32 y/o
For good luck!
155 cm
Detective Constable Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Don’t mistake being gentle for being weak.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Słuchała jego tłumaczeń, powoli uspokajając tę część siebie, która przy nim uparcie wracała do nastoletnich lat. Patrzyła na niego miękkim, ale czujnym spojrzeniem. Obecna, słuchająca. Wyłapująca to, co było między wierszami. Od czasu do czasu kiwała lekko głową, kiedy trafiał w punkt.
- Nie, nie ułatwiłeś mi tego... Ale muszę przyznać, że to było miłe uczucie.
Zmarszczyła nieco brwi, kiedy wspomniał o tym, że nie chciał wprowadzić jej w błąd. Ale zaraz je rozpogodziła, uznając, że nie ma co się czepiać słówek.
- Masz rację... - przyznała. Rzeczywiście byli totalnie innymi ludźmi, a piętnaście lat to naprawdę dużo.
On już nie był tym samym chłopakiem, w którym się zakochała. Nie był totalnie poza jej zasięgiem i... Chyba jednak troszkę na niego działała. Patrzyła mu w oczy, przerywając kontakt z rzadka powolnymi mrugnięciami.
Parsknęła delikatnym, ciepłym śmiechem, kiedy wspomniał o pokoju i tym, że ma prawo nie wiedzieć, co dalej. Westchnęła i pokiwała głową, przyznając mu rację.
- Taak... Pokój nastolatki niespecjalnie w tym pomaga. Dobrze, że nie widziałeś mojego jednorożca. Tego zabrałam do domu. - znów wstrząsnął nią delikatny, nieco rozczulony śmiech.
Pokręciła głową, nie dowierzając temu, jak się potoczyła ta cała sprawa, i oblizała wargi, ale na wspomnienie randki uniosła brwi w zaskoczeniu i wróciła spojrzeniem na niego. Nie mówiła o randce...
- Randką? - złożyła usta w dzióbek, który uciekł trochę na bok wraz z jej spojrzeniem, w którym znowu pojawiły się chochliki.
- Poczekaj... - poprosiła, zanim opuścił spojrzenie.
Podeszła do niego bez skrępowania, skupiając spojrzenie na jego krawacie. Sięgnęła dłońmi do niego i delikatnie poprawiła węzeł, po czym podniosła powoli spojrzenie, zadzierając nieco głowę. Na jej ustach pełgał delikatny, odrobinkę szelmowski uśmiech.
- Chcę randki... Nie kawy. Randki... Ona może być na kawie. I zdecydowanie poza domem rodziców. - nawet jeśli to było takie ekscytujące, że mogli ich nakryć. - Więc jak już zdecydujesz, jak chcesz na mnie patrzeć, to może po prostu... Ty mi daj znać. Ciągle mam ten sam numer telefonu.
Z tajemniczym uśmiechem wycofała się o krok.
- Bez presji... Wiem, że masz dużo na głowie. Ale chciałabym TO sprawdzić... - zrobiła delikatny ruch dłonią między sobą a nim.
Cofnęła się w głąb pokoju, żeby spakować swoje kosmetyki i wziąć torebkę, a potem odwróciła się do drzwi i dodała:
- Shall we? Muszę jeszcze założyć buty.
Harris L. Morgan
37 y/o
For good luck!
188 cm
Anastezjolog w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is not the sound of a new man
Or crispy realization
It's the sound of the unlocking and the lift away
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Harris zatrzymał się przy drzwiach, kiedy poprosiła, żeby poczekał. Przez chwilę nie ruszył się nawet o krok, pozwalając, żeby jej słowa wybrzmiały w ciszy pokoju. Randka. Powiedziała to tak łatwo, jakby właśnie nie przesunęła jednym słowem granicy, którą on próbował przed chwilą ostrożnie wyznaczyć. Przez moment patrzył na nią bez słowa, a potem jego wzrok uciekł gdzieś w bok, na półkę z rzeczami, które przetrwały tutaj znacznie więcej lat niż większość jego własnych planów.
