25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Noted — powiedziała, uśmiechając się przy tym subtelnie. Carmen podobnie jak Pixie, lubiła być zaskakiwana. Byle miło, rzecz jasna, bo ostatnie tygodnie przyniosły jej wiele niespodzianek, ale niekoniecznie tych przyjemnych. Tak czy inaczej, Torres już miała pomysł na kolejne spotkania, niezależnie czy byłyby to randki czy przyjacielskie wyjścia. Lubiła robić coś po raz pierwszy i zdecydowanie przepadała za wychodzeniem poza wszelkie schematy; nigdy szczególnie nie myślała więc o romantycznych kolacjach lub wyjściach do kina. O wiele bardziej podobały jej się nowe doświadczenia, długie rozmowy i może obserwowanie gwiazd. Wtedy na chwilę przestawała myśleć o swoich problemach i przeszłości, a więc może miała w sobie jednak pewną dawkę romantyzmu, o której nie zdawała sobie nawet sprawy.

— Mm — mruknęła w namyśle. — Może nie tyle, co doradzają, ale lubię usłyszeć inny punkt widzenia — przyznała. — Czasami nie myślę trzeźwo, kiedy podejmuję decyzję. Jestem dość emocjonalna i impulsywna — stwierdziła, wygładzając palcami pościel, jakby musiała się na czymś skupić. Przez całe swoje życie, popełniła wiele błędów, bo kierowała się chwilą lub przeczuciem, dlatego czasem potrzebowała kubła zimnej wody, by wrócić po rozum do głowy.
Cóż, dla kogoś tak chaotycznego i zapominalskiego jak Carmen, takie aplikacje mogą okazać się zbawienne. Poza tym liczyła, że będzie ich potrzebować tylko przez pewien czas, aż wyrobi sobie nawyk podlewania ich i regularnego zaglądania, czy nic złego się z nimi nie dzieje. Potem będzie mogła je odinstalować i z dumą powiedzieć Pixie, że w końcu dopięła swego. Od czegoś trzeba zacząć.

— To się nazywa zdrowy rozsądek — stwierdziła, wyciągając palec w górę. — Jak byłam jeszcze na studiach to nie miałam żadnych granic. Potrafiłam pójść na zajęcia prosto z imprezy — parsknęła, zabierając się za kolejny kawałek pizzy. — Ale hej, przynajmniej wszystko ładnie zdałam, prawda? — mruknęła, uśmiechając się pod nosem. Dobrze wspominała te czasy, chociaż było jej trudno z utrzymaniem się; studiowała, imprezowała, pracowała i spotykała się ze swoim chłopakiem, nie myśląc tak wiele o przyszłości. — Jest stabilnie — stwierdziła na pytanie o ostrość, chociaż lepiej nie pytać o takie rzeczy Torres. Raz powiedziała koleżance, że sos jest dość łagodny, a ta wybiegła z restauracji, żeby znaleźć jakieś mleko, by złagodzić ból języka.

— Coś w tym jest — przyznała, myśląc o swoich uczniach. Gdyby ich nienawidziła lub gdyby męczyli ją tak na dłuższą metę, to nie siedziałaby tak długo w szkole, często po godzinach, tłumacząc dzieciakom pewne zagadnienia. — Po prostu uważam, że każdy potrzebuje szansy i uwagi — wymamrotała, odgarniając pasmo włosów za ucho. — I każdy zasługuje na rozwój w swoim własnym tempie. Pamiętam, jak sama źle się czułam, kiedy nie mogłam nadrobić materiału jak byłam nastolatką. Wcale nie mówiłam wtedy tak dobrze po angielsku — parsknęła, marszcząc przy tym nos. — Wiedziałam jednak, że chcę wyjechać do Toronto, więc musiałam się zaprzeć — dodała, rozkładając ręce, jakby w ten sposób chciała powiedzieć: and here I am!

— Od czegoś trzeba zacząć — stwierdziła, nie uważając, że czyjeś plany lub marzenia mogłyby być zbyt ambitne. — Będę ci kibicować, Pix — rzuciła, odsuwając pizzę na bok, by odwrócić się i opaść plecami na materac, układając głowę na kolanach dziewczyny. — Najadłam się — mruknęła, spoglądając na nią od dołu. — Powinniśmy zawrzeć układ? Jak będę już znaną dziennikarką to napiszę super artykuł o twojej pracy — zaproponowała, posyłając jej drobny uśmiech. — Odpalisz go w końcu czy ci pomóc? — zażartowała, czując się naprawdę komfortowo w jej towarzystwie.

pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już chciała powiedzieć, że impulsywność to cecha wszystkich Latynosów, ale to zabrzmiałoby stereotypowo. Na pewno istnieli też tacy, którzy wcale nie byli aż tak emocjonalni. Pixie jeszcze nie miała okazji spotkać żadnego na swojej drodze, bo podobnie zachowywali się jej koledzy z uczelni, ale przecież wszystko przed nią!
— Niestety nie mogę być twoim głosem sumienia. Sama ledwo potrafię przekonać do czegoś samą siebie, a co dopiero mówić o innych — powiedziała i była w tym całkiem poważna.
To nie tak, że Fontaine nie potrafiła służyć radą. Potrafiła, ale te rady nie zawsze okazywały się słuszne. Nie chciała być później tą winną, kiedy coś pójdzie nie tak. Lubiła ludzi, ale nie zamierzała odpowiadać za ich własne decyzje. Mogła za to stwierdzić, że aplikacja do podlewania kwiatków wcale nie była takim głupim pomysłem. Zwłaszcza dla początkujących hodowców roślin. I tych najbardziej zapominalskich.
Znała takich gagatków, którzy balowali do bladego świtu, a później przychodzili na egzaminy. Niektórzy zdawali, inni spektakularnie oblewali. Oczywiście na własne życzenie. Pix raz w życiu przyszła na kacu na uczelnię. Mieli wtedy jakiś niezapowiedziany test. Zaliczyła go, ale jakim kosztem! Przydałoby się też zapytać, jakim cudem, bo nawet ona sama tego nie wiedziała. Nie miała pojęcia, czego dotyczył test ani że w ogóle brała w jakimś udział. Od tamtej pory przychodziła na uczelnię trzeźwa jak świnia. Czasem tylko po jednym blancie.
— Jak wszystko ładnie zdałaś, to nie ma tematu — uniosła ręce w obronnym geście. Jak widać, można było imprezować i bez problemu ogarniać każdy semestr. Gdyby Carmen uwaliła jakieś przedmioty, Pixie też nie miałaby prawa jej umoralniać. Nawet najlepszym mogła podwinąć się noga!
Poprawiła się na łóżku, przyglądając się uważnie dziewczynie. To musiało być strasznie frustrujące — chcieć coś przekazać w innym języku, a potem odkrywać, że druga strona nie zna go na tyle dobrze, żeby załapać, o co właściwie chodzi.
— Jak długo mieszkasz w Toronto? Przyjechałaś od razu tutaj, czy mieszkałaś wcześniej w jakimś innym kanadyjskim mieście? — zapytała, kończąc pierwszy kawałek pizzy. A może to był już drugi? Cholera wie.
Sięgnęła po kolejny, bo w przeciwieństwie do Carmen miała jeszcze siłę, żeby coś w siebie wcisnąć. Nie jadła obiadu, a wino tylko pobudziło jej apetyt. W międzyczasie przeniosła kartony na podłogę, żeby miały na łóżku znacznie więcej miejsca.
— A wiesz, że to jest bardzo dobry układ? Ale musimy przysiąc sobie na mały paluszek — oznajmiła, wyciągając swój naprzeciwko palca dziewczyny. Obie zacisnęły je mocno i poruszyły kilkakrotnie dłońmi. Teraz miały już zwarty pakt! — Ach tak, już odpalam — zreflektowała się i umieściła blanta między wargami. Sięgnęła po zapalniczkę i przystawiła płomień do zawiniątka, a potem zaciągnęła się porządnie, żeby dobrze je rozpalić. Ściągnęła jeszcze jednego bucha i podała lolka Carmen, żeby i ona mogła wpuścić do płuc trochę THC. Albo nawet więcej niż trochę. Właściwie mogła jarać tyle, ile tylko chciała. Jak zabraknie, Pixie skręci jeszcze jednego.

Carmen Torres
bubek
nudy i braku zaangażowania
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Jak to nie możesz? A jak zapytam, czy powinnam zjeść kolejny kawałek pizzy? — rzuciła, patrząc na nią z typowym dla siebie rozbawieniem. — No wiesz, mogę przytyć, jak zjem za dużo, ale z drugiej strony mam na nią mega ochotę — westchnęła teatralnie, rzucając prawdopodobnie najgłupszy możliwy przykład. — Co byś podpowiedziała wtedy jako mój głos sumienia? — zapytała, posyłając jej nieco szerszy uśmiech. W tych poważnych sprawach, Carmen starała się kierować głosem serca; ewentualnie słuchała punktu widzenia drugiej osoby, żeby to przeanalizować, ale zwykle i tak starała kierować się swoją intuicją. Ta... Cóż, czasami zawodziła, ale przynajmniej Torres mogła zarzucić swoje porażki tylko samej sobie. Zresztą, nigdy nie była człowiekiem, który za swoje wypadki lub nieszczęścia, obwiniałaby kogoś innego. Tak czy inaczej, na tym etapie znajomości, mogły jedynie żartować albo zgadywać. Nie znały się tak dobrze, by trafić z ewentualną radą. No chyba, że w kwestii takiej jak rośliny albo wymiana językowa, bo w tych sprawach miały jednak spore doświadczenie.

