-
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy ją to zdziwiło?
Ani trochę, chociaż szczerze mówiąc spodziewała się kolejnego wykładu o tym, jak to George był niebezpieczny i pierdolnięty. Z drugiej strony, czy trzeba było to powtarzać? Chyba Hollis wystarczająco na własnej skórze się o tym przekonała i bardziej niż oczywistym było, że nie miała zamiaru mieć z nim jakiegokolwiek kontaktu.
Z Kirą zresztą też, a jednak jakiś cudem znalazła się w jej garażu, podczas gdy Finch ściągała gacie. Gdzieś już chyba widziała ten film? Tylko zakończenie okazało się jakeś chujowe. W większości z winy Lyric.
Starając się nie zwracać uwagi na prawie pół nagą Kirę, Hollis przegrzebała lodówkę w poszukiwaniu kolejnego worka z lodem, a kiedy w końcu go znalazła, przystawiła do twarzy i poszła usiąść tuż obok Finch.
A wzrok i tak spuściła.
Na krótki moment, przejeżdżając spojrzeniem po zgrabnych, nagich nogach.
Dopiero potem wróciła do twarzy swojej towarzyszki, słysząc o tym, że mogła już sobie iść. Tylko że Lyric nie wiedzieć czemu, wcale nie chciała. Po pierwsze nie miała pojęcia, gdzie była i jak się stąd dostać do domu, a po drugie miała wrażenie, że tego dnia wydarzyło się tak wiele, że wypadałoby wyjaśnić to, co było między nimi chociaż w najmniejszym stopniu. A może to uderzenie G-Forca tak poprzewracało jej w głowie?
— Słuchaj, Finch — zaczęła, by zaraz potem westchnąć głośno. Może nie powinna? Nie była dobra w przyznawanie się do winy. Przycisnęła worek z lodem jeszcze mocniej do policzka, jakby to miało dać jej kilka sekund więcej na zebranie myśli. — A dobra, chuj… Przepraszam za ostatnie — mruknęła pół tonu ciszej, jednak wciąż wystarczająco słyszalnie, po czym podniosła na nią spojrzenie, wbijając wzrok w jej szare oczy. — Dzięki, że oddałaś mi auto — nie przychodziło jej to łatwo, szczególnie biorąc pod uwagę, jak burzliwa była ich ralacja, jednak im więcej czasu Hollis spędzała w chevrolecie, dochodziła do wniosku, że gdyby Finch nie chciała, wcale nie musiała jej oddać samochodu. A jednak to zrobiła. I może faktycznie należało jej się wtedy coś wiecej niż odebranie ograzmu.
— I dzięki za dzisiaj — poprawiła się na kanapie. — Pewnie już bym siedziała na psiarni, gdyby nie ty — chciała czy nie, Kira uratowała jej dupę, po raz k o l e j n y. I był najwyższy czas się do tego przyznać. Chociaż Hollis wciąż nie wiedziała, skąd o Finch takie przejawy dobroci. Szczególnie po ostatnim.
kira finch
-
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przycisnęła woreczek z lodem do posiniaczonego biodra i zassała powietrze, próbując nie skupiać się na bólu. Obecność Hollis trochę w tym pomagała. Kira przeniosła na nią wzrok, obserwując, jak usta rozchylają się i spomiędzy nich wypływają ciche przeprosiny. W pierwszym momencie parsknęła pod nosem i pokręciła głową.
— Przepraszasz mnie za to, że nie chciałaś mnie przelecieć? — uniosła jedną brew, po czym wzruszyła ramionami. — Spoko, zasłużyłam sobie. Serio. Mogłam po prostu nie zapierdalać ci samochodu. Wprawdzie ani ja, ani Boost nie wiedzieliśmy, że należy do ciebie, ale niepotrzebnie dalej brnęła w kłamstwo — wyjaśniła, dając jej do zrozumienia, że nie kradzież Chevroleta nie była zaplanowana.
Finch doskonale rozumiała jej chęć zemsty. Gdzieś tam ugodziło ją pod żebrami, że zostawiła ją taką totalnie nakręconą, ale nie mogła dziwić się, że Hollis chciała utrzeć jej nosa. To było okrutne, ale zarazem uczciwe.
