Zmienił się odkąd poznał Edwarda i być może sam nie dostrzegał tego na co dzień. Nie analizował tego jakoś szczególnie, bo wszystko działo się na przestrzeni wielu lat, kształtowane przez wydarzenia, którym razem stawiali czoło. Jeszcze kiedy spotykał się z Marią, która później zaszła w ciążę, był dzieciakiem, narwanym, niespokojnym, walczącym o przeżycie w świecie, który zdawał się go przytłaczać nie tylko wielkością, ale i wszechobecnym pechem. Miał w sobie wiele gniewu i mało pomysłów na to, jak go rozładowywać. Nie radził sobie z emocjami, długo nad nimi nie panował, co objawiało się lekkomyślnością i często wybieraniem tych bardziej drastycznych rozwiązań.
Zmieniło go uczucie do Eddiego i Rose. Dzięki mężowi nauczył się, że musi nad sobą zapanować, bo warto jest żyć, jeżeli ma się dla kogo żyć, a rodzicielstwo nauczyło go cierpliwości i bycia konsekwentnym w swoich postanowieniach. Dzięki trenowaniu boksu mógł skutecznie wyrzucać z siebie nadmiar energii, dzięki czemu pozostawał opanowany przez cały pozostały czas. Głównie dlatego chciał teraz do tego wrócić. Przez kilka lat było dobrze, spokojnie i harmonijnie, ale teraz, kiedy znowu fala niepokoju zaczęła wzbierać, musiał ją jakoś poskromić.
Nie chciał, żeby powtórzyło się to, co stało się dzisiaj.
Kiedy padła obietnica, że nie będzie nigdy musiał żyć bez Eddiego, spojrzał na niego tak, jakby poczuł ulgę, ale jednocześnie ogarnął go jeszcze większy strach. Życie bez Eddiego kojarzyło mu się z piekłem i samolubnie miał nadzieję, że to on sam umrze pierwszy, chociaż nie potrafiłby powiedzieć tego na głos i sugerować, że wolałby, aby to Eddie cierpiał. Nie o to przecież chodziło, chociaż na pewno by się z tym wiązało. Po prostu nie sądził, że dałby sobie radę bez niego, wydawało się to całkowicie nierealne. Bał się też, że nawet Rose nie byłaby wystarczającym powodem, żeby żyć dalej bez swojej drugiej połówki. O tym też nigdy nie powiedziałby na głos.
Kiwnął głową, ale wcale nie wyglądał, jakby to go uspokoiło. Był przerażony, bo zbyt wiele rzeczy mogło pójść nie tak i zbyt mało zależało tylko od niego. Oddychał jednak spokojnie, starając się ze wszystkich sił, żeby się nie rozpaść, co zużywało znaczne pokłady jego energii. Potrzebował znaleźć się w domu, z Edwardem i Rose, będąc pewnym, że chociaż dzisiaj są bezpieczni i są razem.
Przylgnął do niego ciałem, gdy się podnosili, a potem powoli stanął na nogach, osadzając się w sytuacji może już trochę pewniej. Poczuł też ból ręki, ale nie był silny, zdecydowanie nie zaliczał się do takich, które wymagają prochów przeciwbólowych. Przesunął dłońmi po ramionach mężczyzny, a potem oparł je na jego biodrach i musnął jego wargi swoimi, przy zainicjowanym pocałunku. Najchętniej zatraciłby się właśnie w tym, w bliskości ukochanego, w jego smaku i zapachu. Musieli jednak załatwić jeszcze kilka rzeczy, zanim będzie mógł bardziej w tym utonąć.
一
Zadzwoń, dobrze? Zgarniesz ją. Ja poprowadzę 一 odpowiedział, bo nie czuł się na siłach, żeby wchodzić w interakcje z kimkolwiek poza swoją rodziną. Wyszli powoli przed lokal i Pablo zastanowił się nad odpowiedzią na pytanie, podczas gdy Edward zamykał drzwi na klucz. W końcu wzruszył ramionami, z dłońmi wciśniętymi w kieszenie kurtki i krótko odchrząknął.
一
Nie mam pojęcia, ale sprawdzę w domu 一 mruknął, przekręcając się w stronę auta, a gdy podeszli bliżej, wyjął kluczyki. 一
Poza wieżą i muzeami, bo jakoś mnie tam nie ciągnie. Po pierwsze pamiętasz oszukać przeznaczenie więzy krwi? Po drugie w muzach byśmy się zanudzili, a szczególnie Rose 一 dodał, otwierając drzwi od auta i wsiadając za kierownicę. Spojrzał w bok, obserwując drugiego mężczyznę, a kiedy ten również usiadł, i obowiązkowo zapiął pas, sięgnął po jego dłoń, którą lekko ucałował. Dopiero po tym geście i spojrzeniu krótko w jego oczy, odpalił silnik i ruszył do przedszkola.
Kiedy pół godziny później Eddie pomagał Rose usiąść w foteliku, dziewczynka była pełna energii. W jednej dłoni trzymała swój plecak z jednorożcem, w drugiej kilka kartek, które zapewne były jej pracami plastycznymi.
一 Czemu tak szybko? Patrz, tato, co namalowałam! Nie zjadłam obiadu, kupicie mi coś? Jestem głodna. Chcę sok 一 mówiła pospiesznie, w międzyczasie rzucając kartki na przód auta, gdzie Pablo powinien je przecież wszystkie naraz złapać. Udało mu się złapać dwa malunki, a trzeci musiał podnieść z podłogi, zanim by się pobrudził.
一
Dzisiaj tata Eddie decyduje co jemy, u niego musisz złożyć zamówienie 一 odpowiedział szybko i zerknął na Edwarda z błyskiem rozbawienia w oczach. Jeżeli miał szczęście, to Rose nie będzie wybrzydzać dzisiaj z jedzeniem. 一
Jakie piękne, a co to jest? 一 zapytał, oglądając obrazy i w pewnym momencie wskazując na brązową plamę na zielonym tle.
一 Koń.