24 y/o
For good luck!
173 cm
barmanka w The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I could pretend that I'm just praying now
But I'm only on my knees
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pojawiłeś się za wcześnie...
Nie chcę, żeby to zabrzmiało niegrzecznie
Ale spadaj już, daj mi luz

Dopiero po chwili poczuła, że boli ją dłoń – po tym, jak pierwsza fala wkurwienia zelżała, wytracając na sile. Gniew ją oślepił, nie myślała racjonalnie. Liczyło się tylko to, żeby go od siebie odsunąć, nieważne jakie poniosłaby koszty. Może właśnie dlatego zamachnęła się na tyle silnie, że faktycznie mógł to poczuć. Z drugiej strony uważała, że to na pewno nie było uderzenie na tyle silne by złamać mu noc. Drobna, kobieca dłoń ledwo co formowała poprawnie pięść, a samo machnięcie nie miało w sobie bokserskiej techniki. Ale przynajmniej jego zaskoczona mina była bezcenna – ktoś powinien uwiecznić ten kadr, żeby mogła myślami jak najczęściej powracać do tej chwili.
Gdzieś głęboko w niej próbowała odezwać się troska, zwłaszcza w momencie, w którym zobaczyła cieknącą po jego nadgarstku krew. Nie chciała by następstwa tego sierpowego był poważne, ale z drugiej strony uważała, że dostał dokładnie to na co zasłużył. Nie powinna mu współczuć nawet trochę. Za głupotę się płaci, musiał mieć tego świadomość, żeby nie popełnić tego samego błędu w przyszłości.
Nie przyglądała mu się ze szczególnym zaciekawieniem, gdy z koszuli próbował zrobić prowizoryczny opatrunek. Był dużym chłopcem, powinien sobie poradzić samodzielnie. A ona wciąż była urażona, więc nawet nie powinien jej o nic prosić. Przecież nikt nie miałby w sobie tyle czelności--
„Będę potrzebował, żebyś zawiozła mnie do szpitala (...)”
Bezczelny. No typ był, kurwa, bezczelny. To prawie jakby złodziej prosił osobę, którą dopiero co okradł o przysługę. N i e d o c z e k a n i e.
Totalnie zignorowała jego wcześniejszą pochwałę odnośnie wzorowego ciosu, bo trudno było jej myśleć o tym, że nawet w takich okolicznościach próbował doszukiwać się jakichś pozytywów. Przecież jakby chciała to mogłaby go zgłosić za jakąś napaść czy cokolwiek. Oczywiście nie miała zamiaru tego robić, to byłaby już przesada... ale ktoś inny by się nie wahał!
— Ty nie wiesz, ale ja wiem. Usiądziesz sobie, krew w końcu przestanie się sączyć i będziesz mógł normalnie jechać dalej. Wciąż masz sprawne dwie ręce i dwie nogi, nosa nie potrzebujesz do dalszej jazdy — odpowiedziała najspokojniej jak potrafiła, chociaż w jej głosie wciąż dało się wyczuć pewną suchość i poirytowanie całą sytuacją. Jej usta wygiął grymas zniesmaczenia, gdy na niego patrzyła. Jakby próbował zrobić z siebie ofiarę, którą nie był. Nie tego wieczora.
— Wstrząśnienie? Przecież nie uderzyłam tak mocno, nie rób z siebie mięczaka — dodała dość prędko, pozwalając sobie uderzyć w jego męskość. Wiedziała, że zaboli, nawet jeśli nie da tego po sobie poznać. Im większy chłop, tym większy cel. Dużo łatwiej było trafić w czuły punkt.
Prychnęła, gdy tylko usłyszała, że nie może go zostawić. Masakra, jeszcze stawiał jakieś warunki... Nawet powinna go zostawić samego to może zrozumiałby, że faktycznie zrobił coś źle. Bo nie widziała po nim żadnej skruchy. Wręcz miała wrażenie, że na jego twarzy zaraz znów pojawi się ten głupkowany uśmiech, a ona znów będzie miała ochotę zrobić coś, by zetrzeć go z tej buźki.
— Mogę i to zrobię. Magiczne słowo, które znają nawet dzieci jeszcze nie padło — mówiąc to odwróciła się w stronę swojego jednośladu i postąpiła pierwszy krok w jego stronę. Zerknęła na Leviego przez ramię, jakby chciała dać mu znać, że zatrzyma się tylko i wyłącznie jeśli usłyszy z jego ust przepraszam.
— Chyba potrzebujesz podpowiedzi, zaczyna się na „p”...
Kolejny krok. Jej kask był już na wyciagnięcie ręki. Mogła wskoczyć na motor i odjechać. Goodbye cruel world.
boys don't cry
something wicked
don't be a fcking dick to people
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

