25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaskoczenie nieznajomego mógł potraktować jako komplement – może chodziło o to, że tak nudnego zajęcia się po nim nie spodziewał? Że takie statyczne zajęcie nie pasowało do enigmatycznej sylwetki, którą prezentował. Mógł snuć jedynie domysły. Ale ta niewiedza była w pewnym stopniu dla niego interesująca. Bo Dean też go zaskakiwał. Może nie w jakichś oczywisty sposób, ale między słowami wyłapywał rzeczy, które zdawały się nie pasować do jego postaci. I to było najlepsze – najbardziej lubił, gdy wybrakowany obraz mógł poskładać samodzielnie.
Z pełną świadomością zapraszał go do gry. Głównie drażnił się z nim. Machał mu przynętą przed twarzą tylko po to, by po chwili ją schować. Jakby sukcesywnie sprawdzał na ile jeszcze może sobie pozwolić i w którym momencie zedrze z niego maskę pozornej cierpliwości.
Zamyślił się na chwilę, gdy padło pytanie o inspirację. Tak naprawdę to ciężko było mówić o jakimkolwiek inspirowaniu się, bo jego praca opierała się raczej na graficznym projektowaniu wyglądu tabelek, układy strony i innych takich duperelach. Albo na przerabianiu grafik i zdjęć. Nie tworzył obrazów, nie szkicował i nie malował. Ale doskonale wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie, by wzbudzić w swoim rozmówcy ciekawość.
— Z Pornhuba — odparł ze spokojem przytwierdzonym do twarzy. Nawet nie drgnęła mu powieka i nie poruszyły się usta. Tylko oczy odnalazły wzrok rozmówcy, żeby jak najszybciej dostrzec jego reakcję na te słowa. Celowo nie rozwinął tematu, zapraszając do dalszej dyskusji.
Wzruszył tylko ramionami, gdy mężczyzna uznał, że byłby ignorantem gdyby się nie przyglądał dostatecznie dobrze. Ayaan naturalnie stale czuł na sobie jego wzrok, ale zdawał się nic z tego nie robić. Przekornie nawet rozkładał się wygodniej, trzymając nogi w niego większym rozkroku, a łopatki bardziej ściśnięte, żeby eksponować szerokość swoich ramion w całej okazałości.
— Tak, dokładnie — potwierdził jego słowa. Może właśnie dlatego nie zgrywał niewiniątka, może dlatego granice, których zwykł się trzymać tego wieczora stały się wyjątkowo elastyczne. Ale co ostatecznie było powodem tego, że pozwalał mu na wiele? Prawdopodobnie to, że dawno nikogo nie miał. I choć nie mógł być pewny czy zdecyduje się na właśnie jego to wiele znaków na niebie wskazywała, że był temu bliższy niż dalszy.
Nie komentował jego zaczepek odnośnie wyglądu, ściągania ubrań i niemoralnych propozycji, które pojawiały się w jego głowie na głos. Zamiast tego posyłał mu kolejne uśmiechy, nieco teatralnie sięgał palcami po szklankę z alkoholem i pozwalał na snucie kolejnych domysłów. Jakby otwarcie nie chciał przyznać się do niczego, jakby chciał go zmęczyć jego własnymi rozmyślaniami, by dokładnie przyglądać się momentowi, w którym pęknie. Jak sądził – to tylko kwestia czasu.
Zaśmiał się, gdy wyzwaniem okazała się zmiana otoczenia i miejsca. Musiał przyznać, że czegoś takiego się nie spodziewał, dużo bardziej prawdopodobnym scenariuszem był pocałunek, jakiś wymuszony dotyk lub po prostu zrobienie czegoś niebywale idiotycznego.
— Dobrze — zgodził się najpierw bez jakiegokolwiek ale. Te pojawili się po chwili. — Ale będziemy wciąż grać? — zapytał, pochylając się w jego stronę. Wręcz przysuwając się razem ze stołkiem barowym na tyle blisko, by ich kolana się zetknęły. Pod stołem nie było tyle swobody, by mogli uniknąć złączenia nóg.
— Prawda czy wyzwanie, Dean? — wyszeptał prosto w jego ucho, korzystając z okazji, że był znacznie bliżej i bez problemu mógł to zrobić. Ciepły oddech otarł się o jego skórę, a Ayaan powrócił do normalnej pozycji siedzącej. Chwycił szklankę, wypił jej zawartość do końca, po czym spojrzał na swojego towarzysza. — To... dokąd mam z Tobą iść?
Może w tym pytaniu nie byłoby nic dziwnego, gdyby było tylko pytaniem. Ale Malviya pokusił się o pochylenie się w stronę Vanberga kolejny raz, tym razem kładąc rękę na jego udzie. Palce spoczęły bliżej kolana.

Dean Vanberg
something wicked
don't be a fcking dick to people
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był cierpliwy tylko, jeśli wymagała tego sytuacja, każdego innego dnia kierując się impulsem i chęcią zdobycia od razu tego, co zaprzatało jego myśli. Sytuacja z Ayaanem zdawała się być zupełnie inna - tancerz czuł, że w tym wypadku to właśnie cierpliwość mogła odpowiadać za jego zwycięstwo, a pośpiech jedynie doprowadziłby do zguby, której w tym przypadku by żałował. Jego aktualny rozmówca mógł być z siebie dumny - nie często Vanberg planował każdy swój kolejny krok, nie pokazując się od strony, której opis krążył wokół osób, które miały z nim zdecydowanie bliską styczność. Chciał, by młody mężczyzna sam go ocenił na podstawie własnych doświadczeń.