— Tylko się nie przyzwyczajaj — zastrzegła natychmiast, prostując się na kanapie. Brwi Kiry ściągnęły się od nawracającego uczucia bólu. — Nie będę ratować ci skóry do usranej śmierci — mruknęła, bo to już drugi raz, pomogła jej uciec przed policją. Statystyki całkiem niezłe, biorąc pod uwagę, że za pierwszym razem sama sprowokowała sytuację, która zmusiła psiarnię do wezwania Lyric na komisariat. — Swoją drogą, ojciec wycofał oskarżenia. Nie powinnaś być już ciągana na żadne przesłuchania ani zastraszana ponagleniami o zapłacie — skinęła głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa, a tym samym czasie rozległo się charakterystyczne stukanie do drzwi garażu.
Dwa stuknięcia, pauza i znowu dwa stuknięcia. to Boost i reszta. Finch sięgnęła po pilot i nacisnęła na przycisk, które uruchomił mechanizm. Drzwi uniosły się na tyle, aby cała trójka mogła wpełznąć do środka, pozostawiając dwa samochodu na zewnątrz.
— Nie spodziewałem się, że będziemy mieć gościa — odezwał się Sonic, zatrzymując wzrok na biodrze Kiry. — Ugh, niezły wpierdol — stwierdził, chociaż w tej chwili to przyganiał kocioł garnkowi, bo on także nieźle oberwał, o czym świadczyła jego rozwalona warga, rozcięcie na brodzie i otarte do krwi knykcie.
— Pamiętacie Lyric, no nie? — Finch wskazała podbródkiem na dziewczynę. — Obsługiwała nas wtedy przy barze w The Shop — wyjaśniła, a cała trójka pokiwała głową. Nawet Boost, który ewidentnie miał do dodania coś od siebie.
— Sorry za tamto — wymamrotał, zajmując miejsce obok Kiry. — No wiesz, za tę furkę. Przysięgam, że gdybym tylko wiedział, że należy do ciebie, to na pewno bym jej nie zajebał! — przycisnął ręce do serca, chcąc dodać swojej wypowiedzi jakiejś autentyczności.
lyric hollis
-
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyjęła to z delikatnym, wyważonym uśmiechem, podbitym skinieniem głowy. Roześmiała się dopiero na uwagę, żeby się przypadkiem nie przyzwyczajała.
— Jak to nie? — udała zdziwienie, przyglądając się jej uważnie. — A myślałam, że już teraz za każdym razem będziesz ratować mi dupe — przycisnęła woreczek mocniej do policzka. Najlepszym scenariuszem byłoby NIE ładowanie się w kłopoty, ale przecież to wcale nie było takie proste, szczególnie dla Lyric. Chociaż wieści, że Paul Finch wycofał zeznania były całkiem obiecujące. To już nawet mogła jakoś sobie poradzić z mandatami za malowanie murali, ale najważniejsze, że nie musiała zbierać kasy na tą obrzydliwą kaucję, której pewnie by nie uzbierała i musiała iść do pierdla na pół roku.
— Dziękuje, że to załatwiłaś — odezwała się po chwili, wbijając spojrzenie w obłędnie szare oczy, już o wiele mniej gniewne. Niecodzienna była ta sytuacja, w której się znalazły, a jednak wcale nie była taka… zła. Hollis mogłaby się do niej przyzwyczaić. Miło było nie drzeć kotów chociaż przez krótką chwilę. Lyric chciała nawet podzielić się tą myślą z Finch, tylko wtedy w pomieszczeniu wybrzmiały rytmiczne postukiwania, zwiastujące towarzystwo.
Wyprostowała się niezręcznie na kanapie, gdy znajomi Kiry zaczęli wchodzić do środka. Momentalnie poczuła się nieswojo. Miała wrażenie, że wtargnęła komuś na chatę i jako jedyna wcale tutaj nie należała. Dopiero kiedy Finch postanowiła ją przedstawić, Lyric zwlekła się z kanapy.