and the outside world had me by the throat
but now I'm planning on some shows
yeah, I'm doing good, but you shouldn't know

Nie no, nie wierzył w to, co tak właściwie słyszał. Widział, jak poruszała tą swoją ładną buzią, a słowa niby odbijały się od jego bębenków i rozbrzmiewały gdzieś po bokach, ale bardziej przebijało się to coś w formie echa aniżeli prawdziwego głosu czy też słów. Właśnie jej powiedział, że możliwe, że nie da rady pojechać swoim pojazdem, bo mógłby się na dobrą sprawę rozbić, a ona chciała go tak o pozostawić na pastwę losu i na dodatek gdzieś pomiędzy kolejnymi słowami nazywała go ciamajdą i beksą? Nawet jeżeli nie powiedziała tego wprost, no to Shelby właśnie tak to odebrał. No był gobsmacked, no co powiedzieć?

Wpatrywał się w nią, starając się walczyć z uśmiechem cisnącym mu się na usta, bo kto wie, zaraz podniesie na niego rękę też i za to? - No tak, skoro tak mówisz, to z pewnością przejdzie - odsunął zakrwawiony materiał od nosa i rzucił go gdzieś na bok, wykrzywiając się przez moment, no bo zabolało, okej? Usiadł na ulicy, prostując nogi, by po chwili położyć się również na plecach i podsunąć ramiona pod głowę. No skoro miał i tak umrzeć, to mógł to zrobić w taki sposób, żeby było szybko, co nie? Żadna ciężarówka go nie zauważy, a jego ciało, przynajmniej dopóki nie zostanie odnalezione następnego ranka, będzie traktowane jak jakiś roadkill. Lovely.

Westchnął teatralnie i dramatycznie. - Ale ja jestem mięczakieeeeem, tak mnie boliiii - rzucił, żeby jeszcze się z nią podrażnić, ale widząc, jak zaczęła odchodzić w stronę swojego motoru i na moment, choć delikatnie, obróciła glowę przez ramię, czekając na niego, aż powie to magiczne słowo, którego wcale nie sądził, że powinien użyć… No dobra, może wiedział, że powinien, ale miał dumę, dobra?! JEZU. No dał jej jeszcze odejść parę kroków, zanim podniósł się, przejeżdżając dłońmi po twarzy, ale oczywiście omijając nos. - Dobra, stój - zrobił kilka kroków w jej kierunku. - Ppp… pprze… - No starał się, naprawdę. Kurwa, weź się w garść, - Przepraszam - wydusił w końcu, podchodząc bliżej, ale omijając jej motor tak, żeby stanąć po jego drugiej stronie. Wiecie, w razie gdyby miał możliwość wykonania uniku, gdyby znowu chciała go zdzielić. - Przepraszam, że cię pocałowałem. Powinienem był zapytać o pozwolenie, a zamiast tego zrobiłem to, na co miałem ochotę. - Spojrzał jej prosto w oczy, zanim wycedził przez zęby, - Nie jesteś tylko okej, Vanberg - dodał, po czym klepnął dłonią w jej kask i uśmiechnął się do niej. - Ale masz rację, nos nie jest mi potrzebny do jazdy, więc przestanę być mięczakiem i sam pojadę. Trzymaj się, dobra? - Przysunął dwa palce do czoła i odbił je od niego niby w formie salutu, zanim podszedł do koszulki, która leżała na ziemi, i ją zgarnął. Następnie podszedł do motoru, otworzył pojemnik na duperele i wrzucił ją tam, bo nie będzie śmiecił po nocach. Co to, to nie on!

