24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie pamiętał kiedy dokładnie się zorientował, ale pewnego dnia odkrył, że lubił gdy Daniel zapuszczał się w głąb jego garderoby. To, w jaki sposób przyglądał się każdej rzeczy z osobna, pomimo że większość osób ze względu na dominujący kolor odbierałaby je jako nudny kolektyw. To, jak chował twarz w jego bluzach i swetrach gdy myślał, że nikt nie patrzy. To, że tonął w praktycznie każdej rzeczy jaką na siebie zakładał i wydawał się być z tego faktu zadowolony. Wszystkie te małe rzeczy były łatwe do przeoczenia, dlatego ilekroć udawało mu się którąś z nich podejrzeć uznawał to za mały highlight danego dnia.
Widząc, że Moore wytypował swoich faworytów i wyraził chęć przyjęcia pomocy, Lian ocknął się z półletargu. Zanim jednak zdążył choćby wyciągnąć ręce by rozpiąć mu pasek w spodniach, Daniel zmienił odrobinę plany i wcisnął się pomiędzy jego uniesione ramiona przylegając ciasno, na tyle, że nie było mowy o jakimkolwiek dystansie.
Przyjął na siebie impet - niewielki, ale Mei wziął to za plus - tak samo jak całe lgnące do niego ciało wciąż poszukujące oparcia, objął go za ramiona, a jedną z dłoni wsunął mu w potargane włosy głaszcząc uspokajająco. Dzień się nie skończył, mieli przed sobą jeszcze jedno wyzwanie.
一 Jak to było wcześniej?
Z tego co już wiedział, dzisiejszy przypadek nie był jedynym, więc Lian zakładał, że Daniel miał wiele podobnych incydentów na koncie. Brakowało mu natomiast informacji o tym kto zajmował się nim gdy kończył w tak opłakanym stanie i dlaczego nikt nigdy nie interweniował w tej sprawie.

一 Co to w ogóle są za... 一 urwał, szukając właściwego określenia, najlepiej w miarę neutralnego, by nie zaogniać wstępnie załagodzonej atmosfery, w której Daniel zdawał się powoli odzyskiwać równowagę i oddech. 一 Z której to klasy? Jak się nazywają?
Nie wspominał na razie, że szukał tych informacji również z innych powodów. Nie podjął jeszcze żadnej decyzji, wciąż rozważał opcje, ale by móc wyciągnąć z tego jakiś fizyczny, konstruktywny rezultat, potrzebował odrobinę pociągnąć go za język.
Nie był zaskoczony tym, że Moore uciekał od tematu gdy nadarzała się okazja, pozwalał mu odbiegać na boki w momentach, w których ciężar rozmowy zanadto go przytłaczał, jednak ilekroć zauważał odzyskiwaną stabilność, wyciągał do niego rękę i ostrożnie sprowadzał go z powrotem.
Bezmyślnie przygładzając mu loki i cierpliwie czekając, aż Daniel poczuje się dość pewnie by się ruszyć, Lian patrzył drętwo gdzieś przed siebie.

一 Cieszę się, że przyszedłeś z tym do mnie 一 odezwał się w końcu, po paru minutach kojącej ciszy. Terapeutycznie działała widać na obie strony, bo Mei również odkrył, że łatwiej mu było oddychać niż jeszcze chwilę temu. 一 Pozwól mi się zająć resztą, okay?
Dotyczyło to zarówno kwestii tak przyziemnych, jak zmiana spodni, do której zaczynał się pomału zabierać - palce wyplątał spomiędzy jego kasztanowych loków i zaczepił jeden za szlufkę jeansów - oraz tego, o czym nie rozmawiali, ale co od paru minut wisiało w powietrzu.
Decyzja o wizycie w klinice.
Wyciągnięcie konsekwencji.
Zorganizowanie mu bezpiecznej przestrzeni.
Podtrzymując go jedną ręką pod ramionami ściągnął mu pasek, rozpiął guzik i zamek błyskawiczny, a gdy spodnie opadły mu do kostek (odsłaniając więcej siniaków, na których widok Lian nie powiedział nic, ale zacisnął mocniej szczękę) pomógł mu usiąść na brzegu łóżka.

一 Wygodnie? 一 zagadnął, nie chcąc trzymać go w ciszy. 一 Zapakuję cię tu później w pościel, będzie ci przyjemniej niż na kanapie w salonie.
Dres zastąpił jeansy, a mokre skarpetki zostały zapomniane na rzecz nowych i suchych. Chętnie pozwoliłby mu zakopać się w kołdrze i odespać stres, ale mieli jeszcze izbę przyjęć do odwiedzenia.

