24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cóż, w czasie ostatniej rozmowy z Isabel, Ruelle została postawiona pod ścianą. Musiała przyznać się wprost do tego jak wyglądała mniej więcej sytuacja między nią a River. Rzecz jasna nie znaczyło to wcale, że opowiedziała im wszystko. Nie potrafiłaby. Czuła pewną potrzebę prywatności, ale na pewno zdradziła o wiele więcej niż chciała... Co nie było trudne, bo nie chciała mówić niczego.
Nie było wątpliwości, co do tego, że Cross znajdowała się w miejscu, które równie dobrze mogłoby być pokojem przesłuchań na komendzie, gdzie każde wypowiedziane słowo zostanie wykorzystane przeciwko niej. Zwłaszcza, że Isabel była tą osobą, która potrafiła zapamiętać wszystko idealnie i podjąć się nawet najbardziej niewdzięcznego tematu, bo w końcu czemu miałaby tego nie zrobić?
- Powodzenia. Może tobie się uda - Jonathan prawie parsknął z rozbawienia, zapewne nie wierząc do końca w to, że River miałaby tak łatwo osiągnąć sukces w dziedzinie przekonania ich córki do czegoś na co nie miała ochoty.
Najwyraźniej przegapił ten szczegół, że Cross posiadała pewien sposób na to, aby zmiękczyć tanatopraktorkę i nakłonić ją do różnych rzeczy. Chociaż czasami naprawdę trudno było skruszyć jej wolę. Ruelle też na pewno nie byłaby w stanie łatwo znieść połączenia trójki ich matek, które równie dobrze w jej mniemaniu mogłyby tworzyć jakąś Nieświętą Trójcę, która miała ją torturować na ziemi w wyjątkowo wymyślny sposób. Czy nie miała racji?
Wokół na pewno roiło się od potraw domowej roboty, ale nie wszystkie były tak intensywne i egzotyczne. Na pewno typowy Kanadyjczyk znalazłby wśród tych pyszności coś, co było znane z jego rodzinnego domu. O ile, rzecz jasna, nie wychowywał się na samych mrożonkach tak jak pewna artystka. Zdecydowanie dopiero spotykając się z kimś takim jak młoda Prescott mogła mieć okazję do tego, aby zakosztować prawdziwej kuchni.
Ci mniej życzliwi na pewno stwierdziliby, że Rue została przywołana przez butelkę alkoholu, która zabrzęczała o brzeg szklanki. W końcu takie drobiazgi pomagały jej przeżyć istny najazd licznych członków rodziny. Głównie tych, za którymi nie przepadała i takich, którzy byli najbardziej męczący. Tylko, że tym razem naprawdę poszukiwała wyłącznie pewnej dziewczyny, którą ściągnęła na imprezę... lub raczej zrobiła to Isabel.
Wciąż nie potrafiła przyzwyczaić się do tej dziwnej czułości, która pojawiała się w spojrzeniu Cross ostatnimi czasy. Podobnie było z gestami, które były aż zbyt delikatne jak na ich standardy, a jednak dalej przynosiły przyjemność.
- My - powtórzyła, unosząc odruchowo głowę, aby wypowiedzieć jej słowa tuż przy jej ustach nim poczuła jej krótki pocałunek.
Niemal odruchowo musnęła językiem dolną wargę dziewczyny i naprawdę musiała ze sobą walczyć, aby nie zrobić czegoś jeszcze. Tak czy siak, znajdą się tacy, którym w niesmak będzie nawet najmniejszy pokaz zażyłości, a inni uznają je z góry za zdecydowanie zbyt słodką parę.
- Muszę ci coś pokazać - powiedziała, chwytając jeszcze artystkę za rękę.
Może i podwórze przy domu Prescottów było spore, ale dotarcie do odpowiedniego miejsca nie zajęło im zbyt wiele czasu. W końcu rozchodziło się o jedno drzewo, które rosło na terenie posesji, a pod którym zgromadziła się grupka dzieciaków, które gapiły się w zawieszoną na jednej z gałęzi kukłę z papier-mâché, która drwiąco bujała się nad ich głowami.
- Przyprowadziłam posiłki - zapowiedziała, a cała armia małych ludków wydawała się tym niezwykle podekscytowana.
Jeden chłopczyk podszedł od razu po to, aby wręczyć River kij bejsbolowy, który dzierżył w dosyć niepewny sposób. Tymczasem blondwłosa dziewczynka podała Ruelle kawałek szarfy.
