem ani harmonogramem kreślonym na styk, chętnie zwiedziłby z nią miasto. Wziąłby ją nawet na wybrzeże i oglądał z cienia tłuste mewy, brodził w wodzie po kostki i wytrzepywał piasek z podwiniętych nogawek spodni. 一 Ale jeżeli zdążysz się gdzieś ruszyć koniecznie wyślij mi zdjęcia.
Po raz kolejny musiał odmówić jej zanim weszliby w szczegóły, a chociaż Yeon nie zdążyła jeszcze rozwinąć żadnych planów Lian i tak poczuł się podle. Zawsze to robił, praktycznie witał się z nią pożegnaniem i przepraszał tak samo często jak wzdychał.
Brwi ponownie zbiegły mu się grymaśnie w wyrazie zniecierpliwienia, bo początkowo potraktował jej pretensję na poważnie. Zważywszy na to o czym myślał chwilę wcześniej, pewnie powinien.

Naprawdę chciałabyś mnie zastąpić kimś, kto życzył mi połamania palców? Wow, zabolało 一 zironizował pół żartem pół serio, bo o ile dobrze pamiętał skrót przekazany mu przez Serenę, coś podobnego znalazło się na liście życzeń jednego z jego największych antyfanów; facet publikował pod pseudonimem LianMeiSucks666 i delikatnie ujmując, poświęcał sporo wolnego czasu na uprzykrzanie mu życia w mediach społecznościowych.

Nagła zmiana atmosfery była spodziewana, nie był więc zaskoczony gdy Han pośrednio zwróciła się z prośbą by jej odpuścił i może nawet by to zrobił, gdyby to co właśnie usłyszał nie zabrzmiało jak coś, co sam wielokrotnie słyszał. Przez kilka sekund walczył z uderzeniem gorąca i frustracją, aż zgrzytnął mimowolnie zębami przy zaciśnięciu szczęki i zamiast cofnąć dłoń, którą wcześniej odgarnął jej włosy na bok, oparł ją na jej ramieniu. Symetrycznie zrobił z drugą, tym samym mobilizując Yeon aby została w miejscu na wypadek, gdyby przyszło jej do głowy uciec w jakąś asekuracyjną aktywność. Przygarbił się by mniej więcej znaleźć się na wysokości jej uciekającego spojrzenia i gdy po dłuższej chwili debatowania w milczeniu nadal nie znalazł właściwych słów, stuknął jej czoło swoim.
Znał problem zbyt dobrze by wierzyć naiwnie w to, że można go było rozwiązać pojedynczą rozmową.
Kiedy Yeon w pewnym momencie wyszła do niego z czymś, co nie brzmiało już jak echo opinii innych osób lecz rzeczywisty wniosek wyciągnięty z bolesnego doświadczenia Lian poczuł, że uderzyło aż zbyt blisko.

Zaoferowałaś mi więcej niż ktokolwiek do tej pory, a twój wygląd nie miał na to żadnego wpływu 一 zaczął ostrożnie, choć z pełnym przekonaniem do tego o czym właśnie mówił. Głos zniżył znacząco, miał ją w końcu na odległość jednego oddechu, czoło w czoło, nos w nos, może odrobinę za blisko niż kiedykolwiek do tego aspirował, a jednak w jakiś sposób teraz wydało mu się to właściwe.
Spokojnie mrugnął, powoli przeciągnął obie dłonie nieco dalej za jej kark po czym skrzyżował je w nadgarstkach i tak już zostawił.

Wartość jaką mierzy cię agencja nie jest jedyną jaka ma znaczenie, jest po prostu tym co akurat mogli spieniężyć. Pomyśl o tym, hmm?
Nie chodziło już nawet o udowodnienie jej, że mylnie brała za pewnik opinie osób, które miały w tym swój udział. Chodziło również o przetrwanie, bo jeżeli Yeon była jedynie produktem, którego cena zależała od chwilowej fanaberii i estetyki - to kim był on?

Poza tym co to za pierdolenie? Kto twierdzi, że moja dziewczyna nie jest wystarczająco ładna? 一 zapytał z nie do końca udawanym rozdrażnieniem wychodzącym mu lekko uniesioną brwią i zmrużonymi z irytacją oczami. 一 Odeślij go do mnie, niech powie mi to w twarz.


