Dopełniali się pod względem osobowości. Yeon była
barwna i
wielowymiarowa. Dzieliła się najgłupszymi historiami ze swojego życia, przesyłała zdjęcia z kolejnych odwiedzonych miejsc, opowiadała o nowych kulturach i ludziach mieszkających w zwiedzonych przez nią państwach. Lian też dużo zwiedzał — prawdopodobnie więcej niż ona. Jej kariera nie trwała zbyt długo, tak naprawdę dopiero rozwijała skrzydła pod szyldem TRN. Nie zmieniało to faktu, że udało jej się zwiedzić kilka krajów, ani tego, że inwestowano w nią i dbano o to, by nie miała zbyt dużo wolnego czasu. Poza tym, co ona mogła wiedzieć o wolnym czasie? Akurat, gdy miała luźniejszy dzień, spędzała po sześć czy osiem godzin na sali treningowej, by doskonalić kondycję, wytrzymałość, pamięć mięśniową
bla, bla, bla. Nieraz bolały ją plecy, ramiona czy nogi — a kilka razy musiała przyklejać plastry przeciwbólowe, bo przez przypadek naciągnęła sobie jakiś mięsień. Może nie powinna zostawać po godzinach? Z drugiej strony, musiała doskonalić swoje umiejętności. Na tym polegała jej praca i starała się myśleć przede wszystkim pozytywnie. Wielokrotnie stojąc przed lustrem, powtarzała sobie, że nawet jeśli jest zmęczona, to tylko dzięki samodyscyplinie będzie w stanie coś osiągnąć. I nieważne, że organizm po prostu się buntował, bo potrzebował tego odpoczynku. W przeciwieństwie do ambicji Yeon.
Była z siebie zadowolona, gdy wychodziła na scenę i widziała tych wszystkich ludzi.
Byli jej motywacją.
Dzięki nim zyskała rozpoznawalność. Inaczej byłaby nieopłacalna dla agencji. Gdyby źle się sprzedawała, na jej miejsce bez problemu znaleźliby kogoś innego. Wytwórnia mogła zarobić na niej dziesięć milionów, albo stracić dużo więcej. Wybór był oczywiście prosty. Miała w tym swój interes — szanowała ludzi za to, że podejmowali się każdej pracy, ale nie była w stanie wyobrazić sobie siebie samej na miejscu przeciętnego Amerykanina, Koreańczyka, czy Europejczyka — została wychowana w przekonaniu, że zasługiwała na sukces i poświęcała swój czas, żeby spełnić to marzenie o byciu idolką. Artyści byli specyficzną grupą — lecz Yeon była pewna, że nie wszyscy potrafili patrzeć na świat w taki sposób, w jaki robili to oni. Zauważali więcej. Czasami były to zupełnie nieistotne rzeczy, których większość ludzi nawet nie zapamiętywała. Krótkie spojrzenie, zmiana tonu głosu czy czyjś niepozorny gest potrafiły zostać w ich głowach na długo. Yeon sama często zastanawiała się, czy właśnie dlatego tak łatwo przychodziło im tworzenie. Bycie idolką tylko bardziej ją tego nauczyło. Chcąc czy nie chcąc, obserwowała ludzi, i z czasem zaczęła dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwracała uwagi. Może właśnie to sprawiało, że świat wydawał jej się czasami zupełnie inny niż wszystkim dookoła. Widywała radość, smutek, przemęczenie, złość, żal — sposobów wyrażania emocji było tak samo dużo, jak ludzi, którzy je odczuwali. Tylko nie każdy potrafił o nich mówić. Yeon… Cóż, nie myślała. Po prostu była szczera i dzieliła się rzeczami ciążącymi jej na sercu.
A więc obydwoje byli specyficzni — Lian był po prostu bardziej mrukliwy.
Seungyeon natomiast zbyt głośna i wszędobylska.
Słuchała go nieco znudzona i nieszczególnie zainteresowana wizją tej pesymistycznej przyszłości. Po części miał rację. Obydwoje byli ładnie zapakowanymi zabawkami, które wyrzucało się na śmietnisko, gdy zaczynały się psuć. Dla Bambi zniknięcia Liana ze świata showbiznesu oznaczałoby tyle, że zamiast posługiwać się przydomkiem dziewczyny ambitnego pianisty młodego pokolenia, musiałaby przyłożyć się do samodzielnej promocji. A to oznaczałoby kolejne spotkania, kolejne głupie zloty, kolejne koncerty na festiwal i grafik tak zapchany, że nie miałaby, kiedy związać normalnie włosów. Dla Yeon? Być może mogłaby cieszyć się obecnością swojego przyjaciela, nawet jeśli ich relacja wciąż byłaby bardziej globalna, niż fizyczna. Ale może wtedy miałby dla niej więcej czasu — nie musiałby następnego dnia rano wymeldowywać się z hotelu i znów odmawiać Yeon, chociażby wyjścia na namul.