- Potrzebujemy kogoś do rozbicia tej wysoko zawieszonej piñaty - wytłumaczyła, układając materiał w dłoniach i unosząc go na wysokość twarzy artystki. - Myślisz, że dasz radę podołać? Te dzieci na ciebie liczą.
To z pewnością powinna być dla niej dobra motywacja... Chyba.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła się trochę jak doklejona z innej wycinanki. Tutaj było bardzo kolorowo, sielsko i domowo. Zupełnie nie jak u niej. Nigdy nie zaangażowała się w tego typu imprezę. W jej rodzinie było to po prostu niemożliwe i nigdy nie zdarzyło jej się, żeby jakaś jej osoba partnerska zaprosiła ją na takie wydarzenie. Jej rodzina była większa, gdy żyła Raven, ale teraz? Nie utrzymywała zbyt częstego kontaktu z Vanbergami, bo czuła, że to dla obu stron zbyt bolesne doświadczenie. Nie pasowała tu ani przyzwyczajeniami, ani doświadczeniami, ani strojem ani nawet rasą. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego niż Ruelle, dawno już by stąd wyszła. Bardzo jednak chciała poznać każdy skrawek nie tylko jej ciała, ale i umysłu. Imprezy takie jak ta powinny ją do tego zbliżyć. Nadal czuła się swobodnie wyłącznie wtedy, gdy miała ją na wyciągnięcie ręki. Jak będzie jej tak ciągle znikać, to może okazać się wyjątkowo nerwowa impreza dla Cross.
Dotyk języka rozszedł się przyjemnym dreszczem po jej ciele. Ruelle pozawalała sobie na więcej niż sama rysowniczka, ale tym razem to ona wyznaczała zasady i granice. Musiała ich słuchać, żeby znowu nie narobić sobie kłopotu i nie zaliczyć ciosu prosto w twarz. Jej wzrok na moment powędrował w stronę okien na piętrze. Jeżeli dobrze zapamiętała widok z sypialni Ruelle, to była w stanie zidentyfikować właściwie. Czy byłoby aż takie złe, gdyby uciekły tam na moment? Przecież wystarczyłoby im kilkanaście minut i mogłyby wrócić na imprezę.
Ruszyła grzecznie za Latynoską, nie próbując nawet zgadnąć, w co tym razem dziewczyna próbuje ją wkręcić. Pozwoliłaby jej przecież na każdą głupotę. Nieco zmartwiła się, gdy zauważyła, że kierują się w stronę bandy dzieciaków zgromadzonych w jednym miejscu. Nie była przyzwyczajona do takiego nagromadzenia małych ludzi w jednym miejscu. Nawet nie była pewna, czy kiedykolwiek miała do czynienia z większą liczbą niż dwoje jednocześnie.
Spojrzała na kolorową kulę i wszystko zaczęło jej się łączyć w całość. To brzmiało jak zadanie, z którym mogła sobie poradzić. Uśmiechnęła się więc na dźwięk nazywania jej posiłkami. Przyjęła od chłopca kij i podziękowała skinieniem. Zważyła go w dłoniach, po czym podrzuciła. Obrócił się wokół własnej osi, a ona znowu złapała go za rączkę. Porządny sprzęt.
— W ramach rozrywki wręczasz mi kij baseballowy i każesz napier... napierać? — Obróciła głowę, rzucając jej rozbawione spojrzenie, zanim jeszcze nałożyła jej opaskę. Była wyraźnie podekscytowana tym pomysłem.
— Musisz naprawdę mnie lubić — pochwaliła ją i pozwoliła zawiązać sobie materiał wokół oczu. Machnęła kijem, gdy zniknęło już wszelkie światło. To będzie ciekawe. Na jej wargach od razu pojawił się uśmiech zwiastujący zazwyczaj złe pomysły. Dawno nie miała okazji tłuc się na żadnym proteście. Ostatnio zrobiła to przecież w klubie. Pora nadrobić te emocje. Machnęła kijem raz jeszcze, starając się totalnie nie trafić.
— Chyba musicie mi trochę podpowiedzieć — zwróciła się do dzieciaków specjalnie stając bokiem do tej bandy. Krótkie chichoty podpowiedziały jej, że to był dobry pomysł. Dzieciarnia zaczęła przekrzykiwać się między sobą, podając wyjątkowo nieskładne instrukcje. River zacisnęła mocniej palce na kiju i machnęła nim kilka razy, wsłuchując się w te potłuczone rady. Zamach miała naprawdę porządny. Baseball musiała mieć we krwi, jak to Azjatka. A może to jednak kwestia bicia ludzi? Wszystko jedno.