Seungyeon Han
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Związek pod publikę.
Z początku tylko parsknęła śmiechem, zakładając, że to się nie uda.
Jak miała udawać zakochaną dziewczynę, skoro Lian był dla niej wtedy praktycznie nieznajomym? Nie oceniała swoich umiejętności aktorskich zbyt wysoko. Szkolne teatrzyki nie były ulubioną formą rozrywki Yeon. Z biegiem czasu po prostu nauczyła się udawać; wymieniać czułe spojrzenia, gesty, wyrażać troskę i śmiać się przy nim głośniej, niż robiła to zazwyczaj. Odnalezienie się w nowej roli przyszło jej z trudnością, ale gdy już zaczęła dostrzegać płynące z pokazywania się u boku Liana korzyści, zaczęła się bardziej starać. Nie potrafiła jednoznacznie powiedzieć, w którym miesiącu, czy roku ich związku, wszystkie te wyuczone czynności przestały mieć znaczenie, bo obecność ciemnowłosego pianisty stało się częścią życia Bambi. I nie tylko jej. Yeon także przywiązała się do Liana. W ich świecie nie patrzono na nich jak na ludzi, lecz ładny towar zapakowany w złote pudełeczko. Mieli przyciągać uwagę, błyszczeć, trenować pod czujnym okiem specjalistów, by zdobywać szczyty i nastawiać się przede wszystkim na sukces. Yeon musiała nauczyć się jeszcze innej rzeczy; miłości do obcych ludzi, którzy ją podziwiali. Wiele zawdzięczała fandomowi, bo gdyby nie wsparcie tych osób, nikt by o niej nie usłyszał. Kariera Yeon wciąż się rozwijała. Debiutowała wbrew pozorom dość niedawno, nie miała piętnastoletniego doświadczenia scenicznego, którym cieszyły się starsze grupy. Wierzyła — albo raczej wiedziała — że wraz z przyjaciółkami z zespołu, osiągną sukces. Dokładały wszelkich starań, by zostać zauważone. Zbyt ciężko pracowały, by ich obecność na rynku muzycznym nie została dostrzeżona. Towarzyszyły im zbyt wysokie ambicje, by mogły zignorować ten wspólnie przyświecający im cel, nawet jeśli każda z nich kierowała się innymi pobudkami.

Han kochała przede wszystkim muzykę i chciała się nią dzielić ze światem.


Stawiała ją na pierwszym miejscu. Świat był dla niej feerią dźwięków i przeplatających się między sobą melodii, dzięki którym czuła się lepiej. Niejednokrotnie mierzyła się z uczuciami, których nie potrafiła przekazać za pomocą prostych słów, czy szczerej rozmowy. Wtedy z pomocą przychodziła jej muzyka; dźwięki pianina, czy wiolonczeli, na której od zawsze grała jej mama. Płynące z tych instrumentów dźwięki pomagały jej się wyciszyć, leczyły jej duszę, gdy miała zły nastrój po rozstaniu z chłopakiem, pogoda nie dopisywała, a jej przyjaciółka nie mogła z nią porozmawiać. Chciała tworzyć muzykę, której melodia i słowa uderzą nagle, z siłą ostatniego letniego wiatru symbolizującego początek jesieni, przenikającego wprost do serca. Marzyła o tym, by wspierać osoby, przy których nie mogła być osobiście i czuła gdzieś głęboko wewnątrz serca, że mogła spełnić to życzenie dzięki swojemu talentowi. Sztuka była jak most mogący połączyć nawet najbardziej odległe dusze.