Głupi ma ponoć szczęście. Przez długi czas wiele rzeczy uchodziło jej na sucho. Na przykład to imprezowanie do późna, by potem wpaść na zajęcia, jak gdyby nigdy nic. Niestety, z wiekiem szło jej to coraz gorzej, więc musiała znaleźć jakiś balans, żeby nie stracić życia towarzyskiego, mieć dobre wyniki w nauce i w miarę wypoczywać. Teraz jak na pracoholiczkę (i to nie z wyboru!) przystało, kompletnie nie potrafiła się regenerować. Właściwie to ta cała randka czy też spotkanie, było dla niej odcięciem od schematów i rutyny. Satysfakcjonowało ją to, że udało im się spotkać i że Pixie była naprawdę fajną dziewczyną. No, bo przecież mogła okazać się okropną nudziarą, a Carmen bawiła się przecież wyśmienicie.
— Pokazać ci dyplom? — zażartowała. — Byłam dobrym studentem. Niczego nie żałuję. No może poza tym, że nie pracuję w zawodzie — stwierdziła, uśmiechając się niekontrolowanie do własnych wspomnień. Pomimo wielu przeciwności, Torres lubiła swoje życie. Mimo wszystko; sama na siebie pracowała, dbała o swoją edukację i rzuciła wszystko, by zacząć od nowa z dala od bliskich. Wymagało to od niej odwagi i poświęcenia — nie potrafiła narzekać na to, jak wszystko się ułożyło. Zawsze mogła przecież skończyć o wiele gorzej.

— Przeprowadziłam się z Meksyku prosto do Toronto, jak skończyłam osiemnaście lat — powiedziała, lekko zadzierając głowę, by móc na nią spoglądać z tej perspektywy. — Lubię to miasto, serio. Oferuje wiele możliwości i dobrze się w nim czuje. W Meksyku panował... chaos. Nie czułam się tam tak dobrze, mimo że to moje rodzinne miasto — przyznała, wzruszając ramieniem. Wiedziała, że wkład w to miało bardzo jej rodzeństwo; ich biznes nieco utrudniał jej przeciętne życie. — A ty? Od początku tu jesteś? — zagaiła. Na ten niewinny pakt, Carmen roześmiała się swobodnie. To było w jej stylu. Torres przejęła od niej blanta, zaciągając się i przymykając oczy. Zwilżyła językiem swoją wargę, wypuszczając dym z płuc. — Masz rodzeństwo? Jak się dogadujecie? — zapytała, bo zawsze ciekawiły ją relacje rodzinne innych. Może to przez to, że porównywała to do swojej sytuacji. Poprawiła nieznacznie głowę na jej kolanach, znów zaciągając się, zanim oddała skręta Pixie. — Strasznie podobają mi się twoje włosy — mruknęła, patrząc na jej piękne loki. Mówiła to już wcześniej?

