Pokręcił głową na boki, tym samym odpowiadając na pierwsze pytanie Santiago. Poczuł nieprzyjemny uścisk w brzuchu i momentalnie pożałował, że w ogóle zaczął ten temat. Nie powinien tego robić, bo przecież nie przyszedł tutaj użalać się na swoje problemy; i nawet nie chodziło o problemy w związku, bo nie sądził, że takowe mieli, raczej o problemy z jego głową, z czarnymi myślami, które zawsze nawiedzały go w momencie, gdy chociażby sobie wyobrażał jak mogłaby taka rozmowa wyglądać. Nie powiedział jednak nic póki co, jedynie wpatrywał się intensywnie w swoją szklankę, chwilę wcześniej opróżniając ją niemalże całkowicie w dwóch dużych łykach.
Nie bardzo wiedział co poczuł w momencie, gdy Santiago stwierdził, że nie ciągnąłby go ze sobą na kolejny napad. Z jednej strony chyba zrobiło mu się przykro, bo w pewien sposób poczuł się chyba... wykluczony? Z drugiej - rozumiał jego argumenty i właściwie również nie paliło mu się jakoś do tego, żeby pójść siedzieć albo zostać zabitym. Problem w tym, że faktycznie tęsknił za napadami, jakby nie było była to ich rodzinna tradycja, o ile można to tak nazwać i naprawdę dawały mu one adrenalinę i emocje porównywalne z braniem udziału w turniejach. Nie wiedział więc jak się poczuł, ale jego emocje krążyły gdzieś od smutku do wdzięczności, z całą gamą innych pokrewnych po drodze.
-
Więc... nie szedłeś tam z zamiarem zabicia się? - zapytał niepewnie, bo niby słyszał co mówił mu brat, ale jakoś chyba nie do końca przyjmował do wiadomości. Być może to też kwestia tego, że wypił już kilka ładnych szklanek mocnego trunku; nie przeszkadzało mu to jednak wyciągnąć rękę z prośbą o dolewkę, gdy Kocur nalewał whisky do swojej szklanki. Przecież nie pozwoli bratu pić w samotności, to byłoby bardzo... niebraterskie, o.
-
Nie masz smolistego i ociekającego trucizną serca, głupolu - prychnął krótko i znów pokręcił głową, patrząc na niego spod byka. Domyślał się, że Tiago powiedział to w formie żartu, nawiązując głównie do tego, że na takiego właśnie zwykle pozował i takim widzieli go ci, którzy z nim pracowali, ale Salazar znał go przecież trochę lepiej, niż oni. Znał go przede wszystkim dłużej i pamiętał go, gdy jeszcze obaj byli dziećmi. Santiago był kochany, troskliwy i wrażliwy, ale takim ludziom żyło się ciężej, bo za bardzo przejmowali się tym, co działo się dookoła nich i tym, co inni o nich myśleli. Prawdopodobnie po prostu w pewnym momencie jego brat uznał, że wykreuje konkretny wizerunek lidera, ostrego i nieprzejednanego, kierującego się głównie żądzą, władzą i pieniędzmi, bo wtedy przynajmniej będzie miał wpływ na to, jak go postrzegają i będą go postrzegać dokładnie tak, jak sobie założył.
-
Nie wiem czy to dobry pomysł - wzruszył lekko ramionami, słysząc kolejne słowa brata. Przyjrzał mu się, rozczulony widokiem Kocura opierającego głowę o oparcie kanapy, zwróconego w dodatku przodem do niego. Kącik jego ust drgnął w lekkim uśmiechu, a Sal po chwili wahania odgarnął mu kosmyk ciemnych włosów z czoła, czując się znów jak dziesięciolatek z młodszym braciszkiem. Szkoda, że nie mogli do tego wrócić, chociaż na chwilę. -
Boję się, że jeśli się dowie o tej części mojego życia, to.. to straci do mnie zaufanie. Nie powiedziałem mu o tym przez tyle lat, może więc uznać, że ukrywałem to przed nim z jakiegoś konkretnego powodu, że ukrywałem więc to, kim jestem naprawdę... a nie chcę, żeby tak pomyślał i żeby mnie zostawił. Nie przeżyję bez niego. Zresztą, pamiętasz co się ze mną działo, gdy się rozstaliśmy - pociągnął nosem i wytarł go wierzchem dłoni, znów czując nieprzyjemne drżenie w głosie. Odchrząknął krótko i upił trochę nowej porcji whisky ze swojej szklanki, również opierając ramię o kanapę, a głowę o swoje ramię. Też siedział przodem do brata, dość blisko niego, a przez myśl mu przemknęło, że przydałby im się jeszcze koc nad głowami i mogliby mieć swój własny fort. Na pewno czułby się wtedy bezpieczniej. -
Nie bardzo też wiem jak miałbym mu to powiedzieć i... i co zrobić, jeśli spyta dlaczego mówię mu o tym dopiero teraz. Prawda jest taka, że im więcej czasu mijało, im dłużej byliśmy razem, tym trudniej było mi wyznać mu prawdę i tak to odkładałem, a dobra okazja na powiedzenie tego nie nadarzyła się nigdy. - zrezygnowany opuścił głowę i zaczął zgiętymi kostkami palców masować czoło, próbując się pozbyć bólu głowy i wyrzutów sumienia. -
Jestem tchórzem, Tiago. Za bardzo bałem się go stracić, żeby powiedzieć mu o tej części naszego życia.
Santiago de la Serna