W spotykaniu się z Lianem dostrzegła dla siebie szansę.
Pierwsze wrażenie, jakie na niej wywarł… Miała wobec niego ambiwalentne odczucia. Był mrukliwy. Nietypowy pod względem swojego wyglądu; rysy jego twarzy zapamiętała cholernie szybko, wpasowywał się w jej typ. Czuła się niezręcznie, gdy siedząc naprzeciw niej, wodził za nią przenikliwym spojrzeniem, choć nie miała wątpliwości co do tego, że jej słuchał. Yeon z natury była bardzo otwartą, wygadaną osobą. Lawirowała płynnie między tematami, narzucając co chwila inny — wyłapywała kluczowe słowa i na ich podstawie nawiązywała do kolejnych wydarzeń, sytuacji czy przemyśleń. Zachowywała się dość normalnie, nawet jeśli z początku była speszona i obawiała się, że będą mieli problem z komunikacją. Lian idealnie odnalazł się w roli słuchacza, z początku dość skrytego. Polubiła ten kontrast między innymi. Wypisywanie do niego różnych porach weszło w jej nawyk, podobnie jak wysyłanie wiadomości głosowych czy kolejnych zdjęć, albo losowych filmików. Niezliczoną ilość razy przesyłała mu zdjęcia rozwijających się kwiatów, kotów mijanych na ulicy, ładnych budynków. Dzieliła się z nim tym, co wywoływało w niej intensywne emocje — a zachwycała się wieloma rzeczami. Wyjściami z przyjaciółkami poza zasięgiem kamer. Ładnymi widokami. Ludźmi, których mijała na ulicy i równie często zagadywała, choć nie powinna zwracać na siebie uwagi. Wycieczkami. Nawet jeśli Liana nie było obok, był na bieżąco z tym, co działo się w życiu Yeon. Nieświadomie zaczęła traktować ciemnowłosego jak bezpieczne miejsce, do którego mogła przenieść swój świat.
Odpowiadał jej ten układ między nimi, dopóki nie zaczęła zauważać, że w pewnym momencie przyjeżdżając na większe czy mniejsze wydarzenia, zadawała sobie głównie jedno pytanie: Czy Lian też tutaj będzie?
Co ostatecznie doprowadziło ją do momentu, w którym zaczęła przesadnie analizować ich relację.
I pomogło wyciągnąć wnioski — nie wszystko dało się nazwać, czy oprawić w złote ramki.
Byli poza schematem i to zaczęło być zdaniem Yeon w porządku, nawet wtedy, gdy posyłała w jego stronę nieco przydługie spojrzenia, czy uśmiechy, za którymi kryło się coś więcej niż prosta zaczepność.

Złośliwy żart rzucony w jej stronę, zmusił ją do odwrócenia głowy i zerknięciu na Liana w sposób wyrażający bezsłowne: no naprawdę, ale jesteś śmieszny. Umiała liczyć do stu i zaczęła nawet na głos wypowiadać poszczególne liczby w kolejności od jednego do stu, lecz te słowa zniknęły gdzieś między pytaniem o dietę i chwilą niezręcznej ciszy, która zapadła nim Bambi zdążyła odpowiedzieć. To był dla niej temat tabu. Uważała, że postępuje dobrze, w końcu dzięki niej była w stanie utrzymać prawidłową wagę i szczupłą sylwetkę. Nie chciała go okłamywać, mówiąc, że wszystko jest super — nie było. Wolała jednak trzymać się ściśle rozpisanych diet, niż wysłuchiwać nieprzychylnych komentarzy.
Mam samolot.
Muszę wracać.
Nie mogę.
Wywróciła oczami, niemal żałując, że w ogóle przeszło jej to przez myśl. Słowa bruneta skwitowała kapryśnym jasne, co było jednoznaczne ze szczerym wyrzutem i niezadowoleniem. Nigdy nie mieli czasu, żeby wyjść gdziekolwiek, bo jedno z nich musiało wyjeżdżać. Wolała się z nim witać. Pożegnania przychodziły jej z trudnością, choć mogłoby się wydawać, że zdążyła do nich przywyknąć — były równie krótkie co przywitania, ale dużo bardziej bolesne. Wzruszyła lekko ramionami, przeczesując palcami pasma luźno rozrzuconych po nich włosów. Zmianę nastroju Yeon dało się wyczuć w całym pomieszczeniu. Mogłoby się wydawać, że ściany w sypialni przesiąkły jej niezadowoleniem, podobnie jak powietrze. Hejtu w internecie nie popierała (ogólnie gardziła przemocą jakąkolwiek), dlatego nie była zadowolona z tego, że ktoś notorycznie uprzykrzał brunetowi życie z powodu związku z Yeon. Ciążyła na nich spora odpowiedzialność; trudno być sobą w świecie, w którym obcy ludzie oceniają twoje życie i na podstawie wyrywków z wrzuconych do internetu zdjęć, nagrań, czy fragmentów wywiadów dorabiali sobie własną historię.
— Nie. Ale jakbyś połamał palce, to znalazłbyś dla mnie więcej czasu — odparła niby mimochodem, choć z cieniem bolesnej szczerości, której nie zabrakło w żartobliwym tonie. W końcu prościej było udawać, że wszystko jest w porządku, prawda?

