30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Dobrze wiesz, że mam ku temu powody — westchnął ciężko. — To nie tak, że obrałem sobie za życiowy cel, żeby ci uprzykrzać codzienność. Po prostu chcę o ciebie dbać i cię chronić, bo to obiecałem twojemu tacie. Przecież muszę dotrzymać danego słowa. Dobrze wiesz, jaki ważny w naszych kręgach jest honor, a już zwłaszcza słowo dane komuś, kto umiera — wzruszył lekko ramionami. Nawet jeśli dla Reona to było upierdliwe, to nie miał zamiaru nic zmieniać w swoim zachowaniu. I tak szedł mu na ustępstwa przez to, że pozwalał mu na to, żeby chodził sam na imprezy. Za każdym razem, kiedy chłopak gdzieś wychodził, to odchodził od zmysłów. Niestety, ale nie mógł trzymać go w mieszkaniu pod kluczem, bo to byłoby po prostu chore. Miał też wrażenie, że jakby mu zabronił chodzenia na imprezy, to Moriya rozniósłby to mieszkanie z nadmiaru energii.
— No niestety — westchnął ciężko. Nie miał jednak zamiaru rezygnować z japońskiej kuchni tylko dlatego, że niektóre produkty były trudne do dostania. Od czasu do czasu chciał coś takiego ugotować, żeby kompletnie nie zapomnieć o swoim pochodzeniu. Nawet go kusiło, żeby zabrać chłopaka do jakiejś restauracji japońskiej albo do sushi baru, ale nie był pewien, czy to był dobry pomysł, bo coś czuł, że mogliby się rozczarować. Wywrócił oczami na jego słowa i ten uśmiech. — Gdybym o to nie dbał, to żywiłbyś się syfem, a w ten sposób długo byś nie pociągnął. Zaraz dostałbyś jakichś wrzodów albo innego gówna — stwierdził. — Poza tym skoro sam gotuje dla siebie, to nie mam powodów, żeby się z tobą nie dzielić — podsumował. Przecież to nie tak, że będzie mu czegokolwiek odmawiał. I tak zazwyczaj gotował więcej, żeby zjedli razem i żeby miał coś do pracy.
— Mhm, zdecydowanie — skinął lekko głową. Na pewno będzie o wiele spokojniejszy, jeśli Reon pójdzie na jakąś domówkę, choć tak naprawdę nie robiło to aż takiej różnicy. Jasne, istniała mniejsza szansa, że ktoś obcy zrobi mu krzywdę, ale nie powiedziane, że nie mógł się porobić i zrobić jakiegoś głupstwa. Oby tylko nie uznali w pewnym momencie, że trzeba ruszyć tyłek na miasto, bo wtedy pewnie Ryo odchodziłby od zmysłów. — Okej, niech będzie — westchnął głośno i wymownie. — W takim razie rano po ciebie podjadę. Odbiorę cię, żebyś nie musiał się tłuc Uberem albo autobusem, chociaż o to drugie bym cię nie posądził — dodał. — I zawiozę cię — podsumował. Oczywiście, że nie mógł sobie tego odmówić. Akurat szedł do pracy w takich godzinach, w których zapewne ta impreza, na którą Reon się wybierał, będzie się zaczynać. Chciał osobiście zobaczyć co to za okolica, co to za dom i co to za ludzie. Ściągnął brwi, kiedy Reon rzucił mu takim tekstem. Zaraz odetchnął nieco głębiej i pokręcił głową na boki. — Nie ojcuję ci — powiedział i wsunął sobie nieco jedzenia do ust. — Po prostu się tobą opiekuję — dodał, kiedy przeżuł.
Skupił się na jedzeniu i przez dłuższą chwilę po prostu jadł, popijając co jakiś czas piwo, ale w końcu odłożył pałeczki. Wbił wzrok w chłopaka, przekrzywił delikatnie głowę i przez dłuższą chwilę przyglądał mu się bez słowa.