pixie



23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Powiedziałabym, że jeśli masz ochotę zjeść, to po prostu ją zjedz. A jak nie, to nie jedz — odparła, bo nigdy nie miała w zwyczaju komuś czegoś zabraniać ani do niczego namawiać. No bo hej, każdy jednak decydował za siebie, prawda? Tym bardziej jeśli chodziło o jedzenie. Pixie nie zaglądała nikomu do talerza i oczekiwała dokładnie tego samego w drugą stronę. Inni zresztą też nie mieli z tym większego problemu, chociaż czasami patrzyli na nią z pobłażaniem, kiedy oznajmiała, że nie je mięsa. — Poza tym to przesada. Miałabyś przytyć od jednego kawałka pizzy? Ktoś tu chyba lubi wyolbrzymiać — posłała Monie rozbawione spojrzenie. Jeden kawałek pizzy nie zmieniał nagle człowieka w inną osobę, tak samo jak zjedzenie sałatki nie czyniło nikogo automatycznie królową zdrowego stylu życia. Ostatecznie był to po prostu kawałek pizzy. Kawałek bardzo dobrej pizzy, co Pixie uważała za argument sam w sobie.
— Wolałabym zobaczyć cyki, ale dyplom też może być — rzuciła żartobliwie. Nie mówiła poważnie. A może trochę jednak tak?[/b] — Nie mam powodów, żeby nie wierzyć — dodała, unosząc ręce w obronnym geście. Nie potrzebowała na to namacalnego dowodu w postaci świstka papieru. — Dlaczego nie pracujesz w zawodzie? — zainteresowała się, kiedy Carmen wspomniała o tym, czego żałowała. Podejrzewała, że składało się na to kilka czynników niezależnych od niej. Chciała wiedzieć, bo lubiła wiedzieć rzeczy, ale jeśli dziewczynie było to nie w smak, wcale nie musiała odpowiadać!
Słuchała jej historii, patrząc, jak zaciąga się blantem. Fontaine była dobrą mówczynią, ale trzeba było oddać, że była równie dobrą słuchaczką. No i zawsze wykazywała zainteresowanie, choćby poprzez zdawanie pytań.
— I przyjechałaś tutaj całkiem sama? — zdziwiła się szczerze. — Z Meksyku do obcej Kanady? — pokręciła z głową z nieukrywanym niedowierzaniem. Jeśli Carmen faktycznie porzuciła wszystko, co do tej pory znała, to naprawdę musiało wymagać ogromnej odwagi. Przerażające, a zarazem niesamowicie imponujące. — Nie wiem. Chyba tak — zapytana o swoją przeszłość, wzruszyła lekko ramionami. — Fontaine'owie zaadoptowali mnie z miejscowego domu dziecka, kiedy miałam jakieś trzy lata, ale nie mam pojęcia skąd pochodzę. Nie czuję potrzeby, że tego dociekać — wyciągnęła rękę, żeby przejąć od dziewczyny blanta, którego przycisnęła sobie do ust. — Mam trzech braci i siostrę. Cała czwórka też jest adoptowana. Między nami nie ma dużej różny wieku, więc łatwo nam się dogadać. A jak jest u ciebie? — zaciągnęła się porządnie, przytrzymując dym w płucach. Dopiero po chwili wypuściła go w przeciwnym kierunku niż siedziała Carmen, żeby na nią nie dmuchać.
Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy tylko usłyszała komplement. Automatycznie sięgnęła do nich i nawinęła sobie pojedynczy kosmyk na palec.
— Lubisz naturalny skręt, czy chodzi o to, że jestem blondynką? — zapytała, przysuwając się bliżej dziewczyny tak, że teraz stykały się kolanami.

Carmen
bubek
nudy i braku zaangażowania
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Fair enough — przyznała, jak na zawołanie, sięgając po ostatni kawałek pizzy, jaki była w stanie tej nocy jeszcze w siebie wepchnąć. Była idealnie ostra, no i dawno tak bardzo jej nie smakowała, ale może to przez alkohol i całe zabieganie, przez które zapominała o regularnych posiłkach. A może towarzystwo miało też wpływ na to, że wszystko wydawało jej się takie... Lepsze? Tak czy inaczej, Carmen była usatysfakcjonowana cały tym wieczorem. — To tylko przykład — rzuciła na swoją obronę, wytykając w jej stronę język z wyraźnym rozbawieniem. Torres nie miała obsesji na punkcie zdrowego stylu życia, więc nie był to dla niej koniec świata, choć wiadomo, zależało jej na dobrym wyglądzie. Ale to już kwestia osobowości i tego, że zawsze chciała przyciągać spojrzenia.
— Możesz zobaczyć oba, jeśli chcesz — rzuciła, śmiejąc się pod nosem. Bo to tylko żarty, prawda? Carmel potrafiła być nieobliczalna, szczególnie po butelce wina, a jeśli w ten sposób miałaby jej zaimponować to... Chwila, stop. Torres przestań myśleć o takich rzeczach. Dopiero pytanie Pixie, ściągnęło ją na właściwe tory. Dziewczyna zamrugała, próbując przywrócić się do porządku. — Ciężko dostać się gdzieś bez doświadczenia. A ja nie miałam nigdy zbyt wiele czasu, żeby zawalczyć o posadę albo pójść najpierw na jakiś staż — westchnęła. — Musiałam łapać się każdego możliwego etatu gdziekolwiek, żeby się utrzymać i moja wymarzona kariera zaczęła się rozmywać. Może kiedyś się uda — westchnęła. Naprawdę by tego chciała; ile można latać z tacą na kelnerce albo siedzieć w szkółce językowej? Bycie nauczycielką nigdy nie było spełnieniem jej marzeń. Zawsze nazywała to tylko chwilowym przystankiem.
Temat jakoś samoistnie sprawił, że wspomnienia początków zalały jej pamięć. Przypomniała sobie pierwsze miesiące w Toronto. Ciasny akademik. Pełno ludzi, mówiących bardzo szybko po angielsku i Carmen, która próbowała za nim nadążyć. Pierwsi przyjaciele. Pierwszy chłopak. Pierwsza praca. Nie było łatwo, ale dała radę. Zawsze potrafiła znaleźć rozwiązanie. — Całkiem sama. Trochę uciekałam, trochę szukałam lepszych perspektyw. Musiałam zaryzykować — przyznała, uśmiechając się przy tym łagodnie. Teraz wiedziała, że mimo wszystko podjęła wtedy naprawdę dobrą decyzję.
Torres pokiwała głową na jej słowa. Jeśli Fontaine była zadowolona ze swojego życia, to wcale nie dziwiła się, że nie chciała dociekać, skąd pochodzi. To niesamowite, jak każdy człowiek miał zupełnie inną historię. Dlatego właśnie Carmen uwielbiała poznawać nowe osoby i nowe spojrzenia na świat. — Mam dwójkę starszych braci. Bliźniaków — przyznała, muskając palcami swoją koszulkę. — Kiedyś byliśmy bardzo blisko, ale im dalej w las, tym gorzej. Byli jednym z powodów mojej przeprowadzki — mruknęła. Może czuła potrzebę rozmowy o tym, żeby zrzucić z siebie cały ten ciężar z barków. A może traktowała to jako oczywisty fakt ze swojego życia.
Carmen przesunęła uważnym spojrzeniem po jej twarzy, ostatecznie zatrzymując go na jej włosach. — Chyba oba — stwierdziła. Uniosła palce, by łagodnie odgarnąć parę loków z jej twarzy, subtelnie przy tym muskając skórę na jej buzi. — Ale zgaduję, że ładnemu we wszystkim ładnie — zaśmiała się, cofając nieznacznie palce, by sięgnąć po butelkę wina i przysunąć ją do swoich ust.

pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przykład był głupi. Pixie nigdy nie negowała nawyków żywieniowych innych ludzi. Zdawała sobie sprawę, że niektórzy mają problemy, ale cholera jasna, Carmen miała ciało jak marzenie, więc nie powinna mieć żadnych kompleksów. I absolutnie nie powinna sobie niczego odmawiać. Mogła zjeść trzy całe pizze i to całkiem sama, a to na pewno w żaden sposób nie wpłynęłoby na jej świetną figurę.
Uśmiechnęła się łobuzersko, słysząc kolejne słowa dziewczyny.
— Dyplom i cycki, czy oba cycki? — zapytała żartobliwym tonem. A może wcale nie żartowała? Trudno stwierdzić. Z każdym kolejnym buchem i z każdym kolejnym łykiem Fontaine robiła się coraz bardziej wyluzowana. I chyba trochę bezczelna. — Domyślam się, że trudno gdzieś się zahaczyć bez doświadczenia. Co jest głupie, bo przecież gdzieś najpierw je trzeba nabyć, prawda? Ja też nie mam pojęcia, czy od razu znajdę pracę w zawodzie, kiedy skończę studia. Mam nadzieję, że tak, ale przecież życie pisze różne scenariusze — powiedziała zgodnie z prawdą. Nie po to jednak studiowała konkretny kierunek z konkretną specjalizacją, żeby później robić rzeczy, które zupełnie jej nie interesowały. To trochę mijało się z celem.
Pokiwała głową z nieukrywanym podziwem głową na wieść, że Carmen przyjechała do Kanady całkiem sama. To sprawiło, że Pixie natychmiast zaczęła mieć tyle pytań! Co nią kierowało? Dlaczego sama? Przed czym uciekła? Nie chciała jednak wyjść na wścibską babę. Dopiero co się poznawały, więc musiała wyjść z założenia, że jeśli dziewczyna będzie chciała, to z czasem sama jej o tym opowie.
— Czyli zwiałaś przed braćmi? — zapytała ostrożnie, żeby nie palnąć jakiegoś głupstwa. — A jak jest teraz? Czy po twojej wyprowadzce kontakt zupełnie się urwał, czy próbujecie to jakoś naprawić? — starała się dobierać słowa w taki sposób, żeby nie zacząć stąpać po jakimś cienkim lodzie i nie sprawić Carmen przykrości. A jeśli jej randka uzna, że nie chce o tym mówić, to absolutnie nie będzie na nią naciskać!
Uśmiechnęła się, kiedy odgarnęła z jej twarzy niesforne pasma włosów. Coś w tym było, że ładnemu we wszystkim ładne. Dziewczyna na pewno doskonale zdawała sobie z tego sprawę, bo sama była śliczna. Pix również była świadoma tego, jak wyglądała. Miała przecież lustro i miała oczy. Czasami zastanawiała się, po którym z biologicznych rodziców odziedziczyła urodę. Oboje musieli być pięknymi ludźmi. Tak jej się przynajmniej wydawało.
— A bez niczego? — zapytała, przysuwając się do niej bliżej. Sięgnęła po butelkę, z której Carmen chwilę wcześniej pociągnęła kilka łyków i po omacku odstawiła ją na nocną szafkę przy łóżku. — Też każdemu we wszystkim ładnie? — zapytała cicho, tuż przy jej rozchylonych wargach, ale nie pocałowała jej. Nie wiedziała, czy może. I czy dziewczyna również tego chcę. Przesunęła spojrzenie z jej ust i spojrzała prosto w jej niebieskie tęczówki.