Nie tu, nie tu! W lewo! Głos blondyneczki przebił się przez pozostałych. Cross zdążyła już poczuć sympatię do tego konkretnego soczkożłopa, więc obróciła się i pieprznęła porządnie we wskazaną stronę. Wreszcie natrafiła na opór. Uśmiechnęła się szeroko na dźwięk pękającego papieru. A może na dźwięk radosnych wiwatów tej bandy, która rzuciła się od razu na trawę, by wyzbierać z niej opadające cukierki? River uderzyła raz jeszcze, chcąc wytrzepać z kuli jakieś niedobitki i ostrożnie zsunęła szarfę z oczu.
— Tak dobrze? — rzuciła w stronę solenizantki.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

River nie była jedyną, która miała wrażenie, że nie pasuje do tego wszystkiego. Może i solenizantka przywykła do podobnych wydarzeń, ale zawsze znajdowała się gdzieś pomiędzy. Nie była w pełni taka jak ta portorykańska porcja rodziny. Nie miała też w sobie do końca tej samej iskry, co krewni ze strony ojca. Była jakimś osobliwym połączeniem tej dwójki. Może to była jakaś mierna pociecha dla rysowniczki.
Trudno było jej w pełni nad sobą panować, gdy miała przy sobie Cross. Część jej odruchów była... No właśnie, odruchami. Nad nimi nie panuje się w pełni. Zwłaszcza, że zdążyła już wypić z niektórymi gośćmi w ramach kurtuazji kieliszek czy dwa za jej zdrowie. Alkohol zdecydowanie pomagał jej się rozluźnić w całym tym barwnym towarzystwie, które skupiało na niej zdecydowanie zbyt dużo uwagi. Przez to też jej zniknięcie zostałoby szybko odnotowane. Nie wspominając już o tym ile razy zatrzymanoby je w drodze do domu.
Normalnie nie ciągnęłaby jej w kierunku zbiegowiska dzieci. Mało tego, sama nie kręciłaby się w ich pobliżu, ale sytuacja była wyjątkowa. Na pewno rozbicie papierowej kukły będzie dla nich cudownym prezentem i zajmie je na jakiś czas. Oby tylko potem cały tej cukrowy haj rozładowały biegając wokół rosnących w ogrodzie drzew, nie próbując nawet niepokoić Ruelle. Miała już dostatecznie wielkie urwanie głowy z dorosłymi.
Była pewna, że kto jak kto, ale River na pewno poradzi sobie z tym zadaniem. Nie było chyba innej osoby, której powierzyłaby chętniej kij. Niech się odrobinę wyżyje i spuści z siebie ten stres związany ze zdecydowanie zbyt licznym imprezowym tłumem.
- Każę ci napierać na señora piñatę - potwierdziła, przewiązując oczy rysowniczki wręczoną jej szarfą.
Nigdy nie sądziła, że będzie coś takiego robiła w nieseksualnym kontekście. Takie jednak były zasady tej zabawy. Mogliby się pewnie obyć bez pozbawianie uderzającego wzroku, ale czy tak nie było ciekawiej? Przynajmniej zdobyła chwilę na to, aby móc nacieszyć się bliskością dziewczyny.
- Lubię... I mam nadzieję, że nie zawiedziesz - mruknęła tuż przy jej uchu, przesuwając dłonie na jej ramiona.
W końcu pchnęła ją w kierunku, gdzie znajdował się jej cel, a sama odsunęła się na tyle, aby móc z rozsądnej odległości podziwiać cały ten chaos. Dzieciaki krzyczały głośno na temat tego, gdzie ma celować, a każde z nich miało zupełnie inny pomysł oraz instrukcje. W końcu jednak kij uderzył prosto w tułów papierowego osiołka, który rozpruł się w deszczu słodyczy. Dziecięcej radości naprawdę nie było końca.
- Brawo. Poszło ci naprawdę świetnie - potwierdziła, a buszujące wśród słodyczy rozsypanych na trawniku dzieci mogły na pewno to potwierdzić.
- Tía Ru, ¡tu novia es la mejor! - zakrzyknął jeden z chłopców, który właśnie dobierał się do jakiegoś miniaturowego batonika.