— Czemu nigdy nie powiedziałeś mi, że jesteś bi? — zapytał, bo go to intrygowało. Z drugiej strony sam przecież trzymał w tajemnicy to, że był gejem. — Raczej spodziewałbym się, że ktoś tak otwarty i bezwstydny jak ty, nie będzie miał problemu z tym, żeby głośno o tym mówić albo to manifestować — dodał i uniósł kącik ust w zaczepnym uśmiechu.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnął ciężko i przewrócił oczami. Owszem, wiedział, ale to wciąż nie zmieniało faktu, że go to irytowało. Nic nie mógł na to poradzić. Chyba nikt, kto byłby na jego miejscu, nie byłby zadowolony z tego, że druga osoba na każdym kroku go pilnuje i ogranicza jego wolność. Wychodził z założenia, że skoro był dorosłym facetem, to mógł robić to co żywnie mu się podobało, a niestety z powodu Ryouty niekoniecznie mógł.
— Tak, wiem, bla bla bla, honor i inne takie — rzucił obojętnie i wzruszył ramionami. Dla niego to nie miało żadnego znaczenia, głównie dlatego, że nigdy się na to wszystko nie pisał. Skłamałby, gdyby powiedział, że w ogóle nie uwierał go fakt, że jego ojciec był kim był, a co za tym szło, jemu najwyraźniej też chciał ułożyć podobnie życie. Sam nie był tym zainteresowany, dlatego tak bardzo wkurzało go, że musiał wyjechać z Japonii i przed kimkolwiek uciekać, bo poniekąd to wszystko było wbrew jego woli.
— Nawet nie zaprzeczę, bo dokładnie tak by było — przyznał i westchnął cicho. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i nawet nie miał zamiaru udawać, że było inaczej. Ryo dbał o to, żeby mógł jeść pożywne posiłki, bo inaczej byłoby w tej kwestii naprawdę kiepsko. — No, to by było trochę samolubne, gdybyś ugotował coś tylko dla siebie, a mnie miał gdzieś — przyznał i pokiwał lekko głową. Poza tym, wychodził z założenia, że skoro już Ryouta chciał o niego dbać, to powinien to robić pod każdym możliwym względem, więc poniekąd to był też jego obowiązek. Przecież nie mógł pozwolić na to, żeby źle się odżywiał i jeszcze się z tego wszystkiego pochorował.
— Super — skwitował, dalej się uśmiechając od ucha do ucha. — Proszę cię, po co mam tłuc się autobusem, jak stać mnie na taksówkę? — przewrócił oczami. — Okej — westchnął cicho. Nie był zaskoczony tym, że Ryouta chciał go również odwieźć na imprezę. W końcu musiał się upewnić, że nie kłamał w kwestii domówki. Musiał też wiedzieć, gdzie dokładnie będzie przebywał, bo najwyraźniej sam adres, który miał zamiar mu podać by nie wystarczył. — Trochę ojcujesz — stwierdził i zagryzł policzek od wewnętrznej strony. — Skoro wolisz to tak nazywać — wzruszył ramionami. Reon jednak uważał, że mu ojcował i nie miał zamiaru zmieniać zdania.
Również skupił się na swoim talerzu, kontynuując w ciszy jedzenia. Poczuł jednak na sobie wzrok Ryo, dlatego sam w końcu też na niego spojrzał i uniósł pytająco brwi. Miał przeczucie, że coś mogło chodzić Aso po głowie. Jak się zaraz okazało, wiele się nie pomylił.