Słysząc odpowiedź, prychnął pod nosem, rozbawiony. Nie było w tym geście żadnej wyśmiewczości czy ironii. Naprawdę to jedno słowo rozbawiło go tak, jak nie rozbawiło dawno nic.
Kolejny punkt dla Ayaana.
-Pornhub? No proszę, a już myślałem, że jesteś nad wyraz niewinni i wcale nie taki zdemoralizowany. Powiedz mi w takim razie, przystojny grafiku, jakież to projekty wychodzą spod twojej ręki inspirowane Pornhubem? - uniósł lekko brew, opierając łokieć na blacie baru, zaraz podpierając dłonią głowę. Wpatrywał się w niego z zaciekawieniem, nijak nie przejmując się, że jego spojrzenie mogło być nad wyraz nachalne czy bezczelne. skoro dostał zielone światło już wcześniej, teraz nie było mowy na jego zmianę.
Już otwierał usta, by rzucić kolejnym komentarzem, który miał być równie prowokacyjny co poprzednie, kiedy niespodziewanie w ich najbliższym otoczeniu pojawił się intruz. Początkowo nie zwrócił na niego większej uwagi. W lokalu roiło się od ludzi, a Dean nie zamierzał analizować każdego, kto przechodził w pobliżu, swoją uwagę skupiając na konkretnej osobie, która o dziwo działała na niego znacznie bardziej, niż mógł do tej pory zakładać. Szybko jednak zorientował się, że nieznajomy nie przyszedł ani po drinka, ani po wolne miejsce tuż obok. Jego spojrzenie zatrzymało się na Ayaananie, a uśmiech, którym go obdarzył, był aż nadto wymowny, co spotkało się z jawną dezaprobatą na twarzy Vanberga.
Gdy tylko nieproszony gość raczył się odezwać, Dean uniósł lekko brew. No proszę, czyli nie tylko on dostrzegł potencjał siedzącego obok Ayaana. Nie powinien być tym szczególnie zaskoczony. Jego przypadkowa randka, jak zaczął go nazywać, miała aparycję, która przyciągała wzrok i Dean byłby hipokrytą, gdyby udawał, że sam nie zwrócił na nią uwagi.
-Cześć, nie chciałbym przeszkadzać, ale może miałbyś ochotę... - zaczął nieznajomy.
-Nie, nie miałby ochoty. On ma już swoją randkę, więc polecam podbić do kogoś, kto emanuje samotnością. O, spójrz. Tamten młodzieniec wygląda na zagubionego. Idź go uratuj - odpowiedział tancerz, palcami bębniąc niecierpliwie w blat. Czekał, aż znowu zostaną sami, co ostatecznie nastąpiło w ciągu kolejnych kilku sekund, kiedy nieznajomy zaczaił. I dobrze, Dean nie chciał się dzielić uwagą, którą uraczył go ciemnowłosy chłopak.
-Aż tak bardzo ci się spodobała? Nie miałbym serca w takim razie jej przerywać. Poza tym… to dopiero gra wstępna - rzucił i uśmiechnął się szerzej, obserwując go, kiedy się zgodził. W gruncie rzeczy propozycja była dość prosta, może nawet zbyt prosta jak na kogoś, kto przed chwilą deklarował zamiłowanie do ryzyka. Dean miał jednak kilka powodów, dla których zdecydował się właśnie na takie wyzwanie. Przede wszystkim chciał sprawdzić, czy Ayaan będzie gotów opuścić bezpieczną przestrzeń baru i spędzić z nim trochę czasu poza miejscem, w którym przypadkowo się poznali. Chciał też dowiedzieć się, jak wygląda ich rozmowa bez muzyki, alkoholu i całego tego wieczornego zgiełku. Nie wykluczał, że po drodze odkryje coś, co skutecznie ostudzi jego zainteresowanie. Z drugiej strony, jeśli dotychczasowe wrażenia miały być jakimkolwiek wyznacznikiem, istniała spora szansa, że będzie wręcz przeciwnie.
Wciągnął bardziej powietrze, po raz kolejny zaciągając się zapachem jego perfum. Jeszcze trochę, a wyryją mu się w głowie na znacznie dłużej, niż by tego chciał. Zerknął na ich kolana, które się zetknęły - kolejna, subtelna doza fizyczności, która miała w sobie coś prowokującego.
-Zawsze wyzwanie - odpowiedział pewnie pozwalając, by delikatny dreszcz przebiegł po jego ciele. Interesujące. Teraz jego kolei by przekonać się, co w zanadrzu miał Ayaan. Głupotę, spełnienie własnych fantazji, czy kolejne zaskoczenie?
Jego własna dłoń spoczęła na dłoni Ayaana, którą trzymał na jego udzie. Ścisnął ją lekko, przesuwając znacznie wyżej, zatrzymując ich ręce niebezpiecznie blisko miejsca, w którym każdy chciał czuć dotyk drugiej osoby.
-Więcej pewności siebie - szepnął nachylając się w stronę rozmówcy, uśmiechając się przy tym zaczepnie. Był pewien, że chłopak wyłapie aluzje, która była kolejnym etapem zabawy. Czystą prowokacją do przekroczenia granicy, które istniał. Doskonale o tym wiedzieli, chociaż to w żaden sposób nie powstrzymało Vanberga do śmielszych zachowań i jawnego pokazania, że wystarczyło zaledwie słowo, by zrzucić maskę pruderyjności.
Zaraz jednak wyprostował się, cofając swoją dłoń, tym samym zwracając Ayaanowi jego przestrzeń, którą tak bezczelnie zabrał.
-Dowiesz się na miejscu. Nadal zainteresowany? - wstał po chwili, wyciągając w jego stronę dłoń będąca ostatecznym zaproszeniem na kolejną przygodę.

Ayaan Malviya
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”