25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Milo Rivera, Dylan Gauthier

Jak twoje zarabianie po kątach ma wejść na papier? — spytała całkiem szczerze Erza, unosząc ku górze oba kąciki ust. Papier wchłonie wszystko, co ma sens. Matematyka nie kłamie, ale kłamcy potrafią liczyć. Tak często mówili jej wykładowcy, kiedy tłumaczyli statystykę. Na niektóre kwestie zwyczajnie nie byłaby w stanie przystać, nie była dyrektorką władającą wszystkimi sprawami schroniska.
Aż tak dokładni nie jesteśmy — uniosła w rozbawieniu kąciki ust, słysząc o historii chorób, czy książeczce zdrowia. Odrobinę bawiła ją ta perspektywa — tu są kwestionariusze związane z finansami — mruknęła Erza, podsuwając około dziesięć kartek Dylanowi do wypełnienia — ale szczepieni jesteście? — chciała delikatnie rozluźnić panującą atmosferę. Wszyscy zachwycali się kotem, ale odczuwała delikatne spięcie. Może powinna wejść cała na biało i zaproponować terapię dla par? W końcu nie powinna oddawać kota do negatywnego środowiska, choć rękę dałaby sobie uciąć, że to był chwilowy bunt przed całkowitym zakochaniu się w zwierzęciu.
Raczej nie miałeś siły, by go wyrzucić, a próbowałeś — poprawiła Erza. Była próba odrzucenia uroków kotka, ale zdana była na porażkę. Nic dziwnego, skoro miał tak piękne, wielkie oczy, które wręcz czekały na odpowiednią dawkę miziania za uchem — niech się dzieje wola boga, z nią się zawsze zgadzać trzeba — w tym przypadku kot był bogiem. Wszyscy znają memy o prawdziwym panie w relacjach z kocurami. Ruda wiedziała, że jakakolwiek próba udawania niespełnienia woli kota była zdana na porażkę.
Uroczy jesteście — mruknęła, spoglądając to na jednego, to na drugiego — na pewno dobrze zaopiekujecie się Pinto — dorzuciła, spoglądając na kota. Tylko że kiedy wszyscy skupili się na ludzkich sprawach, kot postanowił nagle zniknąć — nie ma go — mruknęła lekko przerażona, unosząc ku górze brwi i zaraz wzięła się do poszukiwań. Tak naprawdę kocur mógł wejść wszędzie, gdzie tylko by chciał. Nie bez powodu w schronisku nazywali go Houdini.
24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Najwidoczniej niedostatecznie, odporność na wielkie kocie oczka trochę kuleje - mruknął, podłapując żart i wracając do pisania zanim Milo zdążyłby zakwestionować jego chęć doprowadzenia sprawy do końca. Aktualnie nie widział już drogi powrotnej - świadomość posiadania nowego członka rodziny spłynęła na niego już kiedy pierwszy raz zobaczył kota w torbie, potrzebowała tylko chwili by całkowicie w niego wniknąć. Nie spodziewał się tego dnia wracać do domu z kotem. Jakkolwiek by o tym nie pomyśleć, ich codzienność właśnie zmieniała się bezpowrotnie i chociaż być może powinien przejąć się tym nieco bardziej, aktualnie chciał tylko upewnić się, że Rivera nie dostanie okazji do utraty nadziei, a Pinto wróci z nimi bezpiecznie do mieszkania.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że przegrałeś walkę o swoją torbę... z kociakiem? - powtórzył, rzucając mężczyźnie zaczepne spojrzenie kątem oka, zupełnie jakby sam dosłownie chwilę wcześniej nie przegrał z nim podobnej wojny na spojrzenia. Nawet jakby miał cokolwiek przeciwko, wątpliwe by potrafiłby zasugerować zostawienie czarnej kulki futra w schronisku nawet na jeden dodatkowy dzień.
- Nie zrobisz sobie z naszego kota prezentu walentynkowego - podkreślił, obruszony tą propozycją. O ile nie zależało mu szczególnie na nadzwyczajnym obchodzeniu czerwono-różowego święta serduszek, skakanie w pierwszą lepszą okazję na odklepanie podarunku dla partnera budziło w nim niesmak. Już poza faktem, że przyjmowanie pod dach nowego członka rodziny nie było dla niego kategorią prezentu.
Nagłe poruszenie i hasło alarmujące o istotnym problemie w formie uciekiniera, który dopiero co nie chciał opuścić ciepłej torby wyłożonej najwidoczniej wyjątkowo wygodnymi narzędziami, momentalnie oderwało Gauthiera od przepisywania z telefonu szczegółowych danych swojego miejsca pracy.
- Jak to "nie ma"? - powtórzył po kobiecie, podnosząc głowę i zostawiając długopis na blacie. Rzucił spojrzenie na torbę, twarz Milo, a potem wkoło siebie, ostrożnie wycofując się o krok w próbie złapania lepszej perspektywy na pomieszczenie bez przypadkowego nadepnięcia na kocią łapkę. - Widziałeś jak się... Chwila - mruknął, marszcząc brwi i kucając przy kontuarze recepcji. Przetoczył na bok leżący na podłodze kask, aktualnie robiący za prowizoryczny koszyk mieszczący dokładnie jednego kota, który schował końcówkę roztańczonego ogona o sekundę za późno. - Co za mały... Będziesz robił problemy od początku, co? - zwrócił się bezpośrednio do Pinto z nieukrywanym rozbawieniem przetykanym czymś na kształt ulgi, po czym podniósł się do pionu i przekazał Milo kask wraz ze zwiniętym w środku czworonogiem. - Trzymaj, wybrał nowy transporter.