Normalnie zapewne poprawiłaby każdego, kto tylko nazwałby Cross jej dziewczyną, ale dzieciaki miały taryfę ulgową. Nie zamierzała też szarpać się z całą resztą rodziny, która i tak będzie rysowniczkę w ten sposób tytułować. Zwłaszcza, że przecież zjawiła się na rodzinnej imprezie, a każdy dodatkowo mógł bez problemu podziwiać wymieniane między nimi pocałunki, z którymi w zasadzie się nie kryły.
- Już cię nazywają najlepszą - przetłumaczyła szybko, a nagle  tuż obok nich pojawiła się przyjazna blondyneczka, która wyciągała w ich kierunku dłonie wypełnione słodyczami, aby wzięły również swoją porcję tego łupu.
- Proszę! - powiedziała, spoglądając jeszcze na River z pewną mieszanką dziecięcej fascynacji oraz odrobiny nieśmiałości.
Chyba naprawdę Cross miała jakąś wyjątkową zdolność do tego, aby jednoczyć sobie członków rodziny Prescott, a przynajmniej jej część, bo nie można było powiedzieć, aby każdy był jej fanką.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trochę żałowała, że ten kij nie był do napierdalania dzieci. No no wcale nie! W życiu nie podniosłaby ręki na żadnego szkraba, szanujmy się. Tłuc można wyłącznie pełnoletnich. Naprawdę doceniała formę rozrywki, w którą zaangażowała ją Ruelle. Ze wszystkich rzeczy, które mogła wybrać, ta pewnie była wśród najlepszych – zaraz obok chlania. Na to drugie też pewnie niedługo przyjdzie pora. Cross widziała po swojej modelce, że jest nieco do tyłu z imprezą. Chociaż z drugiej strony może powinna sobie dzisiaj darować? Ostatnim razem, kiedy piła, wydarzyło się więcej niż sporo. Wszystko niby dobrze się skończyło, ale co zdążyła narobić z siebie kretynki, to jej. Wolałaby odzyskać swoją muzę bez tego całego poniżania się, ale skoro tak musiało być, to trudno.
— Mówiłam przecież, że pójdę dla ciebie na każdą wojnę — przypomniała cicho, gdy dziewczyna znalazła się dużo bliżej. Przyjemne ciepło rozlało się po ramionach artystki, śledząc ruch dłoni Prescott. Właściwie to mogłyby tak zostać i też uznałaby to za świetną rozrywkę. Ale na to przyjdzie czas dużo, dużo później. Teraz liczył się bunt! Trudno powiedzieć tylko przeciwko czemu. Problemem były koncerny produkujące papier, bo wycinały drzewa czy może cukiernictwo, które żerowało na zdrowiu dzieci i dorosłych robiąc z niezdrowego żarcia rozrywkę? Chuj wie. Byle się bić.
Satysfakcja nie była porównywalna do wyżywania się w złości fizycznie na innych ludziach, ale i tak było całkiem fajnie. Piniata pękła z przyjemnym trzaskiem i nawet dziki wrzask berbeci nie wyprowadził jej z równowagi. Niech się nacieszą nadmiarem cukru, a potem niech gdzieś zasną na tych białych, plastikowych krzesłach, które stały wokół stołu. Najbardziej liczyła się dla niej aprobata solenizantki. Ta sprawiała wrażenie zadowolonej. Artystka natychmiast znalazła się przy niej, eliminując zbędny dystans między ich ciałami. i obejmując ją ręką w pasie. Uniosła zadowolona podbródek, słysząc, że została nazwana najlepszą przez jakiegoś małego ksenofoba, który nie umie uszanować, że nie każdy w jego towarzystwie zna hiszpański.
— Dzięki za pomoc, Pralinko. Bez ciebie by się nie udało. — Uśmiechnęła się do dziewczynki i zgarnęła kilka cukierków, które im podała. Podzieliła je na pół i jedną część wręczyła Rue. Swoje schowała do kieszeni marynarki.
— Chciałaś, żebym ci pokazała, jak pozwolić się kochać, prawda? No to uwaga, lekcja pierwsza. — Nachyliła się tak, by wtulić nos w jej włosy. Zapach szamponu mieszał się z wonią kwiatów z wianka. Podobała jej się ten miks.