Carmen
bubek
nudy i braku zaangażowania
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen zaśmiała się niekontrolowanie na jej słowa; nawet nie wiedziała, dlaczego ją to tak rozbawiło. Może dlatego, że nie spodziewała się tego tak nagle? A może była już trochę pijana i delikatnie zjarana? A może w pewnym sensie Pixie była na tyle urocza, że Torres nie potrafiła utrzymać buzi na kłódkę, stale się uśmiechając. Niezależnie od powodu, dziewczyna nachyliła się w jej stronę, by wraz z błyszczącymi ognikami w oczach, spojrzeć prosto w jej tęczówki z pewnym siebie uśmieszkiem. — Cycki, dyplom i może nawet więcej. Kto wie, co będę w stanie zrobić, żeby ci zaimponować? — rzuciła, błądząc spojrzeniem po jej twarzy. Torres kochała takie gierki, przekomarzanie się i przeciąganie struny do granic możliwości. Kiedyś kochała flirtować. Kochała sprawdzać, jak bardzo ktoś jest wciągnięty w relację z nią i w to, co może się wydarzyć, jeśli pociągnie się za odpowiednie sznurki. Tak było i tym razem, gdy czuła jej zapach i ciepło tak blisko, że wystarczyło zaledwie wyciągnięcie ręki w jej stronę, by mogła zrzucić z siebie maskę uprzejmości i jakiejś kultury osobistej. — Mądra jesteś. I nie jest to coś typowego, więc wierzę, że uda ci się złapać odpowiednią okazję — stwierdziła, zgodnie z prawdą. W jej przypadku miała wiele przeciwników, bo byle kto chciał być dziennikarzem. Bardzo mocno liczyły się znajomości, których ona zwyczajnie nie miała. No, ale jak na razie i tak nie myślała zbyt mocno o wymarzonej karierze. Chciała po prostu święty spokój i stabilność; nad resztą zdoła jeszcze spokojnie popracować.

Temat rodziny nie był dla niej tematem tabu, chociaż zawsze obawiała się, że ktoś odetnie się od niej ze względu na jej historię. Dlatego pytanie Fontaine, nie zdziwiło ją szczególnie mocno ani nie wprawiło w zakłopotanie. — Tak, w sumie to tak. Ale to nie był jedyny powód. W Meksyku nie mogłabym się rozwijać tak, jakbym tego chciała — przyznała. — Urwałam z nimi kontakt, ale ciągle próbują mnie znaleźć — parsknęła, marszcząc przy tym nos. — Ale nie dam się wciągnąć w ich problemy. Jestem dość waleczna — rzuciła, zerkając na niego z uśmiechem. Mogli próbować jej dosięgnąć, ale nie podda się bez walki.

Widząc, że Pixie przysuwa się bliżej, jej serce zabiło niespokojnie. Zatrzymała spojrzenie na jej oczach, nie potrafiąc kontrolować swoich rozbieganych myśli nawet przez sekundę. Szczególnie, gdy młodsza dziewczyna wyjęła wino spomiędzy jej palców, a Carmen niekontrolowanie uniosła dłoń do jej miękkiego policzka. Cholera. Była tak blisko. — Bez niczego, ładnym jest jeszcze ładniej — stwierdziła, bez wahania przyciągając ją do siebie, by złączyć ich usta w dość łagodnym pocałunku. Już swobodniej wplotła palce w jej włosy, przesuwając się, by usiąść na nią okrakiem i pogłębić tę pieszczotę. Pixie smakowała winem i wypalonym chwilę temu blantem; smakowała naprawdę dobrze.

pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen nie musiała robić nic specjalnego, żeby jej zaimponować. Wystarczyło, że zachowywała się dokładnie tak, jak do tej pory. Czyli po prostu istniała. Pixie i tak była nią już totalnie oczarowana. Może to przez alkohol i trawkę. A może przez gwałtowny wzrost cukru, bo przecież nażarła się pizzy. No i siedząca obok dziewczyna była strasznie słodka. Dosłownie. Fontaine nie potrafiła znaleźć w niej niczego, co miałoby ją irytować.
— Aż tak zależy ci na tym, żeby wywrzeć na mnie wrażenie? — zapytała, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu.
Nie pamiętała, kiedy ostatnio ktoś naprawdę próbował jej zaimponować. I właściwie nie miała pojęcia, po co miałby to robić, skoro Fontaine nie stawiała przed ludźmi szczególnie wygórowanych wymagań. Wystarczyło, żeby ktoś był dla niej miły. Nie tak wymuszenie miły, tylko zwyczajnie życzliwy. Taki, który pozostawał przy tym sobą i nie próbował na siłę udawać kogoś, kim nie był. Pixie lubiła naturalnie dobrych ludzi. A kiedy teraz patrzyła na Carmen, musiała przyznać, że dobrze jej patrzyło z oczu. No i miała te oczy cholernie ładne.
— To prawda, jestem mądra — zgodziła się z nią. Inteligencja była jednym z jej największych atutów i Pixie nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Tak samo jak nie zamierzała specjalnie robić z siebie głupszej, niż była w rzeczywistości, tylko po to, żeby ktoś poczuł się przy niej bardziej komfortowo.
Pewnie właśnie dlatego tak wiele osób uważało ją za przemądrzalca. Wystarczyło, że powiedziała coś, o czym ktoś inny nie miał pojęcia i już można było odnieść wrażenie, że Fontaine zadziera nosa. Tyle że ludzie często wydawali takie osądy, zanim zdążyli ją porządnie poznać. A Pix wcale nie uważała się za lepszą od innych! Po prostu wiedziała, w czym była dobra. I nie widziała żadnego powodu, żeby udawać, że tego nie wie. To jednak nie oznaczało, że patrzyła na wszystkich z góry.
Pokiwała głową, zapamiętując, że Carmen miała jakieś prywatne problemy, które zmusiły ją do wyjechania z Meksyku. Ale czy to był odpowiedni moment, żeby dopytywać o szczegóły? Fontaine trudno było skupić na czymkolwiek, kiedy właściwie czuła jej oddech w kąciku swoich ust.
Wypuściła powietrze przez nos, kiedy dziewczyna przyciągnęła ją do siebie i pocałowała. Nie mogła powiedzieć, że na to nie czekała. Chciała pocałować ją już wtedy, gdy okazało się, że Carmen nie jest żadnym seryjnym mordercą. Gdyby nią była, raczej nie całowałaby tak dobrze.
Wsunęła dłonie pod jej koszulkę i przejechała paznokciami po skórze na plecach. Po chwili złapała za materiał i, chcąc go ściągnąć, zmusiła dziewczynę do uniesienia rąk. Odrzuciła koszulkę gdzieś na bok i wróciła do pocałunków, które stopniowo przeniosła z ust na linię żuchwy, szyję, aż w końcu zaczęła całować jej obojczyki.
Nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić, ale dopóki Carmen nie da jej wyraźnie do zrozumienia, że powinna się zatrzymać, nie zamierzała przerywać. Oczywiście nie zamierzała robić niczego wbrew swojej randce. Chciała po prostu sprawdzić, na co obie miały ochotę, i pozwolić sytuacji rozwijać się własnym tempem. Jak na razie wszystko wskazywało na to, że dziewczyna zdecydowanie nie miała nic przeciwko.

Carmen
bubek
nudy i braku zaangażowania
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czy to dziwne? — zapytała, śmiejąc się cicho pod nosem. To było bardzo typowe dla Carmen. Jeśli ktoś jej się podobał — a Pixie była piękną, interesującą i przyciągającą dziewczyną — Torres jakoś naturalnie zależało na tym, by zrobić jak najlepsze wrażenie. Zawsze starała się być elektryzująca i pociągająca na swój własny sposób, jednocześnie nigdy niczego nie udając. W całym tym flircie, zawsze stawiała na autentyczność i zabawę, a jeśli się nie udawało to... cóż, najwidoczniej nie było jej to dane, prawda? Dostrzegając uśmiech, błąkający się na ustach Fontaine, Carmel poczuła cholerną satysfakcję. No, bo czy tego wieczoru nie wygrała na jakiejś loterii, trafiając na randkę z taką mądrą kobietą? Chyba właśnie tego potrzebowała od tych paru tygodni — spontanicznego spotkania, wina, niewymuszonych rozmów i... pocałunków, które zapierały jej dech w piersiach.

— Mądra, ładna — wymruczała w jej wargi. — Dobrze całuje.. — westchnęła przelotnie, po raz kolejny zahaczając jej usta swoimi, gładząc przy tym opuszkami palców jej policzek. — Jak bardzo jeszcze namieszasz mi dziś w głowie, hm? — zaśmiała się cicho, przechylając łagodnie głowę, bo nie mogła się na nią napatrzeć i nie mogła się zatrzymać. No chyba, że da jej dość jasny znak.

Gdy tylko Pixie wsunęła dłonie pod jej koszulkę, po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Torres nawet nie zastanawiała się dwa razy, swobodnie unosząc ręce, by zrzucić z siebie niepotrzebny teraz materiał. Czując jak usta Fontaine zsunęły się na linię jej żuchwy, a potem na szyję i obojczyki, Carmen odetchnęła głośno, odchylając nieznacznie głowę. Jezu, nie potrafiła zebrać swoich myśli. Zachowywała się jak głupiutka nastolatka, ale czy naprawdę było w tym coś złego? Chciała na chwilę odciąć od wszystkiego, co ją otacza. Dziewczyna pociągnęła ją dość łagodnie za kosmyki włosów, żeby lekko odchylić jej głowę, prędko powracając do jej warg. Sama uniosła się nieznacznie na kolanach, by chwycić za krawędź koszulki Pixie, by dość niecierpliwie, ściągnąć ją z jej ciała; też chciała jej dotknąć.