— Myślę, że nikt się nie spodziewał, że to ja będę tym gościem — wzruszyła ramionami, robiąc nieco zmieszaną minę. — Nawet ja — nie za bardzo wiedziała, jak powinna zachować się w obecności znajomych Kiry. Z jednej strony kojarzyli sie z baru, z drugiej oglądali ją dzisiaj przez pół wieczoru w towarzystwie G-Forca, a to z pewnością nie dodawało jej punktów zajebistości. — W sumie to jeśli wam to przeszkadza, to mogę iść… — zaczęła, wskazując dłonią na drzwi garażu, przez które lada moment mogła wyjść, jeśli faktycznie nie byłaby mile widziana. W sumie nie miała pojęcia czemu ekipa Kiry tak bardzo nie lubiła się z Goergem, ale z pewnością miało tą jakąś genezę. Nim jednak Hollis zdążyła cokolwiek powiedzieć, Boost zaczął rozprawiać o samochodzie.
— Nie ma sprawy. Nie mogłeś wiedzieć, że jest mój — bo co mu miała powiedzieć? Znajdź sobie inne hobby, typie? Wciąż uważała, że podpierdalanie ludziom aut — jeszcze takich kolekcjonerskich — było kompletną głupotą, jednak nie miała zamiaru teraz dyskutować ze znajomymi Kiry. — I tak doceniam, że go oddaliście — przelotnie spojrzała na K-Rush, a następnie wzrok mimowolnie zjechał na jej obite biodro.
— G-Froce zawsze był taki pierdolnięty? — wypaliła, krzyżując ręce na piersi. Bo jeszcze wyścigi to jedno, ale żeby typ chciał kurwa kogoś zabić? Że potrafił skopać kobietę? To się nie godziło. — Nie myśleliście kiedyś, żeby dać mu… nauczkę? — spytała tajemniczo, chociaż w jej głowie już kręcił się pewien pomysł.
kira finch
-
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo rzeczy, które nie chcą się poddać, zawsze smakują najlepiej.
— Mówiła, że to załatwię — odparła beztrosko, bo jak już wspomniała, nie była gołosłowna. Nie rzucała niczego na wiatr ani nie obiecywała bez pewności, że coś się uda.
Sonic od razu podskoczył do Lyric, żeby zbić z nią żółwia. Jego śladem poszła też Ravy. Boost wahał się najdłużej. Chyba trochę obawiał się, że dziewczyna przywali mu za tę kradzież samochodu. Jednak kiedy usłyszał, że Hollis nie chowała urazy, odetchnął pod nosem i wyciągnął do niej pięść, aby przypieczętować oficjalne zapoznanie. Finch wymieniła każdego z ksywek, bo wtedy w The Shop znajomi szybko się zmyli, a ona czekała, aż barmanka będzie mieć dłuższą przerwę.
— Daj spokój — odezwała się Kira i wskazała podbródkiem na kanapę, zachęcając Lyric do ponownego zajęcia miejsca. — Teraz pełno psiarni kręci się w okolicy. Będzie lepiej, jak zostaniesz — posłała jej słaby, ale szczery uśmiech. Słaby przede wszystkim dlatego, że biodro dawało o sobie znać. I chociaż zdawało jej się, że miała wysoki próg bólu, to najwyraźniej oberwała mocniej, niż jej się na początku wydawało.
— Och, kiedyś G-Force odpierdalał znacznie bardziej — stwierdziła Ravy, wyciągając się w fotelu. — Teraz, powiedzmy, że się nico uspokoił. Ale chuja możemy mu zrobić.
— Ta, wielokrotnie chcieliśmy mu dojebać — wtrącił Sonic, wyciągając z kieszeni paczę fajek. Wygrzebał z niej jednego szluga, a resztę rzucił na stół, dając wszystkim do zrozumienia, że mogą się śmiało częstować. — Ale gość jest nie do ruszenia. Jeszcze bardziej niż K-Rush, bo jego stary jest gliną — parsknął pod nosem. — Dlatego tak spierdalał przed sukami. Ojciec pewnie wyciągnąłby go z dołka, ale potem miałby przypał, bo uchodzi za chodzący ideał.
