27 y/o
For good luck!
190 cm
kuchcik u boku żony
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie będę. Spróbuj mnie wyrzucić, a twoje pierwsze małżeństwo od razu okaże się katastrofą przed tymi, których chcesz oszukać. — Wzruszył obojętnie ramionami. — Na razie to mój jedyny warunek. Będziesz mnie utrzymywała, abym mógł w spokoju odłożyć trochę pieniędzy — rozwinął swoją myśl i popatrzył Adeline wyzywająco w oczy.
Sama perspektywa zostania pasożytem wcale mu nie odpowiadała, jednak miał cel, któremu zamierzał poświęcić najbliższy rok. Dotychczasowe środki nie pozwalały mu na jego realizację, dlatego z tym większą nadzieją pokładał wiarę w zawarty kontrakt.
— Mam ci płacić dupą za rachunki? — zapytał ni to poważnie, ni żartobliwie, po czym przesunął wzrokiem wzdłuż sylwetki kobiety. Brzydka nie była. Na tę myśl, wydął zabawnie usta i mimowolnie skinął głową. — Jak chcesz — odparł, po raz kolejny nonszalancko wzruszając ramionami. Seks też mógł być walutą w ich układzie.
— Oczywiście, że jest, ale obracam się w branży gastronomicznej, więc to przecież normalne, że śmierdzę smażonym żarciem — wyjaśnił zgodnie z prawdą w odpowiedzi na kąśliwą uwagę. Zauważył, że w oczach kobiety rozbłysły wesołe ogniki, co najwyraźniej świadczyło, że niekoniecznie chciała mu dokuczyć.
I w końcu... nic dziwnego, że po wszystkich mniej lub bardziej istotnych tematach przeszli do tych naprawdę ważnych. Dotychczas nie wiedział, czym właściwie zajmowała się Adeline, jednak nazwa Ironcrest Developments podsunęła Aslanowi kilka odpowiedzi. Nie bardzo pasowała mu na marketingowca, ale właściwie co on tam wiedział o ludziach? N i c, bo ich pochopnie nie oceniał, zważywszy na to, że był pieprzonym ksieciem z rynsztoka.
Mimowolnie się wzdrygnął, gdy wspomniała o sprzedaży udziałów. Na jego twarzy natychmiast pojawił się charakterystyczny grymas niezadowolenia.
— No, nie. Nie bądźmy lekkomyślni! — zaprotestował, po czym prędko przyłożył kieliszek do ust, jakby potrzebował chwili na zastanowienie się. Zaraz odstawił go z powrotem na blat, jeszcze przez moment mieszając wino w szkle. — Och, dla pieniędzy mógłbym nawet wysmarować się wazeliną i wejść mu w dupę, ale... — Cmoknął z dezaprobatą i ponownie upił łyk. — Jestem l o j a l n y.
Przynajmniej tyle Aslan wyniósł z pałacyku, choć jego ucieczka z rodzinnego zamczyska mogła temu przeczyć. Pomimo wszystko jeżeli już coś komuś obiecał, to trzymał się danego słowa. Tego sameg oczekiwał również od innych. Adeline, choć zdążyła wywrzeć na nim dość sprzeczne i skrajne wrażenia, jakimś cudacznym cudem wydawała mu się godna zaufania.
W skupieniu słuchał opowieści o Reecem i co jakiś czas potakiwał. Kiedy na zakończenie wywodu o przyrodnim bracie i udziałach rudowłosa wymownie się do niego uśmiechnęła, również uniósł kąciki ust.
— Oczywiście, że będziemy jednomyślni — odpowiedział z dziwnym przekąsem. Wątpliwości te nie miały jednak większego znaczenia, bo zważywszy na usposobienie Aslana (i wszystko wyżej), zdążył już postanowić, że pozostanie u boku Adeline.
Chwilę później zachłysnął się winem i nie był w stanie zapanować nad napadem kaszlu. Dopiero kiedy rudowłosa w kilku sprawnych susach znalazła się przy nim i pomogła mu zażegnać chwilowy kryzys, zdołał wziąć głębszy oddech. Gdy wróciła na swoje miejsce, wciąż czuł pieczenie w przełyku i gorąc, dlatego odruchowo rozmasował grdykę, a następnie skórę pomiędzy obojczykami. Nie skomentował jej stwierdzenia, ale przez jego jasne oczy przemknął tajemniczy cień.
W końcu zdradził nieco więcej na temat swoich bliskich. Nie miał przzy tym pojęcia, jak zawzięcie analizowała w myślach jego sytuację. Rzeczywiście nie zakładał kont w mediach społecznościowych, aby nie wystawiać się na wścibskie spojrzenia rodziny ani bardziej postronnych ,,przyjaciół’’, którzy również byli ciekawi, czym książę zajmował się w Toronto.