一 Zamówię taksówkę, nie nadaję się dzisiaj do prowadzenia.


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
19 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
168 cm
student chemii w University of Toronto
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamykające się wkoło niego ramiona, oferujące stabilizację i bezpieczeństwo, ponownie prawie doprowadziły go do płaczu. Daniel nie pojmował dokładnie co się z nim działo, rozchwiane emocje uparcie nie chciały się naprostować, a pomimo przebrnięcia przez najgorszy moment, cały czas czuł się jakby ktoś wyszarpnął mu dywan spod nóg. Słowa rówieśników mieszały się z zawodem matki, jej zaprzeczenia zaogniały ból jakby ona sama wymierzyła mu kilka ciosów, jednak z każdym kolejnym oddechem, wypełnionym zapachem płynu do płukania Liana, przytłaczające fale zaczynały odbijać się od szyby. Powoli odzyskiwany spokój, akceptacja i przestrzeń na rozsypanie się ze świadomością, że miał kogoś chętnego do przytrzymania go w całości, zdawały się wypychać na wierzch lata spędzone na chowaniu krzywd pod własną poduszką. Dotychczas nie wprowadzał go w tę część swojej codzienności, powtarzając samemu sobie, że zwyczajnie nie było to tak istotne. Prawda mogła wyglądać nieco inaczej, jednak skoro już przekroczył tę granicę, pytanie o przeszłość nie zapędziło go z powrotem do pomijania niektórych faktów.
- Okay - zgodził się na oddanie pałeczki, chociaż w praktyce zrobił to już jakiś czas temu. Właściwie od momentu pojawienia się pod jego bramą zrezygnował z kontroli nad sytuacją. Tak czy siak nie czuł się by wcześniej ją posiadał, jednak świadomość, że znajdowała się teraz w rękach pianisty pomagała mu się uspokoić. Pomimo wcześniejszych protestów względem jego decyzji, ufał mu dość by ostatecznie zgodzić się z jego przewodnictwem.
- Wcześniej było gorzej, zanim... - zaczął po chwili ciszy, z palcami zaczepionymi o materiał na plecach Liana. Dłoń przeczesująca uspakajająco jego loki działała cuda i, po początkowym spięciu w reakcji na poruszenie kwestii osób odpowiedzialnych za jego stan, dał radę ponownie rozluźnić się w komfortowych objęciach. - To... głównie Noah. Jest chyba rok starszy ode mnie? Przynajmniej był w roczniku wyżej jak... jak się poznaliśmy. T-trochę dużo powiedziane, bardziej kojarzył mnie od kiedy wróciłem do normalnej szkoły i jakoś... nigdy mnie nie lubił - przyznał, bezwiednie wygładzając zagięcia zostawione po własnych palcach. Zaśmiał się gorzko i pociągnął nosem, chociaż zdawało się, że nie miał już łez w kanalikach. - Za pierwszym razem skręcił mi nadgarstek. Rodzice i nauczyciele uznali, że to był po prostu wypadek przy zabawie, ale poszło chyba... chyba wtedy chodziło o moją pamięć. Jej brak. Albo o adopcję. Już nie pamiętam - wymamrotał dziwnie neutralnym tonem głosu, jakby próbował opowiedzieć odcinek serialu widzianego kilka lat wcześniej. - I tak już zostało. Najpierw był on, potem jego kumple, nie wiem, zmieniali się przez lata. Mieli... dużo do powiedzenia na mój temat i z początku... próbowałem się dostosować. Zmieniać. Ale zawsze znaleźli coś nowego - kontynuował, pomimo łagodnego ścisku w gardle czując się na tyle komfortowo by odczepić się od Mei'a i pozwolić mu sobie pomóc. Instynktownie podążył wzrokiem za opadającym materiałem spodni i od razu odbił w górę jak oparzony, kiedy zobaczył rozlewające się fiolety. Zaczął intensywnie wpatrywać się w okno, przez moment łagodnie zaciskając wargi. Dał się poprowadzić na brzeg łóżka, w skupieniu, i z rumieńcem na twarzy, próbując ułatwić mężczyźnie proces przebierania.
- Położysz się ze mną? - podpytał od razu na wspomnienie o pakowaniu go pod kołdrę. Kiedy prosił go o zostanie przy swoim boku miał na myśli praktycznie rzecz biorąc resztę dnia. Stracił rachubę czasu, ale był prawie pewny że to wciąż był ten sam dzień. Z pomocą przeciągnął przez głowę bluzę, popchnął w górę spływające mu na dłonie rękawy i wyciągnął ręce by objąć twarz Liana z obu stron. - Dziękuję.
Wiedział co mieli w planach, że jeszcze nie mógł zwinąć się w jego ramionach pod kołdrą i udać, że cały ten dzień nie miał miejsca, ale dał sobie kilka chwil na pozostanie w bezruchu. Wypuścił go i zaplótł palce na udach by dać mu przestrzeń na zamówienie taksówki, po czym zdecydował się na kontynuację historii. Minęło dość czasu by ułożył myśli.
- No więc... uh... Pogorszyło się jak Noah wylądował w moim roczniku, to było na początku liceum, nie zdał roku i... No, bardzo nie podobało mu się, że jest w mojej klasie - podsumował ogólnikowo, podnosząc krótkie spojrzenie na Liana i próbując przekazać mu telepatycznie wszystko co się pod tym chowało. - Pra-praktycznie co tydzień byłem... Wtedy rodzice chcieli mnie przenieść, ale dopiero znalazłem znajomych i... Nauczyłem się go unikać. Trzymać bliżej ludzi. Nie zawsze działało, ale coraz lepiej i przez jakiś czas... Ostatnio miałem spokój. Do dzisiaj - dokończył streszczanie wszystkiego, co zawsze trzymał gdzieś w domyśle. Noah nie był jedyną osobą mającą problem z jego istnieniem, ale to on zwykle stał w centrum kiedy docierało to do najgorszych rozmiarów. - Resztę znam tylko z widzenia.

