33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Szybko okazuje się, że praca nad sprawą z Eviną w ogóle nie przypomina tego, z czym Peregrine miała styczność, odkąd podjęła się pozycji informatyczki. Jak dotąd nawet gdy równie zawzięcie przytakiwała tezom detektywów, a potem dorzucała coś na ich potwierdzenie, raczej dostawała mniej lub bardziej zawoalowane uderzenie po łapach, zbyt odważnie wykraczających poza przewidzianą jej rolę żywej wyszukiwarki albo nekromanty informacji cyfrowych. Helena nie przestawała próbować, ale teraz pierwszy raz spotyka się z faktyczną współpracą, przez co cień uśmiechu przemyka jej przez twarz. Miło mieć rozmówcę równie zafiksowanego na sprawie, który odbija piłeczkę i oferuje swoją perspektywę bez pouczeń i odgrywania autorytetu. Swanson nie musi tego robić, żeby jej doświadczenie było ewidentne.
— Mhm. Nóż należał do ojca ofiary, który też wskazał Burnsa, zapytany o to, kto miał sposobność go ukraść. Przez zeznania teścia mogli oskarżyć Burnsa o morderstwo pierwszego stopnia — mówi wypranym z emocji tonem; częściowo dlatego, że sczytuje informacje z archiwum, częściowo wiedząc, że to oznacza, że Roger został skazany na dożywocie w więzieniu za zbrodnię, której raczej nie popełnił.
Peregrine bierze powolny wdech, próbując nie wyobrażać sobie, jak musiało dla niego wyglądać ostatnie kilkanaście lat.
— Użycie do zamordowania Donny czegoś, co należało do jej ojca, żeby wrobić jej narzeczonego... ktoś zadał sobie dużo trudu — stwierdza. Podrzucenie noża do bagażnika Burnsa było w takich okolicznościach prostym zadaniem; zdobycie go bez zostania zauważonym wymagało z kolei wnikliwego planowania, być może dłuższej obserwacji przed wcieleniem w życie upiornego scenariusza.

Helena podnosi na Evinę spojrzenie, gdy ta sugeruje, że strategiczne komplementy wobec komendanta mogłyby być najlepszym rozwiązaniem, wyraźnie sceptycznie nastawiona. Nie ma co prawda przeciwwskazań moralnych, żeby radzić sobie podobnymi sposobami, ale wyobrażając sobie tę scenę, natychmiast czuje dyskomfort, który odmalowuje się na jej twarzy.
— Nie wiem, czy jestem wystarczająco przekonującym kłamcą, żeby to przeszło — przyznaje. Może jeszcze gdyby komendant faktycznie czymkolwiek jej imponował, byłaby w stanie zagrać w ten sposób, ale jak na razie już samo trzymanie języka za zębami podczas spotkań kosztowało ją zbyt wiele wysiłku, by była w stanie uwierzyć w powodzenie takiego przedsięwzięcia. — Nie wystarczy uwaga atrakcyjnej kobiety? Musi być też dużo młodsza? — dopytuje, wyraźnie próbując zasugerować rozważenie, czy Swanson jednak nie nadawałaby się bardziej do tej strategii. — Chociaż jeśli zbierzemy wystarczająco dowodów, chyba będzie musiał rozważyć ponowne otwarcie tej sprawy, nie? Szczególnie jeśli historię zwęszyłyby media. — Unosi sugestywnie brwi. Peregrine ma swoje kontakty wśród czwartej władzy, chociaż nikt z nich nie wie, od kogo czasami dostaje nielegalnie zdobyte dane. Informacje, które przekazywała pod pseudonimem zawsze okazywały się prawdziwe, więc istnieje duża szansa, że i w tym przypadku zostanie potraktowana poważnie.