Wyciągnął jeszcze telefon, żeby napisać esemeska do Kiry, Briana i Alberta, że w razie gdyby nie odpisywał jutro do wieczora, to znaczy, że gdzieś po drodze się rozbił przez zawroty głowy, o które przyprawił go nikt inny jak Zavia Vanberg. NO CO? Za swoje przeprosił, a gdyby nagle gdzieś po drodze padł, to przecież musiał się na niej jakoś zemścić.

cut the chase, and give me what's mine
24 y/o
For good luck!
173 cm
barmanka w The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I could pretend that I'm just praying now
But I'm only on my knees
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiała dostrzec w nim coś, co zainteresowało ją na tyle, że nie odjechała od razu. Bo miała ochotę to zrobić – pozostawić go na pastwę losu (albo raczej na pastwę samego siebie, bo sam zgotował sobie taki los). Ale mimo to miała w sobie jakiś wewnętrzny hamulec, który nie pozwalał na porzucenie go. Może podświadomie czuła się winna, w końcu to ona zdecydowała się zamachnąć pięścią w jego stronę. Może wiedziała, że zostawienie człowieka w potrzebie (nawet takiego, który wcześniej zachował się wobec jej nie w porządku) byłoby bestialskim posunięciem. Powodów mogło być wiele, swoje zawahanie wytłumaczyłaby jakkolwiek, gdyby w ogóle musiała je przed kimś tłumaczyć.
Kompletnie zignorowała jego udawane, teatralne użalanie się nad sobą. Nie działało na nią w nawet najmniejszym stopniu. Nawet nie irytowało. W innych okolicznościach może by jakoś pociągnęła ten żart, ale nie była w nastroju na takie przekomarzanie się.
„Dobra, stój.”
Natychmiast się zatrzymała. Nie uśmiechnęła się tylko dlatego, że w porę udało jej się zapanować nad drżącymi ustami. Czyli jednak poszedł po rozum do głowy, ciekawe. Rozegrała to idealnie, chodził jak w zegarku.
Jego słowa były jak drzazga, która ukuła ją w serce – zrobił co chciał, bo nie była tylko okej. Jak miała rozumieć te słowa? Że nie chodziło tylko o wkurzenie jej byłego? Że za tym delikatnym cmoknięciem czaiło się coś, co w tym momencie nawet bała się nazwać? Coś, czego nie chciała nazywać, bo dużo łatwiej było o tym myśleć jak o przypadkowym, wymuszonym pocałunku. Którego nie chciała otrzymać w taki sposób. Może gdyby został jej podarowany... inaczej?
— To jednak nie było takie trudne, co? — zapytała, choć doskonale wiedziała, że było. Jego twarz zdradzała, że prowadził wewnętrzną walkę z samym sobą. Jakby to jedno słowo z trudem opuściło jego gardło. Ale wybrzmiało, dostała to, czego chciała. A to się liczyło.
— Taaa, też się trzymaj. Głupio byłoby skończyć w taki sposób — dopowiedziała, wywracając oczami. Była usatysfakcjonowana, ale nie przejawiała żadnych emocji. Zachowała kamienną twarz, żeby myślał, że tak naprawdę to wszystko jej jedno co się z nim stanie. To nie była prawda, ale dużo łatwiej było... po prostu go do siebie zniechęcić. Po tym co się stało uznała, że to jedyne słuszne wyjście.
Poczekała posłusznie aż odejdzie od jej motoru, po czym chwyciła kask. Ostatni raz spojrzała w jego stronę. Może uśmiechnęła się nikle, ale szybko nasadziła na łeb kask i ułożyła dłonie na kierownicy motocykla. Silnik maszyny zawył chwilę później. Mogła odjechać błyskawicznie, zapomnieć o nim. Zamiast tego machnęła coś niezrozumiale dłonią – to mógł być jakiś pożegnalny gest albo znak krzyża wykonany przed podróżą. Mógł to sobie zinterpretować jak tylko chciał, o ile tak drobny gest mógł mieć dla niego jakieś znaczenie.
I odjechała, nie oglądając się już za siebie.
[ k o n i e c ]
the night we met
something wicked
don't be a fcking dick to people
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Rexdale”