— Bambi musiałaby jeszcze ciężej pracować, bo teraz wybija się głównie na twoim nazwisku — skoro już rozmawiali szczerze, to czemu miałaby kłamać? Obydwoje doskonale wiedzieli, skąd w ogóle wziął się pomysł na ten związek. Ona była ładna, miała talent i była świeża w branży. Lian miał podobne atuty i aspiracje, z tą różnicą, że jego kariera trwała już dłużej. Potrzebowali tylko czegoś, co pozwoliłoby im jeszcze bardziej przyciągnąć uwagę. Czegoś, co dobrze wyglądałoby na zdjęciach i o czym ludzie chętnie by rozmawiali. Byli idealnym chwytem marketingowym. I oboje doskonale o tym wiedzieli.
— Ale ja nie mogłabym narzekać. Miałbyś więcej wolnego czasu. Nawet jeśli agent chciałby mi poszukać kogoś innego na twoje miejsce, mógłbyś się ze mną widywać, gdybym była akurat w kraju, w którym byś zamieszkał — gorzkość kryjąca się pod powierzchnią tonu, z którym wypowiedziała słowa o szukaniu zastępstwa, trafnie określały jej niezadowolenie z tej ponuro rzeczywistej wizji.
O tej godzinie powinna spać — nie rozprawiać na temat przyszłości, która mogła, choć nie musiała stać się częścią jej rzeczywistości. Lianowi nic nie dolegało, rano miał wymeldować się z hotelu, bo miał napięty harmonogram. Yeon natomiast będzie miała czas, by zwiedzić Barcelonę. Chociaż teraz wolała delektować się tą bliskością ciemnowłosego, skoro siedział tuż obok niej na łóżku, swobodnie dotykając jej ramion, włosów… Wykonując te wszystkie gesty, które fizycznie oddziaływały na nią bardziej, niż powinny. Czuła przyjemne mrowienie przebiegające tuż pod powierzchnią skóry, mimo tego, że miała na sobie bawełnianą bluzkę od nieco przydużej piżamy. — Wolałabym nie pieprzyć naszej agencji — odparła błyskotliwie, nie kryjąc rozbawienia tą uwagą. Swoją drogą, słuszną. Nie chciała rozdrabniać się na ten temat; po prostu istniały cechy bytujące, acz niezależne od atrakcyjności fizycznej drugiej osoby. Ten zestaw cech potocznie nazywano osobowością.
Wydawało jej się, że radziła sobie całkiem nieźle z ekipą interwencyjną — nie wykłócała się, fakt faktem o stylizacje, czy zmiany koloru włosów. Pozwalała wizażystom na mniejsze czy większe eksperymenty, głównie z wrodzonej ciekawości. Nie przeszkadzały jej zbyt duże zmiany wizualne. Przeszkadzało jej natomiast zwracanie uwagi na jej zachowanie i próby okiełznania temperamentu. Naprawdę nie lubiła, gdy powtarzano jej, w jaki sposób powinna się wypowiadać. Rzadko kiedy ważyła słowa — w jej słowniku nie istniało coś takiego jak powściągliwość. Na pewno nie zamierzała uginać się pod czyjąś presją i stawiała, na razie opór. Bóg jeden wiedział, jak długo zamierzała to robić.
Przez większość czasu ktoś próbował decydować za nią — co powinna powiedzieć, jak się zachować, jak wyglądać. Może właśnie dlatego nie zamierzała pozwolić, żeby ktoś odebrał jej również te krótkie chwile, w których sama mogła zdecydować, czego chce. Nie zamierzała pytać, czy mogła — nie chciała przesadnie analizować swojego zachowania ani zastanawiać się nad tym, czy ta impulsywna decyzja, podjęta pod wpływem chwili i chęci zamknięcia dzielącego ich dystansu, mogła mieć w niedalekiej przyszłości tragiczne skutki. Rano i tak wylatywał. Nie była pewna, kiedy ponownie się zobaczą, a jeśli rzeczywiście miało do tego dojść, prawdopodobnie minie na tyle dużo czasu, by w razie wątpliwości mogli spokojnie je rozwiać. Nie musiała więc martwić się nimi teraz.