– Właśnie dlatego powiedziałem o kawie.– Jego słowa zawisły w powietrzu, bo starał się ze wszystkich sił nie zadusić jej entuzjazmu. – Chcę się z tobą spotkać. Naprawdę. – powiedział w końcu, spokojnie. – Gdybym nie chciał, nie siedziałbym teraz tutaj i nie próbował tego wszystkiego tłumaczyć. – Lekko wzruszył ramieniem, po czym znów spojrzał na nią. W jej obecności było coś irytująco znajomego i jednocześnie zupełnie nowego. Przez lata mógł bez problemu myśleć o Cobie jako o młodszej siostrze Nate'a, dziewczynie, którą znał od dawna, choć ostatni raz naprawdę znał ją piętnaście lat temu. Teraz każda z tych prostych definicji nie wydawała się wystarczająca.
– Tylko że dopiero wróciłem do Toronto. – mówił dalej, wolniej. – Dopiero próbuję zorientować się, gdzie właściwie jest moje miejsce. Odbudować relacje, które przez lata istniały tylko na odległość. Przyzwyczaić się do tego, że znowu mam tutaj ludzi, na których mi zależy. – Zawiesił głos i na moment spuścił wzrok. Właściwie mógłby na tym skończyć, ale oboje wiedzieli, że nie o samo Toronto chodziło. – A ty jesteś jedną z tych osób.
Powiedział to prosto, bez szczególnego nacisku, jak fakt, którego nie musiał ukrywać. – I jesteś siostrą Nate'a. – dodał po chwili. – To nie jest mała rzecz.
Na jego twarzy pojawiło się coś pomiędzy rozbawieniem a bezradnością. Krótko wypuścił powietrze nosem i pokręcił głową. – Zwłaszcza kiedy znam siebie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że jeśli zacznę coś robić, to raczej nie po to, żeby sprawdzić, jak długo wytrzymamy trzy spotkania.
Tym razem uśmiech zniknął całkowicie. Morgan oparł na moment dłoń o framugę, zanim znów się wyprostował. Nie chodziło o to, że nie chciał sprawdzić, co właściwie między nimi było. Właśnie to stanowiło problem. Gdyby chodziło tylko o niewinny flirt, łatwiej byłoby wzruszyć ramionami i uznać go za konsekwencję przypadkowego spotkania po piętnastu latach. Łatwiej byłoby powiedzieć, że to nostalgia, ciekawość albo zwykłe zauroczenie kimś, kto nagle okazał się zupełnie inną osobą, niż zapamiętał. Ale nie był już nastolatkiem, który mógł sobie pozwolić na sprawdzanie, co się stanie. Miał za sobą życie, które właśnie się rozpadało, i kolejne, które dopiero próbował poskładać. Nie chciał dokładać do niego czegoś, co mogłoby skończyć się kolejną stratą.
– Jeśli spróbujemy i okaże się, że to był tylko moment... – zaczął, po czym urwał. Przez sekundę patrzył gdzieś ponad jej ramieniem, jakby łatwiej było mu znaleźć właściwe słowa poza jej twarzą. – To nie będziemy mogli tak po prostu wrócić do tego, co było. – Dopiero wtedy znów na nią spojrzał. – A ja nie chcę ryzykować tobą, Nate'em ani tym wszystkim, co dopiero zaczynam odzyskiwać.
Przez kilka sekund milczał, zanim odsunął się od framugi, robiąc jej miejsce przy drzwiach. – Kawa. – Powiedział łagodniej i spojrzał na nią jeszcze przez chwilę. – Porozmawiamy. Poznamy się lepiej.
Cofnął się jeszcze o krok, wskazując jej wyjście z pokoju, a kącik jego ust uniósł się odrobinę.
– Chodź. – rzucił ciszej. – Zanim twój ojciec zacznie się zastanawiać, czy przypadkiem nie porwałem mu córki.



KONIEC
Bye x 2
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”