Kiwa ze zrozumieniem głową. — Rozgość się — mówi, przesuwając się w bok, by zrobić Evinie miejsce obok siebie. Jej palce przeskakują po klawiaturze z zastraszającą prędkością, gdy wpisuje odpowiednie komendy i powoli przesiewa informacje w archiwum, próbując różnych kombinacji, by zawęzić poszukiwania. Okazuje się – można się było spodziewać... – że spraw, w których kobieta zostaje odnaleziona zamordowana w lesie było s p o r o; komputer buczy głośno, wertując pliki według wskazanych wytycznych. — Uh-huh... tak jak mówiłam, to może chwilę zająć. Co za grat... — Komputer na komendzie nie posiada standardów, do których Helena przywykła; nawet w czasach, gdy w swojej jedynej parze butów wychodziła dziury na piętach, pracowała na lepszym sprzęcie. Nawet wtedy jednak jej praca wyglądała dużo mniej efektownie, niż na filmach.
Korzysta z okazji, by zerknąć na Swanson.
— Nie chcę być wścibska, ale nie masz przypadkiem dzieci? — pyta, zanim zdąży się zastanowić. Peregrine plotki zazwyczaj omijały, te o sąsiadce zza płotu także – gdyby nie Tony, nie miałaby pojęcia, że Evina jest rozwiedziona.