Trochę sama się nie poznawała, ale czy robiła coś wbrew swojej woli? Nie. To był jeden z naprawdę wielu powodów, przez które założyła Maplindera. Torres zsunęła jej jedno ramiączko, przenosząc tam swoje usta. Składała krótkie, mokre pocałunki na jej skórze, przenosząc swoje wargi z jej ramienia na szyję, palcami muskając jej talię. Chciała, by Pixie czuła się dokładnie jak ona.

pixie :stickniepatrze:
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było nic dziwnego w tym, że chciało się komuś zaimponować. Nic też dziwnego, że Pix na słowa Carmen zareagowała figlarnym uśmiechem. Ona sama, zapraszając dziewczynę do swojego domu, również chciała wywrzeć na niej dobre wrażenie. Najpierw musiała się tylko upewnić, że Carmen nie zamierza jej zabić, ale kiedy okazało się, że nie miała do czynienia z żadną morderczynią, Fontaine mogła wreszcie skupić się na ważniejszych sprawach. Na przykład na tym, żeby się jej przypodobać. Szybko wyszło na jaw, że nie musiała nawet specjalnie się starać. Wystarczyło, że była sobą. Ba, Carmen nie odstraszyło nawet jej nietypowe hobby, co Pixie uznawała za połowę sukcesu! Drugą połowę stanowił fakt, że najwyraźniej spodobały się sobie również wizualnie. A to już w ogóle miły bonus.
— Nie wiem. Może tak bardzo, że nie będziesz mogła przestać o mnie myśleć? — uśmiechnęła się wprost w jej usta. Właściwie wcale nie miała w planach namieszać Carmen w głowie. Nie przypuszczała nawet, że była w stanie to zrobić.
Pozbywanie się kolejnych warstw zbędnych ubrań szło im naprawdę sprawnie. Z rękami Pixie sprawa wyglądała już nieco gorzej. Chciała jednocześnie dotykać Carmen, rozbierać ją i całować, a najwyraźniej jej dwie ręce nie zostały zaprojektowane z myślą o wykonywaniu wszystkich tych czynności naraz. Albo po prostu za dużo myślała. Tylko dlaczego? Obie tego chciały, obie się w tym odnajdywały, a jednak Pixie zaczęła się zastanawiać, czy robi to dobrze. Jakby ktoś miał jej za moment wręczyć ankietę z oceną jakości całowania i przyznawać punkty za technikę. Dziewczyna jednak szybko rozwiała jej wątpliwości słodkimi komplementami.
Westchnęła rozanielona, czując usta Carmen na swoich ramionach. Sama sięgnęła dłońmi do haftki jej stanika, którą odpięła bez większego trudu. Zaczepnie chwyciła zębami płatek ucha dziewczyny, a potem trąciła nosem jej policzek, dając jej tym samym do zrozumienia, że chciałaby, żeby na nią spojrzała. Zdjęła jej stanik, nie odrywając od niej wzroku. Dopiero po chwili pozwoliła sobie omieść spojrzeniem jej kształtne piersi.
— Jesteś zjawiskowa — powiedziała, napierając na nią ciałem, by przycisnąć ją do materaca. — Absolutnie fenomenalna — dodała ciszej, zasysając skórę na jej szyi.
Czy chciała zostawić tam pamiątkę, która przez kilka kolejnych dni przypominałaby Carmen o tej nocy? Być może. Wprawdzie nie planowała zawracać jej w głowie, ale to wcale nie oznaczało, że zamierzała ułatwiać jej zapomnienie o sobie.
Oderwała się od jej szyi tylko po to, żeby znów zachłannie wpić się w jej usta. Przesuwała dłońmi po jej ciele, raz po raz odnajdując kolejne miejsca, których jeszcze nie zdążyła dotknąć. Paznokciami musnęła jej brzuch i talię, aż wreszcie dotarła do zapięcia spodni. To była kolejna część garderoby, która nie miała już żadnego sensownego zastosowania. Przez moment siłowała się z guzikiem i zamkiem, coraz bardziej przekonana, że ktoś zaprojektował te przeklęte spodnie wyłącznie po to, żeby utrudniać jej życie. Co ona, do cholery, miała na sobie? Pancerz? W końcu zapięcie ustąpiło, a Pixie z wyraźną satysfakcją zsunęła materiał z bioder Carmen, nawet przez chwilę nie przestając jej całować.

Carmen :pupkabubka:
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „#27”