— Żyjmy tą dewizą, że pieprzymy rodziców — zaśmiał się, a kiedy Adeline opróżniła kieliszek i wymownie potaknęła, od razu dolał jej wina. Następnie uniósł własne szkło w kolejnym toaście tego wieczoru. — Wiesz, dlaczego mnie związałaś? Bo ci na to pozwoliłem — stwierdził i po stuknięciu się lampek, upił kilka kolejnych łyków. Nie zamierzał pozwolić, aby to ona miała ostatnie słowo. Być może byli teraz małżeństwem i być może poznali się w dość osobliwych okolicznościach, ale oboje zdecydowali się na ten układ dobrowolnie. I to przed samym Bogiem i ujaranym Markusem.
Po raz kolejny skorzystał z okazji i przyjrzał się żonie. Gdy intensywnie zastanawiała się nad odpowiedzią, a na jej ładnej twarzy wymalowała się konsternacja, przesunął wzrokiem po brwiach, rzęsach i zgrabnym nosie, aż w końcu zatrzymał go na pełnych oraz różowych wargach. Po chwili zmienił pozycję i oparł oba łokcie na stole. Nie przestawał zerkać na kobietę z zaciekawieniem, gdy opowiadała o swojej lekko-obyczajnej matce i macosze.
— Nie mnie oceniać rozwiązłość twojej biologicznej matki ani tego, że ta druga też odeszła od Thomasa. Czasem dobrze, kiedy kobieta potrafi stawiać granice — stwierdził tak po prostu, zwyczajnie. Oczywiście rozumiał, że największy problem tkwił w Thomasie. Najwyraźniej nie potrafił dać kobietom tego, czego oczekiwały. Jednak patrząc na Adeline, Aslan odniósł wrażenie, że ona również doskonale wiedziała, kiedy należało się postawić. Albo kiedy postawić się tylko po to, aby zrobić komuś na złość. Nie chciał mówić tego na głos, ale podejrzewał, że była spotem obu matek i czegoś jeszcze; czegoś, co ukształtowało ją pod wpływem tego przeklętego patriarchatu ojca.
Przystał na propozycję przeniesienia się na kanapę i początkowo nie wychwycił żadnej dwuznacznej aluzji. Po prostu wstał, chwycił kieliszek i ruszył w stronę mebla. Dopiero na kolejne słowa Adeline, skonsternowany ściągnął brwi i spojrzał na nią w podejrzliwy sposób.
— Naprawdę chcesz mi dać dupy? — zapytał w tym samym momencie, w którym ona wspomniała o rozmowie. Prędko więc ułożył usta w charakterystyczne „Ooo” i potaknął. Równocześnie obserwował lekko zaróżowione policzki kobiety, które świetnie kontrastowały z jej jasną cerą oraz wykrzywione w rozbawieniu wargi.
W tym osobliwym świetle, po kilku lampkach wina, Adeline jawiła mu się jako naprawdę urocza, młoda dama. Musiał wręcz odwrócić wzrok, aby zatrzymać napływajace do głowy, dziwne obrazy.
Ponownie przytaknął na jej instrukcje, po czym ruszył po kolejną butelkę wina. Dopiero po parunastu sekundach dołączył do kobiety, która najwyraźniej poczuła się swobodnie w jego towarzystwie. Rozsiadła się na kanapie niczym kotka.
— Nie umiem się bić — Przysiadł obok. Odłożył pusty kieliszek i zabrał się za otwieranie drugiej butelki. — Więc jeśli chcesz, abym cię bronił, to musisz dać mi broń. Jestem dobrym szermierzem — powiedział naprawdę zwyczajnie. Wtem przytrzymał korek, zanim ten zdążył wystrzelić. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że właśnie zdradził kolejną informację, która odróżniała go od większości ludzi. Niewiele osób w dzisiejszych czasach uprawiało szermierkę.
Podał Adeline lampkę, omyłkowo muskając opuszkiem jej dłoń.
— Pieczony bażant w sosie z czerwonej porzeczki byłby w porządku — powiedział ze słyszalnym sentymentem. Mimowolnie pomyślał o daniu, które niegdyś serwował kucharz w pałacyku, a którego nie potrafił odtworzyć. Chyba właśnie za tym tęsknił najbardziej. — A ty? Jak walniesz mi jakiegoś burgera z sieciówki, to możemy już teraz wziąć rozwód — dodał sztucznie obruszony.
Wszystko wskazywało na to, że czekały ich intensywne, pełne mroku dni, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co właśnie działo się w mieście. Aslan miał szczerą nadzieję, że awaria nie potrwa zbyt długo. Dni stawały się oraz krótsze, co zdecydowanie nie sprzyjało tego typu wydarzeniom.
— Kupiłaś w ogóle obrączki? — zapytał niespodziewanie, przypominając sobie, że na ich palcach wciąż brakowało tego jakże istotnego symbolu małżeństwa. — Dopisz do listy, że mamy zakaz zdejmowania ich na zewnątrz. Nie zależy mi na tym, czy będziesz mi wierna, czy nie, ale jeśli zamierzasz się z kimś puścić, to przynajmniej nie udawaj panny. Niech ci cudzołożnicy wiedzą — powiedział całkiem poważnie.

Adeline Mountbatten
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”