Lian Mei
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Poczucie osamotnienia i prowadzenia wojny samodzielnie nie było mu obce, choć Lian znał je od innej strony niż Daniel. Nie miał okazji poznać realiów szkolnego życia, kojarzył jedynie plus minus jak kształtowała się hierarchia na korytarzach ogólniaka - a i to wyłącznie z filmów i seriali, które oglądał jednym okiem.
Wiedział, że Moore odstawał od reszty. Wiedział o tym już po tamtym wieczorze, gdy coś - nuda, resztki sumienia, może coś innego - skłoniło go do interwencji i nie pozwoliło zostawić znerwicowanego, pijanego nastolatka przyklejonego do kanapy. Nie pasował, a to rzucało się w oczy i sprawiało, że Daniel stawał się łatwym celem dla tych, którzy wiedzieli jak tę inność wykorzystać. Lian, podczas paru minut apatycznej obserwacji wyłowił takich co najmniej kilku. Rozpoznawał charakterystyczne podniecenie i głód w ich spojrzeniach, wzrok uciekający niekontrolowanie w stronę potencjalne ofiary i niespokojne dłonie, które zaciskały się na szklankach, na poręczach albo czym popadło w taki sposób, jakby już wyobrażały sobie pod palcami coś innego. To była wyłącznie kwestia czasu, aż samotność Moore'a zostanie szlachetnie przerwana, aż ktoś dołączy do niego na wysłużonej kanapie i wspaniałomyślnie zaproponuje swoje towarzystwo nie informując, że miało swoją wygórowaną cenę.
Ominęła go grubo ponad połowa szkolnych doświadczeń, więc Lian nie wiedział czy ten sam mechanizm działał w takich okolicznościach, był jednak pewien, że niezależnie od intencji, niedopasowanie Daniela było widoczne jak na dłoni.
To, że jego słabość do tej inności miała inną naturę i cel nie zmieniało faktu, że Mei również w jakiś sposób był przez nią przyciągany.
Mniej więcej w połowie urywanej co raz opowieści, Lian zaczesał mu płasko większość loków z twarzy na tył, starając się nie gnieść z przyzwyczajenia palcami zasinionego, poobijanego policzka.
一 Czyli podsumowując 一 odezwał się pod koniec, z czymś gorzkim i bardzo niedoprecyzowanym, wiszącym na końcu języka. 一 Zostałeś z problemem sam, winni nie ponieśli żadnych konsekwencji i każdy odwraca wzrok.
To była bardzo oszczędna diagnoza, pozbawiona jeszcze planu na ciąg dalszy, na dodatek bliższa jego własnej sytuacji niż był skłonny przyznać na głos. Zrozumienie odbijało się w jego spojrzeniu utkwionym gdzieś w przestrzeni, bez konkretnego celu, ale prędko wyklarowało się gdy musiał odsunąć od siebie Daniela i zająć się jego zrolowanymi u kostek spodniami. Nie miał czasu na ślizganie się po własnych skojarzeniach, sytuacja wymagała praktyczności.
Słysząc, że przynajmniej na chwilę Daniel podążył myślami ku czemuś przyjemniejszemu, Mei podniósł na krótko wzrok i na chwilę zamarł w bezruchu, na jednym kolanie i z jeansami w rękach, które próbował przeciągnąć przez lewą kostkę.
Szlag.
Był żałośnie wręcz nieodporny na sarnie spojrzenia Daniela i za każdym razem gdy patrzył na niego w ten charakterystyczny sposób, coś przewracało mu się w żołądku. Po kilku miesiącach ekspozycji na tego typu zagrania - udało mu się najwyżej rozpoznać, że Moore robił to głównie nieświadomie - wciąż nie potrafił stwierdzić skąd brała się ta idiotyczna słabość.

