25 y/o
For good luck!
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła głową, poniekąd zgadzając się z jej podejściem. Oczywiście, że śmierć mogła wyglądać wyjątkowo przerażająco. Nawet osoby, które odeszły we śnie, potrafiły wzbudzić w ludziach trwogę przez sam fakt braku oddechu w piersi, a co dopiero ktoś, kogo spotkał dużo mniej przyjemny koniec. Nadal jednak nie odsuwało to od niej myśli, że drzwi powinny zostać poszerzone. Temu wszystkiemu przydałoby się po prostu więcej dramatyzmu.
— Wolałabyś zostać spalona czy doprowadzona do porządku? — zapytała, nie przejmując się własną bezpośredniością. Pytanie z pewnością było nie na miejscu, szczególnie biorąc pod uwagę status ich relacji, ale to nic. Szczerze zaciekawiło ją, jakiej udzieli odpowiedzi. Skoro potrafiła podejść do tej kwestii tak pragmatycznie, pewnie miała już jakiś plan, mimo młodego wieku. Statystyki raczej nie sugerują żadnej z nich rychłej śmierci, ale w sumie nigdy nie wiadomo.
— W żadnym nie powiedziałaś też, że nie chcesz — wytknęła, nie odwracając od niej wzroku. Spadający na ziemię niedopałek nie był przecież istotny. Ruelle raczej nie planowała jej podpalić. A przynajmniej nie papierosem, bo pewnie byłaby z siebie bardzo zadowolona, gdyby udało jej się zagrać na nerwach Cross i po prostu popsuć jej dzień. Na razie nic takiego się nie zapowiadało. Czuła się w tej sytuacji bardzo pewna, nie czuła żadnego widma zbliżającej się do niej porażki. Zakładała, że ma nad nią przewagę i teraz pozostało jej jedynie uświadomić o tym Prescott. Ona z kolei sprawiała wrażenie kompletnie oderwanej od rzeczywistości, skoro zakładała, że miała jakiekolwiek szanse w tej potyczce. Może nawet River powinno być jej nieco szkoda? Nie, to bez sensu. To przecież duża dziewczynka, na pewno ze wszystkim sobie poradzi.
— Och, naprawdę? Teraz to mi przykro, petite menteuse. — Uśmiechnęła się z przekąsem. W ogóle nie powinno jej to smucić. Logicznym było, że Prescott nie miała żadnych powodów, by o niej myśleć. Ich relacja rozmyła się wraz z zakończeniem szkoły. A jednak coś w środku nieprzyjemnie szarpnęło żołądkiem River. Nie lubiła być zapominana ani ignorowana. A już na pewno nie przez takie osoby, o których uwagę niegdyś zabiegała. A przecież Ruelle się do nich zaliczała. Ale nie musiała o tym wiedzieć. Lepiej było zostawić to wszystko na poziomie ironicznych żartów.
— Rozumiem, że teraz też nie chcesz, żeby pojawiła się tęsknota choć na kilka centymetrów? — dopytała, na moment spuszczając wzrok na niewielką przestrzeń między ich ciałami. W ogóle nie miała ochoty się od niej odsuwać. To przecież oznaczałoby porażkę. Przeniosła ciężar ciała na drugą nogę, dzięki czemu zetknęły się ze sobą. Nadal była w tym ostrożna, wszystko było doskonale wykalkulowane. Ledwie się muskały. Wzięcie głębszego wdechu wystarczyłoby, żeby z powrotem zwiększyć odległość między nimi.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
For good luck!
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Una vampiresa, soy una sanguinaria
Carmilla, la de Styria, soy inmune a tus plegaria
Yo soy la principal y tú la secundaria
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie widziała powodów do ingerencji w strukturę zakładu. Był taki jaki był z jakiegoś powodu. Można było poszerzyć drzwi, ale co takiego by to przyniosło? Jedynie naruszyłoby jego stan, a jedna zmiana mogła pociągnąć za sobą szereg innych, bo cała kompozycja mogłaby zostać zaburzona.
- Pogrzebana - odpowiedziała bez zawahania. - Bardziej przemawia do mnie myśl o tym, że ktoś mógłby kiedyś za wiele lat odnaleźć moje kości spoczywające w glebie...
Może nie miała konkretnego pomysłu na całą uroczystość i co jakiś czas mogły nachodzić ją różne myśli odnośnie jej organizacji, ale akurat tego jednego była pewna. Bardziej przemawiało do niej złożenie trumny do dołu. Chyba, że ktoś postanowiłby jej urządzić pochówek całopalny w pogańskim stylu. Wtedy mogłaby się zastanowić. Chociaż dalej... Wolała, aby jej szczątki wywołały w kimś jakieś emocje lub zadumę.
- W takim razie muszę ci to wyraźnie zakomunikować? Niech i tak będzie - odpowiedziała i zwilżyła delikatnie językiem dolną wargę, wciąż patrząc butnie w oczy dziewczyny. - Nie zamierzam przyjmować żadnego zaproszenia i ocierać się o ciebie jak dzika kotka, żeby oznaczyć cię jako swoją.
Jej głos wybrzmiał twardo i zdecydowanie, ale wewnątrz żołądek ścisnął jej się na myśl, że faktycznie mogłaby to zrobić. Rzecz jasna jako kolejną zagrywkę w ich pokręconej zabawie, ale mogłaby tym samym sprawić River zbyt wielką satysfakcję. Dlatego właśnie musiała balansować zręcznie na linii między słowem i dotykiem, aby nie dać przypadkiem zbyt dużo od siebie niż powinna.
- Musisz się najwyraźniej bardziej postarać, żebym wracała ciągle do ciebie myślami - rzuciła prowokująco, ale tak naprawdę Cross już to robiła.
Zapewne jeszcze przez długi czas Ruelle będzie wracała myślami do tego momentu, zastanawiając się czym właściwie było to dziwne napięcie, które między nimi się wytworzyło i skąd właściwie się wzięło. Było dla niej co najmniej zaskakujące i na pewno niezrozumiałe. W końcu powinny teraz bardziej przerzucać się ostrymi docinkami i prychać w swoim kierunku, a zamiast tego stały tuż obok siebie w intymnej niemal manierze. Czym to w ogóle miało być?
- Ja? - zapytała z lekkim zdziwieniem. - To ty do mnie lgniesz.
Jej uwadze nie umknęło to jak River zmieniła subtelnie swoje ułożenie tak, aby ich ciała znalazły się jedno przy drugim, ocierając się ledwie o siebie, ale nigdy w pełni dotykając. Może była wyjątkowo wyczulona na podobne gesty?
Nie zamierzała jednak na pewno się cofnąć ani o krok. Zamiast tego wyciągnęła nieco mocniej szyję, walcząc z odruchem, aby wspiąć się na palce i dodać sobie jeszcze kilka centymetrów. Zresztą i tak znajdowała się na tyle blisko, że niemalże musnęła ustami wargi Cross, gdy tylko odezwała się po raz kolejny, zniżając swój głos do zmysłowego szeptu.
- Jeszcze chwila, a uznam, że desperacko pragniesz mnie pocałować...
Igrała z ogniem w każdym momencie tej interakcji, ale czemu właściwie miałaby tego nie robić skoro było to tak cholernie przyjemne?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „White Lily Funeral Services”