— Jestem w stanie znieść dla ciebie jeszcze ze trzy interakcje z tymi kredogryzami. Ostrzegam, że przy czwartej yeetnę jakimś przez cały ogród — wyjaśniła na tyle cicho, by mogła ją słyszeć wyłącznie tanatopraktorka. Oczywiście totalnie żartowała! A może wcale nie? A Cross to nigdy nie wiadomo.
— Mogę z tym chodzić całą imprezę? No wiesz, tak na wszelki wypadek. — Dopytała, obracając głowę tak, by móc spojrzeć na kij, który wciąż trzymała w ręce. Uniosła do trochę wyżej i wyciągnęła przed nie na prostej ręce, jakby miały oceniać, czy faktycznie nadawał się jako akcesorium dla River.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby Cross była psychopatką zdolną do tego, aby bić dzieci kijem po nerkach to z pewnością Ruelle nie zaciągnęłaby jej do takiej rozrywki. Nie potrzebowały niepotrzebnego rozlewu krwi oraz rozłupywanych czaszek na przyjęciu. Całe szczęście, że żaden z maluchów specjalnie nie próbował wystawiać ich cierpliwości na próbę, ani też nie zachowywał się jak skończony dupek. To było na plus.
- Teraz masz szansę na to, aby się wykazać, mi preciosa - przytaknęła mrukliwym tonem, uśmiechając się jeszcze na to stwierdzenie.
W tym momencie z pewnością River mogła pokazać to jak bardzo zależy jej na tanatopraktorce. W końcu czy dla jakiejkolwiek innej osoby wkręciłaby się na podobną imprezę i zabawiała kompletnie obce dzieciaki? Jakoś trudno było jej sobie wyobrazić dziewczynę w takiej sytuacji.
Zadowalało ją proste stanie z boku i obserwowanie tego z jaką ogromną pasją rysowniczka uderzała w zawieszoną na drzewie kukłę. Widać było, że miała w sobie sporo emocji do rozładowania. Ewentualnie zwyczajnie lubiła uderzać w różne rzeczy przy pomocy kija. Tyle dobrego, że była w tym świetna. Na pewno maluchy nie miały prawa do tego, aby narzekać. Chyba, że któremuś z nich zależało na tym, aby samodzielnie rozbić bank cukrowy.
Zadziwiało ją to jak dotykalska stała się River. Niby na co dzień również nie umiała zbyt długo trzymać rąk z dala od swojej modelki, ale tym razem inicjowała ten kontakt wyjątkowo często i miał on nadzwyczaj niewinny charakter. Pocałunki były krótkie i mniej namiętne, a dłonie nie próbowały się wkraść pod materiał, gdy tylko dziewczyna ją obejmowała, trzymając przy sobie.
- Nie ma za co! Jesteś naprawdę super! Fajnie, że Rue cię przyprowadziła - odpowiedziała mała blondyneczka, która chyba nieco bardziej się ośmieliła, gdy tylko River użyła w stosunku do niej pieszczotliwego zwrotu.
Prescott naprawdę była rozbawiona tym jak bardzo dziewczynka wydawała się lubić rysowniczkę, a przecież wcale nic o niej nie wiedziała. Naprawdę zabawnie patrzyło się na nią wrzuconą w ten wir rodzinnych interakcji.
Miała wrażenie, że wypity alkohol rozlewa się przyjemnym ciepłem od żołądka na całe jej ciało, gdy tylko Cross nachyliła się do niej głębiej, przytulając ją do siebie bardziej zdecydowane. Wiedziała jednak, że było to niemożliwe. W końcu piła go już dłuższy czas temu i miał już sporą okazję do tego, aby się zadomowić w jej organizmie. Tylko, że obecność artystki wpływała na nią wyjątkowo upajająco.
- Spokojnie. Nie będę ci teraz kazała prowadzić przedszkola - odpowiedziała, starając się nie myśleć zbyt intensywnie nad tym, że naprawdę bardzo pragnęła w tej chwili wyparować z terenu przyjęcia i znaleźć się w miejscu, gdzie nikt by im nie przeszkadzał. - Możesz to odłożyć i pójdziemy się napić, co?
Wysunęła się z jej objęć i chwyciła ją za rękę. Dzieci mogły jeszcze przez chwilę się zachwycać tym, że miały nareszcie dostęp do całego zapasu słodyczy, a one dwie miały przynajmniej odrobinę czasu na to, aby się nacieszyć się innymi atrakcjami, które im oferowała impreza.