— No i gość kompletnie nie potrafi przegrywać — dorzucił jeszcze Boost, częstując się papierosem kumpla. — Zresztą, dzisiaj pokazał do dosadnie. Zresztą, nie po raz pierwszy i na pewno nie ostatni. Tylko kiedyś to naprawdę może skończyć się tragedią. Dalej nie wierzę, jakim jebanym cudem Finch zdołała wyhamować — pokręcił głową z nieukrywanym niedowierzaniem. I szczerze mówiąc, Kira również nie miała pojęcia, jak to zrobiła. Łut szczęścia musiał pokryć się z umiejętnościami, bo nawet te czasami nie wystarczały. — Tobie G-Force pewnie przedstawił się w samych superlatywach, co? — Boost zerknął na Hollis i wypuścił dym kącikiem ust.
lyric hollis
-
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście jednak w ostatnim czasie i całej sytuacji z Kirą, Hollis odrobiła zadanie domowe i w końcu pogodziła się z całą sytuacją z samochodem. Nie było sensu żywić urazy, bo przecież to mógł być każdy. Ona jak chodziła strzelać graffiti również nie zastanawiała się, czy któryś z bloków nie należał do kogoś z jej znajomych. Takich rzeczy nie dało się przewidzieć i chociaż w sercu miała żal, tak głowa w końcu wymusiła zaakceptowanie stanu rzeczy. Szczególnie, że auto udało się odzyskać.
Spojrzała na Kirę, kiedy mówiła o policji i żeby została. Nie była do końca przekonana, czy była to dobra decyzja. W końcu one tak szybko potrafiły się pokłócić, a na razie dopiero co się pogodziły. Może warto było na tym poprzestać? Już miała to nawet zaproponować, tylko im dłużej patrzyła w obłędnie szare oczy Finch, tym bardziej nie była pewna, czy na pewno chciała już iść. A potem zaczął się temat G-Forca i jakoś tak się stało, że została. W dodatku z piwem w ręce, które podała jej Ravy.
— Co to znaczy, że odpierdalał jeszcze bardziej? — zapytała podniesionym głosem, rozkładając ręce w niezrozumieniu. — Da się bardziej odjebać niż to, co zrobił dzisiaj? — mimowolnie wskazała butelką, którą trzymała na Kirę. — Przecież on ją kurwa prawie zabił! — kipiała, moze niepotrzebnie, bo przecież nie powinna się aż tak tym przejąć. A jednak przejęła. Z jakiegoś pojebanego powodu ten widok sprawił, że aż skręcało ją w żołądku. I nawet teraz, kiedy Finch była całkiem bezpieczna, ale jednak wiła się na sofie z powodu obitego biodra, Lyric czuła, jak rośnie w niej niekontrolowana złość.
— I wy pozwalacie mu tak odpierdalać, tylko dlatego, że jego stary jest psem? — rzuciła z wyrzutem, spoglądając na każdą z ich twarzy z osobna. — Przecież to tylko pokazuje mu, że jest jeszcze bardziej nietykalny — może mówił od rzeczy, może znowu przemawiała przez nią irytujące narwaństwo i nadmierna impulsywność, ale z drugiej strony naprawdę nie rozumiała, jak można było siedzieć bezczynnie i pozwalać takiemu kawałkowi chuja na tego typu zachowania, w dodatku z których wszystko uchodzi mu na sucho.
— Nie wiem, ale jak dla mnie to strasznie głupie — tym razem wbiła spojrzenie w twarz Kiry. W końcu to ona najbardziej dogłębnie odczuła złość G-Forca na sobie. — Nie chcecie nawet, nie wiem… wysmarować mu auta? Albo strzelić jakieś małe graffiti w ich bazie? Mogłabym całkiem przypadkiem mieć niezmywalne farby — wzruszyła ramionami, przyglądając im się uważnie, a potem upiła łyk chłodnego piwa. Nie chciała nic narzucać, szczególnie, że pewnie znowu skończyłoby się to przypałem, jak wtedy w Toronto Sun, chociaż z drugiej strony, jakby zrobili to tak, że nikt by ich nie zauważył? Może to wcale nie był taki głupi pomysł? A przecież jak on im potem udowodni, że to którekolwiek z nich? Lyric była w stanie zaryzykować, ale może to był po prostu kolejny durny pomysł z jej strony.