— Bo nie czułem takiej potrzeby. Poza tym niekoniecznie chciałem, żeby ktokolwiek wiedział — odpowiedział i wzruszył ramionami. — Ty też nie powiedziałeś mi, że jesteś gejem, więc… — odbił piłeczkę. Można powiedzieć, że byli kwita. — Jak widać mam. Poza tym, głównie i tak spotykam się oraz sypiam z laskami, więc nie przywiązywałbym do tego jakiejś dużej wagi — stwierdził. Jasne, miewał jakieś tam epizody z mężczyznami, ale nie było tego wiele i nigdy nie wydarzyło się nic więcej poza jakimiś macankami.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie mów o tym w ten sposób — westchnął zrezygnowany. — To są bardzo ważne rzeczy, zwłaszcza jeśli chodzi o najbliższą rodzinę — dodał. Nie rozumiał, jakim cudem Reon wychował się na takiego ignoranta w kwestii rodziny i zasad. Jasne, mógł zrozumieć to, że nie chciał podążać ścieżką, jaką wyznaczył mu jego ojciec, ale to nie zmieniało faktu, że powinien mieć bardziej na uwadze to, o co tamten ich prosił na łożu śmierci. Na szczęście w tym wszystkim Aso miał głowę na karku i potrafił wszystko samodzielnie ogarnąć i o nich obu zadbać.
— Ale wiesz, że kiedyś przyjdzie taki czas, że będziesz musiał się usamodzielnić? Nauczyć się gotować, sprzątać, pracować... — powiedział. Nie zakładał, że to będzie tak, że już do końca życia będą mieli siebie na wyłączność. Prędzej czy później znajdą miłość i będą chcieli zacząć życie ze swoją drugą połówką. Co prawda, na razie Ryouta nie miał do tego głowy, bo nadal uważał, że byli zagrożeni i że musieli oglądać się za siebie na każdym kroku, ale to nie zmieniało faktu, że kiedyś oboje poczują się na tyle bezpiecznie, żeby opuścić trochę gardę. — Tak, byłoby — przyznał i uśmiechnął się do siebie pod nosem. Na szczęście Reon w ogóle nie musiał się o to martwić, bo miał w zwyczaju dla niego gotować i chłopak nawet nie musiał się o to upominać. Nie chciałby, żeby ten się pochorował tylko dlatego, że nie potrafił zadbać odpowiednio o swoje żywienie.
— Żeby oszczędzać — powiedział wprost i wzruszył ramionami. Sam jeździł samochodem, ale jakby go nie miał, to pewnie korzystałby z komunikacji miejskiej, a nie woziłby się wszędzie taksówkami. Czego innego jednak spodziewał się po kimś, kto miał w Tokio swojego prywatnego kierowcę na każde skinienie? Spojrzał na niego z politowaniem, kiedy Moriya uparł się, że jednak mu ojcował. Najwyraźniej i pod tym względem mieli zupełnie inne zdanie i nie zanosiło się na to, żeby któryś z nich je zmienił. — Tak, tak wolę to nazywać i to jest dokładnie to, co robię. Opiekuję się tobą, dbam o twoje bezpieczeństwo i dobro — powiedział. — Daleko mi do ojca — westchnął bezgłośnie.
— Dlaczego nie? Myślałeś, że nie będę w stanie tego zaakceptować? — zapytał, unosząc wyżej brew. — No nie, nie powiedziałem — przyznał z bólem serca. — Wolałem to zachować dla siebie, bo nie miałem żadnej pewności, czy nie obrócisz tego przeciwko mnie. Znając ciebie, to równie dobrze mógłbyś mi zacząć z tego powodu jakoś dokuczać. Poza tym... nie lubię, jak ktoś interesuje się moim życiem uczuciowym — dodał. Nawet jak się z kimś spotykał, to raczej nie obnosił się z tym. Nie tylko dlatego, że ludzie mogliby tego nie zaakceptować, ale też nie lubił wszem wobec pokazywać, że był zakochany. — Tego jestem pewien, że z nimi sypiasz — powiedział i pokręcił lekko głową na boki. — Tylko uważaj na to, żeby nie skończyło się na tym, że dorobisz się dzieciaka. Kiedy jesteś najebany albo naćpany, to łatwo zapomnieć o gumie — stwierdził mimochodem. Tego jeszcze tylko by brakowało, żeby Reon miał z kimś dziecko. Chyba by go udusił własnymi rękoma, gdyby któregoś dnia chłopak do niego przyszedł i powiedział mu, że zapłodnił jakąś losową laskę.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnął cicho, w ostatniej chwili powstrzymując się przed tym, żeby nie przewrócić oczami. Nie uważał, żeby to rzeczywiście było aż tak ważne, ale już postanowił tego nie komentować. Od samego początku miał nieco odmienne zdanie w większości kwestii dotyczących takiego życia, więc logiczne, że po prostu nie będą się w tej sprawie zgadzać.