Evina J. Swanson
echo
to tylko forum jbc
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
How can you just leave me standing
Alone in a world that's so cold?
Maybe I'm just too demanding
Maybe I'm just like my father, too bold
Maybe you're just like my mother
She's never satisfied
Why do we scream at each other?
This is what it sounds like
When doves cry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierza dyskredytować pomysłów Peregrine tylko dlatego, że ta nie jest doświadczoną detektywką, a jedynie informatyczką. Myślała w dobry sposób, a Evina nie musiała sobie rekompensować jakichkolwiek kompleksów, aby podkreślać, że to ona tutaj jest od myślenia i wie wszystko najlepiej. W końcu być może dozna olśnienia właśnie dzięki kobiecie, która dopiero, co czytała te wszystkie akta. Poza tym… To była tylko rozrywka dla zabicia czasu, prawda?
— To był jeden z gwoździ do jego trumny. Najsolidniejszym dowodem przeciw niemu był właśnie ten nóż — potwierdziła, bo cała reszta była zwykłymi poszlakami lub domysłami.
Przyglądała się uważnie Helenie, gdy ta powoli składała wszystko w pewną całość, która wciąż nie dawała im odpowiedzi na te pytania, na jakich najbardziej im zależało. Im dłużej myślały nad tym wszystkim, tym więcej nieścisłości zdawały się znajdować. Ewidentne zdawało się to, że detektyw prowadzący tamtą sprawę nie przyłożył się do niej odpowiednio.
— Dla przeciętnego mordercy byłby to ogromny wysiłek… Dlatego to raczej ktoś, kto znajdował się blisko rodziny i miał najlepszą sposobność, aby tego dokonać. Może ktoś zazdrosny o Donnę? Były chłopak, który wciąż wpadał do jej ojca? Przyjaciel rodziny, który chciał czegoś więcej? — zasugerowała, bo w teorii kradzieży mógł dokonać chłopak z sąsiedztwa, który kręcił się w pobliżu.
Musiałyby zebrać informacje na temat tego, kto kręcił się w pobliżu rodziny ofiary i mógł poza narzeczonym mieć sposobność, aby ukraść rzeczony nóż. To na pewno nie było takie proste. Musiały brać pod uwagę życzliwych sąsiadów, przyjaciół oraz liczną rodzinę, która wpadała do nich na tradycyjne barbecue.
Tak naprawdę nie miała nic złego na myśli. Nie zamierzała bawić się w sutenerstwo. Po prostu podsuwa jej najprostsze rozwiązanie. Męskie ego można było z łatwością połechtać. Zwłaszcza starszego faceta, który siedział na wysokim stanowisku w zdecydowanie męskim środowisku, co przekładało się na to, że łaknął kobiecej uwagi. Garść komplementów mogła wystarczyć do tego, aby jadł jej z ręki.
— W liceum pewnie nie brałaś udziału w przedstawieniach teatralnych, co? — rzuciła w ramach drobnego żartu.
Nie żeby sama to robiła. Była zajęta piłką nożną. I piłkarzami… oraz cheerleaderkami. To był burzliwy czas w jej życiu, ale na pewno umiała czarować ludzi, gdy tylko coś od nich chciała. Tylko, że czar młodej dziewczyny dla niektórych mijał z wiekiem i nie byli tak skłonni poddać się czarującej kobiecie jeśli tylko miała już więcej niż cztery dychy na karku.
— Wspominałam, że lubi młodsze — przypomniała jej. — Poza tym Rhodesa i mnie łączy długa historia… A to znaczy, że raczej za mną nie przepada.
Spędzili ze sobą nawet nie lata, a dekady. Pamiętała go jeszcze z dużo niższego stanowiska. Piął się jednak prężnie po drabince, zdobywając kolejne awanse, gdy jej nie traktowano równie poważnie. Nawet jeśli była lepsza. Nadepnęła zdecydowanie zbyt wielu osobom na odcisk. Dodatkowo była kobietą, a w mentalności małego miasteczka nie nadawały się one do piastowania bardziej odpowiedzialnych funkcji w służbach. Chociaż w zasadzie nawet to jej odpowiadało. Mniej papierologii.
— Och — uniosła brew, spoglądając na informatyczkę z pełnym zadowolenia uśmiechem. — Zamierzasz mu uwolnić medialne piekło, jeśli cię nie wysłucha? Jesteś lepsza niż sądziłam…
Jak większość gliniarzy, Evina nie znosiła dziennikarzy. Byli dla niej istną zakałą, ale jeśli w tym przypadku mieli im się przydać to mogła się jakoś pogodzić z ich obecnością. Nawet nie wnikała w to, kogo właściwie Peregrine miałaby zawiadomić. Tak długo jak dostaną efekty, to wszystko było do zaakceptowania.
Skorzystała z zaproszenia. Dosiadła się do niej i rozgościła pewnie nawet bardziej niż powinna. Nawet nie zauważyła kiedy jej ramię znalazło się na oparciu fotela za plecami Heleny. Czuła się wyjątkowo swobodnie, pochylając się ponad jej ramieniem ku monitorowi, który właśnie wyświetlał przetwarzane informacje.
— Możesz zawęzić poszukiwania? Interesuje nas konkretna przyczyna śmierci — podsunęła, bo jeśli miałyby przeglądać każdą martwą dziewczynę z lasu to miną wieki nim natrafią na coś sensownego.
Była skupiona głównie na ciężko pracującym komputerze, którego wysiłku obserwowała. Dopiero pytanie informatyczki sprawiło, że odwróciła twarz w jej stronę i spojrzała prosto w jej wielkie, sarnie oczy, w których odbijał się blask monitora.
— Aż tak cię interesuje moje życie prywatne? — spytała lekko, co miało wybrzmieć jak żart, ale nie zamierzała się wymigiwać od odpowiedzi. — Studiują. Daleko stąd. A na ciebie nikt nie czeka?
Nie miała pojęcia, jak wyglądało życie osobiste Peregrine, ale z jakiegoś powodu siedziała teraz z nią i pracowała nad starą sprawą, wsłuchując się w buczenie policyjnego komputera zamiast po prostu pojechać do domu.

helena peregrine
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

— Może — przytakuje, bo w istocie – ktoś blisko rodziny miałby największą szansę na zdobycie noża i podłożenie go Burnsowi – nie jest tylko pewna, czy to zazdrość była motywem. Mogła grać jakąś rolę, ale metoda działania była pełna finezji, która przypominała raczej działanie kogoś czerpiącego satysfakcję z samego aktu. — Podejrzewasz naśladowcę? — pyta.