kira finch
-
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Mimo to czuła wewnętrzną ulgę, że z Lyric były na czysto. Trudno było tutaj mówić o totalnie czystej kartce i zaczęciu od nowa, ale przynajmniej Hollis odzyskała samochód, a Finch miała spokojne sumienie. Bo tak, wbrew pozorom, jakieś tam sumienie posiadała. Byle jakie, ale jednak.
— To znaczy, że kiedyś skasowała typowi samochód i wysłał go na wózek inwalidzki — wyjaśnił Sonic, zaciągając się papierosem. Wypuścił dym kącikiem ust i wykonał bliżej nieokreślony gest ręką, jakby chciał zwizualizować to, co działo się po tamtym wypadku. — Gość wniósł sprawę do sądu, ale bardzo szybko ją umorzono. Stary G-Force'a dokładnie zadbał o to, żeby nic nie wyszło na światło dzienne. Uciszył nawet media, bo kumpluje się z komendantem, a tamten przyjaźni się z redaktorem naczelnym w Toronto Sun.
— Myślisz, że nie próbowaliśmy? — wtrąciła Kira, widząc reakcję Lyric. — Czy wyglądam ci na taką, co siedzi z założonymi rękami i czeka na rozwój zdarzeń? No właśnie — wzruszyła ramionami. — Boost kiedyś zarysował mu furę kluczami. Wiesz, jak to się skończyło? Stary G-Force'a nasłał na niego skorumpowanych policjantów, którzy dorwali go w ciemnej uliczce i stłukli tak, że przez miesiąc nie mógł chodzić. To nawet mój ojciec nie odpierdala takich machlojek — prychnęła, trochę wkurwiona faktem, że jednak Paul bardziej skupiał się na strategii niż na przemocy. Niby nie chciała, aby mieszał się w takie rzeczy i siał postrach wśród ludzi pięścią, bo przecież potrafił podejść ich na milion innych sposobów, ale może przynajmniej wtedy dałoby się ukrócić działania McMillana i jego psiarskiego starego.
Wzmianka o farbach zainteresowała jednak Ravy, która wyprostowała się w fotelum.
— Mogłabyś nam w tym pomóc? — zapytała, zerkając niepewnie na Lyric.
— Rav! — Finch posłała jej ostrzegawcze spojrzenie. — Nie ma mowy, nie będziemy jej w to wciągać — zastrzegła natychmiast. — To nie jest jej wojna.
— Ale przecież sama powiedziała, że...
— Nie — rzuciła stanowczo Kira. — Nie ma, kurwa, mowy — powiedziała, bo nie chciała, żeby Hollis mieszała się w coś, co w ogóle jej nie dotyczyło. Świat wyścigów nie był jej światem. Jeszcze tego brakowało, żeby później miała z tego jakieś fatalne nieprzyjemności, albo jeszcze gorzej — żeby stała jej się jakaś krzywda. G-Force niejednokrotnie pokazywał, że potrafił być niebezpieczny. Sam może gówno znaczył, ale problem w tym, że wcale nie był sam, bo ojciec wspierał go i czuwał, żeby był nietykalny.
lyric hollis
-
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kurwa.
Jak można było wysłać kogoś do szpitala albo — co gorsza — naumyślnie sprawić, że facet wylądował na wózku inwalidzkim. Na samą myśl przez jej plecy przeszedł nieprzyjemny, przeszywający dreszcz. Zimnota ludzka naprawdę nie znała granic, a szczególnie w przypadku ludzi u władzy, bo jakby nie patrzeć George właśnie takim człowiekiem był. Jasne, może nie bezpośrednio, bo przez ojca, jednak to wcale nie przeszkadzało mu by siać chaos i jebane spustoszenie.
I to wkurwiało Lyric jeszcze bardziej.