Tylko, że nie zdołały ujść szczególnie daleko, gdy na ich drodze stanęła pewna starsza kobieta, której widok sprawił, że Ruelle automatycznie zacisnęła nieco mocniej palce na dłoni swojej artystki.
- Rue, jak cudownie cię widzieć, skarbie - zaszczebiotała w wyjątkowo przesłodzony sposób, od którego bolały zęby. - A kim jest twoja towarzyszka?
Jeszcze chyba nigdy tanatopraktorka nie przywoływała na usta, aż tak wymuszonego uśmiechu, który miał zamarkować pewną uprzejmość. Naprawdę nie cierpiała tej kobiety.
- Ciociu Colette... To River - powiedziała bez dokonywania jakiegokolwiek większego wstępu.
- Cudownie. Miło, że w końcu się kimś zainteresowałaś, chociaż... Może mogłybyście lekko stonować? W końcu... Sama rozumiesz... Mimo wszystko są tutaj dzieci - zaczęła, a Ruelle z trudem powstrzymała się od prychnięcia.
No tak. To było do przewidzenia. Oczywiście, że musiał się w końcu pojawić ktoś, kto będzie musiał się przyczepić o to, że okazywały sobie zbyt wiele czułości. Zawsze był ktoś, kto miał jakiś problem.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się dzisiaj tak potężnej dawki komplementów ze strony akurat tej grupy wiekowej. Mieli być podpici wujkowie, a nie urocze, małe dziewczynki. O dziwo ta wersja pasowała River nawet bardziej.
— Też myślę, że fajnie — zgodziła się z małą. — Słyszałaś? Jestem naprawdę super. — Obróciła głowę w stronę solenizantki, uśmiechając się triumfalnie. Nie żeby to była jakaś nowość dla River, ale miło było to usłyszeć z nowych ust. Wcale nie dziwił jej wzrok dziewczynki pełen fascynacji. Była świecie przekonana, że gdyby zobaczyła kogoś takiego jak ona w wieku tej małej, to byłaby totalnie zakochana. Chociaż moze nie aż tak? Biorąc pod uwagę, gdzie spędzała długie godziny przed szkołą, to właściwie można powiedzieć, że większym dziwem byli dla niej ci całkowicie normalni. Nie no. Po co się oszukiwać. Duża River na pewno zrobiłaby mega wrażenie na małej River, bo obie River są świetne.
Burknęła niezadowolona, gdy – mimo grzecznego zapytania o zgodę – Ruelle jednak kazała jej odłożyć kij. Nie będzie się przecież z nią w tej kwestii wykłócać. Odstawiła go pod drzewo, rzuciła ostatnie tęskne spojrzenie i grzecznie ruszyła za swoją modelką. Zmierzały w końcu w stronę alkoholu, z czym nie będzie się przecież kłócić. Szkoda tylko, że znowu będzie musiała obejść się smakiem.
Wyprostowała się, gdy tylko poczuła mocniejszy uścisk na swojej dłoni. Zapowiadało się na ciekawą przeciwniczkę. Kobiecina wyglądała niepozornie, ale miała w sobie absolutnie paskudną energię, co było słychać już od pierwszego dźwięku. Skinęła głową, gdy Ruelle ją przedstawiła.
— Mamy ten przywilej, że o dzieci nie musimy się martwić, a cudzym naprawdę nic nie będzie — odpowiedziała spokojnym i uprzejmym tonem. Uśmiechnęła się nawet serdecznie, choć w jej oczach było dużo więcej kpiny niż grzeczności. Ruelle na pewno nie miała żadnego problemu zauważyć, że River też zdążyła się zirytować.
— Bardzo miło było panią poznać, ale musimy panią przeprosić. Obiecałyśmy Marii, że jej pomożemy — dodała i zanim sznowna ciotka w ogóle zdążyła wziąć oddech potrzebny do słów protestu, pociągnęła za sobą swoją modelkę. Zrobiła kilka większych kroków i gdy tylko Rue do niej dotraptała, puściła jej dłoń i objęła ją w tali. Nie zatrzymała się, chcąc oddalić się w zdecydowanym pośpiechu od tej nudnej rozmowy. Miały przecież iść się napić. Dłoń River zsunęła się z biodra na pośladek Ruelle, na którym na moment się zacisnęła. Zrobiła to tuż przed tym, jak skręciły w stronę stołu, więc jeżeli Colette podążyła za nimi wzrokiem, na pewno to widziała.