"W liceum pewnie nie brałaś udziału w przedstawieniach teatralnych, co?"
Helena prycha cicho. — Nie, nie miałam czasu — rzuca niby od niechcenia, chociaż nie do końca jest jej do śmiechu, nawet rozumiejąc, że Evina próbowała zażartować. Problem polega na tym, że Helena nie mogła zajmować się takimi rzeczami w liceum, nawet gdyby chciała – musiała pracować, żeby ona i jej młodszy brat nie głodowali, gdy ojciec przepijał całą swoją emeryturę i robił rodzinie długów, które do dzisiaj musi spłacać. Peregrine nie miała normalnej młodości. Musiała dźwigać odpowiedzialność dużo większą, niż nauczenie się na pamięć kwestii i reprezentowanie szkoły w zawodach. Spotkało ją może zbyt dużo niesprawiedliwości, żeby nabyła czaru – nauczyła się raczej wytykać nieścisłości i krytykować system, co też nie przysparzało jej większej sympatii ze strony przełożonych.

"Poza tym Rhodesa i mnie łączy długa historia… A to znaczy, że raczej za mną nie przepada".
Helena komentuje te słowa półuśmiechem uznania.
Na kolejne pytanie detektywki wzrusza ramionami z miną niewiniątka.
— Jeśli będzie trzeba — mówi. To bardziej w jej stylu, niż udawanie podziwu i prawienie komplementów komuś, do kogo nie ma szczególnego zawodowego szacunku. Dobrze wie też, że zainteresowanie mediów i rozgłos o sprawie są częstym warunkiem jej rozwiązania i nie zawaha się tego mechanizmu wykorzystać. — Wiesz jak to jest z tymi cholernymi, wścibskimi dziennikarzami... zawsze węszą akurat tam, gdzie nie trzeba — dodaje, unosząc sugestywnie brew. Jeśli będzie musiała uciec się do podobnego zagrania, ma nadzieję zrobić to tak, by nic nie wskazywało na jej współudział w przecieku informacji. Podejrzenie i tak pewnie spadnie na osobę, która akurat interesowała się sprawą, ale bez twardych dowodów ciężko będzie ją zwolnić.

Nie jest przyzwyczajona do posiadania towarzystwa w swoim pozbawionym okien pokoju wypełnionym buczeniem komputera i błękitnym światłem monitora, ale z jakiegoś powodu obecność Swanson wydaje się w tej przestrzeni naturalna. Nawet gdy ta wychyla się w stronę monitora i dzieli się sugestią, która pozostaje o kilka kroków do tyłu w procesie Heleny.
— Tak, próbuję, to gówno strasznie długo mieli — tłumaczy się. — Próbuję też zawęzić poszukiwania według przedmiotów znalezionych na miejscu zbrodni. — Pierścionek zaręczynowy wydawał się kluczowy. Policyjny komputer nie zna jednak pośpiechu. Helena niecierpliwe zakłada nogę za nogę, zaraz łapiąc spojrzenie Eviny, na której pytanie w pierwszej chwili odpowiada wzruszeniem ramion. Żart żartem, ale jednak Helena nieczęsto przekracza tę granicę ze swoimi współpracownikami.
— Koniec końców jesteśmy sąsiadkami. Może powinnam przeprosić, że jeszcze nie zapukałam do twoich drzwi z jakimś ciastem i small talkiem — stwierdza; ironia kryje się w asymetrycznym wygięciu ust. Na takiej wiosce, jak ta, w której mieszkały, byłoby to zapewne porządnym faux pas. Peregrine daleko było od przejmowania się podobnymi zwyczajami; gdyby nie wspólne miejsce pracy, zapewne zupełnie by się mijały, bo zdążyła zauważyć, że Swanson dzieliła jej podejście.
Kiwa głową, przyjmując do świadomości jej odpowiedź.
— Nie dzisiaj — odpowiada zdawkowo, na chwilę przenosząc spojrzenie na komputer, który w końcu zaczyna powoli segregować archiwalne pliki. — Tony pracuje na nocki — dodaje, jeszcze na chwilę łapiąc spojrzenie Eviny. Nie wie, dlaczego ma potrzebę doprecyzować, że jeśli już ktoś by na nią czekał, to jedynie młodszy brat.