Dlatego wcale nie bała się zaproponować sposobu, by jakoś utrzeć mu nosa. I chociaż Ravy spodobał się jej pomysł, tak Kira wydawała się wyjątkowo niepocieszona. Hollis spojrzała na nią z wyrzutem.
— Ale co nie? — oburzyła się, prostując na kanapie i spoglądając jej gniewnie w oczy. — Przecież ja już jestem w to wmieszana — wskazała dłonią na własną twarz — w chuj obitą, z wielkim krwiakiem, który już bezczelnie robił się pod skórą.
Może i Hollis nie była z ich świata — nie brała udziału w szalonych wyścigach, srała w gacie, kiedy prędkość przekraczała sto na godzinę i ledwo co ich wszystkich poznała, ale przecież jej G-Force również wszedł za skórę. Dlaczego więc nie połączyć tego wszystkiego w jeden wielki odwet? W pojedynkę mogło być cholernie ciężko, ale przecież w większej grupie to nawet mogło się udać.
— Oczywiście, że mogłabym pomóc — kompletnie olała Kirę i tym razem zwróciła się do Ravy, przy okazji spoglądając też na Sonica i Boosta. — Mam cały sprzęt i całkiem… niezłą rękę do tego typu rzeczy — podniosła się z kanapy i przeszła do lodówki, by odstawić worek z lodem na swoje miejsce.
— Moglibyśmy to ogarnąć w taki sposób, że nie dałoby rady nam udowodnić, że to my — spojrzała na Kirę. — No chyba, że jej ojciec by się w to znowu zamieszał, to wtedy pewnie miałabym przejebane — musiała. Musiała rzucić przytyk w stronę Paula Fincha, bo na ten moment nie było człowieka, którego nienawidziła bardziej niż jego. Nawet pieprzony G-Force był na stabilnym drugim miejscu. Zaraz po ojcu Kiry.
Upiła łyk piwa, chociaż prawie się nim zadławiła, widząc reakcje Finch i to, jak bardzo nie chciała zgodzić się na ten cały pomysł.
— Ale jakie kurwa nie ma mowy? A w czym problem, Kira? — podeszła bliżej, zwisając nad nią. Jej ciemne tęczówki od razu odnalazły jej nieskazitelnie szare, a dłoń zacisnęła się na oparciu kanapy. — Jaki masz dokładnie problem, co? — próbowała to z niej wyciągnąć, bo szczerze nie rozumiała sytuacji. Jakoś z zajebaniem jej samochodu nie miała najmniejszego problemu, a kiedy chodziło o dobro ogółu i utarcie nosa frajerowi, nagle pękała? No kurwa.
kira finch
-
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zostałaś w to wmieszana przez przypadek — powiedziała spokojnie. Nie była furiatką, która zacznie się rzucać i wydzierać tylko po to, żeby dowieść swojej racji. — Znalazłaś się w złym miejscu o niewłaściwym czasie. W ogóle nie powinno cię tam być, Hollis — przypomniała jej, bo właśnie chodziło dokładnie o to, że nie była z ich świata.
— Ale dostała po pysku, Finch — Sonic wskazał ręką na twarz dziewczyny. Dokładnie tak, jak przed momentem zrobiła to sama Lyric. — Jak chce się odegrać, to w czym problem?
Kira prychnęła pod nosem, ale bardziej z rozbawienia niż z irytacji. Ta rozmowa szła w bardzo absurdalną stronę.
— I co? — zapytała, wstając z kanapy, żeby podciągnąć spodnie. — Może niech od razu niech nastawi drugi policzek, tak będzie szybciej — wzruszyła ramionami, zupełnie niewzruszona zapałem Hollis.
Rozumiała, że była dobra w tym, co robiła. Znała się na psikaniu farbkami i miała nawet specjalny sprzęt, który mógłby posłużyć im upierdoleniu G-Force'a. Ale to nie zmieniało faktu, że powinna nadstawiać kark w nieswojej sprawie. To było wielkoduszne, ale strasznie głupie. Jeśli cokolwiek by się wyjebało, Finch ujdzie to na sucho. Ojciec zdołałby nawet wyciągnąć z gówna jej ekipę, ale Lyric? Ta podpadła mu już wystraczająco i Kira naprawdę musiała się nieźle nagimnastykować, żeby wycofał ostatnie oskarżenia.