— Tak będzie wyglądać cała impreza? Nie wiem, czy to dobra metoda na wzbudzenie mojej zazdrości — rzuciła rozbawiona, gdy wróciły wreszcie do skupiska alkoholu. Niespecjalnie podobał jej się fakt, że ktoś ciągle odbierał atencję jej modelki, ale daleko było jej jeszcze do prawdziwej irytacji, a przecież potrafiła być bardzo zaborcza. Sięgnęła po alkohol, który wskazała Ruelle i nalała im po porcji. Sięgnęła po telefon i zaczęła coś na nim sprawdzać. Podała szkło dziewczynie, potem sięgnęła po swoje.
— Twoje zdrowe — powiedziała, chowając telefon. Stuknęła szklanką o jej szklankę zgrywając się z dźwiękiem powiadomienia na telefonie tanatopraktorki.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Objęła ją ramieniem i skierowała je obie w górę stołu, gdzie siedziało kilka osób więcej. Nie ma co się w tym momencie alienować, prawda?
— To kogo muszę konieczne jeszcze poznać? — zapytała, zanim wtopiły się jeszcze w rozgadany, rodzinny tłumek.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było przyznać, że praktycznie wszystkie dzieciaki były w ten czy inny sposób zafascynowane osobą rysowniczki, a przecież jeszcze nic o niej nie wiedziały. Gdyby tylko ktoś wyjawił im, że dziewczyna zajmowała się rysowaniem komiksów to na pewno nie miałaby spokoju od dzieciaków, które wiecznie by ją otaczały i zadawały miliony pytań. Może nawet domagałyby się, żeby coś dla nich narysowała. Lepiej zatem, że nie wiedziały kim dokładnie była dziewczyna Rue.
- Słyszałam, ale jak się tego za dużo nasłuchasz to potem będziesz całkowicie nieznośna - powiedziała jeszcze, kręcąc odrobinę głową, próbując sobie wyobrazić o, co by było jakby nagle ego artystki wymknęło się całkowicie spod kontroli.
Nie mogła się w żaden sposób dziwić pewnej fascynacji blondyneczki. W końcu Prescott od najmłodszych lat uwielbiała podobną estetykę i zapewne na miejscu swojej małej krewnej również byłaby całkowicie oczarowana. Może taki widok w jakiś sposób całkowicie przedefiniowałby jej życie... Lub po prostu wyciągnął z niej skłonności, które kryły się tam od samego początku.
Wiedziała, że rozłąka z kijem będzie dla niej czymś niezwykle trudnym, ale to musiało nastąpić. W końcu nie mogła wiecznie paradować z nim w dłoni. Znajdowało się tu zdecydowanie zbyt wiele pokus do tego, aby użyć jego mocy na żywym organizmie. Zresztą zaraz miały się o tym przekonać.
Nie było chyba gorszego, co mogłoby je czekać niż konfrontacja z Colette. Przynajmniej nie była jeszcze tak otwarta ze swoją pogardą. Mogła pluć jadem, a nie próbować wbijać szpileczki, które przestrojone były troską o najmłodszych oraz uprzejmością. Wystarczyło w zasadzie to jedno zdanie, aby już były obie zirytowane bardziej niż się tego w ogóle spodziewały.
- W domu pewnie widziały gorsze rzeczy - dorzuciła od siebie, bo zakładała, że przecież część z nich musiała widzieć całujących się lub obściskujących rodziców, a i zdarzały się przypadki maluchów, które pojawiały się przy nich w dużo mniej dogodnych momentach.
Mogłyby się kłócić dalej, ale zdecydowanie River nie chciała tracić energii, ani czasu na to, aby dyskutować z podstarzałą ciotką. Mogła to być dobra decyzja. W końcu to miała być impreza na cześć tanatopraktorki. Wypadało więc, aby miała dobry humor, a unikanie podobnych konfliktów na pewno w tym pomagało.
Dała się odciągnąć. Przez moment zachwiała się przez obcasy i nierówności trawnika, ale w końcu zrównała się ze swoją rysowniczką. Nie spodziewała się, że Cross objąwszy ją, przesunie dłoń na jej pośladek i zaciśnie na nim władczo swoje palce. Natychmiast poczuła jak coś ją ściska w podbrzuszu. Kontakt był jednak za krótki na to, aby wywołać w niej jakieś konkretniejsze i dłużej utrzymujące się reakcje.