— Dlaczego? Masz zamiar mnie zostawić samego na pastwę losu? — zapytał bez ogródek. Równie dobrze już do końca życia możliwe, że będzie potrzebował jego ochrony. Przecież nie mógł zakładać scenariusza, w którym za kilka lat po prostu olewają sprawę i każdy z nich idzie w swoją stronę. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś po prostu nie uśpi ich czujności, a potem nie zaatakuje w momencie w którym Reon będzie już zdany sam na siebie. Jego zdaniem nie było sensu tak ryzykować. Poza tym, życie pod jednym dachem z Ryo było cholernie wygodne, więc nie chciał, żeby to się kończyło. — Na szczęście nie jesteś egoistą — stwierdził, uśmiechając się delikatnie. Dobrze wiedział, że Aso nawet nie potrafiłby się na niego wypiąć i zadbać o siebie samego, zwłaszcza kiedy widziałby codziennie jaki Moriya jest nieporadny we wszystkim, co próbuje robić. Nie można było o nim powiedzieć, żeby był jakiś bardzo kompetentny albo zaradny życiowo, bo przez większość swojego życia zawsze na kimś polegał. Jak nie na ojcu, to teraz na Ryo. Nikt tak naprawdę nie nauczył go samodzielności, więc ten koncept był dla niego dość obcy.
— Po co mam oszczędzać? — wypalił z kolejnym inteligentnym pytaniem. Najwyraźniej wychodził z założenia, że ten hajs, który zostawił mu ojciec to już wystarczy mu do końca życia, a on będzie sobie żył niczym pan życia i nigdy nie będzie musiał kiwnąć palcem. Jeśli jednak będzie te pieniądze tak trwonił jak do tej pory, to raczej istniało spore prawdopodobieństwo, że nie starczy ich na zbyt długo. Nie mógł też polegać wiecznie na Ryo w kwestii finansów i utrzymania, bo mężczyzna nie miał obowiązku finansować mu życia. — Jaaaasne — skwitował jego słowa i wzruszył ramionami, zaraz cicho wzdychając. Niech mu już będzie.
— Nie wiem. Po prostu nie chciałem o tym mówić i tyle — wzruszył lekko ramionami. Nie miał jakiegoś konkretnego powodu, po prostu nie czuł się z tym komfortowo. Nie miał pojęcia jak druga osoba może na to zareagować i nie chciał też, żeby jego ojciec się o tym dowiedział. Gdyby powiedział o tym Ryo, to istniało duże prawdopodobieństwo, że mógłby mu coś chlapnąć, nawet przez przypadek. — No właśnie — wzruszył ramionami. — Mógłbym powiedzieć to samo. Też nie mogłem mieć pewności co do tego, czy nie wykorzystasz tego przeciwko mnie albo nie powiesz o tym mojemu ojcu — stwierdził. Akurat życia uczuciowego nie miał, więc jego to nie dotyczyło – głównie przewalał się przez łóżka osób, z którymi zapewne już nigdy więcej nie będzie miał do czynienia. Zmarszczył brwi na kolejne słowa mężczyzny, zaraz wzdychając cicho. — O to się nie martw. Jakbym był na tyle najebany, żeby zapomnieć o gumie, to zapewne nie byłbym nawet w stanie zaliczyć, także spokojnie — przewrócił oczami. Akurat tego pilnował bardzo skrupulatnie, bo jak nietrudno się domyślić, sam również nie chciał skończyć z dzieciakiem. Nawet jeśli prowadził taki rozpustny tryb życia, to jednak trochę miał pod tym względem łeb na karku.