Milo Rivera, Erza B. Fernandes
23 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

W bardzo krótkim czasie Milo zdążył przejść przez małe załamanie nerwowe, rozbłysk radości wymieszanej z ulgą i wpaść w kolejną spiralę nieszczęścia, gdy Erza z grobową miną zauważyła zniknięcie Pinto. Na chwilę przeszła mu nawet ochota dyskutowania z Dylanem na temat przeklętych walentynek.
Żartujesz? Gdzie miałby... joder. 一 Milo uniósł przerażone spojrzenie na Gauthiera i rozłożył bezradnie ręce wskazując na pustą torbę, tak, jakby chciał w jakiś telepatyczny, niewerbalny sposób przekazać mu, że nie mógł nic zrobić i nie miał pojęcia kiedy doszło do dramatu.
Odstąpił od torby na parę kroków i przewiesił się jak długi przez ladę recepcyjną mnąc przy okazji papiery, które Dylan z taką pieczołowitością wypełniał jeszcze chwilę temu.
Nic.
Przebiegł się przez długi korytarz, uderzył kolanami o posadzkę i zajrzał pod rząd plastikowych foteli wystawionych dla oczekujących.
Nic.
W akcie desperacji Rivera wpadł nawet z powrotem do pomieszczenia gospodarczego ze skrzynką z bezpiecznikami, ale tam również nie zastał uciekiniera, więc z ciężkim sercem wrócił do lobby, bezradnie poruszając ustami i koniuszkami palców w powietrzu. Zupełnie jakby próbował nakreślić kształt kota i w ten sposób zmaterializować go w przestrzeni.
Zazwyczaj wiedział co robić, ale nagle ogarnęła go panika, a zimny pot okleił go razem z koszulką. Był zaledwie o krok od pełnoskalowego ataku paniki przy świadkach, kiedy Dylan jako jedyny trzeźwo myślący (i widocznie bardziej spostrzegawczy) zlokalizował kota przymierzającego się do wypełnienia sobą piankowego obicia kasku.
Milo spojrzał najpierw na Gauthiera z otwartym niedowierzaniem w okrągłych od zmartwienia oczach, udało mu się w miarę dyskretnie ukryć pociągnięcie nosem za rękawem bluzy, którą niby od gorąca przetarł sobie twarz i rozjaśnił się jak bezchmurne niebo na widok swojej zguby.

Pewnie woli na gąbce, ja mam zestaw kluczy nasadowych w torbie więc nic dziwnego.
Odebrał od niego kask tym razem nie spuszczając Pinto z oczu, z odrobinę obsesyjną nadgorliwością przyciskając go do piersi. Nie zamierzał oddawać kolejnego kota. Nie zamierzał rezygnować z kolejnego członka rodziny.



Erza B. Fernandes Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Animal Services”