ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno znaleźć kogoś bardziej upierdliwego niż Godryk. Nie dość, że był zwyczajnie męczący ,to jeszcze miał się za nie wiadomo kogo. Na pewno maczał palce w organizowaniu schronienia dla tego artefaktu i tylko utrudnił im dzień. To nie tak, że Cross była z zasady uprzedzona do Gryfonów. No... może odrobinkę. Ale często dawała im szansę. Zdarzały się przypadki, w których okazywali się dokładnie tacy, jakich można było się spodziewać, ale trafiały się też chlubne wyjątki. Jak spokojny byłby jej dzień, gdyby zdecydowała się spędzić go na błoniach ze swoją ulubioną Gryfonką, zamiast szlajać się po Zakazanym Lesie z ulubioną Krukonką. Szkoda gadać.
Na błoniach pewnie nic nie czyhałoby na ich życie. Nie musiałby też nerwowo spoglądać na swoją potencjalną towarzyszkę, bo jeżeli dyszałaby ciężko, to tylko przez... zresztą nieważne. Naprawdę nie miała czasu tego rozważać w momencie, gdy klepsydra w dłoni goblina się obróciła i zaczęła odliczać czas. Nie było nawet czasu, by właściwie pomartwić się o Prescott. Obie Ślizgonki rozejrzały się nerwowo. Należało działać.
Ruszyły w stronę nowego korytarza, chcąc po prostu się stąd wydostać. Drogę zablokowała im jednak wielka tafla ciemnego szkła, która opadła z sufitu, blokując im dalsze przejście. Cross cofnęła się o krok, a Raven złapała ją za skraj bluzy, odsuwając od przejścia jeszcze bardziej. Rysowniczka warknęła zirytowana i szarpnęła się, żeby wydostać się z tego nadopiekuńczego uścisku. Spojrzała z powrotem w stronę szkła. W wielkim lustrze w zdobionej ramie przez moment dostrzegła spokojny dzień na błoniach w równie spokojnym towarzystwie, o którym przed chwilą myślała. Potarła oczy, będąc święcie przekonaną, że do reszty jej już odjebało. Gdy spojrzała na taflę raz jeszcze, dostrzegła bladą i oddychającą z wysiłkiem Ruelle. Zrobiła krok w stronę tafli, czując, że zaczyna się w niej gotować z nerwów. Obraz zmienił się natychmiast, tym razem przedstawiając salę, w której wcześniej były. Na środku podłogi pod ciężką kratą leżała Raven, tuż obok stała Violetta, której coś właśnie wytrąciło z rąk różdżkę. Nawet nie zauważyła, kiedy z ram potężnego lustra wysunęły się ostrza i zaczęły zbliżać się w jej stronę, jakby chciały ją do siebie przytulić.
— Reducto — warknęła wściekle, celując prosto w ramę. Zaklęcie odbiło się od tafli, a potem od podłogi, ostatecznie rozbijając się o jakąś ścianę i zostawiając na niej czarny ślad. Ostrza nieco się wycofały.
Kurwa, River, uspokój się wreszciewarknęła Vanberg i popchnęła ją mocno, odsuwając od lustra. Raven spojrzała w jego taflę, ale szybko odwróciła wzrok, mieląc w ustach jakieś przekleństwo. Zaaferowana nerwami i odepchnięciem River nawet nie zdążyła spojrzeć, co się w nim pojawiło.
— Jaka jesteś zajebiście mądra? No to śmiało, wskaż, co mamy wybrać, a ja posłusznie podążę za twoją nieomylnością — warknęła, zbliżając się do Raven. Zacisnęła mocniej palce na różdżce, jakby była gotowa cisnąć gradem zaklęć w przyjaciółkę. Blondynka nie cofnęła się ani na krok. Właściwie nawet nie drgnęła.
To nie chce decyzji. To jest przynęta. Rozpraszacz. Musimy to ominąć albo po prostu rozbić Raven wycedziła przez zęby. W jej sylwetce może niewiele się zmieniło, ale wyraźnie traciła do tego wszystkiego cierpliwość. A może po prostu do River? Druga Ślizgonka zacisnęła wściekle szczękę i powstrzymała się od wyplucia gradu przekleństw, które miała na końcu języka. Obróciła głowę w stronę Krukonek, licząc, że będą bardziej zdecydowane.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odwaga Gryfonów często była mylona z głupotą. W dodatku mieli oni zbyt wielkie umiłowanie do siania zwyczajnego chaosu. Jeśli tylko ktoś rozkładał gdzieś kieszonkowe bagno lub rzucał łajnobombą to najczęściej winnego można było znaleźć w wieży Gryffindoru. To był niepodważalny fakt. Uprzykrzali w ten sposób życie naprawdę ogromnej ilości osób w całym zamku.
Mogły się tylko pocieszać tym, że znajdowały się już coraz bliżej korony. Jeśli faktycznie z sukcesem ją przechwycą i wypełnią wolę klątwy to będą mogły nareszcie powrócić do zamku i odpocząć. O ile tylko przeżyją to całe zamieszanie oraz powrót na błonie. Gdzieś z tyłu głowy Prescott wciąż miała spotkanie z tymi przeklętymi ponurakami.
Przez moment zdawało im się, że nic nie przeszkodzi im w drodze do kolejnego pomieszczenia. Przez ile pułapek i zagadek będą miały przejść? Nie mogło być tego tak wiele... Tylko, że z jakiegoś powodu artefakt był schowany przez całe stulecia. Zapewne niejeden śmiałek już próbował go odnaleźć, a jednak dalej nie było żadnych wzmianek w księgach, aby komukolwiek się powiodło. Dlaczego one miałyby być pierwsze.
Ruelle drgnęła, gdy tylko wyrosła przed nimi ściana z ciemnego szkła. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała zbyt groźnie, ale Krukonka domyśliła się, że była ona zaczarowana. Raz jeszcze zrobiło jej się niedobrze od magii, która przesiąkała to miejsce. Już chwilę wcześniej zaczęła się wspierać na Strauss, która spoglądała z pewnym niepokojem ku Ślizgonkom. Te jednak były zajęte próbami rozbrojenia pułapki.
Zdecydowanie nie czekało ich łatwe zadanie. Tym bardziej, że miały do czynienia z czymś, co reagowało na ich emocje oraz myśli. To jedno zdawało się być wyjątkowo łatwe do rozgryzienia. Gorzej, że nie bardzo miała pojęcie jak powinna do tego podejść.
- Nie wiem czy to zaklęte lustro z boginem czy zwyczajnie odcyfrowuje nasze obawy, ale... może musimy przestać myśleć o czymkolwiek? - zapytała słabo, rzucając jeszcze okiem na zaczarowane szkło.
- Wpierw pomyślmy jednak o tym, aby o ciebie zadbać - skomentowała Violetta, unosząc dłoń do jej czoła. - Cross, masz pieprzowy? Jest cała rozpalona.
To prawda. Czuła się słabo i trochę jakby rozkładało ją jakieś pospolite choróbsko. Coś jednak jej podpowiadało, że sytuacja była o wiele poważniejsza.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”