Mmm, czyli ma fajne cycki, kręci driny i jeszcze dobrze się rucha. Głupi to zawsze ma szczęście. Dla Maddie to on mógł być idiotą, bałwanem albo debilem, oby tylko dalej wpuszczała go do swojej sypialni, wtedy nie było żadnego problemu. No i tak się uśmiechał pod nosem, bo mu się w umyśle wzięło na wspominki wiadomo kogo i wiadomo gdzie, ale chwilę później uśmiech zszedł mu z twarzy, bo odezwał się Księciunio.
Heh, a chociaż połyka? Alex wzniósł oczy ku niebu i wymamrotał niewyraźne
"WTF" pod nosem. -
Williams, ty serio masz mózg w rozporku. Dobra jest i tyle ci musi wystarczyć, reszty ci nie opiszę, bo jeszcze sobie coś naciągniesz z wrażenia - rzucił, kręcąc głową na pytanie o barmankę. Zerknął też przelotnie na telefon Joela, skoro już za darmo oglądali sobie zdjęcia jakiejś pielęgniareczki i zmarszczył brwi. -
Ej, ja chyba ją kojarzę - rzucił pod nosem, odpierdalając przy tym jakieś wielkie myślenie w głowie, skąd mógł ją znać, no ale kiedy mu się przypomniało, to… -
A, pomyliłem ją z kimś innym - dodał szybciutko i machnął ręką, upijając przy tym łyk ze swojej szklanki. Nie był pewien, czy był to jego Aniołek z klubu, który nie tylko opatrzył jego brew, ale też zabawił się z nim w kiblu kilka lat temu, no ale po co psuć koleżance opinię, jeśli - no właśnie - nie był pewien? Zresztą, jakie tam od razu psucie opinii, była
strong independent woman i mogła robić co chciała i z kim chciała i kiedy chciała. A teraz najwyraźniej chciała Joelowi pobierać krew. I nie tylko.
Ahh. Miłość. Pojebana sprawa z tą miłością. Czterech dorosłych chłopów, zamiast cieszyć się wolnością, siedzieli i albo analizowali swoje byłe i przyszłe niedoszłe, albo ekscytowali się igłami pielęgniarek. Wyglądało na to, że
miłość to jakaś zbiorowa choroba psychiczna, na którą nie pomagała nawet whisky za trzy koła. Spojrzał na Dallasa, który właśnie się przed nimi uzewnętrzniał.
Kochałem ją, idioto. Tak powiedział temu debilowi jebanemu Williamsowi. No i co, no szczerze powiedział, Alex był z niego dumny. -
Tak, kumplujemy się, to ona ogarnęła mi Cipsona - kiwnął głową w kierunku psa, który z powrotem rozwalił się na dywanie i zaczynał smacznie chrapać. Wielkie, cudowne psisko. Kurde, Alex nie sądził, że zrobi się z niego taki psi ojciec po tak krótkim czasie, ale niczego nie żałował, przynajmniej miał do kogo się odezwać, kiedy Maddie nie było w pobliżu.
Ricardo? Kto to, kurwa, Ricardo? To był tylko głupi żart, chciałem zobaczyć, jak wam ryje zrzedną i zadziałało. -
Żart, żartem, ale miłość to jest, kurwa, fenomen - mruknął pod nosem Alex, znów upijając łyk ze szklanki. Hold swoje szklaneczki, brothers, nadchodziła błyskotliwa myśl, zapinajcie pasy. -
Jeden daje się kłuć igłami, bo laska jest seksowną blondi, drugi płacze za byłą, która go rzuciła dla jego własnego dobra, a trzeci... - zawiesił głos, zerkając na Williamsa -
...trzeci pyta, czy połyka, bo to jedyny sposób, żeby na chwilę zapadła cisza. No i to jest piękno relacji międzyludzkich, panowie - dokończył i pokiwał głową jak jakiś sensei.
Co tu właściwie będziemy robić oprócz chlania? Zerwał się z kanapy w ślad za Williamsem i zerknął mu przez ramię, jak szukał zestawu do pokera i cygar. -
Mogę zagrać, ale nie za hajs - uprzedził towarzystwo, po czym zaczął zgarniać butelki i szklaneczki ze stołu w jeden kąt, żeby zrobić miejsce na zestaw pokera, który już chwilę później wylądował na stole. Alex rozsiadł się wygodnie na jednym z krzeseł i dopił zawartość swojej szklaneczki do końca - w końcu świat wydawał się bardziej kolorowy, nawet Prince wydawał się bardziej znośny, kiedy alkohol już wesoło rozgościł się w jego żyłach. -
No, siadajcie przy stole, panie i panowie, zanim Prince rozda sobie same asy… - zmrużył oczy i zerknął na Williamsa, który coś tam już grzebał z tym zestawem. Pewnie przygotowywał się do rozdania kart i żetonów, ale z nim to nigdy nic nie wiadomo. Alex chwycił butelkę whisky, chcąc polać kolejną kolejeczkę kumplom, ale zanim przechylił ją nad szklankami, zatrzymał ruch w połowie. Z rozbawieniem wbił wzrok w Delaneya, bo nagle przypomniał sobie, że to on tu dzisiaj robił za konesera i głównego sponsora wysokoprocentowej rozrywki. -
Czy jaśnie pan Joel wyraża zgodę na kolejną rundę? - parsknął śmiechem, no i dopiero gdy doczekał się znaku od Joela, zaczął rozlewać alkohol do szklaneczek. Woohooo!
Michael Jordan romeo texam holdem