Za chwilę odwraca się do monitora, szybko przeglądając pasujące do wytycznych akta; niektóre odrzuca, od razu rozpoznając rozbieżności ze sprawami Jane Doe i Danieli – ale nie zostaje z pustymi rękami. Zdjęcia kolejnych trzech młodych dziewcząt porzuconych w lesie w białych koszulach nocnych wypełniają monitor. Peregrine wzdycha ciężko; satysfakcja z udanych poszukiwań miesza się z horrorem odkrycia.
— Najwcześniejsza z tych spraw jest z początku lat dziewięćdziesiątych — zauważa; jej głos jest lekko chrapliwy.

Evina J. Swanson
echo
to tylko forum jbc
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
How can you just leave me standing
Alone in a world that's so cold?
Maybe I'm just too demanding
Maybe I'm just like my father, too bold
Maybe you're just like my mother
She's never satisfied
Why do we scream at each other?
This is what it sounds like
When doves cry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do tej pory chyba nikt zanadto nie zastanawiał się nad tym, kto mógł jeszcze wykraść nóż poza Burnsem. Nie miała też dotychczas większych podstaw do tego, aby łączyć ze sobą dwie te sprawy. Nie zastanawiała się nad tym, bo należały do przeszłości. Nie prowadziła ich nigdy i znała tylko z medialnych doniesień. Teraz jednak z pewnością zamierzała wniknąć w nie bardziej.
— Musiałabym je jeszcze dokładniej przeanalizować, aby spróbować dojść do podobnych wniosków. Zobaczyć, co się zgadza, gdzie są rozbieżności oraz ustalić czy to ten sam sprawca czy naśladowca. Sprawa była głośna w lokalnych mediach, więc mogła podsunąć komuś pomysł — odpowiedziała, gdy tylko Helena wysunęła swoją teorię.
Nie dopytywała ją dalej o licealne czasy. Nie o nich miały w końcu rozmawiać. Każda z nich miała swoją historię d opowiedzenia, anie niekoniecznie w tym czasie i miejscu. No, ale Swanson najlepiej niczego, by nie opowiadała. Nie lubiła rozwodzić się nad swoim życiem. Nie było niczym nadzwyczajnym i nie chciała też, aby ludzie zaczynali o niej nadmiernie gadać.
Podobnie nie zamierzała też przytaczać tej całej historii, która łączyła ją z obecnym komendantem. Wystarczało wiedzieć, że mężczyzna nie był jej fanem i vice versa. Dlatego nie było mowy, aby przychylił się do podobnej prośby. Prędzej zrobiłby jej na złość, gdyby tylko znalazł ku temu sposobność.
— To moja dziewczynka — wyrwało jej się odruchowo w ramach pochwały i nie zarejestrowała nawet, jak te słowa mogły zabrzmieć. — Wiem, jak wkurwiający potrafią być. Rhodes się posra, jeśli ich na niego naślesz i rzucisz na pożarcie.
Podobał jej się ten pomysł. Niby był w stanie uprzykrzyć jej życie, ale jeśli przez to komendant miałby jeszcze problemy, to było to poświęcenie, na które była gotowa przystać. Wszystko byle tylko zmusić mężczyznę do ustąpienia. Równie dobrze mogły po prostu działać na swoją rękę, ale pewnie prędzej czy później nie tyle wpadłyby w kłopoty, co raczej natrafiły na ścianę, której nie pokonałyby bez oficjalnego poparcia policji.