Nie było mowy o tym, aby Colette to przeoczyła. Wydała z siebie pełen oburzenia dźwięk zapowietrzających się starych ciotek, a potem wzniosła oczy do nieba.
- Bezbożnice! - wyrzuciła z siebie na tyle głośno, że Ruelle zdołała ją dosłyszeć pomimo bycia eskortowaną do stołu z jedzeniem i alkoholem. Natychmiast przystanęła i odwróciła się w stronę znienawidzonej krewnej.
- To są moje urodziny. Moje. Impreza dla mnie, więc jeśli coś ci się nie podoba ciociu to vaya con Dios - rzuciła ostrym tonem, a część zgromadzonych odwróciła się w ich stronę, wyczekując dalszej dramy, ale nie doczekali się jej.
Colette była zdecydowanie zszokowana podobnym zachowaniem, ale poczerwieniawszy ze złości, zwyczajnie zawróciła i oddaliła się, aby dać im w końcu spokój. Może faktycznie postanowiła się ulotnić z imprezy? Byłoby lepiej dla każdego, gdyby tak zrobiła.
- W skrócie… Tak. Każdy musi zagadać, zadać garść pytań czy gdzieś porwać. Tragedia - westchnęła, gdy tylko w końcu usiadła na chwilę obok swojej rysowniczki.
Wskazała jej alkohol, który najbardziej ją interesował i mruknęła coś w podziękowaniu, gdy tylko River postanowiła uzupełnić zawartość pustych kieliszków. Na pewno zasłużyły przynajmniej na jedną kolejkę.
- Salud - powiedziała jeszcze, uderzając w szkło, które uniosła ku niej rysowniczka.
Ledwie skojarzyła, że jej telefon zawibrował idealnie chwilę po tym jak River robiła coś na swoim. Dopiero po wypiciu swojej porcji alkoholu, która zapiekła ją silnie w gardle, zauważyła nazwę kontaktu w powiadomieniu na wciąż świecącym się ekranie.
River. Zdjęcie.
Otworzyła je, ściągnąwszy uprzednio telefon na taką wysokość, że nikt przypadkiem nie powinien jej zajrzeć przez ramię. Poczuła jak puls nagle jej przyspieszył. Źrenice rozszerzyły się i uważnie śledziły to, co znajdowało się na ekranie. Była bliska tego, aby wydać z siebie pełne frustracji warknięcie. To był cios poniżej pasa. Wiedziała, że w najbliższym czasie na pewno się nie uwolni od rodziny, a Cross jeszcze ją wystawiała na tak okropne pokuszenie.
- Jesteś, kurwa, okrutna - mruknęła cicho, gdy tylko artystka ją objęła i postanowiła skierować ku większej grupce osób.
Zdecydowanie najbardziej charakterystyczną osobą w całej tej zbieraninie była starsza kobieta, która była nawet niższa od Ruelle. Zdobiące smagniętą słońcem twarz zmarszczki oraz siwizna włosów, która przebijała się przez nałożoną na nie farbę, świadczyły o tym, że miały właśnie do czynienia z kimś, kto mógł być matką Isabel.
- Ruélita, mi linda. Feliz cumpleaños, cielito - powiedziała, podchodząc do tanatopraktorki, aby ująć jej twarz w dłonie i przyciągnąć do złożenia kilku pocałunków na policzkach.
Nie oponowała. Zamiast tego posłusznie dała się ucałować, a staruszka zaraz też przeniosła uważne spojrzenie ciemnych oczu na stojącą obok wnuczki dziewczynę. Od razu też sięgnęła do jej talii i przyjrzała się jej oceniającym wzrokiem.
- Ty musisz być, River - odezwała się, kiwając głową. - Isabel opowiadała o tobie... Straszna chudzina z ciebie. Zdecydowanie musisz coś zjeść, żeby nabrać siły. Będziesz jej potrzebować. Ruélita, ty też. Obie powinniście lepiej o siebie zadbać...
Młoda Prescott odchrząknęła i spojrzała na swoją dziewczynę, która wpakowała je w to wszystko. To zdecydowanie była jej wina.
- To właśnie moja babcia, abuelita, Cristina - przedstawiła, spoglądając na swoją towarzyszkę.
Tyle dobrego, że River będzie cierpieć z powodu atencji Tiny równie mocno, co sama Ruelle. Chociaż jakaś sprawiedliwość była na tym świecie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”