一 Położę 一 zgodził się z kilkusekundowym opóźnieniem, gdy zorkiestrował z powrotem obie ręce do podjęcia zadania na nowo. Metodycznie pozbył się spodni, obu skarpetek i chociaż zdążył zmapować w tym czasie wszystkie mniejsze i większe zasinienia od pasa w dół, nie powiedział na ich temat ani słowa.
Stan w którym obecnie się znajdował przypominał mu charakterystycznie nieruchome powietrze przed burzą, gdy człowiek wiedział już, że nie uniknie żywiołu, ale nie mógł wskazać kiedy nastąpi kulminacja.
To, czego Lian był jednak absolutnie pewny to to, że Daniel nie potrzebował w tym momencie nagłych działań; potrzebował chwilowego zawieszenia i spokoju, a paradoksalnie - Mei wiedział to z własnych obserwacji pogody - najspokojniej było tuż przed nawałnicą i na krótko przed świtem.



Wizyta w klinice przebiegła na tyle sprawnie, że jeszcze przed dwudziestą udało im się dotrzeć do domu z kartą zaleceń, paczką z apteki (choć Lian miał już w głowie listę własnych, naturalnych zamienników, przygotowaną zanim przekroczyli próg taksówki) i kopią dokumentu potwierdzającego wykonanie obdukcji. Posiniaczony, ale szczęśliwie pozbawiony wewnętrznych krwotoków i pęknięć kości Daniel, został najpierw wymanewrowany do samochodu, opakowany w pas, a pod koniec rozwinięty z niego sprawnie i przeprowadzony przez ścieżkę z trawertynowych płyt prosto do domu.
一 Przyniosę ci garnitur. Możesz wziąć w tym czasie prysznic, tylko nie za gorący 一 uczulił, gdy obydwaj stanęli w przedpokoju, a apteczna torba spoczęła na komodzie. 一 Biorę ze sobą telefon, daj mi znać gdybyś sobie o czymś przypomniał. Poradzisz sobie?