Ryouta Aso
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Na razie tego nie planuję, ale nie możesz przewidzieć, co się stanie w przyszłości. Co, jeśli coś mi się stanie i będziesz musiał sobie radzić sam? Różne są w życiu scenariusze — wzruszył ramionami. — Poza tym może przyjdzie taki moment, kiedy któryś z nas się w kimś na poważnie zakocha, a wtedy ten drugi będzie tylko piątym kołem u wozu, gdybyśmy mieszkali razem — dodał. Sam na razie nie planował żadnego związku, bo nawet z nikim nie kręcił, ale różnie to bywało. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby wpadł kiedyś na kogoś, kto zawróci mu w głowie. Reon zresztą też mógł się w kimś kiedyś zakochać, pomimo swojej rozwiązłości. — Nie, nie jestem — westchnął. — I to czasami kopie mnie w dupę — dodał pod nosem. Reon wiedział, że nie był egoistą i skrzętnie to wykorzystywał. Ryouta zdawał sobie z tego sprawę, ale to nie tak, że miał zamiar zwracać mu na to uwagę. Za dobrze wiedział, jak bardzo chłopak lubił się obrażać, jeśli coś mu się powiedziało na temat jego zachowania. Wolał pewne rzeczy po prostu zachować dla siebie.
— Jak to po co? — zapytał, ściągając brwi. — Chyba nie sądzisz, że te pieniądze, które mamy od twojego ojca starczą nam do końca życia? Zwłaszcza gdy prowadzisz taki rozrzutny tryb życia — powiedział. — Swoją drogą... Mógłbyś znaleźć sobie jakąś pracę. Nie stałoby się nic złego, gdybyśmy mogli żyć z naszych pensji, zostawiając w spokoju oszczędności twojego ojca — dodał. W ogóle nie podobało mu się to, że Reon miał takie swobodne podejście do kwestii finansowych, bo najzwyczajniej w świecie bał się, że jak tak dalej pójdzie, to zostaną z ręką w nocniku. Niestety, ale nie zanosiło się na to, żeby Moriya był w stanie to zrozumieć. Tak samo jak na to, że poszuka sobie pracy. Tak naprawdę chłopak nigdy w życiu nie musiał kiwnąć palcem, więc Ryo nawet nie miał pojęcia, czym tamten mógłby się zająć, żeby sobie z tym zajęciem poradzić. Na pewno nie nadawał się tam, gdzie trzeba było być wiecznie miłym dla innych.
— Okej — skwitował po prostu, bo taka odpowiedź mu wystarczyła. Sam nie chciał o tym nikomu wspominać, więc dobrze wiedział, jak to jest. Oboje najwyraźniej uznali, że lepiej dla nich będzie, jeśli zachowają to dla siebie. No, a przynajmniej do czasu, bo okazało się, że prawda wyszła na jaw. Może nawet i lepiej? — No tak — mruknął w odpowiedzi. — Ale teraz wygląda na to, że wiemy o sobie nawzajem takie rzeczy i oboje mamy na siebie haki — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Wiadomo, że nie użyją ich przeciwko sobie, bo przecież byli ze sobą blisko. Żaden z nich nie miał w swoim interesie tego, żeby robić temu drugiemu jakieś świństwo. Chcieli żyć ze sobą w zgodzie, a przynajmniej z takiego założenia Aso wychodził. — To dobrze, bo jeszcze tego by brakowało, żebyś zrobił komuś dzieciaka — powiedział. Tyle w tym wszystkim dobrego, że wyglądało na to, że Reon się pilnował.
Gdy uznał, że oboje już się najedli, wstał od stołu i zebrał naczynia, które zaniósł do kuchni i wstawił do zmywarki. Włączył ją, po czym wrócił do stolika, żeby wziąć swoje piwo i przejść z nim na kanapę, na której usiadł. Poklepał miejsce obok siebie, dając mu do zrozumienia, żeby do niego dołączył.
— Od tego nieszczęsnego pocałunku nie spędzaliśmy ze sobą w ogóle czasu. Trzeba to nadrobić. Stęskniłem się za tym — uśmiechnął się do niego delikatnie. Niezależnie od tego, jak bardzo Reon nieraz go irytował, to nie mógł powiedzieć, że nie darzył go sympatią.

Reon Moriya
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”