— No właśnie — odezwała się Ravy. — W czym masz problem? — powtórzyła po Hollis, tym samym stając po jej stronie. Zresztą nie tylko ona, bo Sonica i Boosta też kupiła.
— W tym, że to nie jest pierdolona zabawa — zacisnęła szczękę, żeby się nie unieść. Nie będzie wszczynać kłótni i przemawiać im do rozsądku. To nie miało sensu, skoro otaczała ją banda półgłówków. Tylko napsuje sobie nerwów, a i tak nic nie ugra. — Życie wam, kurwa, niemiłe?
Kira Finch nie musiała za wszelką cenę stawiać na swoim. Wystarczała jej cicha świadomość, że miała rację. Nie potrzebowała triumfu ani potakiwania. Inni mogli mieć własne zdanie, własne decyzje i własne błędy. Patrzyła na to ze sporym dystansem. Przynajmniej do momentu, aż nie wracali z podkulonymi ogonami. Z pretensjami do świata i z rozczarowaniem w oczach. Nie było w niej satysfakcji, bo ten powtarzalny schemat nauczył ją, że racja nie zawsze musi być wypowiedziana głośno, a a nie mówiłam jest zbędne. Prawda broniła się sama, choć zazwyczaj z opóźnieniem.
— Zrobicie to, co uważacie za słuszne — uniosła ręce w obronnym geście. — Ja się w to nie mieszam — dodała stanowczo, tym samym dając im wolne pole do popisu. Nie mogła zabronić niczego ani swojej ekipie, ani tym bardziej Hollis.
lyric hollis
-
She knows what I think about
And what I think about
One love, two mouths
One love, one house
No shirt, no blouse
Just us, you find out
Nothing that I wouldn't wanna tell you about, no
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3osczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Kurwa, Kira, on był gotowy cię zabić! — aż fuknęła, unosząc się może o wiele bardziej niż powinna, pokazując tym samym, że samopoczucie i zdrowie Finch wcale nie było jej tak obojętne. Błąd. Powinna dalej udawać obojętność, to zdecydowanie wyszłoby wszystkim na plus. Tylko Lyric była narwana i bardzo ciężko jej było zapanować nad emocjami. Szczególnie kiedy popadały one w tak wielkie skrajności.
— Jak możesz siedzieć tutaj bezczynnie i tak po prostu to akceptować? — spojrzała na nią z wyrzutem. Wwierciła spojrzenie w jej obłędnie szare oczy. Wciąż była nimi zafascynowana, w życiu nie widziała wcześniej takiego kolorytu tęczówek. Gdyby mogła, pewnie wpatrywałaby się w nie godzinami. Ale przecież nie mogła. Poza tym, wcale nie skończyła jeszcze swojego wywodu. — Myślałam, że jesteś o wiele bardziej… waleczna. Że umiesz się postawić i nie pozwolić sobą pomiatać — bo właśnie za taką osobę ją miała. Kira umiała ryknąć, oznajmić co jej nie pasuje, spierdalać przed policją w co drugi dzień, a tu miała problem z małą zemstą na frajerze, który ewidentnie sobie na to zasłużył? Zacisnęła palce mocniej na oparciu kanapy. — Ale jak widzę, grubo się pomyliłam — dodała już o wiele ciszej i wcale nie kryła zawodu w głosie.
Aż odechciało się jej gadać. Bo co to miało znaczyć róbcie co chcecie, ja się w to nie mieszam? Przecież ona już była w to zamieszana. Lyric nienawidziła bierności. Nie lubiła stać z boku, kiedy komuś działa się krzywda i nie reagować, ale najwidoczniej Kirze wcale to nie przeszkadzało. Wolała pozwolić, żeby G-Force wciąż panoszył się dookoła, siejąc ferment, raniąc innych, kopiąc ich i kurwa powodując wypadki. Skoro dla niej to było normalne i nie wymagało interwencji — świetnie.