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
19 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
168 cm
student chemii w University of Toronto
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dość wcześnie nauczył się, że konsekwencje częściej dotykały ofiar niż ich oprawców. Ktoś zawsze miał wymówkę, potrafił zminimalizować wkład osoby winnej, tylko by odwrócić się i wyolbrzymić wszystko co pokrzywdzony mógł zrobić inaczej. To Daniel musiał zmienić sposób w jaki poruszał się po szkole, w jaki rozmawiał z ludźmi i to on musiałby żegnać się z rówieśnikami i zaczynać od nowa jakby pozwolił rodzicom przenieść się do innej placówki. W poszukiwaniu najmniej dobitnego wpływu na swoje życie wylądował w sytuacji, gdzie sam wylizywał swoje rany i chował je przed światem. Radził sobie, przez tyle czasu udawało mu się ocierać łzy, lepiej przygotowywać się na następny raz porządnie zaopatrzoną apteczką w swojej łazience, podpierać się wyłącznie o ściany własnego pokoju. Posiadanie osoby chętnej mu z tym pomóc zmieniało wszystko.
Trzymając się boku Liana pozwolił mu się poprowadzić, zająć się transportem i lekarzami, a pomimo pierwszej, nieprzychylnej reakcji na chęć posiadania go ze sobą przez cały proces, dał radę zaciągnąć go ze sobą do gabinetu. Wszystko przebiegło jak przez mgłę, z której wybijało się głównie skrępowanie przed tłumaczeniem sytuacji obcej osobie, nawet jeśli miał pełną świadomość, że było to dla jego dobra. Dał się obejrzeć, ponaciskać, prześwietlić, by na koniec otrzymać potwierdzenie o braku poważniejszych obrażeń, co zdawało się być informacją bardziej wyczekiwaną przez Mei'a niż przez niego samego. Od kiedy pamiętał wychodził z sytuacji zagrożenia z większą ilością niewidocznych urazów niż tych, które dało się wyleczyć.
Siedząc na tylnym siedzeniu samochodu skierowanego z powrotem do domu Liana, ze ściśniętym żołądkiem odrzucił pierwsze przychodzące połączenie od swojego ojca. Z gryzącym poczuciem winy wyciszył telefon, nie chcąc jeszcze rozmawiać z żadnym z rodziców. Nie wiedział nawet co miałby im powiedzieć. Przechodząc przez próg i starając się oddychać dość płytko by nie odczuć naruszonej klatki piersiowej, zagubiony w nieskładnych myślach męczył dolną wargę dość długo by naruszyć zasklepioną skórę i ponownie zacząć krwawić. Pospiesznie przesunął po ranie językiem, jakby starał się ukryć swoją winę przed pianistą zanim odwrócił się w jego kierunku w przedpokoju. Zwijając przydługie rękawy z powrotem na dłonie spojrzał w podłogę tuż przed czubkami butów mężczyzny, marszcząc czoło jakby prowadził ze sobą ciężką batalię. Nie chciał zostawać sam. Jednocześnie nie chciał też wracać do własnego domu i widzieć się z rodzicami, a idąc za własnym niezachwianym planem wciąż chciał brać udział w balu.
- Ta-tak... Tak, poradzę. Wisi na szafie, w pokrowcu. Potrzebujesz... Chcesz moje klucze? Mam dać znać, że przyjdziesz..? - dopytał, sam nie do końca pewny jak wyglądał plan działania. Było mu głupio z potrzeby zastępstwa w czymś tak trywialnym jak wizyta we własnym pokoju, skoro jednak Lian sam zaproponował pomoc, ufał że nie było to takim problemem jak dla niego samego. Zanim pożegnał go w drzwiach ponownie przygryzł wargę, tym razem łapiąc się zanim zrobił sobie większą krzywdę.

Spięcie w klatce piersiowej nasiliło się, kiedy został sam w przedpokoju. Dom był cichy, co nie było niczym szczególnie nowym, jednak zwykle dało się usłyszeć kroki, szum gotującej się wody czy chociażby oddech. Daniel dopiero po chwili przypomniał sobie by samemu wciągnąć powietrze do płuc zamiast wsłuchiwać się w pustkę. Tymczasową, przypomniał sobie zanim chłód chwytający go za serce dałby radę się rozprzestrzenić. Skopał kontrastujące z czernią dresu, błękitne trampki i ustawił je równo pod ścianą, po czym zapalając po drodze wszystkie światła udał się na piętro. W sypialni Liana zaciągnął zasłony na oknie skierowanym na własny dom, a wchodząc do łazienki zostawił za sobą otwarte drzwi.
Dopiero tam po raz pierwszy odważył się rozebrać przed lustrem, oglądając swoje sińce, zadrapania i opuchniętą skórę w bezwzględnym świetle zalewającym pomieszczenie. Pociągając nosem i biorąc głębszy oddech postarał się przyswoić to na chłodno i znaleźć wszystkie miejsca na które musiał uważać, na koniec łapiąc w odbiciu własny wzrok. Pomimo roztrzęsienia, zagubienia i poczucia beznadziei siejących spustoszenie w jego umyśle od dobrych kilku godzin, nie znalazł ich w spojrzeniu znajomych brązów. Człowiek patrzący na niego z lustra zdawał się pewniejszy, stojący stabilniej pośród chaosu, pomimo rozkwitających na twarzy fioletów niezachwiany we wszystkim, co doprowadziło go do tego momentu. Po ostatnim, smutnym uśmiechu w swoją stronę odwrócił wzrok i wszedł pod prysznic, zapewne trochę cieplejszy niż zalecałby Lian.

Lian Mei
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”