Chciała wykorzystać czas, który im pozostał.
Przytłumione światło nocnej lampki stojącej na szafce obok łóżka miękko padało na ich twarze, wydobywając z półmroku pojedyncze szczegóły. Ciemne rzęsy Yeon, muskające skórę tuż pod dolną linią oka. Zarys żuchwy Liana, który przez krótką chwilę pozostawał nieruchomy, zanim w końcu przechylił głowę i odwzajemnił pocałunek. Jego dłoń zatrzymała się na jej łopatkach, zatrzymując ją w miejscu. Przez moment Yeon pomyślała, że może się odsunąć. Obrócić wszystko w żart, tak jak robiła to zawsze, kiedy sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli. Zwłaszcza kiedy Lian, najwyraźniej zaskoczony jej śmiałością, zastygł w bezruchu.
Tylko z początku.
Brak oporu był odpowiedzią samą w sobie. Kolejne pocałunki przyszły naturalnie, odważniejsze od tego pierwszego i wystarczająco wyraźne, by rozwiać resztki niepewności. Yeon nie musiała już zastanawiać się, czy zrobiła krok za daleko. Nie musiała szukać w jego twarzy potwierdzenia, którego jeszcze przed chwilą tak bardzo potrzebowała. Był tutaj. A ona nie zamierzała przerywać, nie chciała zmieniać zdania. Zagubiła się na krótką chwilę w cieple jego ust i urywanym oddechu, który mieszał się między nimi. Czuła, jak napięcie powoli opuszcza jej ramiona, jakby dopiero teraz pozwoliła sobie zrozumieć, że ten jeden, nieprzemyślany gest nie musiał oznaczać końca wszystkiego — przynajmniej nie teraz, nie w tym momencie. Nie byli rozbłyskującymi na nocnym niebie fajerwerkami, których czas przemijał po zaledwie kilku sekundach. Układając dłonie na jego klatce piersiowej, przesunęła po niej opuszkami palców. Nie odsunęła się, gdy trącił jej nos tym swoim. Zamiast tego uniosła lekko głowę, pozwalając, by ich spojrzenia spotkały się w tej niewielkiej odległości.
— Możesz przestać na chwilę myśleć? — zapytała nieco kąśliwie, uśmiechając się do niego w ten szczególny, przepełniony pewnością siebie sposób.
Ponownie się zastanawiał. Lian nie chciał zachowywać się lekkomyślnie (od tego była Yeon), bo właśnie zbaczali ze ścieżki czystej przyjaźni. Ona także nie była pewna, czy podążanie nią było dobrym pomysłem. Nie wypiła tego wieczora na tyle dużo, by zrzucić swoją nagłą potrzebę obalenia tego rozciągającego się przed nimi muru na alkohol. Być może była desperatką szukającą czułości w miejscu, w którym nie powinna, bo wszyscy inni z reguły trzymali się od niej z daleka. Wiedziała, jakie konsekwencje niosło za sobą przebywanie zbyt długo w czyimś towarzystwie, ale tutaj była tylko z Lianem. O drugiej w nocy. Na najwyższym piętrze. W pokoju hotelowym odgrodzonym zarówno od świata, jak i mediów.
Podczas gdy kierowała do niego tę krótką, cichą prośbę, przesunęła dłońmi w dół jego torsu, niespiesznie kreśląc opuszkami palców bliżej nieokreślone kształty. Nie odrywała od niego wzroku, starając się wyłapać nawet najmniejszą reakcję. Drobne spięcie mięśni pod jej dotykiem, zmianę rytmu oddechu, ledwie zauważalne zawahanie. Czy wyciszał myśli i pozwalał, by instynkt przejął nad nim kontrolę, czy nadal toczył ze sobą tę samą, wewnętrzną walkę? Pochyliła się w jego stronę, dotykając ustami odsłoniętej szyi Liana, na której złożyła kilka drobnych pocałunków, które osiadły na jego skórze niczym letni deszcz przynoszący ukojenie po dusznym dniu.
Świadomie igrała ze zmysłami, dbając, by przejęły kontrolę.
I want to know
what you’re thinking
Lian Mei