— Zajebiście — mruknęła pod nosem, prostując się do pionu. Nie miała zamiaru już więcej naciskać, skoro jej słowa i tak odbijały się od Finch jak od ściany. — Pozostańcie sobie kurwa obojętni na takie zachowanie, a na pewno G-Force sam przestanie — prychnęła pogardliwie, spoglądając po ich twarzach. Zatrzymała się nieco dłużej na tej, należącej do Ravy. — Jak zmienicie zdanie, to możecie mnie szukać w The Shop — dopiła piwo, które wcześniej dostała, krzywiąc się nieznacznie na ilość bąbelków, która nagle znalazła się w jej brzuchu, a następnie podeszła do kosza. Dźwięk obijanego szkła przeciął ciszę, a Hollis przetarła mokrą brodę.
— Chyba jednak będę się zbierać — rzuciła spokojnie, wbijając spojrzenie w Kirę. — I tak nic tu po mnie. Może policja już się wcale nie kręci — wzruszyła ramionami i sięgnęła po kurtkę, którą wcześniej cisnęła na półkę z narzędziami, gotowa do wyjścia.
kira finch
-
'cause we got brought into the world by girls
and there just ain't no world without girls
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Myślisz, że jak wjedziesz mi na ambicję, to nagle stwierdzę, że twój pomysł jest zajebisty? — prychnęła pogardliwie. Nienawidziła takich zagrywek i na pewno nie zamierzała im ulegać. — Chodzi o to, Lyric, że wcale nie jest — dodała twardo, a to sprawiło, że jej ekipę ogarnęło poruszenie, ale Kira uciszyła ich jednym gestem ręki. Od razu było widać, że jest przywódczynią całej bandy. — Nie mam zamiaru was powstrzymywać — powiedziała, patrząc na Boosta, a potem na Sonica i Ravy. — Jesteście dorośli i macie swoje rozumy. Jakieś tam — wzruszyła ramionami, bo jeżeli chcieli wpierdalać się w syf, który potem będzie się za nimi ciągnął, to nie widziała ku temu przeciwwskazań. — Ty też jesteś dużą dziewczynką, Hollis — dodała, przenosząc spojrzenie na dziewczynę. — Jeśli chcesz się bawić w zemstę, to śmiało, nie będę cię od tego odwodzić. Ale mnie w to nie mieszaj — zastrzegła natychmiast, po czym chwyciła za pilota i nacisnęła na przycisk, który uruchomił mechanizm.
Drzwi od garażu uchyliły się na tyle, aby Lyric mogła przez nie przejść. W normalnych okolicznościach odwiozłaby ją do domu, ale teraz Finch była zwyczajnie wkurwiona, mimo że niewiele było po niej widać. Potrafiła zachować niewzruszenie nawet w najbardziej patowych sytuacjach. Nic dziwnego, w końcu była córką prawników, gdzie emocje zawsze odkładano na bok.
Zanim jednak Hollis ruszyła do wyjścia, Ravy zerwała się z kanapy i podeszła do niej szybkim krokiem, przytrzymując za przedramię.
— Dam ci mój numer — powiedziała konspiracyjnym tonem, czego Kira już nie mogła usłyszeć. Widziała tylko kątem oka, jak kumpela wklepuje cyfry na telefonie Lyric. — Puść mi strzałkę, a ja odezwę się, jak obmyślimy już dobry plan, żeby załatwić G-Force'a — poklepała ją po plecach i przesunęła się, robiąc jej miejsce.
Kira jedynie pokręciła z dezaprobatą głową. Wzrokiem odprowadziła Hollis do wyjścia, obserwując, jak jej sylwetka znika za drzwiami garażowymi. I nawet jak już znalazła się poza polem widzenia, jeszcze przez chwilę wpatrywała się w ten sam punkt. Z jednej strony miała ogromną ochotę wyperswadować kumplom z głowy wszystko, co ziściło się w ich głowach, ale z drugiej miała pewność, że to niczego nie zmieni, a oni i tak postawią na swoim.