Evina sama należała do ludzi, którzy najlepiej pracowali w samotności. Nie lubiła, gdy ktoś jej wisiał nad ramieniem i wtrącał się w to, co robiła. Nie miała pojęcia, czy Helena miała podobnie, ale do tej pory informatyczka nie zwróciła jej na nic uwagi, ani nie próbowała wystawić za drzwi. Zdawało się, że naprawdę zaczynały tworzyć zgrany duet.
— Zakładam, że pewnie w domu masz lepszy sprzęt niż ten tutaj — rzuciła mimochodem, bo lokalny budżet od dawna nie uwzględniał nowych komputerów dla siedziby policji i potem tacy ludzie jak Peregrine musieli pracować na jakiś starych rzęchach, które krztusiły się na podobnych wyszukiwaniach.
Przez moment były zmuszone do tego, aby porzucić temat pracy. Wciąż czekały na wyniki przeglądania bazy danych, a cisza z jakiegoś powodu wydawała się nieodpowiednia. Przeskoczenie na życie prywatne powinno być łatwe i wypełnić jakoś tę ciszę, ale mimo wszystko z jakiegoś powodu ten dialog wypadał ciężko. Przynajmniej w odczuciu Swanson, która raczej nieczęsto poruszała podobne kwestie ze swoimi współpracownikami.
— Tylko, gdybyś upiekła je samodzielnie, Peregrine — odpowiedziała z uśmiechem. — Ale nie jestem wymagająca. Zamiast small talku i ciasta wystarczy mi piwo i chińszczyzna na wynos.
Nie było powodu, aby się nadmiernie wysilać. Nie musiały udawać, że się przyjaźnią, bo ich domy oddzielał płot. Wystarczyło, że nie darzyły się jakąś wyjątkową niechęcią, a w razie potrzeby jedna mogła pożyczyć od drugiej wiertarkę czy cokolwiek innego. Więcej im nie było trzeba.
— Tony. Jasne — powtórzyła bezwiednie, a w myślach odnotowała odruchowo fakt, że najwyraźniej Helena nikogo nie miała.
Sama nie miała pojęcia, dlaczego zwróciła uwagę na ten fakt. Może dlatego, że teraz nosiła inne nazwisko? No, ale to nie musiało nic znaczyć. Mogła być rozwódką albo wdową… Mogła nawet mieć męża lub żonę, ale mieszkać z jakiegoś względu osobno. To na pewno nie była jej sprawa. Chociaż nie dostrzegła obrączki na palcu.
W końcu jednak zostały wybawione od prywatnych rozmów, gdy tylko program przefiltrował, co tylko chciały. Natychmiast skupiła się na monitorze, aby przyjrzeć się tym sprawom. Nie wszystko pasowało do ich klucza, ale tych przypadków szybko się pozbyły, pozostając z trzema nowymi.
— Pięć dziewcząt od początku dziewięćdziesiątych… — wymruczała, spoglądając na monitor i analizując daty. — Jeśli to ten sam sprawca to powinien być po pięćdziesiątce… Na jakim obszarze wyszukiwałaś?
Na chwilę znów przeniosła spojrzenie od komputera na znajdującą się tuż obok niej Helenę, w której oczach dostrzegła odbijające się obrazy z monitora. Mogłaby w nich przeglądać policyjne fotografie bez konieczności odwracania głowy ku maszynie.
— Mamy całkiem sporą przerwę w jego aktywności. Albo przeszedł w stan uśpienia… Albo działał na innym obszarze — zwróciła jej uwagę.
Istniała też opcja naśladowcy, ale do potwierdzenia tej teorii musiały bliżej przyjrzeć się tym wszystkim przypadkom i ustalić, czy na pewno nie występowały w nich jakieś rozbieżności. To właśnie szczegóły decydowały o rozpoznaniu czy morderstwo było wynikiem działań naśladowcy.

helena peregrine
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”