Yeon miała swoje słabości; jak każdy. Zaburzenia odżywiania były trudnym tematem i nie potrafiła sensownie o nich rozmawiać. Nie chciała o nich rozmawiać. Sama nie dopytywała Liana o te nagłe zniknięcia, ignorowała to, że zdarzało mu się pachnieć innymi perfumami, niż te, których używał. Rozumiała, że temat Ashera był drażliwy — uważała tego mężczyznę za pomyłkę i szczerze mówiąc, nie żywiła wobec niego żadnych pozytywnych uczuć. Wolała udawać, że nie istniał, choć jego obecność była niemożliwa do wykreślenia.
Siedząc na łóżku, naprzeciw Liana, z jego rękoma opartymi na kruchych ramionach, pomyślała, że po prostu powinna wstać i uciąć niewygodną rozmowę. Odniosła wrażenie, że specjalnie zatrzymał ją w miejscu — poprzez splecenie palców na jej karku i przysunięciu się bliżej. Poruszyła głową, ocierając swoim czołem o to jego, gdy Mei zmniejszył odległość do takiego stopnia, że czuła na ustach i policzkach ciepłe powietrze. Westchnęła bezsilnie, wsłuchując się w jego słowa. Dłonie oparte o kark Yeon wydawały się cholernie ciężkie; utożsamiały się z gorzkimi słowami. Dzieliła się z Lianem swoimi przemyśleniami, zdradzając mu w zaufaniu sekret kiepskiego samopoczucia. Uważała się za kogoś wyjątkowego, kto mógł połączyć ludzkie serca, albo je rozerwać, ale kompleksy, przekonanie o tym, że wciąż i wciąż było jej po prostu za dużo, należały tylko do niej — i zaczęły również do Liana.
Zaoferowała mu siebie, wpraszając się do jego życia jako przyjaciółka, z którą mógł porozmawiać i podzielić się swoimi obawami. Obawami, o których tak naprawdę nie musiał mówić. Zwracała uwagę na gesty i jego zachowanie; potrafił przy niej zasnąć. Nie potrzebowała niczego innego, by mieć pewność, że była dla niego tak samo ważna, jak on dla niej. Brakowało jej słów na jakikolwiek komentarz. Próba odwrócenia wszystkiego w żart w obecności Liana zakończyłaby się porażką. Wiedział, że nie żartowała. Patrzył na nią i była pewna, że potrafił dostrzec nie tylko cienie pod oczami, czy wyeksponowane bardziej niż poprzednio obojczyki, ramiona i inne rzeczy sugerujące utratę masy ciała.
Cisza była odpowiedzią na wypowiedziane i niewypowiedziane słowa.

Cisza.

Przecież wiedziała, że dla wytwórni była wartościowa, ale nie jako człowiek. Miała ważność pieniężną. Była przekonana, że jeśli dyrektor dostałby możliwość przerobienia jej na maszynę do zarabiania pieniędzy, zainwestowałby w ten projekt mnóstwo czasu i gotówki, byleby mieć pewność, że mu się zwróci. Ludzie byli materialistami — nieironicznie potrafiła ten materializm zrozumieć. Pozwalała traktować się przedmiotowo, bo przynosiło jej to zyski. Najwidoczniej nie różniła się aż tak od reszty osób przesiąkniętych tą toksyczną branżą.
— Nie musiałam wyglądać w żaden konkretny sposób, żeby coś ci dać. Wystarczyło, że chciałam, a tobie nie zależało na moim wyglądzie — widywał ją wielokrotnie bez makijażu, w zbyt dużych ubraniach, z włosami sklejonymi jakimś dziwnym sosem, gdy nieostrożnie jadła, przemoczoną i zdołowaną. Gdyby patrzył na nią przez pryzmat urody, każda z tych rzeczy mogłaby go do niej zniechęcić. Gdyby tak było, nie siedzieliby wspólnie na hotelowym łóżku w jej sypialni, w otoczce tej delikatnej, pachnącej świeżością pościeli i przyciemnionego światła.

Tak blisko, jak nigdy dotąd.


I ta bliskość zaczęła ją rozpraszać.
Zsuwając wzrok niżej, z linii jego oczu na usta, zdała sobie sprawę, że choć nazywała go swoim chłopakiem, a on ją swoją dziewczyną, wciąż nie zaznała smaku jego ust. Speszona własną myślą, poczuła ciepło na policzkach i przygryzając lekko dolną wargę, wróciła spojrzeniem do oczu Liana.
— Właśnie… jesteś moim chłopakiem — wymruczała niemal aksamitnie, a ciepły oddech z każdym następnym słowem coraz bardziej łaskotał jego usta. Nie dała mu czasu na odpowiedź ani reakcję. Przechylając głowę lekko w prawo, delikatnie musnęła jego wargi, dbając o to, by ten pierwszy krok był wyważony i spokojny. Czułaby się źle, gdyby próbowała wymusić na nim zachowanie, na które nie miał ochoty. Zostawiła mu przestrzeń, dała możliwość wyboru — mógł się od niej odsunąć, zwrócić jej uwagę.

Uszanowałaby to.


Lian Mei
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”